Reklama

Matka Boża Tułaczy powróciła do Polski

Niedziela Ogólnopolska 38/2011, str. 40-41

Fundacja Archiwum Fotograficzne Tułaczy

Wizerunek Matki Bożej po renowacji 2010/2011

Wizerunek Matki Bożej po renowacji 2010/2011

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Obraz ten, ocalony przez Piotra Jakiełę, był świadkiem wojennej drogi Polaków deportowanych z Podola (1940-41) - z dawnych polskich Kresów Wschodnich - którzy przebyli tułaczkę przez Syberię, tajgę archangielską, Kazachstan, Uzbekistan, Iran (Persję), Indie, Bwana M’Kubwę w Zambii (dawniej Rodezja Północna) w Afryce.

Niezwykła historia kresowego wizerunku

Piotr Jakieła wraz z liczną rodziną mieszkał w Miłowie na Podolu. Ta kresowa osada, licząca kilkadziesiąt polskich rodzin, powstała na zakupionej ziemi w latach 20. XX wieku. Pracowite życie mieszkańców Miłowa toczyło się spokojnie wśród ukraińskich wiosek. Między Polakami i „Rusinami” (tak siebie nazywali) nie było żadnych konfliktów. Polską społeczność jednoczyła żywa wiara w Boga i umiłowanie Ojczyzny. Na krańcach Rzeczypospolitej niby na szańcu trzeba było formować postawę patriotyczną. Kresy wnosiły w dzieje Rzeczypospolitej gorącą miłość do Polski.
Dzięki zabiegom Polaków powstał w osadzie dom ludowy. Piotr Jakieła ufundował dwa obrazy: Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Częstochowskiej, które zostały umieszczone na centralnej ścianie. Tutaj osadnicy spotykali się na uroczystościach, a w wieczory majowe, czerwcowe, październikowe gromadzili się na nabożeństwach, gdyż najbliższy kościół w miasteczku Chorostków był odległy o 4 km.
Zawierucha wojenna 1939 r. przetoczyła się również przez tę spokojną osadę. Od 17 września grasowały w okolicy bandy, rabowały i niszczyły wszystko. Do niedawna łagodna ludność ukraińska dołączyła do napastników. Trwoga i lęk o życie przepełniały serca Polaków.
W listopadzie 1939 r. zostały zrabowane zagrody w Miłowie. Ofiarą padł również dom ludowy, a ponieważ napastnicy nie znaleźli oczekiwanego łupu dla siebie, zdewastowali dom, wyrwali z ozdobnych ram święte obrazy i podarli je na kawałki, wykrzykując, że ramy przydadzą się do portretu Stalina.
Zagroda Piotra Jakieły sąsiadowała z domem ludowym. Cała rodzina była świadkiem zbezczeszczenia obrazów. Gospodarz wraz z synami pozbierał rozrzucone i podeptane kawałki, oczyścił z błota, starannie je owinął i przechowywał jak świętą relikwię.
Aż przyszło to, co najstraszniejsze. W nocy 10 lutego 1940 r. wszyscy mieszkańcy Miłowa zostali wywiezieni do archangielskiej tajgi. Był straszny mróz, zima stulecia. Przed każdy dom zajechały sanie. Wtargnęło NKWD. W pośpiechu zgarniano niezbędne rzeczy. Piotr Jakieła zabrał na tułaczkę największy skarb - zawiniątko zawierające strzępy obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Zniszczony wizerunek przemierzał bezkresne, zaśnieżone przestrzenie w zaryglowanym, towarowym wagonie, wśród stłoczonych, sponiewieranych polskich rodzin: starszych osób, mężczyzn, kobiet, dzieci i niemowląt. Matka Boża Częstochowska w swoim poszarpanym obrazie przez cały czas na wygnaniu była świadkiem bólu, męki, cierpień i wznoszonych modlitw.
Po zawarciu Układu Sikorski-Majski w lipcu 1941 r. Polacy zwolnieni z łagrów i zsyłek spływali strumieniami do południowych republik ZSRR, gdzie tworzona była Armia gen. W. Andersa. Piotr Jakieła również wyruszył na południe. W drodze stracił żonę Barbarę i najmłodszego synka. Umarli z wycieńczenia i chorób. Trzej synowie wstąpili do Wojska Polskiego. Piotr został z córką Michaliną. Tułając się z miejsca na miejsce, pieczołowicie strzegł swego skarbu - zawiniątka z obrazem. Uchronił go nawet wtedy, gdy na brzegu Morza Kaspijskiego rosły stosy tobołków porzuconych przez tych szczęśliwców - rodziny wojskowych, którym udało się wyrwać z Sowietów statkiem z Krasnowodska do perskiego portu w Pahlevi. Stamtąd prawie każdy transport był kierowany przez Teheran, który był bramą dla Polaków wysyłanych w różne części świata: do Libanu, Indii, Afryki, Meksyku, Nowej Zelandii.
Piotr Jakieła z córką trafił przez Indie do Afryki, do naszego osiedla Bwana M’Kubwa - w Rodezji Północnej - w 1944 r. Wraz z nim przybyła Matka Boża Częstochowska. Osiedle nasze liczyło ok. 1400 osób, które przeszły podobną drogę. Prawdziwy nurt życia w osiedlu wyznaczały: szkoła, harcerstwo i duszpasterstwo. Tu znaleźliśmy przystań na 6 lat. Nazwa Bwana M’Kubwa w miejscowym narzeczu bemba oznacza „wielki pan”, a nam kojarzyła się z Sienkowiczowską powieścią „W pustyni i w puszczy”. Nasze osiedle było jakby małą Polską: na maszcie powiewała flaga biało-czerwona, a przy bramie wjazdowej „czuwał” Orzeł Biały. Każdy, kto był w Bwanie, dobrze pamięta godło Polski wykonane przez Józefa Pillera. Jest to monumentalny pomnik, który przetrwał do dziś i woła w sercu Afryki, że tędy szła Polska. Na nim widnieje napis po polsku i po angielsku: „WYGNAŃCY POLSCY WIELKIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ LAT 1939-1945 W PRZEJŚCIU KU WOLNEJ OJCZYŹNIE. BWANA M’KUBWA. N. RHODESIA”. To tu w narodowe święta przychodziliśmy z pochodniami w szyku harcerskim. Po zachodzie słońca wszystko było takie tajemnicze. Uśpiony busz niósł piosenki harcerskie i pieśni patriotyczne. „O Panie, któryś jest na niebie, wyciągnij sprawiedliwą dłoń…” - wołaliśmy w błagalnym śpiewie. Modlitwa harcerska brzmiała wtedy jak wyznanie wzlatujące pod rozgwieżdżone, tropikalne niebo: „Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując, chcemy żyć”. Na zakończenie splecione dłonie w harcerskim kręgu i cicha melodia: „…Idzie noc… Bóg jest tuż”.
Od samego początku troską duchową otoczył nas o. Artur Staroborski, franciszkanin. Niezapomniana była pierwsza Msza św. sprawowana pod rozłożystym figowcem w centrum osiedla. Pod koniec Najświętszej Ofiary runął z drzewa na ołtarz dwumetrowy wąż mamba. Powstał popłoch. Mężczyźni natychmiast chwycili kije i uśmiercili niebezpiecznego węża. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Było to pierwsze silne, afrykańskie przeżycie.
O. Artur zamieszkał w domku, który nazywaliśmy plebanią. Nabożeństwa sprawowane były w maleńkiej kapliczce, a wierni zajmowali miejsca na bambusowych ławkach pod lianami. Trudno było się skupić, zwłaszcza dzieciom, bo w przedziwny sposób to miejsce upodobały sobie małpy; siadały na ławkach lub skakały po drzewach.
Wspólnota widziała konieczność wybudowania kościółka. Prace rozpoczęto na przełomie 1943-44 r. Powstał budynek ulepiony przez Murzynów z niewypalonej cegły, pokryty trawą słoniową tak jak nasze domki. Kościół doczekał się poświęcenia dopiero w 1945 r. Uroczystość była podniosła, połączona z procesjonalnym wprowadzeniem do świątyni niezwykłego wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Staraniem właściciela - Piotra Jakieły i o. Artura Staroborskiego obraz został odrestaurowany - sklejony, uzupełnione zostały wyrwane części, oraz ozdobiony przez Romana Czarnego, artystę malarza, mieszkańca osiedla w Bwanie. Następnie został oprawiony w ramy z afrykańskiego drewna. Wszyscy byliśmy zaangażowani w przygotowanie uroczystości: dorośli, młodzież szkolna, harcerze i zuchy.
Poświęcenia dokonał administrator apostolski bp Franciszek Mazzieri z N’Doli. Uformowana procesja przy udziale mieszkańców osiedla szła wokół kościoła. Dzieci niosły naręcza kwiatów. Piotr Jakieła dźwigał odnowiony, przystrojony kwiatami i kolorowymi ozdobami obraz częstochowski. Był bardzo wzruszony. Strumienie łez spływały mu po twarzy. Były to łzy szczęścia i radości, że uratowany wizerunek Matki Bożej z Podola znalazł właściwe miejsce i będzie odbierać należną cześć. Od pamiętnego dnia poświęcenia kościoła Matka Boża królowała w głównym ołtarzu. Pod Jej spojrzeniem dorastaliśmy. Ona słuchała cierpliwie dziecięcych zwierzeń o naszych porażkach i sukcesach. A dorośli błagali przez przyczynę naszej Królowej: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie...”.
Po zakończeniu wojny rozpoczęła się stopniowa likwidacja osiedli polskich na terenie Afryki: w Kenii, Ugandzie, Tanganice, Rodezji Północnej i Południowej oraz Południowej Afryce. Osiedle Bwana M’Kubwa w połowie 1948 r. również przestało istnieć.
Piotr Jakieła już tego momentu nie doczekał. Zmarł 3 lutego 1947 r. i spoczął na cmentarzu w Bwana M’Kubwie. Pod koniec 1947 r. jego córka - Michalina opuściła Afrykę. Wyjechała do starszego rodzeństwa do Anglii. Pragnęła zabrać ze sobą obraz Matki Bożej. Zostawiła go jednak, na prośbę o. Artura, do czasu, gdy ostatnia grupa Polaków opuści Bwana M’Kubwę. Otrzymała zapewnienie o. Staroborskiego, że zaopiekuje się obrazem i przekaże do pobliskiej misji. Po opuszczeniu Zambii przez o. Artura obraz umieszczony został w zakrystii kościoła Ojców Franciszkanów w N’Doli (12 km od Bwana M’Kubwy).
W 1998 r., wędrując śladami moich afrykańskich dróg przez Zimbabwe i Zambię, po 50 latach, właśnie tam odnalazłam wizerunek Matki Bożej. Był to ten sam obraz z Bwany, bardzo zniszczony. Zatopiłam się w Jej spojrzeniu. Ogarnęła mnie fala wspomnień. Gdy podniosłam się z klęczek, zobaczyłam, że wszyscy obecni również klęczeli. A potem na cmentarzu w Bwanie modliłam się za śp. Piotra Jakiełę, a na grobie zostawiłam kwiaty.
Myśl o świętym wizerunku nie opuszczała Michaliny Walewskiej z domu Jakieła. Mieszkając już z rodziną w Stanach Zjednoczonych, odnalazła rodzinną „relikwię”, otrzymała z N’Doli fotografię Matki Bożej i rozesłała dawnym mieszkańcom Miłowia, obecnie rozproszonym po całym świecie: do Kanady, Ameryki, Australii - na Tasmanię, do Polski, nawet do Rosji.
W kwietniu 2009 r. obraz był obecny na uroczystej Mszy św. przy pomniku Orła Białego w Bwana M’Kubwie. Pani Konsul RP w Zambii wręczyła Halinie Ravensdale przyznany przez Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego Złoty Krzyż Zasługi za troskę o ten pomnik.
Oglądając relację filmową z tej uroczystości, dostrzegliśmy, że obraz niszczeje. Dlatego my, dawne „tułacze dzieci” z Bwany - skierowaliśmy prośbę do pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego, aby spowodował powrót obrazu z Afryki do Polski. I tak się stało. 21 września 2010 r. obraz przywiozła do Polski pani konsul honorowa Maryla Wiśniewska.
Obraz został poddany gruntownej renowacji, dokonały tego osoby niezwykle doświadczone w dziedzinie konserwacji tego typu obrazów, zostawiając afrykańskie ozdoby i ramy: mgr Magdalena Abramowska i mgr Marzena Chyrczakowska.
Z wielką radością przekażemy ten drogi nam wizerunek 12 września 2011 r. do Jasnogórskiego Sanktuarium - do kaplicy Golgoty Wschodu, z historią opisującą jego losy. Pragniemy, aby ten dar był znakiem wdzięczności za nasze ocalenie z doświadczeń wojennych - Matce i Królowej Polski, która wiernie towarzyszyła w tym wizerunku na całym naszym szlaku tułaczym.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2011-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mundial 2026. Ferran Torres, zdobywca zwycięskiego gola: Dziękuję Bogu, On zawsze daje mi siłę, żeby iść dalej

2026-07-20 06:54

[ TEMATY ]

mundial 2026

PAP/EPA/WILL OLIVER

Ferran Torres

Ferran Torres

-To było przeznaczenie. Było nam pisane, żeby wygrać - stwierdził w pomeczowym wywiadzie Ferran Torres. Bohater reprezentacji Hiszpanii, który strzelił zwycięskiego gola w finale mistrzostw świata, zadedykował ten sukces wszystkim swoim rodakom. Co więcej, podziękował za wszystko Panu Bogu!

- Ten gol należał do 47 mln ludzi. Myślę, że to było przeznaczenie. Było nam pisane, żeby wygrać - mówił na gorąco napastnik.
CZYTAJ DALEJ

O bł. Czesławie

Błogosławiony Czesław, żyjący na przełomie XII i XIII wieku, to pochodzący z Kamienia Opolskiego krewny św. Jacka Odrowąża. Gdy wrocławski gród został zajęty przez Tatarów, św. Jacek nie zostawił wrocławian bez pomocy, ale jak Samarytanin pełen miłosierdzia wychodził często na wały i zachęcał obrońców do oporu.
CZYTAJ DALEJ

Przełożony Bractwa św. Piusa X: watykańskie sankcje nieważne u Boga

2026-07-20 14:15

[ TEMATY ]

Bractwo Kapłańskie św. Piusa X

fsspx.news

Przed Bogiem takie potępienie nie może być ważne - napisał w liście do wiernych Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ks. Davide Pagliarani, opublikowanym 19 lipca, kilkanaście dni po święceniach czterech biskupów, dokonanych bez zgody i wbrew woli papieża. Konsekratorzy i przyjmujący święcenia znaleźli się tym samym w stanie ekskomuniki jako schizmatycy, co potwierdziła 2 lipca Dykasteria ds. Nauki Wiary dodając, że również duchowni należący do Bractwa znajdują się w schizmie, a sprawowany przez nich sakrament pokuty oraz asystowanie przy zawieraniu małżeństwa są nieważne. Na kary kościelne narażają się również wierni świeccy formalnie należący do Bractwa.

Przypominając w emocjonalnym opisie uroczystość święceń biskupich z 1 lipca, ks. Pagliarani wyznał, że „aż do ostatniego dnia” miał „nadzieję na gest życzliwości lub chociaż zwykłe zrozumienie ze strony Stolicy Apostolskiej”. „Ale sakry zostały potępione, a surowość nałożonych sankcji jest bezprecedensowa. Dotykają one nie tylko biskupów, ale także członków Bractwa. Dotknięci są nawet wierni. To potępienie, całkowicie niesprawiedliwe, stanowi ogromne upokorzenie dla ludzi, których jedynym celem jest obrona prawdziwej wiary i praca na rzecz zbawienia dusz. Chcę jednak, abyście wiedzieli, że to głębokie upokorzenie, które dotyka przede wszystkim członków Bractwa, ma w oczach Boga znaczenie, którego nie powinniście ignorować. Ostatecznie, te sakry zostały dokonane dla każdego z was, drodzy wierni. Wasze dusze są prawdziwym skarbem powierzonym Bractwu, tym, co ceni ono najbardziej. Każda dusza posiada nieskończoną wartość. Jeśli, aby zapewnić jej naukę prawdziwej wiary i sprawowanie prawdziwych sakramentów, musimy zapłacić cenę takiego upokorzenia, to jest to tego warte, bo dusza jest bezcenna. Święto Najświętszej Krwi Pańskiej, cena naszego zbawienia, dobitnie nam o tym przypomniało 1 lipca” - wskazał przełożony Bractwa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję