Reklama

Przegląd prasy

Niedziela Ogólnopolska 30/2008, str. 30

Jerzy Robert Nowak
Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Jerzy Robert Nowak<br>Historyk, profesor wyższej uczelni i publicysta, autor ponad 40 książek i ok. 1500 publikacji prasowych

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Od paru tygodni trwa bezprzykładna nagonka polityków i mediów lewicowo-liberalnych na prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z powodu ogłoszenia przez niego, iż podpisanie Traktatu Lizbońskiego stało się „bezprzedmiotowe” po suwerennej decyzji Irlandii, odrzucającej traktat. Prezydent RP stoi po prostu na straży zasad prawnych UE, wymagających jednomyślności wszystkich państw UE przy przyjmowaniu Traktatu Lizbońskiego. Sprzeciw Irlandii zadecydował więc o przekreśleniu szans na przyjęcie Traktatu Lizbońskiego i trzeba ten sprzeciw uszanować. Próbuje się skrajnie pomniejszyć znaczenie tego sprzeciwu, akcentując, że chodzi tylko o głos kilku milionów Irlandczyków, sprzeczny jakoby z oczekiwaniami przeważającej części narodów Europy. Jest to nieprawda.
Atakujący Prezydenta RP lewaccy i liberalni politycy oraz media starają się przedstawić jego odmowę podpisania Traktatu Lizbońskiego jako nader szkodliwy gest, godzący rzekomo w Europę. Atakujący starają się najwyraźniej przemilczeć bardzo duże rozmiary sprzeciwu wobec Traktatu Lizbońskiego wśród innych krajów Europy, począwszy od sprzeciwu Czech, na czele z ich znakomitym politykiem Vaclavem Klausem, po jakże wielu wybitnych polityków i publicystów w krajach Europy Zachodniej. Pozwolę sobie tu zacytować niektóre z przejawów tego sprzeciwu wobec forsowanego przez biurokratów brukselskich Traktatu Lizbońskiego.

Poszanować uczucia i interesy Narodów

Reklama

Najnowsze „Forum” (nr z 13 lipca) zamieszcza godny polecenia tekst znanego francuskiego polityka Jeana-Pierre’a Chevènementa, honorowego przewodniczącego Ruchu Republikańskiego i Obywatelskiego, b. kandydata na urząd prezydenta Francji w 2001 r. W tekście zatytułowanym: „Głos ludu, głos Unii” Chevènement pisze bez ogródek: „Pod względem prawnym Traktat Lizboński jest martwy wraz z irlandzkim «nie»: bo traktat ma wartość jedynie, jeśli zostaje przyjęty co do joty przez wszystkie kraje, które go podpisały. We Francji i w Holandii rządy obeszły już wolę narodu, przystępując do ratyfikacji w drodze parlamentarnej. W Irlandii, gdzie referendum było konstytucyjnym wymogiem, odrzucenie traktatu przez naród jest oczywistością. Próbuje się pomniejszyć znaczenie irlandzkiego głosowania: to są ponoć tylko cztery miliony mieszkańców, a prezydent Nicolas Sarkozy niefortunnie wspomniał o «irlandzkim incydencie». A kto może wątpić, że we Francji, podobnie jak w Holandii, wynik byłby ten sam, gdyby zapytano naród o zdanie? - pyta Chevènement. - A w Wielkiej Brytanii, Czechach, w Niemczech? Europejscy przywódcy stoją w obliczu buntu narodów przeciw technokratycznej i antysocjalnej konstrukcji, w której nie mogą się połapać. Jean-Pierre Jouvet, francuski sekretarz stanu ds. europejskich, w pierwszym odruchu, który - jak wiadomo - zawsze jest szczery, oświadczył: «Jestem więcej niż poruszony: wręcz załamany!». Domagając się kontynuowania procedury ratyfikacyjnej, José Manuel Durăo Barroso uzurpuje sobie władzę, jakiej żaden traktat nie dał Komisji. Brytyjski premier Gordon Brown w żywe oczy kpi sobie z demokracji. W niepamięć poszło zobowiązanie, podjęte przez Tony’ego Blaira, który zapewniał, że Brytyjczycy zostaną zapytani o zdanie w referendum! Sarkozy zapomniał, co mówił podczas kampanii wyborczej o potrzebie Europy, o zbyt drogim euro i konieczności bardziej realistycznej polityki kursowej.
Integracja europejska nie ochroniła Unii przed liberalną globalizacją, która uderza w Europę z całą siłą. (…) W imię zasady konkurencji zniszczono narodową politykę przemysłową. Skutkiem liberalizacji rynków energii był wzrost cen elektryczności i gazu. Europejskie bezpieczeństwo dostaw energii jest najmniejszą spośród trosk Komisji, interes narodów jest deptany przez tych, których posłannictwem powinna być jego obrona. A w tym samym czasie oklepane dogmaty wolnego handlu i konkurencji, wyniesionej do rangi ostatecznego celu społeczeństwa, przeciekają ze wszystkich stron. Nawet Sarkozy przyznaje, że Traktat Lizboński nie może być w żaden sposób pomocny w rozwiązaniu poważnych problemów ekonomicznych, przed którymi stajemy. (…) Zapomnijmy o Traktacie Lizbońskim. (…) Trzeba działać na podstawie Traktatu Nicejskiego, o którym ci, co go podpisali, mówią wiele złego, ale który od ośmiu lat pozwala jednak Unii funkcjonować. (Podkreślenie francuskiego polityka). Potrzeba nade wszystko wyobraźni i woli politycznej, aby budować Europę wspólnie z narodami (…). Tylko tak pogodzimy Europę z demokracją”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Niech zadecydują narody!

W tym samym numerze „Forum” znajdujemy również zdecydowanie krytykujący brukselskich biurokratów tekst jednego z najbardziej znanych filozofów i socjologów niemieckich Jürgena Habermasa „Chwalmy Irlandczyków”. Habermas pokazuje pogłębiający się konflikt między władzami państw UE a ich prostymi obywatelami, których próbuje się odsunąć od decydowania w sprawach najważniejszych. Habermas pisze: „Obywatele gardzą swoimi politykami, którzy wiele obiecują, ale nie mają perspektyw i nic już nie mogą zdziałać. A do tego referendum dotyczące traktatu, który jest zbyt skomplikowany, by go zrozumieć. Z członkostwa w Unii Europejskiej wszyscy czerpali większe lub mniejsze korzyści. Po co tu coś zmieniać? Czyż każde wzmocnienie instytucji europejskich nie oznacza osłabienia głosu demokracji, którego słucha się jedynie w granicach państw narodowych? Obywatele czują ten paternalizm. Znów będzie ratyfikowane coś, w czym nie brali udziału. (…) O motywach irlandzkiego «nie» można tylko spekulować. Natomiast pierwsze reakcje oficjeli są jednoznaczne. Przestraszone rządy nie chcą sprawiać wrażenia bezradności i szukają jakiegoś rozwiązania technicznego. A ono pewnie się okaże powtórką irlandzkiego referendum. To czysty cynizm polityków wobec werbalnie deklarowanego szacunku dla obywateli”.

Czeskie obawy przed supremacją Niemiec

W najnowszym „Wprost” (numer z 13 lipca) polecam tekst czeskiego publicysty Jozefa Třešňáka „Odniemczanie Lizbony”. Tekst Třešňáka bardzo dobrze ilustruje panujące w czeskich kręgach politycznych obawy przed umocnieniem supremacji Niemiec w UE dzięki ewentualnemu przyjęciu Traktatu Lizbońskiego. Czeski publicysta pisze: „Czesi mają wątpliwości, czy UE ochroni ich państwo przed wchłonięciem przez Niemcy. Obawiają się, że za procesem jednoczenia Starego Kontynentu kryje się groźba rozmycia Czech w morzu «niemieckiej Europy». Traktat Lizboński, podobnie jak wcześniejsza eurokonstytucja, jest punktem zwrotnym w procesie federalizacji Europy. Wywołuje więc sprzeciw części polityków w Pradze, czyniąc z Czech drugą po Irlandii przeszkodę w ratyfikacji umowy. (...) 13 maja 2008 r. czeski prezydent Vaclav Klaus, zapytany, czy Traktat Lizboński zagraża dekretom Beneša, odpowiedział: «To pytanie do prawników, ja bym się jednak tego obawiał». Grupa prawników z Miroslavem Petřikem na czele potwierdziła słowa Klausa. Uznano, że «jest się czego bać». Wskazali przy tym na «Kartę praw podstawowych», część Traktatu Lizbońskiego, która głosi, że «nikogo nie można pozbawić majątku (…) bez zapewnienia mu odpowiedniej rekompensaty», a także że «masowe wypędzenia są zakazane».
Są też inni wpływowi czescy politycy, którzy żywią obawy związane z Niemcami. Chodzi im nie tyle o przeszłość i Niemców sudeckich, co o przyszłość. Nieformalnym rzecznikiem tej grupy jest Jan Zahradil, szef europosłów z Obywatelskiej Partii Demokratycznej (ODS) premiera Mirka Topolánka. Reprezentował on Czechy podczas rozmów dotyczących konstytucji europejskiej, później został pełnomocnikiem rządu ds. negocjacji Traktatu Lizbońskiego. W wywiadzie dla «Süddeutsche Zeitung» na pytanie: «Czy konstytucja europejska jest dla pana narzędziem niemieckiej dominacji?» już pięć lat temu stwierdził: «Takie właśnie mam wrażenie». I dodał, że po przyjęciu konstytucji krajom takim jak Czechy przypadnie w udziale rola «satelitów dużych państw». Zahradil nie zmienił poglądów i w dalszym ciągu jest przekonany, że Unia Europejska może się stać Unią Niemiecką”.
Warto, by w polskich kręgach politycznych zapoznano się bliżej z czeskimi obawami przed supremacją Niemiec i ostatecznie zakończono wspieranie jakże fałszywego mitu pojednania polsko-niemieckiego.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tak wygląda Kościół w drodze, ubogi, posłany, skuteczny mocą nie swoją

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Agur, autor tej części Księgi Przysłów, zaczyna od zdania, które mogłoby otwierać każdy traktat o Objawieniu: „każde słowo Boga w ogniu wypróbowane”. Metalurgiczna metafora mówi o słowie bez domieszek. Na takim słowie można się oprzeć jak na tarczy. Zaraz potem przychodzi przestroga, która przez wieki strzegła kanonu: „do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarcił i nie uznał za kłamcę”. Pismo zna własną klauzulę integralności (por. Pwt 4,2; Ap 22,18-19). Człowiek jest sługą Objawienia. Ta zasada nieprzekraczalności depozytu odezwie się po wiekach w kościelnym rozumieniu depositum fidei (por. glossę na 17 IX). Potem następuje modlitwa, jedna z najmądrzejszych w całej Biblii: „nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym”. Agur prosi o środek z trzeźwej znajomości serca. Sytość kusi pychą: „kto jest Pan?”. Nędza kusi rozpaczą i kradzieżą, „i splamię imię mego Boga”. Obie skrajności mają tę samą cenę, zapomnienie o Bogu. Prośba o „chleb niezbędny” jest starszą siostrą prośby z Modlitwy Pańskiej o chleb powszedni. Dzisiejszy patron dopisał do tej perykopy własny komentarz życiem. Ojciec Pio, kapucyn związany ślubem ubóstwa, człowiek, przez którego ręce przeszły miliony na Dom Ulgi w Cierpieniu, sam nie zatrzymał nic. Ubóstwo ewangeliczne jest wolnością od dóbr. Kto prosi o chleb niezbędny, temu Bóg może powierzyć wielkie dzieła, bo serce pozostaje puste dla Niego samego.
CZYTAJ DALEJ

Kard. K. Krajewski: Zróbmy raban w Łodzi

2026-09-22 10:50

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Łukasz Głowacki

Diecezjalny Dzień Wspólnoty Ruchu Światło-Życie

Diecezjalny Dzień Wspólnoty Ruchu Światło-Życie

Nasz Bóg nie jest księgowym. Jest nieprawdopodobnie hojny. Jest wspaniałomyślny. On nas ciągle szuka, ciągle zaprasza – mówił w homilii kard. Konrad Krajewski podczas Diecezjalnego Dnia Wspólnoty Ruchu Światło-Życie, który odbył się w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Łodzi-Radogoszczu.

Spotkanie zgromadziło członków ruchu, szczególnie uczestników tegorocznych oaz rekolekcyjnych. Było zwieńczeniem wakacyjnej drogi, ale przede wszystkim przypomnieniem, że doświadczenie wspólnoty nie kończy się wraz z powrotem do domu. Przeciwnie – dopiero wtedy zaczyna się sprawdzian tego, czy usłyszane Słowo Boże rzeczywiście staje się życiem.
CZYTAJ DALEJ

Biskup, którego słuchała Ameryka

2026-09-23 07:01

[ TEMATY ]

Abp Fulton J. Sheen

Abp Fulton John Sheen

pl.wikipedia.org

Abp Fulton Sheen

Abp Fulton Sheen

Miliony Amerykanów siadały wieczorem przed telewizorami, by obejrzeć nie komika, aktora czy gwiazdę muzyki, lecz katolickiego biskupa, a już wkrótce błogosławionego. Kim był abp Fulton Sheen?

Lata pięćdziesiąte XX wieku to moment, gdy srebrny ekran zaczął kształtować amerykańskie społeczeństwo. Telewizja nie była już tylko nowinką techniczną. Wpływała na sposób myślenia o rodzinie, polityce, wychowaniu i codziennym życiu. W najlepszym czasie antenowym dominowała rozrywka – starannie przygotowane widowiska, seriale i programy z udziałem największych gwiazd. I właśnie wtedy do studia wszedł katolicki biskup. Nie próbował nikogo zabawiać. Zamiast scenografii miał tablicę, po której kreślił proste rysunki. Nie unikał tematów trudnych. Potrafił ganić kapitalistów za chciwość, ostrzegać przed komunizmem, przypominać o odpowiedzialności wobec Boga i rodziny. Modlił się także za Hitlera i Stalina, przekonany, że chrześcijańska miłość nie kończy się tam, gdzie zaczyna się nienawiść. Dlaczego miliony Amerykanów pokochało abp. Sheena? Co sprawiło, że katolicki duchowny stał się popularniejszy niż komicy złotej ery telewizji?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję