Dziś nie wyprowadzają go jeszcze siłą (choć pewnie gawiedź spod znaku „Silni Razem” chciałaby tego). Zamiast tego komisja odpowiedzialności konstytucyjnej przyjęła sprawozdanie i chce postawić Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Osiem zarzutów – od interwencji walutowych, przez obniżki stóp, po automatyczne nagrody i rzekome naruszenie apolityczności. Wszystko ładnie spisane. Wszystko zgodnie z procedurą. Tylko że to są „argumenty” pod już postawioną kilka lat temu tezę, później wpisaną do „100 konkretów”. A te same środowiska, które dziś tak skrupulatnie liczą punkty przeciwko prezesowi, nie chcą rozmawiać o tym, co dzieje się z długiem i inflacją pod ich rządami. Koszty obsługi długu dwa razy wyższe niż w 2023 roku. Inflacja, która w ostatnich miesiącach rosła. Słysząc te pytania od autora tego tekstu – uciekają.
Ekipa, której samej nie wychodzi w finansach publicznych, nagle udaje eksperta od rozliczania poprzedników i prezesa NBP. Ci sami ludzie, którzy podwoili koszty obsługi długu i nie potrafią zatrzymać wzrostu inflacji, pouczają Glapińskiego, jak powinien zarządzać bankiem centralnym. Mogliby się od niego czegoś nauczyć – choćby tego, że niezależność i stabilność pieniądza nie biorą się z politycznych haseł. Zamiast tego wolą pisać zarzuty i uciekać od pytań o własne wyniki.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Glapiński trzeźwo zauważa, że to, co robią jemu w imię zysków politycznych, szkodzi pozycji Polski na świecie, portfelom polskich rodzin i że skutki będą spłacać kolejne pokolenia. Można to zbyć jako jego obronę. Można też zauważyć, że niezależność banku centralnego kończy się dokładnie wtedy, gdy większość zaczyna traktować prezesa jak kogoś, kogo da się wyprowadzić – najpierw słowem, potem procedurą, a na końcu może i bez procedury. Bo skoro raz powiedziano „ja to zrobię”, to kolejny raz będzie łatwiej. A złotówka, stopy procentowe i zaufanie do pieniądza nie są od tego, żeby służyć czyimś politycznym „gwarancjom”.
Kto raz pozwoli, żeby rezerwy i niezależność banku stały się kartą przetargową w politycznej grze, ten już nie będzie mógł udawać, że pilnuje interesu Polaków.
