Po śmierci żony, która ginie w wypadku samochodowym, mąż traci wiarę. Zbuntowany, plecami odwraca się do Boga. Nie wierzy on i nie pozwala wierzyć swoim dzieciom. Jak na razie przypadek ten wcale nie wydaje się tak bardzo wyjątkowy. Takich czy podobnych przypadków utraty wiary w wyniku życiowej tragedii jest w końcu niemało. Ale ten przypadek jest szczególny, chodzi bowiem o wiarę księdza. Dodam, że protestanckiego księdza, by uprzedzić pytanie o żonę i dzieci. Taki jest punkt wyjścia dla historii opowiadanej w filmie Znaki (Signes), obecnym jeszcze na ekranach kin.
Kino dość rzadko podejmuje temat wiary, a jeszcze rzadziej wiary księdza. Zresztą, nigdy nie wiadomo, jak publiczna dyskusja o wierze księdza zostanie przyjęta. We wszystkim przecież można się doszukać walki z Kościołem, jeśli tylko się chce. Ale jak mówić o potędze wiary, jeśli nie przez perspektywę jej przeciwieństwa, czyli niewiarę właśnie?
Mówi się często o różnych wydarzeniach, że są próbą wiary, ale okazuje się, że także niewiara może zostać poddana próbie. Tak się właśnie dzieje we wspomnianym filmie. Ziemia staje się nagle miejscem ataku przybyszów z kosmosu, którzy na kukurydzianych polach tworzą nawigacyjne znaki. Niestety, goście nie mają zbyt życzliwych wobec Ziemian zamiarów. Niebezpieczeństwo jest zatem coraz bliższe i coraz bardziej realne. Dom (ex-)pastora, podobnie jak inne, staje się celem ataków. Ksiądz liczy się więc z zagładą i rychłą śmiercią, bo przecież Boga nie ma i nie ma kto czuwać nad nim i nad jego rodziną. Jednak dzięki skomplikowanemu zbiegowi różnorakich okoliczności rodzina zostaje uratowana. Ale czy rzeczywiście jest to tylko zbieg okoliczności? Wraz z rozwojem wypadków ksiądz zaczyna powoli uświadamiać sobie, że pozornie nie mające ze sobą żadnego powiązania wydarzenia, słowa czy nawet gesty układają się w logiczną całość. Właściwy sens uzyskują ostatnie słowa wypowiedziane przez żonę przed śmiercią, a chorobowe przypadłości dzieci okazują się - choć w różny sposób - ocalające. Takie ma znaczenie choćby dziwna fobia córki bohatera po całym domu rozstawiającej szklanki z wodą, której zresztą nie pije, bo jest według niej skażona.
Zbieg okoliczności czy może jednak coś więcej? Ksiądz zbyt wiele "wojował" z Bogiem, by nie wiedzieć, że to Jego "sprawka". Więc to nie zbiegi okoliczności, tylko znaki, znaki od Boga, których wcześniej nie rozumiał, Boże "słowa", których kiedyś nie pojął.
Często mówi się, iż nic się nie dzieje bez określonej przyczyny. Film Znaki proponuje nam inną perspektywę. Dla człowieka wierzącego nic nie dzieje się bez określonego celu. Rzeczy nie dzieją się (tylko) z jakiegoś powodu, ale o wiele bardziej po coś, w jakimś celu, coś zapowiadają, do czegoś zmierzają. Przyznaję, że jest to perspektywa, która bardzo mi odpowiada, o wiele bardziej niż perspektywa "przyczynowo-skutkowa". Rozumienie bowiem dziejących się wydarzeń jako skutków przeszłości, kiedyś podjętych decyzji rodzi potrzebę ich wytłumaczenia, a w konsekwencji prowadzi niestety często do poszukiwania winnych tego, co się dzieje, do obwiniania siebie bądź innych. Zupełnie inaczej jest w perspektywie "celowej", gdzie zawsze na horyzoncie jest jakiś sens, ku któremu zmierzają wszystkie wydarzenia, rzeczy, słowa. Tym horyzontem jest oczywiście Bóg, który wszystko czyni sensownym, potrzebnym, celowym.
Gdy zdarza się coś nadzwyczajnego, gdy zdarza się cud, mówimy, że Bóg czuwa nad nami i daje o sobie znać. Ale czyż On nie czuwa, gdy dzieją się rzeczy zwyczajne, co więcej - takie, które zrazu żadnego sensu nie mają i pozornie do niczego nie prowadzą? Popatrzmy w przeszłość. Czy nie wyznaczają jej takie właśnie znaki?
24 stycznia dziennikarze czcili swojego patrona św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła. W tym roku, w naszej diecezji wspomnienie to miało szczególne znaczenie, ze względu na obchody 100-
lecia pobytu w Jaśle, Sióstr Wizytek, zakonu kontemplacyjnego Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Zakon ten został założony właśnie przez tego Świętego. Na jubileusz ten nakłada się okrągła rocznica
400-lecia sakry biskupiej św. Franciszka Salezego. Akt ten miał miejsce 8 grudnia 1602 r. Jest więc okazja, by przypomnieć tą wspaniałą postać, polecając jego opiece wszystkich tych, którzy służą słowem
pisanym, mówionym w radio i w telewizji.
Św. Franciszek Salezy urodził się 23 sierpnia 1567 r. w rodzinnym zamku w Thorens, niedaleko Annecy we Francji. Ojciec planował dla syna wielką karierę. Zapewnił mu znakomite wykształcenie, najpierw
w Annecy, potem w Paryżu i w Padwie. Po uzyskaniu na Uniwersytecie w Padwie doktoratu z zakresu prawa cywilnego i kanonicznego Franciszek powrócił do domu. Ojciec chciał, żeby został adwokatem i członkiem
Senatu w Chambery. Upatrzył już nawet dla niego narzeczoną.
Franciszek jednak, niemal wbrew ojcu, postanowił zostać kapłanem. Do swoich studiów prawniczych i literackich dołączył teologię. Kiedy otrzymał godność dziekana Kapituły Kanoników w Genewie, ojciec
zgodził się z jego planami. Franciszek przyjął święcenia kapłańskie 18 grudnia 1593 r. Prawie rok później, 14 września 1594 r., biskup Genewy de Grenier wysłał go - młodego kapłana w okolice Chabalais.
Ks. Franciszkowi towarzyszył jego krewny, kanonik Louis de Sales. Mieli oni tam, w okolicach jeziora Leman, odnowić wiarę katolicką. Obszar ten, bowiem został podbity w 1536 r. przez protestanckich Berneńczyków.
Potem został zwrócony księciu Sabaudii.
Pośród uprzedzeń, przeciwności i opozycji ks. Franciszek Salezy rozpoczął swą misję, która wytyczyła odtąd kierunek jego życia. Swoją modlitwą, pokutą, nauczaniem i pisarstwem potrafił on nawrócić
do Kościoła katolickiego cały ten region. Swoją duchowość oparł na trzech znaczących pojęciach: "pobożność, miłość i miłosierdzie". Streszczają one całą rzeczywistość życia wewnętrznego, wyrażające: świętość,
pobożność, pietyzm, miłość, doskonałość i doświadczenie Boga.
8 grudnia 1602 r. Franciszek Salezy otrzymał sakrę biskupią w Thorens. Przez następne 20 lat jako gorliwy pasterz dokładał wszelkich starań, aby odrodzić wiarę w Kościele w duchu reform Soboru Trydenckiego.
Jego działalność sięgała poza Sabaudię. Był uznanym kaznodzieją w Paryżu, Chambéry i w Dijon. W tym ostatnim mieście, będącym stolicą Burgundii poznał baronową Joannę de Chantal, z którą 6 czerwca 1608
r. założył Zakon Nawiedzenia Maryi Panny. Zakon ten został zatwierdzony jako żyjący we wspólnocie, kontemplacyjny. Mogły do niego wstępować również wdowy, pragnące poświęcić się życiu zakonnemu, których
nie mogły przyjmować inne zakony.
Jako biskup, Franciszek Salezy troszczył się zarówno o bogatych, jak i o biednych. Ci ostatni mieli u niego szczególne względy. Franciszek głosił nie tylko kazania, ale prowadził także obfitą korespondencję.
W 1608 r. napisał, z myślą o ludziach świeckich, dzieło Filotea - Wstęp do życia pobożnego. W 1616 r. napisał drugie dzieło - Traktat o miłości Bożej. To dzieło skierowane było przede wszystkim do zakonników
i duchownych. Obydwie pozycje należą do klasyki duchowości.
Franciszek Salezy zmarł 28 grudnia 1622 r. w Klasztorze Sióstr Wizytek w Lyonie.
Proces beatyfikacyjny wszczęto w 1661 r., kanonizacja odbyła się 19 kwietnia 1665 r. Aktu tego dokonał papież Aleksander VII. Papież Pius IX ogłosił św. Franciszka Salezego doktorem Kościoła 16 listopada
1877 r.
24 stycznia przypada dziewiąta rocznica śmierci, tragicznej śmierci Heleny Kmieć, służebnicy Bożej. W rozmowie z ks. Łukaszem Aniołem SDS, duszpasterzem Wolontariatu Misyjnego "Salvator" przybliżamy osobę tej młodej wolontariuszki misyjnej, a także rozmawiamy o tym, jak staje się ona wzorem do naśladowania na młodych ludzi.
Helena Kmieć pochodziła z Libiąża, mieście w Małopolsce, ale sympatyzowała z Ruchem Młodzieży Salwatoriańskiej i była zaangażowana w działania Wolontariatu Misyjnego "Salwator". - W 2012 roku nawiązała ona z nami kontakt i stała się wolontariuszką naszego wolontariatu misyjnego. Pomimo swojego młodego wieku, była osobą bardzo ambitną, pracowitą, zaangażowaną, a przede wszystkim była głęboko wierząca. Angażując się w nasz wolontariat postanowiła wyjechać na wolontariat do Boliwii - podkreśla ks. Anioła, przywołując tragiczny moment śmierci młodej misjonarki. - Była tam bardzo krótko, dopiero, co rozpoczęła swoją posługę misyjną. 24 stycznia 2017 roku dwóch napastników weszło do ochronki, gdzie posługiwała Helena. Jeden z nich zaatakował ją nożem, zadając jej 14 ciosów nożem.
"Niemcy i Europa zmarnowały niesamowity potencjał. Staliśmy się światowymi mistrzami nadmiernej regulacji i zerowego wzrostu" – te słowa nie pochodzą z ust polityka PiS, ale od samego kanclerza Niemiec Friedricha Merza. To bardzo mocny cios wymierzony w politykę Angeli Merkel i szefowej KE Ursuli von der Leyen.
Unia Europejska jest w głębokim kryzysie, grozi jej samozagłada, albo przynajmniej pogłębiająca się marginalizacja na globalnej scenie gospodarczej. Chiny i USA rozwijają się i mają wzrost gospodarczy, a Unia Europejska produkuje tylko swoje regulacje. - Jednolity rynek został kiedyś stworzony, aby stworzyć najbardziej konkurencyjny obszar gospodarczy na świecie, ale zamiast tego staliśmy się światowym mistrzem w nadmiernej regulacji – mówił kanclerz Niemiec na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.