Reklama

Węgry chcą zlikwidować OFE

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przez Europę przechodzi fala protestów związanych z planami oszczędności ogłaszanymi przez kolejne państwa. Jednym z ważniejszych elementów tych programów są zmiany w systemach emerytalnych. Francja podniosła wiek emerytalny, a Węgry zamierzają odejść od prywatnych funduszy na rzecz gwarantowania wypłaty przyszłych świadczeń przez państwo. Polski rząd natomiast przygotował kosmetyczne zmiany dotyczące OFE, które tylko potwierdzają, że system ten źle funkcjonuje.

Orban tnie

Prawicowy rząd Viktora Orbana przejął na wiosnę władzę od socjalistów, obejmując stan państwa w opłakanym stanie. Węgry mają największy w regionie poziom długu publicznego, który na koniec II kwartału wynosił 83,7 proc. PKB. To bardzo dużo. Aby nie doprowadzić do problemów takich jak w Grecji, nowy premier ostro zabrał się za wprowadzanie zmian. Tym bardziej że naciskają na nie zarówno Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i Komisja Europejska, uzależniając od tego swoją pomoc.
Najpierw rząd wprowadził istotną zmianę i przynależność do funduszy uczynił dobrowolną. Można było z nich występować i pozostawić całą składkę w rękach państwa. W krótkim czasie skorzystało z tego ok. 10 proc. Węgrów. Chociaż to sporo, to jednak nie przyniosło szybkiego efektu dla budżetu. Dlatego postanowiono zawiesić przekazywanie pieniędzy do tamtejszych OFE na czas od listopada 2010 r. do końca 2011 r. W tym okresie całość składek ma zasilić państwową kasę. A chodzi o niebagatelne jak na wielkość gospodarki węgierskiej pieniądze - 30 mld forintów miesięcznie, czyli ok. 110 mln euro. Przez rok byłaby to kwota ponad 1,3 mld euro.
Ostatnio jednak premier Orban zmienił zdanie. Zapowiedział likwidację OFE. Osoby, które mają tam już jakiś kapitał, same będą decydowały, co z nim zrobić. Ale nowe składki nie będą już przekazywane. Oświadczył też, że w obecnych warunkach tylko państwo jest w stanie zagwarantować wypłatę emerytur. To stwierdzenie jest zaskakujące jak na prawicowego polityka głoszącego dotąd dosyć liberalne poglądy. Ale jeśli weźmie się pod uwagę charakter ostatniego światowego kryzysu i sposoby wychodzenia z niego, trudno Orbanowi odmówić racji. Sytuacja na rynkach finansowych, na których prywatne fundusze inwestują pieniądze przyszłych emerytów jest nieprzewidywalna. I nie ma żadnych gwarancji, że za kilkanaście lat odłożone kapitały dadzą perspektywę wypłaty godziwych emerytur. A wtedy presja społeczna i tak spowoduje konieczność interwencji państwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

A Tusk pudruje

Węgry jako pierwsze z nowych krajów UE zdecydowały się na tak stanowczy krok. Ale nie są jedyne, które interweniują w dotychczasowy system OFE. Wcześniej zrobiły to kraje nadbałtyckie. Litwa i Łotwa zmniejszyły na dwa lata wysokość składki odprowadzanej do funduszy. Estonia zawiesiła ją w całości. Słowacja uczyniła przynależność do funduszy dobrowolną, co zachęciło wielu obywateli do rezygnacji i powrotu pod skrzydła państwa. Rumunia natomiast zrezygnowała z zaplanowanej wcześniej podwyżki stawki i została przy minimalnym poziomie 2 proc.
Również w Polsce słychać coraz silniejsze głosy o potrzebie zmian w OFE. Minister pracy Jolanta Fedak od dwóch lat postuluje pójście drogą krajów nadbałtyckich i zmniejszenie składki odprowadzanej do funduszy lub czasowe jej zawieszenie. Premier Donald Tusk nie chce się jednak na to zgodzić. Jego najbliższy doradca Michał Boni przygotował projekt zmian, który ma tylko kosmetyczny charakter. Przewiduje on bowiem, że w ciągu dwóch lat obecne OFE zostaną przekształcone w dwa subfundusze. Jeden bardziej ryzykowny, który będzie głównie grał na giełdzie, w tym 15 proc. może ulokować za granicą. Będzie on przeznaczony dla młodych pracowników, gdyż przyjęto założenie, że w dłuższym przedziale czasu akcje zawsze zwyżkują. I drugi subfundusz bardziej stabilny dla tych, którzy mają mniej czasu do emerytury. Ten będzie, tak jak dotąd, inwestował pieniądze ze składek głównie w obligacje rządowe.
Zmniejszeniu mają ulec pobierane przez fundusze prowizje. Zamiast obecnych 3,5 proc. będzie 2,8 proc. w jednym i 2,1 proc. w drugim subfunduszu. Ma być za to dodatkowa prowizja jako nagroda za dobre wyniki. Co, zdaniem rządu, powinno skłonić zarządzających funduszami do rywalizacji i większego wysiłku w pomnażaniu naszych pieniędzy? Ograniczona ma być aktywność akwizytorów przeciągających nas z jednego OFE do drugiego. Ale możliwości wyjścia z funduszu nadal nie będzie. To wszystko, według ministra Boniego, ma spowodować, że nasze emerytury wzrosną od 12 do nawet 25 proc.

Jak rozłożyć ciężary kryzysu?

Stanowisko premiera Tuska można uzasadniać tym, że nasza sytuacja nie jest tak dramatyczna jak krajów nadbałtyckich w roku ubiegłym czy Węgier obecnie. Ale z drugiej strony nasz dług publiczny zaczął lawinowo narastać, a nieśmiałe próby jego powstrzymania czynione są przez likwidację ulg prorodzinnych i podwyższanie podatku VAT, co każdy konsument odczuje na własnym portfelu. Czasowe zawieszenie lub zmniejszenie składki do OFE nie byłoby dokuczliwe dla zwykłych ludzi, nie miałoby wpływu na gospodarkę przez osłabienie konsumpcji i w minimalnym stopniu oddziaływałoby na wysokość przyszłej emerytury.
A nawet mogłoby mieć dla przyszłych emerytów pozytywny skutek. Niepewność na rynkach finansowych może bowiem doprowadzić do kolejnego krachu i dalszego zmniejszenia realnej wartości zgromadzonego w funduszach kapitału.
Istotą przechodzących przez Europę protestów jest bowiem walka o rozłożenie ciężarów związanych z kosztami wychodzenia z kryzysu. Kto ma je ponieść i w jakim zakresie? Czy tylko zwykli pracownicy, czy też dysponenci kapitału? W przypadku OFE ryzyko ponoszą przyszli emeryci, gdyż nie wiedzą, co uzyskają za odkładane pieniądze, oraz państwo. Jeśli bowiem system okaże się nieefektywny, i tak cały ciężar przyszłych emerytur będzie ono musiało wziąć na siebie, czyli na ówczesnych podatników. Jedynym wygranym, pewnym swoich korzyści, są zarządzające funduszami wielkie międzynarodowe korporacje finansowe, które inkasują prowizje tu i teraz.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

150 minut do potęgi

2024-05-11 09:02

[ TEMATY ]

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Centralny Port Komunikacyjny to nie tylko projekt infrastrukturalny, lecz także manifestacja polskiej determinacji i ambicji. W kraju, gdzie przez lata samo mówienie o potrzebie rozwoju i byciu na równi z zachodem było kwestionowane. Gaszenie polskich ambicji pustymi hasłami o „megalomanii”, „mocarstwowości” i „machaniu szabelką” to zmora ostatnich 35 lat. Dziś sama idea CPK stanowi punkt zwrotny, jako symbol odrzucenia kompleksów na rzecz przyszłościowych inwestycji.

Zacznijmy od faktu, że projekt CPK to nie tylko lotnisko, ale cała, rozległa sieć kolei, którą może zobrazować jedna liczba: 2,5 godziny, czyli 150 minut. Tyle zajmowałby dojazd do Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) i Warszawy z każdej aglomeracji w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Nowenna do Ducha Świętego

[ TEMATY ]

nowenna

Pio Si/Fotolia.com

Jak co roku w oczekiwaniu na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego Kościół katolicki będzie odprawiał nowennę do Ducha Świętego i tym samym trwał we wspólnej modlitwie, podobnie jak apostołowie, którzy modlili się jednomyślnie po wniebowstąpieniu Pana Jezusa czekając w Jerozolimie na zapowiedziane przez Niego zesłanie Ducha Świętego.

Ponieważ nowenna do Ducha Świętego przypada w maju i czerwcu, dlatego łączy się ją z nabożeństwami majowymi czy też czerwcowymi w następujący sposób:

CZYTAJ DALEJ

Rzym: Papież Franciszek odwiedzi Kapitol

2024-05-11 13:55

[ TEMATY ]

Rzym

Papież Franciszek odwiedzi Wzgórze Kapitolińskie w Rzymie 10 czerwca o godzinie 9:00. Wiadomość, która została ogłoszona przez kapelana lokalnej policji Roma Capitale, ks. Massimo Cocci, podczas inauguracji nowego posterunku policji drogowej na Piazza del Campidoglio, została teraz potwierdzona przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej.

26 marca 2019 r., dokładnie dziesięć lat po ostatniej wizycie papieża na Kapitolu, papież Franciszek odwiedził Campidoglio - Kapitol. Ówczesna burmistrz Rzymu, Virginia Raggi (dziś burmistrzem jest Roberto Gualtieri), przyjęła papieża w Palazzo Senatorio, a następnie towarzyszyła mu w prywatnym spotkaniu w swoim gabinecie. Była także u jego boku podczas innych etapów wizyty, w tym ostatnim w Sali Juliusza Cezara, skąd papież zaapelował do Rzymu i Rzymian: "Niech Rzym, zapłodniony krwią męczenników umie czerpać ze swej kultury, ukształtowanej przez wiarę w Chrystusa zasoby kreatywności i miłości niezbędne do przezwyciężenia obaw, które grożą zablokowaniem inicjatyw i możliwych dróg. Mogą one sprawić, że miasto rozkwitnie, stanie się bardziej braterskie i stworzy możliwości rozwoju, zarówno obywatelskiego jak i kulturowego, gospodarczego i społecznego. Niech Rzym będzie miastem mostów, a nie murów!".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję