Reklama

Na własne oczy

Przylecieliśmy na wyspę San Cristóbal na Galapagos przed południem, liniami Aerogal, prosto ze stolicy Ekwadoru Quito. Archipelag Galapagos leży 970 km od kontynentu i należy do Ekwadoru. Składa się z 13 dużych wysp, z których 4 są zamieszkałe, 6 małych i ponad 40 mniejszych. Powstał w rezultacie aktywności tektonicznej ok. 5-6 mln lat temu. Wyspy znane są z endemicznych gatunków zwierząt i roślin oraz z naukowych studiów Charlesa Darwina, który tu właśnie opracował teorię ewolucji

Niedziela Ogólnopolska 34/2009, str. 18-19

Właśnie wynurzyłem się i uwieńczyłem Łuk Darwina z tafli oceanu
Wojciech Zgoła

Właśnie wynurzyłem się i uwieńczyłem Łuk Darwina z tafli oceanu<br>Wojciech Zgoła

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Gdy samolot wyraźnie obniżył lot, spoza chmur ukazała się jedna z wysp archipelagu. Na tle niebieskiego oceanu odcinały się wyraźnie ciemne fragmenty powulkanicznej linii brzegowej. Kropił delikatny deszczyk, a my nie mogliśmy doczekać się transportu. W końcu zapakowani do małego autobusu, zajechaliśmy do portu. Tu cumował Sky Dancer, a pontonami mieliśmy przepłynąć do statku, by się zaokrętować. Jednak wcześniej naszą uwagę pochłonęły wylegujące się lwy morskie, a właściwie lwice, często mylone z fokami. Zalegały na kilku stopniach schodów. Niedaleko pelikan drapał się dziobem po piórach, a duże pomarańczowe kraby, niepewne obiadowego jutra, stały grzecznie, gotowe czmychnąć do wody w każdej chwili.
Po niespełna 20 minutach stłoczyliśmy się wszyscy w mesie. Edwin, jeden z naszych przewodników (drugim była Natasza), przedstawił nam plan rejsu. Spodziewana temperatura wody to 20-27oC, widoczność - 10-15 m.
Na pierwszym nurkowaniu, przy wyspie San Cristóbal, szybkie i zwinne lwice morskie paradowały w bardzo bliskiej odległości. Ich pełne gracji ruchy, nagłe zwroty ciała i bardzo sympatyczny wygląd radują serce, a uchwycenie ich harców w obiektywie aparatu jest nie lada sztuką. Wieczorem zjedliśmy pierwszą kolację na oceanie.
Kolejny dzień, choć lekko zachmurzony, nie musiał nas specjalnie zapraszać. Nurkowaliśmy przy malutkiej wyspie Seymour. Najbardziej, i to z powodzeniem, wypatrywaliśmy rekinów z charakterystycznym białym trójkątem na płetwie grzbietowej i ogonie: white-tipped reef shark. Długość wielu sięgała prawie 2 m. Usadowieni nisko, przy skałkach, omiatani prądem czekaliśmy, by podpłynęły bliżej. Cierpliwość opłaciła się i po chwili zainteresowane rekiny spoglądały na nas z kilku metrów. Nurkowanie zaowocowało jeszcze spotkaniem orleni, które - z gracją poruszając „skrzydłami” - starały się nas omijać półkolem.
Po każdym wdrapaniu się na ponton rozprawialiśmy na gorąco o doświadczeniach sprzed chwili. A oba pontony zbierały nas, rozproszonych, z falującej tafli. Dziś zauważyliśmy pięknego, starego (bo dużego) żółwia, a na granicy widoczności zobaczyliśmy trzy rekiny młoty. Towarzyszyły nam też niezliczone parrotfish, groupery, wrassery, trumpetfish czy triggerfish.
Najtrudniejsze nurkowania i najbardziej niebezpieczne wody wysp Wolf i Darwin zapraszały nas tajemniczo. Zapowiedź długiego rejsu (blisko 120 mil morskich) 30-metrowym Sky Dancerem nie nastrajała optymistycznie. Wzburzony ocean, pochmurne niebo, a przed nami 15 godzin płynięcia non stop. Na ratunek przyszła, nasza lekarka okrętowa, która zaopatrzona w medykamenty rozdzielała je według swojej najlepszej medycznej wiedzy.
Wieczory spędzaliśmy różnie. Część z fotografujących i filmowców na bieżąco zgrywała dorobek na twarde dyski laptopów. Niektórzy pozwalali nawet popatrzeć przez ramię na trofea! Inni, testując drinki, rozmawiali na części pokładu zewnętrznego, spoglądając co jakiś czas na pojawiające się gwiazdy. Inni czytali przywiezione książki…
Tej nocy trochę kiwało. Plecy, zjednoczone w półśnie z kojami, wyczuwały drgania biegnące zapewne z maszynowni, od silnika Sky Dancera.
Przywitał nas ranek i każdy nurek widział przed sobą na horyzoncie powiększającą się z minuty na minutę Teodoro Wolf Island. Uważnie wysłuchaliśmy przewodnika. Nurkowanie tutaj należało do jednych z najtrudniejszych. Rozdano lokalizatory na każdą parę. Utrzymanie całej grupy razem, w warunkach silnych prądów, jest prawie niemożliwe. Możemy się rozproszyć. Większość z nas ma bojki sygnalizacyjne, bardzo przydatne w takich warunkach. Po wynurzeniu czekają nas wysokie fale od strony oceanu i te odbite od wyspy. Istna kipiel. Z pozycji nurka dryfującego na powierzchni wygląda to jeszcze gorzej.
Wiemy, że niewielu udało się tu zanurzyć, nawet z tych, którzy byli na Galapagos. Temperatura wody - 25oC. Ciepło. Zapowiadane prądy rzeczywiście są silne. Schodzimy na 20-25 m i łapiemy się rafy. Uprawiamy istną wspinaczkę wysokogórską. Natasza daje znak, byśmy się usadowili.
Tylko przez moment, na granicy wzroku, widzimy delfiny. Dreszczyk emocji towarzyszy nam już po chwili. Z wielkiego błękitu wyłaniają się całe ławice rekinów młotów. Są ich setki i podpływają coraz bliżej. Widzimy ich szeroko rozstawione oczy i lekko otwarte paszcze. Mamy je przed sobą w odległości 4-5 m. Tak naprawdę to one mają nas pod kontrolą i to od nich zależy, jak blisko podpłyną. Wiemy, że są niebezpieczne, ale magia miejsca i ich obecność zapierają dech w piersi. Długość niektórych dochodzi do 3 m.
Kolejne nurkowania są podobne. Adrenalina, trudne warunki i piękne miejsce. Dodatkowo widzimy jeszcze rekiny white-tipped i galapagoskie.
Rankiem 24 września docieramy do Charles Darwin Island. Tuż obok wyspy znajduje się słynny Darwin Arch - wystający z oceanu łuk skalny. Przepiękne dzieło natury. Plan jest prosty, choć - jak przystało na finał - nie będzie łatwo. Nie znamy do końca scenariusza. Założenia poczyniliśmy, ale jedynie los i jego szczęśliwy traf może uwieńczyć owe założenia. A bardzo chcemy popływać z największą rybą świata - rekinem wielorybim whale shark (rhincodon typus; 7-18 m).
Schodzimy szybko na 20-25 m. Woda ciepła - 27oC. Wizura nawet 25 m. Silne prądy, ale rekiny je lubią. Znajdujemy sobie swoje miejsca w rafie i czatujemy. Każda minuta się dłuży. Oglądamy żółwie i rekiny galapogoskie. Jest kilka młotów i delfiny w oddali. Przewodniczka daje znak i kierujemy się w otchłań oceanu. Płynąc na głębokości 20 m, ze wzrokiem ograniczonym przez maski, wciąż rozglądamy się na wszystkie strony. Natasza miała nosa. Po tych 25 minutach czatowania, oderwani od skał, próbujemy przeciąć prąd. Z toni Oceanu Spokojnego powoli wyłania się kształt istnego kolosa. Mam przed sobą, w odległości kilkunastu metrów, rekina wielorybiego. Bez pośpiechu podąża pod prąd w sobie tylko znanym kierunku. Płynie, wymachując wolno wielkim ogonem. Właśnie na ów ogon trzeba uważać. Zetknięcie z nim może ogłuszyć, zerwać maskę albo aparat oddechowy. W logbooku zapisałem: „piękny, majestatyczny”, „jak łódź podwodna”. I tak jest! Robiąc zdjęcia, zszedłem do 31 m. Warto było!
Następne zanurzenia nie są już tak ekscytujące. Wracamy i po południu nurkujemy na Wolfie. Jest wyjątkowo silny prąd. Rekiny młoty podpływają mi dosłownie pod obiektyw na 2 m. Jest też kilka skorpen. Przed południem docieramy do Isabela Island. Gotowi na pływanie z największymi płaszczkami, wskakujemy do wody. Temperatura oceanu spadła w tym miejscu do 23oC. Widoczność słaba, jakieś 10 m. Miejsce nosi nazwę Cabo Marshall. Czekamy. Prąd prawie niezauważalny. Śmiejemy się potem, że po Wolfie i Darwinie dalszy ciąg nurkowania to drobnostka.
Po spotkaniu z nadymkami i żółwiami przepływają obok nas największe z mant: manta ray. Rozpiętość ich „skrzydeł” dochodzi do 5 m. Jest ich kilka na różnych głębokościach. Biało-czarne piękności z Galapagos. Nie pozwalają się zbliżyć, trzymając nas na dystans. Nurkujemy tu dwa razy.
Czeka nas jeszcze ostatnie nurkowanie ze Sky Dancera. Podpływamy do wyspy Santiago i wykonujemy nocnego nurka w miejscu o nazwie Bahía James. Bardzo przyjemne nurkowanie. Po trudach dnia tylko sześć osób zdecydowało się na zejście. Spotykamy płaszczki, a także reef cornetfish, wielkooką panamic soldierfish. Gdy zaświeciłem latarką, spostrzegam talerz. Tak przynajmniej myślałem w pierwszym momencie. Przez sekundę rozmarzyłem się, jakbym czytał powieść Clive’a Cusslera, a przecież jest to 15-centymetrowe żyjątko oceanu oblewającego archipelag, a nazywa się: galapagos sand dollar.
Jeśli możesz, zrób wszystko, aby zobaczyć to na własne oczy! Naprawdę warto. I tego szczerze życzę!

Koniecznie odwiedź stronę www.dive-adventure.pl, gdzie znajdują się materiały z licznych podróży autora.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Łyżwiarka z Korei Południowej: Nawróciłam się dzięki świadectwu katolików

2026-07-20 10:45

[ TEMATY ]

świadectwo

nawrócenie

pexels.com

„Zostałam ochrzczona razem z moją mamą. Wybrałam dla siebie imię Stella. Stella Maris. Na cześć Matki Bożej. Było to 24 maja 2008 r. i nie miałam jeszcze 18 lat. Do tamtej chwili nie wiedziałam nic o Jezusie, wierze ani Kościele katolickim. Nawróciłam się dzięki świadectwu – jeszcze bardziej niż dzięki słowom – katolików, których spotkałam” – mówi Yuna Kim, południowokoreańska łyżwiarka figurowa, jedna z najwybitniejszych zawodniczek w historii tej dyscypliny.

Yuna Kim urodziła się w 1990 r. w Korei Południowej. Jest niezwykle popularna w swoim kraju i poza jego granicami, również po zakończeniu znakomitej kariery sportowej.
CZYTAJ DALEJ

Zwycięzcy dostają go tylko na chwilę. Puchar Świata - najcenniejsze piłkarskie trofeum

2026-07-19 11:33

[ TEMATY ]

mundial 2026

commons.wikimedia.org

Niemiec Mesut Özil trzyma trofeum Mistrzostw Świata FIFA zaprojektowany przez Gazzanigę

Niemiec Mesut Özil trzyma trofeum Mistrzostw Świata FIFA zaprojektowany przez Gazzanigę

W niedzielę finałem Argentyna - Hiszpania zakończą się w Ameryce Północnej zmagania o najcenniejsze piłkarskie trofeum - Puchar Świata. Nagrodą dla najlepszej drużyny globu jest okazały puchar - mierzący 36 cm, wykonany z 18-karatowego złota i ważący nieco ponad sześć kilogramów.

Obecny puchar jest drugim w historii. Poprzednie trofeum - Puchar Julesa Rimeta - było dwa razy kradzione. Po raz pierwszy po zdobyciu przez Anglię mistrzostwa świata w 1966 roku zginęło z wystawy w tym kraju, a później zostało znalezione - jak podaje FIFA - przez psa o imieniu Pickles pod żywopłotem w południowym Londynie. Ponownie zostało skradzione z siedziby Brazylijskiej Konfederacji Piłkarskiej w 1983 roku po tym, jak Brazylia po zdobyciu go po raz trzeci w 1970 roku przejęła je na własność. Nigdy nie zostało odzyskane i powszechnie uważa się, że zostało przetopione.
CZYTAJ DALEJ

500 lat parafii w Bełdowie. „Bóg jest zawsze bliski i na wyciągnięcie ręki”

2026-07-20 11:12

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Bp Zbigniew Wołkowicz

Bełdów

Joanna Popławska

500 lat parafii w Bełdowie

500 lat parafii w Bełdowie

Parafia Wszystkich Świętych w Bełdowie świętowała jubileusz 500-lecia swojego istnienia. Uroczystej Eucharystii przewodniczył bp Zbigniew Wołkowicz. W modlitwie uczestniczyli kapłani, osoby życia konsekrowanego, przedstawiciele władz samorządowych, zaproszeni goście oraz licznie zgromadzeni parafianie.

W homilii biskup podkreślił, że historia parafii jest przede wszystkim historią Bożej obecności pośród ludzi. – Od momentu, kiedy pojawiła się pierwsza parafia i ludzie zaczęli się tutaj modlić, Bóg stał się Bogiem bliskim, Bogiem na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło przyjść do świątyni, by uświadomić sobie Jego obecność i odkryć, że nigdy nie jesteśmy sami. Przez 500 lat Bóg był tutaj blisko swoich wiernych i pragnie nadal przez każdego z nas czynić wielkie rzeczy – w życiu osobistym, rodzinnym i we wspólnocie parafialnej – powiedział bp Wołkowicz.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję