Reklama

Sztuka

Na chwałę Bożą

Ich dzieła bywają często bezimienne. Polichromie. Rzeźby. Obrazy. Wcale nierzadko jednak są nam pomocne w skupieniu. Tworzą modlitewny nastrój świątyni. Wiszą przy głównych czy bocznych ołtarzach. Są też niesione w procesjach jako wyobrażenie Jezusa Chrystusa czy Matki Bożej. Gotyckie, renesansowe, barokowe, współczesne

Niedziela Ogólnopolska 44/2012, str. 38-39

[ TEMATY ]

sztuka

MATEUSZ WYRWYCH

Tadeusz Molga

Tadeusz Molga

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jednym z tych anonimowych, choć już rozpoznawalnych przez fachowców, malarzy sakralnych jest Tadeusz Molga. Blisko sześćdziesięciolatek, urodzony w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych. Do dziś traktuje swój dzień narodzin jako „święto ruchome”. Warszawiak. Skromny, uśmiechnięty. Żonaty, ojciec czworga dzieci. Sam - najmłodszy z czwórki rodzeństwa. Choć maluje jeszcze obrazy o innej tematyce, gros jego dzieł skupia się na tematyce religijnej. Jego prace znajdują się w świątyniach w kraju i za granicą. W katedrach i wiejskich kościołach. Również w muzeach. Patrząc na rodzinny album, można by wnosić, że malować zaczął w wieku dwóch lat. Czarno-biała fotografia utrwaliła malucha w pracowni malarskiej - przed sztalugami z pędzlem w dłoni. Choć jednak jako brzdąc rzeczywiście często bywał w pracowni ojca, wybitnego malarza sakralnego Jana Molgi, to sam zaczął malować dopiero przed egzaminami na warszawską Akademię Sztuk Pięknych. Drogę do malarstwa wyznaczały mu pięcioletnie studia na historii sztuki. I tyleż samo lat spędzonych na studiach z zakresu konserwacji dzieł sztuki w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Lekcje pokory

Reklama

Pracownia ojca na warszawskiej Saskiej Kępie ciągle przewija się w opowieściach syna. Nie tylko dlatego, że sam dziś w niej pracuje. Pracownia była po prostu częścią ich mieszkania i nie sposób było jej ominąć. Już na korytarzu czuć było kleje, zaprawy, werniksy. Mimo to dorastający Molga junior zupełnie nie interesował się pracą ojca. Wolał kopanie piłki, zabawy w pikuty czy obserwowanie szybowców na pobliskim lotnisku. Dziś nie ma jednak wątpliwości, że malarstwo rodzica i wychowanie „w pracowni” przygotowywało przyszłego artystę do dziedzictwa ojca. I „wymalowało” na nim trwałe piętno.
Otrzymał tradycyjne katolickie wychowanie. Ale w dorastaniu buntował się trochę przeciwko chodzeniu do kościoła. Jak wyjaśnia, był wtedy na etapie, kiedy musiał … „mieć nastrój”, żeby iść na Mszę św. Dyskutował wiele z ojcem, ale nie o malarstwie, tylko o długości swoich włosów. Dla niego były dumą, dla ojca - rodzicielskim utrapieniem. Nigdy jednak nie kwestionował autorytetu rodziców. Był dla niego niepodważalny nawet wtedy, gdy kontestował malarstwo ojca. Wydawało mu się zbyt niedzisiejsze, „parafiańskie”. Szczególnie podczas wakacji, z których miesiąc obowiązkowo spędzał wraz z ojcem na gruntowaniu ścian pod polichromie w większych i mniejszych kościołach. Skąd mógł zresztą wiedzieć, że za kilkanaście lat to wakacyjne „terminowanie” bardzo mu się przyda! Docenił ojcowską pracę dopiero po studiach. Szczególnie kiedy pędzlem zamierzał zilustrować IX Symfonię Beethovena i wyszedł z tego tak „klasyczny kicz”, że jeśli dziś Tadeusz Molga wspomina o swoim „dziele”, to tylko w kontekście lekcji pokory, jaką wtedy otrzymał. - Gdy już byłem na historii sztuki, bardzo uczepiłem się myśli, że będę artystą malarzem - opowiada. - Ale na pewno nie takim jak ojciec. Choć tak naprawdę w ogóle nie miałem większego wyobrażenia o tym, jakim malarzem będę. Ani też wyobrażenia o samym malarstwie. Wiedziałem tyle, że będę artystą malarzem. Ale kiedy zaraz po maturze zdawałem na wydział malarstwa warszawskiej ASP - nie dostałem się. Było to dla mnie wielkie rozczarowanie. Wcześniej nie brałem lekcji u taty, tylko chodziłem do ogniska malarskiego, gdzie pracowaliśmy z modelem. Później bardzo mi to pomogło w portrecie. Egzaminy na Akademię jednak oblałem. Poszedłem więc na historię sztuki. I tam spotkanie z moim wykładowcą - ks. prof. Januszem Pasierbem nauczyło mnie wielkiego szacunku dla sztuki. I pokory. Inaczej też zacząłem patrzeć na twórczość ojca...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wyproszone dziedzictwo

Reklama

Tadeusz Molga powiada czasem, że o jego malowaniu zdecydował przypadek. Zaraz poprawia się jednak i stwierdza, że nie ma przypadków, tylko działanie Opatrzności. Podkreśla, że to, co jest działaniem Opatrzności, jest przeznaczeniem. Po studiach na ASP zajmował się konserwacją fresków w jednym z warszawskich kościołów. Kilka lat później, kiedy w wieku 84 lat zmarł jego ojciec - do końca zresztą aktywny w swej malarskiej posłudze - syn, na prośbę proboszcza wrocławskiego kościoła pw. Świętego Ducha, dokończył rozpoczęte przez ojca dzieło. - Kilka miesięcy wcześniej ksiądz zamówił u taty dwa duże obrazy. Jeden - bł. Jadwigi Śląskiej, drugi - bł. Czesława - wspomina Tadeusz Molga. - Tata już namalował obraz św. Jadwigi. Były to duże formaty, blisko dwa metry wysokości. A mówię o tym, ponieważ moje wcześniejsze obrazy były niewielkie, tata nawet podśmiewał się ze mnie, że maluję znaczki pocztowe… Po jego śmierci, trochę może ku swojemu zaskoczeniu, powiedziałem księdzu proboszczowi, że ja te obrazy namaluję. Spróbuję je dokończyć w duchu mojego ojca. No i tak się stało. Obrazy spodobały się i to był mój „chrzest” malarstwa sakralnego. Marzeniem ojca było, żebym malował obrazy sakralne na chwałę Bożą. I chyba wyprosił to u Pana Boga. Kiedy zacząłem pracę, zastanawiałem się, czy mi się uda dokończyć dzieło ojca i namalować drugi obraz w tym stylu. Uważam, że było to dotknięcie Opatrzności. Może się komuś wydawać nieprawdopodobne, ale czułem pomoc ojca w malowaniu tych portretów. Od tamtego czasu coraz mniej zajmowałem się konserwacją sztuki. Chciałem malować. Robiłem wiele kopii, ale też coraz częściej pozwalałem sobie na odchodzenie od oryginału. Coraz więcej było w tym malowaniu mojej interpretacji.
Kiedy przed kilku laty ogłoszony został konkurs na rekonstrukcję obrazu „Ostatnia Wieczerza” w kościele pw. Świętego Krzyża w Warszawie, jednym z dwóch finalistów został Tadeusz Molga. Namalowany obraz konkursowy miał być interpretacją fragmentu obrazu Szymona Czechowicza z katedry w Kielcach. Molga nie wygrał konkursu, ale od tego czasu narodził się nowy malarz: Tadeusz Molga, nie kopista swego śp. ojca Jana, nie kopista innych, ale malarz posługujący się już własnym rozpoznawalnym stylem. Do dziś wizerunek św. Piotra, który namalował do „Ostatniej Wieczerzy”, darzy szczególnym sentymentem.

Lubię współpracę z kapłanami

Tadeusz Molga maluje obrazy zarówno w kraju, jak i za granicą. Zarówno do kaplic szkolnych, jak i do ośrodków Opus Dei, do którego należy. - Lubię zamówienia - podkreśla artysta - które sięgają do czasów dawnych. Szczególnie, kiedy koncepcja obrazu wychodzi od księdza. Tak niegdyś zawsze wyglądała współpraca księdza z malarzem. Przykładowo kapłan z kaplicy Opus Dei w podwarszawskim Wawrze chciał, bym namalował tryptyk przedstawiający różańcowe Tajemnice światła. Głównym tematem były zaś gody w Kanie Galilejskiej, gdyż Pan Jezus i Matka Boża występują tu razem. Z kolei architekt, który zaprojektował nowoczesne i ascetyczne wnętrze kaplicy, zadziałał kontrastem, tak by ołtarz wyglądał jak stary, gotycki. A ponieważ nikt nie malował w średniowieczu tryptyku przedstawiającego Tajemnice światła, musiałem sam to wymyślić. Było to dla mnie ciekawe wyzwanie: namalować obrazy w duchu malarstwa gotyckiego. Z jednej strony warunki brzegowe określił ksiądz, a z drugiej architekt kierował w jakąś estetykę. Reszta należała do mnie.
Obrazy Tadeusza Molgi można spotkać m.in. w Belgii, Nigerii, Niemczech, Rosji, Salwadorze… W maleńkim hiszpańskim kościółku w Nonaspe ma się wrażenie, że obraz Matki Bożej wisi tam już od kilkuset lat. - W tym kościele znajdowała się figura Matki Bożej Virgen de Dos Aguas - „Madonny dwóch wód”, ponieważ schodzą się tam dwie rzeczki. Figura otoczona była wielkim kultem. Została zniszczona - opowiada Tadeusz Molga. - W pewnym momencie w antykwariacie znaleziono kopię tego wizerunku i powstał pomysł, by przywrócić barokowy wystrój kościółka. Z innego kościoła został więc przeniesiony, częściowo zrekonstruowany, ołtarz barokowy. Chciano, żeby i nad ołtarzem wisiał obraz w stylu barokowym, nawiązujący do historii „Madonny dwóch wód”. Namalowałem swoją interpretację. Na ścianie dodatkowo jeszcze namalowałem typową hiszpańską niebieską iluzjonistyczną draperię. Lubię takie sytuacje, bo jest to coś pośredniego pomiędzy rekonstrukcją a konserwacją.
Niebłahym wyzwaniem dla artysty było też wykonanie obrazów dla katedry San Salvador w Salwadorze. Mimo pewnej odległości kulturowej obrazy Tadeusza Molgi zachwyciły i są do dziś dumą miejscowych. - Katedra była mocno zrujnowana podczas wojny domowej. Trzeba było zrekonstruować jej wewnętrzny wystrój - opowiada Molga. - Był to mój początek współpracy z hiszpańskim architektem z Pampeluny, który zaprojektował tam ołtarz nawiązujący do klasycyzującego baroku. Figura Matki Bożej jest barokowa i chodziło o to, żeby namalować do niej tło, które też będzie nawiązywać do baroku. Namalowałem tam trzy obrazy. Podobnie jak i zwieńczenie koronacji Matki Bożej i antepedium z motywem kwiatowym.

Rodzaj modlitwy

Obraz „Stella Orientis”, znajdujący się w kaplicy Opus Dei w Rosji, zachwyca swoim kunsztem. Artyście postawiono wymaganie, aby obraz nawiązywał do ikony, ale jednocześnie spełniał wymogi zachodniego chrześcijaństwa. - Obraz „Stella Orientis” ma wiele związku z „Opus Dei”, ponieważ jego założyciel bardzo intensywnie modlił się o wyzwolenie krajów Europy Wschodniej z jarzma komunizmu. Któregoś dnia otrzymał światło, żeby zwracać się do Matki Bożej jako Gwiazdy Wschodu. Uświadomił to sobie podczas modlitwy w wiedeńskim kościele św. Stefana - mówi Tadeusz Molga. - Ja też staram się modlić swoją pracą. Moje malowanie to rodzaj modlitwy. Lecz innej niż jest to w tradycji wschodniej, inną bowiem funkcję pełni ikona w chrześcijaństwie wschodnim, a inną wizerunek, obraz w chrześcijaństwie zachodnim. Ja, oczywiście, wychodzę z tradycji chrześcijaństwa zachodniego i maluję wizerunek, który ma pociągać wiernych w stronę jakiejś idei czy postaci. Faktem jest jednak, że staram się przemieniać swoją pracę w modlitwę. Szczególnie kiedy dotyczy to pracy, która jest malarstwem sakralnym. Staram się, by moja praca była modlitwą, którą mogę ofiarować Panu Bogu.
Tadeusz Molga przyznaje, że jego droga do malarstwa, które dziś uprawia, nie była prosta. I podkreśla, że oprócz Opatrzności Bożej na co dzień, z wielkim oddaniem wspiera go małżonka Wiesława. W trudnych czasach, gdy zamówień prawie nie było, utrzymywała swoją pracą całą rodzinę.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gra dla Pana Boga

Już za kilka dni, 22 listopada, będziemy wspominać św. Cecylię, patronkę muzyki kościelnej. Z tej okazji wybrałam się do Bochni, do parafii św. Pawła Apostoła, gdzie organistą jest Paweł Batko, tegoroczny zdobywca I miejsca w IV Festiwalu Organistów Diecezji Tarnowskiej „Cantatibus Organis”, a proboszczem – miłośnik i znawca teatru oraz muzyki, ks. prał. Jan Nowakowski

Paweł Batko pracuje w bocheńskiej parafii od dwóch lat. Jak sam mówi, wychował się w Biadolinach Szlacheckich koło Brzeska i dopiero jako nastolatek zaczął się interesować grą na organach. – Najpierw uczyłem się muzyki na prywatnych lekcjach – wspomina. – Będąc uczniem technikum w Tarnowie-Mościcach, równocześnie uczęszczałem do Diecezjalnego Studium Organistowskiego w tym mieście. A po maturze już wiedziałem, że w życiu chcę się zajmować nie elektroniką, tylko muzyką. Dlatego ukończyłem studia magisterskie w Międzyuczelnianym Instytucie Muzyki Kościelnej utworzonym przez Akademię Muzyczną i Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

Uczeń Jezusa spotyka czasem niezgodę najbliższych

2026-01-14 20:57

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

wikipedia.org

Opowiadanie stoi na progu nowej epoki. Dawid wraca do Siklag, a z pola bitwy przychodzi posłaniec z rozdartą szatą i ziemią na głowie. Tak Biblia opisuje człowieka dotkniętego śmiercią. Przynosi znaki władzy: koronę i naramiennik Saula. Znaki królewskie zmieniają właściciela, a Dawid nie traktuje ich jak łupu. Rozdziera szaty, płacze i pości aż do wieczora. Żałoba obejmuje Saula, Jonatana i poległych Izraela. Potem rozbrzmiewa pieśń żałobna (qînâ). Otwiera ją wołanie o „ozdobie Izraela” zabitej na wyżynach. Hebrańskie (haṣṣəḇî) niesie sens splendoru, czegoś drogiego i kruchego. Refren „Jakże polegli mocarze” oddaje hebrajskie (’êk nāpelû gibbōrîm) i spina pamięć całego narodu. Dawid nie pozwala, aby wieść stała się pieśnią triumfu w miastach Filistynów. W pochwałach dla Saula i Jonatana nie ma pochlebstwa. Jest uznanie prawdy: byli złączeni w życiu i w śmierci, szybsi niż orły i mocniejsi niż lwy. Słowo „mocarze” (gibbōrîm) obejmuje tu odwagę i odpowiedzialność za lud. Dawid pamięta także dobro, które Izrael otrzymał za Saula, szczególnie bezpieczeństwo i dostatek. W końcu głos staje się osobisty. Dawid opłakuje Jonatana jak brata i mówi o miłości „przedziwnej”. Ta przyjaźń wyrasta z przymierza i wierności. Tekst ukazuje królewskość Dawida zanim otrzyma tron. Objawia się w panowaniu nad odwetem i w czci dla pomazańca Pana, także podczas jego prześladowania. Dawid nie buduje swojej przyszłości na upokorzeniu poprzednika. Wypowiedziany żal oczyszcza przestrzeń władzy i uczy, że królowanie zaczyna się od słuchania Boga, a nie od gromadzenia łupów.
CZYTAJ DALEJ

Ekumeniczny koncert kolęd w Sandomierzu

2026-01-24 10:06

Ks. Wojciech Kania/Niedziela

W Katolickim Domu Kultury św. Józefa w Sandomierzu odbył się wieczorem 23 stycznia, XII Koncert Kolęd i Prawosławnych Hymnów Bożego Narodzenia. Zgromadził on licznych mieszkańców miasta i zaproszonych gości, którzy włączyli się w ten sposób w obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan.

Przed sandomierską publicznością wystąpiły dwa zespoły: Chór Centrum Kultury Prawosławnej w Biłgoraju oraz Chór Duchowieństwa Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej. W programie znalazły się kolędy i hymny Bożego Narodzenia zakorzenione w duchowej i liturgicznej tradycji Kościoła prawosławnego, które – mimo różnic obrzędowych – odwołują się do wspólnego chrześcijańskiego dziedzictwa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję