Reklama

Niedziela Lubelska

Dom pełen miłości

Kochamy nasze dzieci i nie wyobrażamy sobie życia bez nich – mówią Joanna i Jacek Jabłońscy.

Niedziela lubelska 13/2023, str. IV

[ TEMATY ]

duża rodzina

Paweł Wysoki

Dla państwa Jabłońskich każde dziecko jest bezcennym darem

Dla państwa Jabłońskich każde dziecko jest bezcennym darem

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Małżonkowie od niemal dwóch lat są rodziną zastępczą dla trójki rodzeństwa. Wraz ze swoimi dziećmi, 14-letnim synem i 10-letnią córką, stali się kochającą rodziną dla chłopca i dwóch dziewczynek (4, 5 i 6 lat). Gdy zdecydowali się podzielić sercem i domem z dziećmi pozbawionymi rodzicielskiej miłości i troski, myśleli o adopcji jednej dziewczynki. Jednak Pan Bóg miał wobec nich inne plany.

Tęsknota za dużą rodziną

Reklama

Rodzina państwa Jabłońskich mieszka w Lublinie. Joanna jest farmaceutką, a Jacek przedsiębiorcą. – Od jakiegoś czasu chodziła za mną myśl, by przyjąć do naszej rodziny dziecko pozbawione domu. Coraz częściej zastanawiałem się nad tym, w końcu powiedziałem żonie – mówi pan Jacek. – Ja również pragnęłam większej rodziny, ale ze względu na zdrowie obawiałam się trzeciej ciąży – dzieli się pani Joanna. Tak w małżonkach zaczęła kiełkować myśl o adopcji lub rodzinie zastępczej. Wcześniej nigdy nie interesowali się tym tematem, więc zaczęli od lektury publikacji dostępnych w sieci. Wszystko działo się w czasie covidowych obostrzeń. W końcu udali się na rozmowę do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. – A tam zupełna konsternacja. Panie długo nie mogły zrozumieć, że tak „prosto z ulicy” przychodzimy zdecydowani na przyjęcie dziecka– śmieją się małżonkowie. Nie ukrywają, że procedury były długie i żmudne, dodatkowo utrudnione pandemicznymi przepisami. – Chcieliśmy od razu rozpocząć wymagane szkolenia, odbyć konieczne spotkania i dopełnić wszelkich formalności, by jak najszybciej przyjąć dziecko, ale nie było to takie proste – mówi pan Jacek. Małżonkowie nie zrażali się trudnościami; pokonali je determinacją i kreatywnością. – Gdy okazało się, że brakuje nam tylko szkolenia dla rodziców zastępczych, a tu pandemia i w okolicy nikt ich nie organizuje, cudem znalazłem wymagany kurs on-line, który urzędnicy zgodzili się zaakceptować – opowiada mężczyzna. Dodaje, że cała procedura trwała ponad rok, a nie o wiele dłużej, ale tylko dzięki temu, że sami dzwonili, pytali, dosłownie „wiercili dziurę w brzuchu” urzędnikom. – Pan Bóg tym wszystkim kierował, bo inaczej nie można wytłumaczyć szczęśliwych zbiegów okoliczności, które z każdym dniem przybliżały nas do powiększenia rodziny – mówią zgodnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Potrójne szczęście

Reklama

W końcu przyszedł czas na poznanie dzieci. Jabłońscy nie stawiali warunków, ale byli zdecydowani na przyjęcie zdrowego dziecka, najlepiej dziewczynki, która stałaby się młodszą siostrą ich córki. Nastoletni syn otrzymał właśnie swój pokój, więc dziewczynki zamieszkałyby razem. Poza tym małżonkowie obawiali się przyjąć pod swój dach chore dziecko, dlatego że mogli nie sprostać specjalistycznej opiece. I tu wszystko potoczyło się zupełnie innymi torami, niż sobie to wyobrażali. W MOPR okazało się, że pojedynczych dzieci nie ma, a rodzeństwa z zasady się nie rozdziela. – Pani psycholog najpierw opowiedziała nam, a potem przedstawiła trójkę rodzeństwa. Dzieci już w pierwszej chwili skradły nasze serca. Wszelkie dotychczasowe ustalenia przestały mieć znaczenie – mówią z uśmiechem małżonkowie. – Po pierwszym spotkaniu wyszliśmy z mętlikiem w głowie; jak ogarnąć warunki lokalowe, jak powiedzieć dzieciom, że będą miały nie siostrę, a trójkę rodzeństwa... Przez cały czas trzymaliśmy się Pana Boga, dużo modliliśmy się z prośbą, by pokierował naszymi sprawami tak, by było to dobre dla rodziny, by było zgodne z Jego wolą. Pomyśleliśmy, że dzięki Bożej Opatrzności i naszej miłości damy radę – mówi pani Joanna. – Od decyzji sprawy potoczyły się już szybko i pomyślnie, jakby wszystko nam sprzyjało – podkreśla. Pani Jabłońska przeszła na urlop macierzyński, by poświęcić dzieciom jak najwięcej czasu, a także by na nawo zorganizować życie dużej rodziny. Wszystkie dzieci szybko zaakceptowały się i pokochały; podobnie było z dziadkami, którym nagle powiększyła się gromadka wnuków. Krewni i znajomi, chociaż nie do końca rozumieli decyzję Jabłońskich o „porzuceniu stabilnego życia”, zaakceptowali ją i zadeklarowali pomoc.

Bez różowych okularów

Reklama

W historii tej rodziny jest jednak wiele zwrotów akcji i długa droga do pokonania. – Dzieci, dla których zostaliśmy rodzicami zastępczymi, są wspaniałe, jednak życie ich nie rozpieszczało. Po trudnym dzieciństwie w domu rodzinnym trafiły do pogotowia opiekuńczego, gdzie spędziły dwa lata. Gdy przyjęliśmy je do naszej rodziny, nie pamiętały swoich biologicznych rodziców. Potrzebowały dużo miłości i poczucia bezpieczeństwa. A z czasem zaczęły wychodzić problemy zdrowotne, których nikt wcześniej nie zauważył – mówi pan Jacek. – Przez ostatni rok odwiedziliśmy wielu lekarzy specjalistów, aby jak najszybciej zdiagnozować i wdrożyć odpowiednie leczenie. Obecnie największym problemem jest to, że dzieci nie rosną; cała trójka jest zdecydowanie za niska jak na swój wiek. Okazało się też, że jedna dziewczynka ma celiakię, co bardzo nas podłamało, ponieważ stosowanie diety bezglutenowej jest bardzo dużym wyzwaniem przy licznej rodzinie – wyjaśnia pani Joanna. Problemów zdrowotnych jest o wiele więcej; wszystkie dzieci mają problemy ze wzrokiem, a chłopiec ma niedosłuch i związane z tym zaburzenia mowy. Rodzice zastępczy diagnozują go pod kątem spektrum autyzmu i spektrum zespołu poalkoholowego. Wymaga to wiele wysiłku, ale dokładają starań, by nadrobić zaległości i zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki rozwoju. – W codziennym życiu nie jest zawsze różowo, jest wiele bardzo trudnych sytuacji, ale one pokazują nam, jak silna jest nasza rodzina – podkreśla pani Joanna. – Inaczej wyobrażaliśmy sobie nową codzienność, ale nie żałujemy decyzji. Bardzo kochamy nasze dzieci i nie wyobrażamy sobie życia bez nich – zapewnia pan Jacek. W jego opinii cała rodzinna historia układa się w całość, a kolejne wydarzenia potwierdzają, że ich losem nie kieruje przypadek, tylko sam Bóg.

Fascynacja św. Franciszkiem

Wiara jest tym, co nadaje sens życia całej rodzinie. Małżonkowie od kilku lat należą do wspólnoty Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. – Przez jakiś czas szukaliśmy swojego miejsca w Kościele. Poznaliśmy różne grupy dedykowane małżeństwom i rodzinom, aż ujęła nas franciszkańska prostota i życzliwość Ojców Bernardynów. Gdy usłyszałem, że w prowadzonej przez nich parafii tworzona jest wspólnota FZŚ, od razu się tym zainteresowałem. Przekonała mnie kilkusetletnia tradycja i surowa reguła wspólnoty. Jak w coś wchodzę, to na 100%; nie znoszę półśrodków – dzieli się pan Jacek. Podkreśla, że przynależność do FZŚ jest dużym zobowiązaniem, ale jeśli się go traktuje poważnie i z miłością, życie regułą św. Franciszka jest radością, a nie trudem. Franciszkańskie życie pan Jacek współdzieli ze swoją żoną, która również złożyła śluby wieczyste w FZŚ. – Nasze dzieci przyzwyczaiły się do tego, że dużo się modlimy. Często, gdy rano wstają, pytają, czy mogą pomodlić się z nami. Dla nich codzienny pacierz czy niedzielna Msza św. to najzwyklejsza normalność – mówi pani Joanna.

Marzenia do spełnienia

Oprócz pracy zawodowej i licznych obowiązków życia rodzinnego, Jabłońscy mają swoje pasje. Największą z nich jest turystyka, szczególnie wyjazdy w Bieszczady. Albumy ze zdjęciami pełne są zatrzymanych w kadrze wędrówek po górach i lasach, biwaków pod rozgwieżdżonym niebem. Starsze dzieci uwielbiają takie rodzinne włóczęgi, wspólne rozstawianie namiotów i gotowanie na ognisku. Opowiadają o tym maluchom, które z niecierpliwością czekają na swoją pierwszą wyprawę. A ta wciąż jest odkładana na później. – Naszym problemem jest brak odpowiednio dużego samochodu. Do tej pory wystarczał nam zwykły, 5-osobowy samochód. Teraz, gdy gdzieś się wybieramy razem, muszę zrobić dwa kursy. Logistyka związaną z pracą i dowożeniem dzieci na zajęcia jest bardzo trudna. Na krótkich odcinkach jest do zrobienia, ale na dłuższe trasy nie do ogarnięcia – mówi pan Jacek. Mężczyzna miał nadzieję, że uda mu się zamienić posiadane auto na większe lub wziąć w leasing, jednak firma, którą prowadzi od 14 lat, przeżywa poważne trudności. Załamanie na rynku wywołane wojną w Ukrainie prowadzi do zamknięcia działalności gospodarczej. – To dla mnie bardzo trudna sytuacja. Z jednej strony muszę zakończyć pracę, której poświęciłem całe zawodowe życie, z drugiej jestem zmuszony prosić innych o pomoc. Z utrzymaniem rodziny poradzimy sobie, ale na zakup 7-osobowego samochodu najzwyczajniej nas nie stać. Jednak głęboko wierzę w to, że wśród nas jest wielu ludzi o wielkim sercu. Na portalu pomagam. pl założyłem zbiórkę na samochód. Będę wdzięczny za każdą okazaną pomoc. Zapewniam o codziennej modlitwie w intencji wszystkich darczyńców, a także zobowiązuję się do zamówienia Mszy św. w intencji ofiarodawców – mówi Jacek Jabłoński.

By wesprzeć rodzinę, można zeskanować poniższy kod QR i zostać darczyńcą.

2023-03-21 06:52

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rodzina 3 Plus działa

[ TEMATY ]

Częstochowa

św. Mikołaj

parafia św. Barbary

duża rodzina

Związek Dużych Rodzin

Marian Florek

Duża rodzina nie jest patologią

Duża rodzina nie jest patologią

Współpraca dużych rodzin przyczynia się do budowania relacji z innymi rodzinami z okolicy, samopomocy, wymiany poglądów, promowania pozytywnego wizerunku dużej rodziny. Roraty w parafii św. Barbary w Częstochowie zgromadziły rodziny, należące do Koła Związku Dużych Rodzin 3 Plus. Dzieci, które z rodzicami i opiekunami dość licznie wypełniły ławki świątyni, wysłuchały podczas Mszy św. – odprawianej przez o. Ryszarda Bortkiewicza, przeora klasztoru św. Barbary – homilii o dobrym przygotowaniu do świętowania Bożego Narodzenia w gronie rodzinnym. Na koniec przytoczył on kilka pomysłów na świąteczne życzenia dla najbliższych i zaprosił do pomieszczeń parafialnych na spotkanie ze św. Mikołajem. Otwarty na pomysły – Mam jedną rodzinę w naszej parafii, która należy do Koła 3 Plus, a skoro jest jedna rodzina, to dlaczego nie miałbym przygarnąć pozostałych? To piękna inicjatywa. Oni poprosili o błogosławieństwo i modlitwę, a jeśli mam takie możliwości, aby im udzielić schronienia, udostępnić pomieszczenia i kościół, to dlaczego nie. Jestem otwarty na pomysły, a tym bardziej na taki szlachetny pomysł – skomentował swoje zaangażowanie w inicjatywę o. Bortkiewicz. Po Roratach wszystkie dzieci w radosnych podskokach i nienadążający za swoimi pociechami opiekunowie skierowali się do sali parafialnej na spotkanie ze św. Mikołajem. Nie jesteśmy patologią! Pomysłodawcą i realizatorem mikołajkowej zabawy 16 grudnia na terenie parafii św. Barbary było częstochowskie Koło Związku Dużych Rodzin 3 Plus. – Ogólnopolska organizacja dużych rodzin powstała w 2007 r., natomiast lokalnie nasze Koło powstało dwa lata temu, ale z powodu pandemii musieliśmy ograniczyć aktywność. W tym roku w październiku nastąpiła reaktywacja i zaczęliśmy organizować duże imprezy, aby integrować naszą rodzinną społeczność. Mamy pod opieką rodziny biologiczne, zastępcze, adopcyjne, wszystkie, które mają trójkę dzieci i więcej. Cała idea powstania Związku miała na celu pokazać wielodzietne rodziny jako coś normalnego, a nie jakiś przejaw patologii społecznej – powiedziała Emilia Pieńkowska, wiceprzewodnicząca Koła Związku Dużych Rodzin 3 Plus w Częstochowie. Nieoceniona pomoc Wśród uczestników mikołajkowej zabawy były również osoby wspomagające Koło. – Gdy trzeba coś przewieźć albo kogoś podwieźć, bo rodziny nie mają samochodu, to ja służę swoją pomocą. Cieszę się, kiedy widzę dzieci razem i oglądam ich radość – podkreślił Dawid, odpowiedzialny za transport. – Rodzina jest ostoją dla osób, które ją tworzą, jest czymś najważniejszym, czymś, czego nie da się niczym zastąpić – zaznaczyła Ewa, babcia dwóch wnuczek. – Mam trójkę dzieci. Czy jest ciężko? Każdy ma inny charakter, każdy czegoś innego potrzebuje, tym bardziej, że cała moja trójka dzieci ma autyzm. Pomoc Koła jest bardzo potrzebna. Dzieci mogą spotkać się i pobawić z innymi dziećmi, kiedy są organizowane spotkania. My, jako rodzice, też możemy się spotkać, porozmawiać, wymienić ubraniami i zabawkami. Jest to bardzo duża pomoc i cieszę się, że Związek Dużych Rodzin 3 Plus ruszył w Częstochowie – chwaliła inicjatywę mama Agnieszka. Przy parafii św. Barbary w Częstochowie odbywają się cykliczne zajęcia, w każdy 2. czwartek miesiąca Grupa Rodzica 3 Plus, w każdy 4. czwartek miesiąca warsztaty wychowawcze, 2 razy w miesiącu grupa warsztatowa dotycząca zdrowego żywienia. Więcej informacji: www.facebook.com/Związek-Dużych-Rodzin-Trzy-Plus-Koło-Częstochowa.

CZYTAJ DALEJ

Najlepszą obroną przed pokusą jest ucieczka

2026-08-06 08:36

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Agata Kowalska

Wielka jest pokusa próżności. Pokusa bycia sławnym cudzym kosztem. Wspinać się na szczyty kosztem innych. Co czyni zatem Jezus? Jak reaguje? W jaki sposób broni uczniów przed taką pokusą?

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».
CZYTAJ DALEJ

Japonia: dziesięciodniowa modlitwa w rocznicę zbombardowania Hiroszimy i Nagasaki

2026-08-06 19:09

[ TEMATY ]

Japonia

Nagasaki

Hiroszima

@Vatican Media

Kard. Isao Tarcisio Kikuchi, przewodniczący japońskiego episkopatu

Kard. Isao Tarcisio Kikuchi, przewodniczący japońskiego episkopatu

W rocznicę bombardowań Hiroszimy i Nagasaki Konferencja Episkopatu Japonii zachęca do refleksji nad aktualnością słów „Nigdy więcej” – powszechnego wołania, które wybrzmiało po zakończeniu II wojny światowej w 1945 roku. W okolicznościowym przesłaniu kardynał Isao Tarcisio Kikuchi wzywa do pamięci o licznych ofiarach oraz katastrofie środowiskowej spowodowanej użyciem broni atomowej. „Także dziś modlimy się o urzeczywistnienie pokoju” – podkreśla.

Jak co roku, od 6 sierpnia, rocznicy wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą, do 15 sierpnia, czyli dnia kapitulacji Japonii, trwa inicjatywa „Dziesięciu dni modlitwy o pokój”. Zainicjowana w 1981 r., gromadzi chrześcijan z całego kraju, których jednoczy pamięć o ofiarach bombardowań atomowych.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję