Reklama

20. rocznica męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki

Mówił tylko prawdę

Po dwudziestu latach, które mijają od śmierci ks. Popiełuszki, wciąż nie wiadomo, kto wydał rozkaz zabójstwa. Janusz Kotański, historyk, autor książki „Nagroda dla księdza”, twierdzi, że gdyby nie pozwolenie gen. Kiszczaka i gen. Jaruzelskiego, Ksiądz nigdy nie zostałby zamordowany. Wiele dokumentów na ten temat kryją też archiwa Instytutu Pamięci Narodowej, jednak do momentu zakończenia śledztwa w tej sprawie objęte są tajemnicą. Ale Ksiądz Jerzy - mimo że umarł - żyje. Przede wszystkim w ludzkiej pamięci, we wspomnieniach tych, dla których był duszpasterzem, przyjacielem, kimś niemal najważniejszym w życiu.

Niedziela Ogólnopolska 42/2004

Ksiądz Jerzy z rodzicami przed domem rodzinnym w Okopach na Białostocczyźnie

Ksiądz Jerzy z rodzicami przed domem rodzinnym w Okopach na Białostocczyźnie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Żeby choć jego kosteczki zobaczyć”

Był piątek 19 października 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko od rana szykował się do wyjazdu. Miał w Bydgoszczy odprawić Mszę św. dla świata pracy. Gdy opuszczał swoje mieszkanie przy warszawskim kościele św. Stanisława Kostki, mocno przytulił swojego psa Tajniaka. Potem siostra podała Księdzu Jerzemu przez parkan świeże rogale na drogę - i nikt już go więcej tu nie widział. - Wieczorem wypatrywaliśmy, czy nie nadjeżdża samochód Księdza Jerzego, ale w końcu poszliśmy spać. Spodziewaliśmy się, że wróci nocą - opowiada ks. Marcin Wójtowicz, ówczesny wikariusz.
Nocą jednak Ksiądz Jerzy nie wrócił. Rano zaś na plebanię zadzwonił bp Kazimierz Romaniuk, który odpowiadał wtedy za sprawy personalne w archidiecezji warszawskiej. Poinformował, że ks. Popiełuszko został porwany.
Wiadomość ta błyskawicznie zaczęła się rozchodzić po całej Warszawie, a o godz. 19.30 w Dzienniku telewizyjnym spiker odczytał oficjalny komunikat o uprowadzeniu Księdza przez „nieznanych sprawców”. Wtedy też dowiedzieli się o tym rodzice: Marianna i Władysław Popiełuszkowie. - Żeby choć jego kosteczki zobaczyć - rozpaczał ojciec.

Ksiądz bez butów

Reklama

Najbardziej intensywne były cztery ostatnie lata życia Księdza Jerzego. Bo tak naprawdę wszystko się zaczęło od Huty Warszawa. Kiedy w sierpniu 1980 r. robotnicy ogłosili tam strajk okupacyjny, on przybył, by odprawić im niedzielną Mszę św. A potem po prostu z nimi pozostał. Odprawiał kolejne Msze św., spowiadał, chrzcił, udzielał ślubów.
Posypała się lawina chrztów - opowiadają hutnicy. Ks. Popiełuszko dotarł do ich serc, był z nimi na dobre i na złe. - Wielu doprowadził wtedy do wiary - podkreśla ks. inf. Zdzisław Król, ówczesny kanclerz Kurii. - Cieszył się jak dziecko, gdy ktoś po wielu latach wracał do Pana Boga.
Później, w listopadzie 1981 r., przedzierał się przez kordony milicji podczas strajku w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa, by wspierać duchowo studentów. Spowiadał ich, odprawiał Msze św. - Dzięki temu mogliśmy wytrzymać terror psychiczny - wspomina Dariusz Galiński, jeden ze studentów.
Nieuchronnie nadchodziły jeszcze trudniejsze czasy. 13 grudnia 1981 r. wprowadzono stan wojenny. Ksiądz Jerzy zaangażował się wtedy w pomoc ludziom. Już po pierwszych aresztowaniach troszczył się o wszystkich pozbawionych wolności, otaczał opieką rodziny internowanych, modlił się za nich. Rozdawał dary, które sprowadzał z Zachodu. Gdy w jego pokoju pojawiała się skrzynka jabłek albo pomarańczy, szybko była opróżniana, bo każdy, kto go odwiedził, wychodził z owocami w ręku. Nie miał zwyczaju zostawiać niczego dla siebie. Słynął też z tego, że chodził w zniszczonych albo podartych butach, mimo że w każdym transporcie darów z zagranicy jedna para była przeznaczona dla niego. On jednak uparcie powtarzał, że są za duże albo za małe, za ciasne albo za luźne. Każdy pretekst był dobry, by komuś je oddać. Kiedyś do Księdza Jerzego przyszedł mężczyzna - młody, zwolniony właśnie z miejsca internowania. Był zmaltretowany i bosy. Ksiądz zdjął wtedy z nóg własne buty i oddał je nieznajomemu. Tych butów ów mężczyzna nigdy nie włożył. Zdobył inne, a te schował do szafy i do dziś trzyma jako relikwie.
Ks. Popiełuszko często mawiał, że Kościół musi być blisko ludzi, w ich doli i niedoli. Dlatego uczestniczył we wszystkich rozprawach sądowych działaczy Solidarności. - Na sali rozpraw podczas naszych procesów zjawiał się zwykle w tym samym miejscu: w pierwszym rzędzie, na krześle gdzieś z boku - opowiada Karol Szadurski. - Podtrzymywało mnie to na duchu, czułem się silniejszy. Także moi koledzy dzięki niemu nie załamali się. Świadomość, że Ksiądz jest z nami na dobre i złe, i że zaopiekuje się również naszymi żonami i dziećmi, naprawdę bardzo pomagała. - Czułem, że właśnie wtedy potrzebowali mnie najbardziej, potrzebowali mojej modlitwy - przyznał później Ksiądz Jerzy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„Dzięki Ci, Panie, że się mną posługujesz”

Reklama

Na samym początku stanu wojennego Ksiądz Jerzy podjął się jeszcze jednego zadania: odprawiania Mszy św. w intencji Ojczyzny, co okazało się jego wielkim powołaniem. Przybywali na te Msze św. nie tylko parafianie, ale też mieszkańcy innych dzielnic Warszawy, a potem z całej Polski: lekarze, nauczyciele, prawnicy, przede wszystkim jednak robotnicy. Dużo robotników. Bo przecież Ksiądz Jerzy miał doskonały kontakt ze światem pracy. I doświadczenie - prowadził już przecież duszpasterstwo wśród hutników.
Odprawiał te Msze św. regularnie, w każdą ostatnią niedzielę miesiąca. Mimo że był mocno schorowany, słaby, nieregularnie przyjmował lekarstwa. Zarazem jednak był mocny siłą charyzmy, która sprawiała, że umiał zawładnąć tłumem. Stawał przy ołtarzu, a ludzie, jak dzieci, z ogromną ufnością wpatrywali się w ołtarz. Przestawali się spieszyć, narzekać, złorzeczyć. I zaczynali się modlić. Słuchali pilnie, gdy mówił rzeczy niepopularne: o darowaniu win, przebaczeniu, zwyciężaniu zła dobrem. Dawał im nadzieję, której tak bardzo wtedy potrzebowali. Przypominał, czym jest prawda, miłość, wiara, dobro. Mówił o ludzkiej godności, o moralności. Często przywoływał słowa kard. Wyszyńskiego albo Ojca Świętego. Nikogo nie atakował. Mówił o tym, czym ludzie żyli na co dzień - o ich troskach, problemach, wyzwalał z nienawiści. - Jego fenomen polegał na prostocie i zwyczajności - podkreśla ks. Jan Sikorski. Treść kazań uzgadniał często z ks. Teofilem Boguckim, proboszczem kościoła św. Stanisława Kostki. Pokazywał je wcześniej także ks. inf. Zdzisławowi Królowi czy państwu Janiszewskim, u których je niekiedy pisał. - Nie było w tych kazaniach akcentów politycznych, ale komuniści nie mogli tego zrozumieć. Ksiądz Jerzy mówił prawdę, która była dla nich niewygodna, ale zawsze głosił ją w kontekście Ewangelii - podkreślał mec. Edward Wende.
Z jednej strony więc uczestnicy Mszy św. za Ojczyznę wyzbywali się nienawiści, z drugiej zaś - doznawali cudu nawrócenia. - Zanim poznałem Księdza Jerzego, przez ostatnie 10 lat pracy w Hucie byłem daleko od Kościoła - opowiada Karol Szadurski.
Józef Oryga z parafii w Aninie powiedział, że Księdzu bardzo zależało, by przystępował on regularnie do Komunii św. Pewnego razu, podczas Mszy św. za Ojczyznę nie uczynił tego. Do dziś pamięta smutne oczy Księdza, który rozdawał wtedy Komunię św. - Widziałem, że jest mu przykro. Zawsze zależało mu, by każdy z nas był jak najbliżej Boga - wspomina.
I rzeczywiście tak było. Sam Ksiądz zanotował w swoich Zapiskach: „Wczoraj przyszedł człowiek, który nie był 34 lata u spowiedzi, bo dzięki Mszy za Ojczyznę i mojej obecności w sądach na nowo odnalazł się przy Kościele. Jak wiele potrafisz, Boże, zdziałać przez tak niegodne jak ja stworzenie. Dzięki Ci, Panie, że się mną posługujesz”.

Gotowy na wszystko

Mszami św. za Ojczyznę interesowały się Służby Bezpieczeństwa. Komunistów denerwowało, że wokół Księdza Jerzego gromadzą się tak wielkie tłumy. Zaczęli akcję zastraszania. Wciąż był śledzony, niemal wszędzie jeździła za nim milicja. Telefon miał na podsłuchu, a potem zainstalowano: „pluskwę” w jego pokoju. Otrzymywał też listy z pogróżkami. W grudniu 1982 r. natomiast przygotowano zamach na Księdza: nocą ktoś wrzucił mu przez okno cegłę z materiałem wybuchowym. - Gdybym wtedy natychmiast wstał i podszedł, by otworzyć drzwi, cegła uderzyłaby mnie w głowę - opowiadał z przejęciem następnego dnia znajomym, pokazując im wybitą szybę i leżącą cegłę. Następnej nocy miała miejsce kolejna prowokacja: upozorowano włamanie na schodach. Wtedy robotnicy postanowili chronić Księdza. Wyznaczyli nocne dyżury. Prowokacje jednak nie ustawały. Pisał Ksiądz Jerzy w Zapiskach: „Znowu mi pomalowali samochód białą farbą”; „Kolejna noc to grzebanie przy samochodzie młodego człowieka, który spłoszony wsiadł do samochodu MO”. I nieco dalej: „Wczorajsza noc była trudna. Nękali psychicznie. Od 1.00 do 4.00 jeździli jak wściekli dookoła plebanii”.
Ksiądz Jerzy przeczuwał nadchodzące zagrożenie. „Ja długo nie pożyję” - mawiał coraz częściej. I dodawał, że „jest gotowy na wszystko”.
12 grudnia 1983 r. musiał stawić się na przesłuchanie. Potem przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu, do którego esbecy podrzucili m.in.: 15 tys. egzemplarzy nielegalnych pism, gryps w języku francuskim, 36 naboi do pistoletu maszynowego, trotyl, dynamit z zapalnikiem i przewodem elektrycznym do detonacji, 4 duże gazy łzawiące, 60 matryc zagranicznych, 5 tub farby drukarskiej. To miał być powód aresztowania Księdza. I rzeczywiście, natychmiast po rewizji trafił do więzienia. A potem zaczęła się na niego nagonka w prasie; szkalujące artykuły pisał Urban.

* * *

Ks. Popiełuszko miał zginąć 13 października 1984 r. Ale wtedy próba zamachu się nie powiodła. Gdy 19 października Ksiądz Jerzy wracał z Bydgoszczy, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa, przebrani za milicjantów, zatrzymali samochód, którym jechał. Unieruchomili kierowcę, a jego brutalnie chwycili za rękawy sutanny i zaczęli bić. - Panowie, dlaczego mnie tak traktujecie? - były to ostatnie słowa, jakie kierowca, Waldemar Chrostowski, usłyszał z ust Księdza Jerzego. Po chwili dobiegło go głuche uderzenie, jakby ktoś uderzył pałką w worek mąki. - W tym momencie otworzyli bagażnik. Poczułem, że wrzucili coś ciężkiego. Czyżby Jerzego? - opowiadał kierowca. Po sekundzie usłyszał trzask bagażnika. A potem rozkaz jednego z milicjantów: „Gazu!”. I samochód ruszył.
Tymczasem w Warszawie nikt nie wiedział, co się wydarzyło 19 października w nocy. W parafii św. Stanisława Kostki życie biegło własnym torem. Dopiero 30 października nadeszła wiadomość, że Ksiądz nie żyje... W kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie kończyła się właśnie wieczorna Msza św. Dochodziła godzina 20.00. Do mikrofonu podszedł ks. Andrzej Przekaziński i zaczął mówić łamiącym się głosem:
- Kochani bracia i siostry, dziś w wodach zalewu we Włocławku odnaleziono Księdza…
W kościele rozległ się szloch. Ludzie upadli na kolana. Ktoś próbował zaintonować: Któryś za nas cierpiał rany, ale zagłuszyła go ludzka rozpacz. Rozpacz tysięcy ludzi, którzy od momentu porwania dzień i noc modlili się w kościele na Żoliborzu. I czekali na powrót swego kapłana. Chwilę potem, wstrząśnięci, trzy razy powtarzali głośno za ks. Feliksem Folejewskim: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dolnośląskie/ Policjant postrzelony na służbie trafił do szpitala

2026-09-24 14:52

[ TEMATY ]

policja

Adobe Stock

Podczas wykonywania czynności procesowych we wsi Kraśnik w powiecie bolesławieckim na Dolnym Śląsku postrzelony w głowę został policjant. Ranny trafił do szpitala. Sprawca postrzelenia został ujęty. Prokuratura podała, że prowadzi śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa i napaści na funkcjonariusza.

Rzecznik Powiatowej Komendy Policji w Bolesławcu podkom. Anna Kublik-Rościszewska powiedziała PAP, że w czwartek policjanci z Bolesławca realizowali czynności operacyjne i procesowe we wsi Kraśnik na terenie powiatu bolesławieckiego wobec osoby podejrzewanej o kradzieże.
CZYTAJ DALEJ

Ludwikowice Kłodzkie. Pożegnali człowieka, który był blisko ludzi i Kościoła

2026-09-24 13:06

[ TEMATY ]

pogrzeb

bp Ignacy Dec

Ludwikowice Kłodzkie

Henryk Morel

ks. Andrzej Adamiak

Bp Ignacy Dec podczas ostatniego pożegnania śp. Henryka Morela na cmentarzu w Ludwikowicach Kłodzkich.

Bp Ignacy Dec podczas ostatniego pożegnania śp. Henryka Morela na cmentarzu w Ludwikowicach Kłodzkich.

Przez lata pracował pod ziemią, a po pracy znajdował czas dla rodziny, sąsiadów i parafii. Śp. Henryka Morela pożegnano 22 września w kościele pw. św. Michała Archanioła. Mszy pogrzebowej przewodniczył bp senior Ignacy Dec, przy ołtarzu stanął także proboszcz miejscowej wspólnoty ks. Rafał Śliwiński.

– Życie nasze się zmienia, ale się nie kończy – przypomniał biskup na początku Eucharystii. Wyrazy współczucia skierował do Marianny, żony zmarłego, oraz ich synów: Krzysztofa, Dariusza i Pawła, a także do całej rodziny. Zapowiedział, że modlitwie będą towarzyszyć dwie intencje: dziękczynienie Bogu za życie Henryka i dobro, które uczynił, oraz prośba o miłosierdzie i życie wieczne dla niego.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV jedzie do Francji. Jaki Kościół tam spotka?

2026-09-25 07:11

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

Francja, do której 25 września przybędzie Leon XIV, jest krajem, w którym Kościół w ciągu ostatnich czterech dekad przeszedł głęboką przemianę. Choć w ostatnim czasie liczba księży zmniejszyła się niemal trzykrotnie, liczba parafii spadła z ponad 38 tys. do niespełna 11 tys., a liczba sióstr zakonnych zmalała o 80 proc., to rośnie liczba chrztów i wracających do wiary. To właśnie do takiego Kościoła przyjeżdża Papież.

Około godziny 7.50 z rzymskiego lotniska Leonarda da Vinci Leon XIV wyrusza 25 września 2026 r. w swoją piątą zagraniczną podróż apostolską – do Francji. To kraj o głębokich tradycjach chrześcijańskich, który przed dekady mocno się laicyzował, by w ostatnich latach obserwować niespotykane zjawisko wyraźnego wzrostu osób proszących o chrzest.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję