Reklama

Mój tata - ochotnik do Auschwitz

Tatą nie cieszyli się długo. Starszy, Andrzej, miał 7 lat, kiedy ojciec wyszedł z domu bić się z Niemcami. Od tego czasu ich rodzina nigdy więcej nie żyła normalnie. Owszem, Andrzej zapamiętał krótkie wizyty, potajemne spotkania, ale na zawsze zabrakło tego, co najważniejsze - codziennego przebywania ze sobą. A potem, po wojnie, napiętnowani wraz z siostrą jako dzieci zdrajcy ludowej ojczyzny, musieli milczeć. Wydawało się wówczas, że po ojcu pozostanie tylko garść pamiątek. Tak naprawdę o tacie mogli zacząć mówić niedawno.

Niedziela Ogólnopolska 21/2009, str. 16-17

Andrzej Pilecki - syn rotmistrza Witolda Pileckiego
Tomasz Lewandowski

Andrzej Pilecki - syn rotmistrza Witolda Pileckiego<br>Tomasz Lewandowski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Dziś siedzę naprzeciw ponad 70-letniego mężczyzny i słucham jego opowieści. Opowieści o jednym z najodważniejszych ludzi II wojny światowej, tacie - rotmistrzu Witoldzie Pileckim.

Szczęśliwe życie na Kresach

Reklama

Naszą rozmowę rozpoczynamy od Kresów, gdzie w niewielkim dworku żyła rodzina Marii i Witolda. - Z rodzicami mieszkaliśmy ok. 100 km na południe od Wilna, dokładnie w majątku Sukurcze - mówi Andrzej Pilecki, syn Rotmistrza. - Kiedy kilka lat po wojnie z bolszewikami ojciec osiadł tam na stałe, nasz majątek był mocno zapuszczony, a wśród okolicznej ludności panował całkowity marazm. Ale tata, sam jako gospodarz, a przy tym urodzony społecznik, w niedługim czasie znacznie ożywił lokalne środowisko. Był wszędzie, a zdobytą wiedzą natychmiast dzielił się z okolicznymi mieszkańcami. To on jako jeden z pierwszych na zacofanych po zaborze rosyjskim ziemiach wprowadził nowoczesny system gospodarowania. Wraz z sąsiadami założył też kółko rolnicze, otworzył mleczarnię, której wyroby znane były w Nowogródku, Lidzie, a nawet w Wilnie. - A codzienność, jak wyglądał szary dzień Pileckich w Sukurczach? - pytam. - Ojciec nigdy nie zapomniał o wojsku - odpowiada pan Andrzej. - Pewnie dlatego relacje z porannych obowiązków składaliśmy z Zosią, moją siostrą, w formie meldunków. O zaścieleniu łóżek, modlitwie i umyciu zębów tatę należało poinformować właśnie w ten sposób. Pamiętam to dość dobrze, ponieważ poranki spędzaliśmy w domu sami, bo mama jako nauczycielka wychodziła wcześnie rano. A potem zaczynał się normalny dzień. Ojciec od początku włączył mnie w obowiązki przy domu. Kiedy rano jechaliśmy koniem na pole, siedziałem obok niego na siodle. W czasie objazdu uczył mnie np. rozpoznawać, czy zboże jest już dojrzałe, czy trawa nadaje się do skoszenia.
Ale Witold Pilecki był wówczas nie tylko lokalnym liderem. Od zawsze rozwijała się w nim delikatna dusza artysty. Jeszcze jako kawaler zaczął nawet studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, które przerwał ze względu na złą sytuację materialną rodziny. Do dziś zachowały się jego obrazy i wiersze. Talenty artystyczne wykorzystywał również w wychowywaniu Andrzeja i Zosi. - Ponieważ zaraz po odzyskaniu niepodległości była straszna bieda, nie mieliśmy prawie wcale zabawek - wspomina mój rozmówca. - Dlatego ojciec wymyślał dla nas niecodzienne inscenizacje. Przebieraliśmy się w bohaterów czytanej w naszym domu „Trylogii” Sienkiewicza, wraz z siostrą zdarzało się nam być również ułanem i panną, Hiszpanami, a nawet samurajami. Bywało, że tak właśnie witaliśmy powracającą z pracy mamę. Specjalnie dla nas tata konstruował też gry planszowe, w których pionki zastępowały kolorowe guziki.
Ojciec, sam praktykujący katolik, dbał również o religijne wychowanie dzieci. - W domu dominował rytuał typowo wiejski, z jego modlitwami i śpiewami. Ale dzięki tacie przeczytałem też „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza ŕ Kempis. Ponieważ ojciec bardzo lubił malować, w domu wisiały religijne obrazy, a do dziś w kościele w Krupie, gdzie jeździliśmy na niedzielne Msze św., wisi jego obraz przedstawiający Matkę Bożą Nieustającej Pomocy.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Między totalitaryzmami

Reklama

Wojna rozdzieliła rodzinę. Matka z dziećmi pozostawała początkowo w Sukurczach, Witold zaś, po wrześniowej kampanii, już w listopadzie zszedł do organizującego się w stolicy podziemia. - Było nam wówczas bardzo ciężko - wspomina tamte czasy syn Rotmistrza. - Mamę, ponieważ otrzymała rozkaz przygotowania szkoły do referendum za włączeniem Kresów do ZSRR, notorycznie nachodził sowiecki komisarz. W tym czasie dotarły do nas informacje, że natychmiast po głosowaniu zostaniemy wywiezieni na Sybir. Dlatego dzień wcześniej mama zadecydowała, że uciekamy. Potem przez pewien czas tułaliśmy się po pobliskich wsiach, gdzie przechowywali nas ci, którym wcześniej pomagał ojciec. Powiem Panu na marginesie, że byłem niedawno w rodzinnych stronach, gdzie od jednej z gospodyń otrzymałem strzępy starej książki, którą ta dostała od mojego ojca. Są dziś dla nas jak relikwie. A wracając do naszych losów - kontynuuje pan Andrzej - granicę z Generalnym Gubernatorstwem przekroczyliśmy nielegalnie. Jednak po drugiej stronie nikt na nas nie czekał.
Od kwietnia 1940 r. Pileccy zamieszkali u rodziców Marii w Ostrowi Mazowieckiej. Co do losów ojca dowiedzieli się tylko, że żyje i mieszka w Warszawie. - Mama wiedziała też, że ojciec działa w niepodległościowym podziemiu, ale my, dzieci, nie byliśmy o niczym informowani. Nie wiedzieliśmy nawet, że był w obozie, chociaż ja, jako prawie 10-latek, domyślałem się tego po korespondencji, którą dostarczała nam wujenka Eleonora Ostrowska.
Zapewne ze względu na bezpieczeństwo rodzeństwu oszczędzono wówczas szczegółów o losach ojca, który jako wysłannik ruchu oporu do Auschwitz dał się pochwycić Niemcom w łapance na Żoliborzu. Dopiero później dowiedzieli się, że podczas 2,5-letniego tam pobytu ich tata organizował konspiracyjną siatkę, wysyłał szczegółowe raporty przełożonym, planował nawet wyzwolenie obozu i w końcu z niego uciekł. Nie była ich udziałem wiedza o zaangażowaniu się taty w Powstanie Warszawskie i misję tworzenia tajnych struktur, jaką pod koniec wojny otrzymał od dowództwa, kiedy klarowne stały się zamiary Sowietów.

Rozstanie zakończone wyrokiem

Za to dzieci cieszyły się bardzo, kiedy jesienią 1945 r. ojciec wrócił do Polski, choć nie było go z nimi na stałe w Ostrowi. Rodzinie pozostawały, podobnie jak za okupacji niemieckiej, sporadyczne spotkania i listy. Na ironię losu zakrawa fakt, że intensyfikację kontaktów przyniósł dopiero okres komunistycznego więzienia i procesu. - Ten czas utkwił w mej pamięci bardzo dobrze. Były to dla nas okropne miesiące, szczególnie dla mamy, która jeździła na rozprawy - tu głos pana Andrzeja wyraźne zadrżał. - Katowano go tam okrutnie, a matka musiała to widzieć. Ojciec miał wówczas powiedzieć, że jego pobyt w Auschwitz w porównaniu z więzieniem na Mokotowie był jedynie igraszką. Najgorzej było, kiedy dowiedziała się o wyroku skazującym. Była oszołomiona. Nigdy nie wierzyła, że może zapaść tak surowy wyrok. Jej mąż miał przecież tyle zasług i odznaczeń, poszedł dobrowolnie do obozu koncentracyjnego. Dobił nas ówczesny premier Cyrankiewicz, obozowy współtowarzysz taty, który w odpowiedzi na list z prośbą o pomoc odpisał, aby rozprawiono się z tym „wrogiem ludu i Polski Ludowej”. Wyrok na Witoldzie Pileckim wykonano metodą katyńską - strzałem w potylicę - 25 maja 1948 r. o 21.30. Rodzina dowiedziała się o tym post factum.

Uśmiercanie po śmierci

Reklama

Po śmierci ojca UB, a potem SB nadal pamiętało o Pileckich. - Po zamordowaniu przez komunistów taty dość szybko przenieśliśmy się do Warszawy. W Ostrowi nie mieliśmy czego szukać. Wszyscy o nas wiedzieli, gdyż ówczesna prasa rozpisywała się na ten temat. Nie było nam łatwo również w stolicy, gdzie przeprowadziłem się pierwszy, a reszta rodziny dołączyła w 1950 r. Mama, jako żona wroga ludu, nigdzie nie mogła znaleźć stałej pracy. Dopiero „Dziadek” - Kazimierz Lisiecki, znany na Pradze wychowawca młodzieży, kiedy dowiedział się, że ma na utrzymaniu dwójkę dzieci, z miejsca ją przyjął. Komunistyczne represje dotknęły także rodzeństwo Pileckich. Andrzej z niewiadomych powodów nie mógł kontynuować rozpoczętej nauki pilotażu, a Zosia zmuszona została przerwać studia na Politechnice Warszawskiej. Włamywano się także do ich mieszkania w Ostrowi, z którego próbowano ukraść odznaczenia po ojcu. - Ktoś się jednak pomylił, gdyż zrabowano odznaczenia mamy - dopowiada syn Rotmistrza. - A potem nie mogłem nawet dochodzić praw związanych z ubezpieczeniem, gdyż na komisariacie nie było już sporządzonego wcześniej protokołu. Ale pamięć o ojcu musiała przetrwać. - Zacząłem o nim mówić publicznie dopiero w 50. rocznicę jego śmierci. Wcześniej, zaszczuty przez władze, milczałem tak, że nawet moi koledzy nie wiedzieli, z kim mają do czynienia. W czasach komuny trzeba było uważać na słowa. Tylko w domu wieczorami wspominaliśmy ojca.

„Wszystkim służ, kochaj wszystkich”

Całe życie Rotmistrza było służbą, najpierw wojsku, rodzinie, prostym mieszkańcom Kresów, a przede wszystkim Polsce. - Ojciec nie miał względu na osobę, partię czy rasę. Pomagał zarówno rodzinom poległych żołnierzy czy towarzyszy z Auschwitz, jak i osobom zupełnie obcym. Ostatnio poznałem Jarosława Abramowa-Newerlego, któremu ojciec w czasie wojny uratował życie. On i jego mama byli szantażowani przez jakiegoś szmalcownika, gdyż ukrywali się na Żoliborzu, zamiast przebywać w getcie. Na ojca Barbara Newerly natknęła się w jednej z jadłodajni, gdzie o swojej trudnej sytuacji opowiadała dorabiającej sprzedażą obiadów kucharce. Ta skierowała ją do siedzącego przy oknie „Majora”. Jak opowiadał mi pan Newerly, ojciec dał jej wówczas „ratę”, mówiąc, że ta będzie ostatnia. Dotrzymał słowa, bo szmalcownik już się nie pojawił.
Jak my, młode pokolenie, powinniśmy pamiętać o pańskim ojcu? - pytam na koniec naszego spotkania. - Ostatnio odsłanialiśmy jego pomnik w Grudziądzu, na którym wyryto napis: „Wszystkim służ, kochaj wszystkich” - odpowiada po chwili namysłu pan Andrzej. - Taki właśnie był i taki powinien zostać.

Kard. Henryk Gulbinowicz o rotmistrzu Pileckim:
Witold Pilecki był człowiekiem szlacheckiej fantazji. Za mało jemu było być w wojsku w wolnej II Rzeczypospolitej. Kiedy przyszedł czas wojny, nie załamał się, nie uwierzył w przegraną, tylko stanął do walki z okupantami. Co więcej, jego wyjątkowość polega na tym, że sam zgłosił się do obozu śmierci, żeby tam podtrzymać na duchu uwięzionych, a nawet zmobilizować ich do walki i oporu. To był człowiek bardzo szlachetny i odważny i - nie boję się użyć tego określenia - święty. Bo tylko wielka wiara w Boga potrafi wykrzesać taką niebywałą siłę, moc Ducha, która udziela się człowiekowi w rozmaitych sytuacjach. Dlatego dla mnie to był święty człowiek.

Walczmy o upamiętnienie rotmistrza Pileckiego
W „Niedzieli” nr 18/2009 (s. 28) opublikowaliśmy oświadczenie senatorów Prawa i Sprawiedliwości, skierowane do marszałka Senatu Bogdana Borusewicza oraz premiera Donalda Tuska, w sprawie skandalicznego głosowania polskich deputowanych w Parlamencie Europejskim. Głosowanie to dotyczyło wpisania nazwiska rotmistrza Pileckiego do rezolucji: „Świadomość europejska a totalitaryzm” oraz ustanowienia dnia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Ta data jest bardzo ważna z polskiego punktu widzenia, jest to bowiem dzień zamordowania przez reżim komunistyczny rotmistrza Pileckiego, który był współzałożycielem Tajnej Armii Polskiej, dobrowolnym więźniem KL Auschwitz. Został zamordowany przez komunistów w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej. Postać i odwaga Witolda Pileckiego są cenione nie tylko w Polsce. Został m.in. uznany przez brytyjskiego historyka - prof. Michaela Foota w książce „Six Faces of Courage” za jednego z sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu w czasie II wojny światowej.
Niestety, część polskich eurodeputowanych zagłosowała przeciwko ustanowieniu 25 maja - rocznicy śmierci Witolda Pileckiego - Europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Przeciw głosowali następujący polscy eurodeputowani: Marek Aleksander Czarnecki, Janusz Onyszkiewicz, Paweł Piskorski, Grażyna Staniszewska, Andrzej Wielowieyski, Jerzy Buzek, Zdzisław Chmielewski, Urszula Gacek, Stanisław Jałowiecki, Janusz Lewandowski, Jan Olbrycht, Jacek Protasiewicz, Jacek Saryusz-Wolski, Bogusław Sonik, Czesław Siekierski, Zbigniew Zaleski, Tadeusz Zwiefka, Lidia Geringer de Oedenberg, Adam Gierek, Genowefa Grabowska, Bogusław Liberadzki, Andrzej Szejna, Jan Masiel.

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od 1 stycznia 2028 r. Częstochowa powiększy się o 580 ha kosztem gminy Poczesna

2026-07-30 12:46

[ TEMATY ]

Częstochowa

Karol Porwich/Niedziela

Od 1 stycznia 2028 r. do Częstochowy zostanie włączonych 580 ha z sąsiedniej gminy Poczesna. Działa tam należący do miasta zakład zagospodarowania odpadów, a resztę przejmowanych terenów stanowi łącznik z miastem, by nie powstała enklawa w gminie Poczesna.

Częstochowa za 15 miesięcy, tj. 1 stycznia 2028 r., przejmie z gminy Poczesna: 136,63 ha z obrębu ewidencyjnego Sobuczyna, 151,07 ha z obszaru obrębu ewidencyjnego Młynek, 26,88 ha z Brzezin Nowych, 95,70 ha z Kolonii Brzeziny Wielkie, 84,62 ha z Huty Starej A, i 85,12 ha z obszaru ewidencyjnego Poczesna. Na tym terenie mieszka ok. 250 osób.
CZYTAJ DALEJ

Powstanie Warszawskie. Polscy sportowcy na barykadach Warszawy

2026-07-30 21:08

[ TEMATY ]

Powstanie Warszawskie

Fotografia archiwalna 2. Korpusu Polskiego / Domena publiczna

Ignacy Tłoczyński (z lewej) i Czesław Spychała w mundurach 6. Pułku Pancernego "Dzieci Lwowskich" II Korpusu Polskiego. Macerata/Włochy 1945-46.

Ignacy Tłoczyński (z lewej) i Czesław Spychała w mundurach 6. Pułku Pancernego Dzieci Lwowskich II Korpusu Polskiego.  Macerata/Włochy 1945-46.

W historii Polski tradycje sportu olimpijskiego są ściśle związane z walką o wolność i niepodległość i, gdy 1 sierpnia 1944 roku, rozpoczęto powstanie zbrojne przeciwko okupującym Warszawę wojskom niemieckim, wśród powstańców nie zabrakło polskich wyczynowych sportowców, olimpijczyków, trenerów i działaczy sportowych. Do walki stanęli nie tylko ludzie młodzi, ale też weterani wojny z 1920 roku i września 1939.

Droga wielu z nich na barykady walczącej Warszawy wiodła przez służbę w Wojsku Polskim i udział w konspiracji. Niemal wszyscy należeli do Związku Walki Zbrojnej a następnie Armii Krajowej i byli zaprzysiężeni. Zbigniew Chmielewski, w swej książce „Sportowcy w powstaniu warszawskim”, podaje, że w walkach w 1944 roku w Warszawie brało czynny udział niemal 800 wyczynowych sportowców, mistrzów i rekordzistów Polski różnych dyscyplin sportowych i trenerów. Inne żródła podają, że do powstania zgłosiło się około 1000 sportowców warszawskich klubów. Wśród nich było 26 olimpijczyków, w tym 8 medalistów olimpijskich.
CZYTAJ DALEJ

Alert RCB z cyfrową wersją „poradnika bezpieczeństwa”

2026-07-31 08:18

[ TEMATY ]

Alert RCB

Adobe Stock

W piątek Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało do odbiorców w całym kraju alert, w którym zachęca do pobrania „poradnik bezpieczeństwa” w wersji cyfrowej.

Rządowe Centrum Bezpieczeństwa poinformowało w piątek rano, że do odbiorców w całym kraju został wysłany alert o treści: „MSWiA: bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję