Reklama

Zapal silnik, czyli serce

Tempo życia jest coraz szybsze. Ludzie pędzą nie wiadomo dokąd. Ale z drugiej strony szukają też czegoś więcej. Wartości ponadczasowych, nieprzemijających. Stąd chyba tak duże zainteresowanie literaturą poświęconą duchowości, rekolekcjami ignacjańskimi, weekendami spędzanymi w klasztorach, kierownictwem duchowym

Niedziela Ogólnopolska 50/2007, str. 13-15

GRAZIAKO

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Specjalnie dla „Niedzieli” mówią m.in.: ks. Stanisław Urbański, o. Andrzej Ruszała OCD, ks. Józef Naumowicz, o. Włodzimierz Tochmański OCD

Patrząc na Jezusa Chrystusa, widzimy, że ma On głęboką relację z Ojcem, często się modli, wypełnia Jego wolę. Prowadzi życie duchowe. Kocha po prostu. Bo bez miłości nie ma duchowości. Jesteśmy wezwani do naśladowania takiej postawy. Jak to czynić?
O. Józef Augustyn, jezuita, kierownik duchowy i znany rekolekcjonista z Krakowa, opowiada, jak kiedyś jeden z jego przyjaciół przeżył wypadek samochodowy. Samochód wpadł w poślizg i zatrzymał się tuż nad przepaścią. Wystarczyło pchnąć ręką, a pojazd zleciałby w dół. To wydarzenie człowiek ten odczytał jako Boże napomnienie i wezwanie do nawrócenia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dotykanie ludzkich granic

Reklama

Scenariusz ludzkiego nawrócenia pisze sam Pan Bóg. Bywa on nieraz bardzo prosty. „Na przykład - pisze o. Augustyn w książce «O życiu duchowym i o modlitwie» - człowiek zapada na jakąś chorobę, traci najbliższą osobę, doświadcza jakiegoś zawodu życiowego czy też po prostu zauważa, że się starzeje... Spontanicznie rodzi się wówczas konieczność innego spojrzenia na życie. W takich sytuacjach człowiek przypomina sobie nieraz o Panu Bogu, o modlitwie, o Kościele, o spowiedzi. Upokorzenie, dotykanie ludzkich granic zmusza do szczerego obrachunku z życiem”.
Nawrócenie jest początkiem życia duchowego. Nazywane jest w teologii etapem oczyszczenia. Potem następuje drugi etap - oświecenie. I trzeci - zjednoczenie.
Ale czym właściwie jest życie duchowe?
Ks. prof. Stanisław Urbański, teolog duchowości z UKSW uważa, że to uczestnictwo w życiu samego Boga. - Czyli rozwój daru świętości, jaki każdy otrzymał w momencie stworzenia, a potem odnowił przez sakrament chrztu - mówi.
- Życie duchowe to relacja człowieka z Bogiem. Jest to relacja dynamiczna, która wzrasta aż do szczytów określanych przez świętych jako zjednoczenie z Panem - dodaje o. Andrzej Ruszała, karmelita bosy, teolog duchowości z Krakowa.
Tak więc życie duchowe jest dochodzeniem do świętości. I chociaż znane są przypadki świętości będącej udziałem już dzieci (np. św. Dominik Savio), to jednak zwykle głęboka przemiana duchowa trwa wiele lat.

Nawrócenie początkiem drogi

Można się zastanawiać, co stanowi początek drogi duchowego wzrostu. W teologii odpowiedź jest prosta: właśnie nawrócenie. Oczywiście, dokonuje się ono dzięki łasce Bożej. Sam człowiek, jedynie opierając się na własnych siłach, nie jest w stanie nawrócić się i duchowo rozwijać. Ale nawrócenie domaga się zdecydowanego i rozumnego zaangażowania ze strony człowieka. - Jest to świadome odwrócenie się od grzechu. A do tego potrzeba wysiłku, ascezy, wyrzeczenia - tłumaczy o. Ruszała.
Dopiero tak przygotowany, oczyszczony człowiek jest zdolny podjąć współpracę z łaską Bożą.
Bóg nie chce, oczywiście, nikogo zmuszać do nawrócenia czy prowadzenia pogłębionego życia duchowego. Niemniej nieustannie inspiruje człowieka swoimi natchnieniami.

Duchowe cukierki

Reklama

Jak konkretnie wygląda rozwój życia duchowego, widać na przykładzie modlitwy. Bez niej nie ma bowiem mowy o życiu duchowym.
Człowiek, który dopiero co się nawrócił, modli się bardzo chętnie i długo. Żyje w stanie religijnego uniesienia. - Na początku życia duchowego Bóg daje człowiekowi na modlitwie „duchowe cukierki”. Są to różne emocjonalne doznania, uniesienia, fascynacja pięknem liturgii - mówi o. Włodzimierz Tochmański, karmelita bosy.
Jest to zupełnie naturalny, początkowy etap i nie należy go skracać czy od niego uciekać. Trzeba go dobrze przeżyć, pozwalając Bogu na działanie. Trudno też powiedzieć, ile czasu ten etap będzie trwał. - Warto jednak pamiętać, że ten czar „miesiąca miodowego” kiedyś minie. Bóg bowiem pragnie, abyśmy byli z Nim niezależnie od tego, czy nam to sprawia radość, czy nie - podkreśla o. Tochmański.
- Na modlitwie nie jest ważne, by dobrze się czuć albo uzyskać samozadowolenie. Modlitwa może jednak sprawiać trudność. Ale nie jest ona wtedy gorsza. Ważne jest jednak, by jej nie zaniechać - tłumaczy ks. prof. Józef Naumowicz, patrolog z UKSW. I radzi: - Istotę i sens modlitwy najlepiej zgłębiać, modląc się. Modlitwa, jak mówili Ojcowie Kościoła, dodaje nadziei, oddala smutek, napełnia pociechą.

Mniej modlitw, więcej modlitwy

Reklama

W pewnym momencie życia duchowego Bóg wprowadza naszą modlitwę w nowy etap. Przestają jej już towarzyszyć jakieś emocjonalne uniesienia. Nie ma przyjemności modlitwy. - Na tym etapie człowiekowi nie wystarczy już samo formalne odmawianie modlitw. Ktoś, kto ograniczałby się tylko do suchego odmawiania modlitw, nie wzrośnie raczej w wierze. modlitwa bowiem zasadniczo nie polega na odmawianiu. Często powtarzam: mniej modlitw, więcej modlitwy. Albo: mniej odmawiania, więcej słuchania. Modlitwa jest dialogiem, rozmową przyjaciół wielokrotnie powtarzaną. To przede wszystkim Bóg do nas pierwszy mówi. Jego trzeba słuchać, aby potem Mu odpowiedzieć. Ważna jest tutaj postawa otwarcia na działanie Boga i niepoleganie na swoich siłach czy formułkach - tłumaczy o. Tochmański.
Ten nowy etap modlitwy nazywany jest kontemplacją. Człowiek, który do tej pory obficie korzystał na modlitwie ze zmysłów czy wyobraźni, przestaje mieć w tym upodobanie. Modlitwa przychodzi z wielką trudnością i towarzyszy jej oschłość. Jeden z największych mistyków Kościoła - św. Jan od Krzyża nazywa ten stan nocą zmysłów.
Ale tu uwaga! Różne trudności i oschłości na modlitwie wcale nie muszą być znakiem nocy zmysłów. Jeżeli ktoś jest permanentnie przemęczony, chory, cierpi na zaburzenia depresyjne albo po prostu żyje w grzechu, to w naturalny sposób modlitwa będzie sprawiała mu trudność. W takim przypadku należałoby roztropnie zadbać o poprawę stanu zdrowia, szukając pomocy u kompetentnych osób. A jeżeli ktoś żyje w grzechu, powinien się wyspowiadać.

Modlitwa serca

Reklama

Czy jednak przyczyną moich trudności na modlitwie jest noc zmysłów, czy też niedyspozycja emocjonalna? Jak to sprawdzić? Św. Jan od Krzyża podaje trzy znaki, których jednoczesne występowanie oznacza, że najprawdopodobniej jest to noc zmysłów. Pierwszy znak: człowiek nie znajduje już przyjemności w modlitwie, ale nie potrafi cieszyć się także z rzeczy stworzonych, materialnych. Drugi znak: człowiek sądzi, że nie służy należycie Bogu, skoro nie odczuwa przyjemności związanej z modlitwą i jest z tego powodu zatroskany. Trzeci znak: człowiek nie może na modlitwie rozmyślać ani używać wyobraźni jak przedtem.
A więc modlitwa staje się przede wszystkim trwaniem w Bożej obecności. Jest głębsza i bardziej owocna. Człowiek nie jest już niesiony falą emocji i leczy się z pychy duchowej. Rodzą się w nim pokora, opanowanie, wstrzemięźliwość.
„Oprócz przezwyciężenia w człowieku niedoskonałości - pisze Cezary Sękalski w książce «Misterium przemiany wewnętrznej» - noc zmysłów sprawia również w życiu duchowym skutki pozytywne. Są nimi: ustawiczna pamięć na obecność Bożą oraz wzrost w cierpliwości i miłości Bożej. Człowiek zaczyna bowiem działać nie ze względu na duchową przyjemność, lecz ze względu na Boga. Wzrasta w nim także męstwo w przeżywaniu przeciwności oraz doskonali się we wszystkich cnotach teologalnych (wiara, nadzieja, miłość), kardynalnych (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo) oraz moralnych”.
O. Tochmański modlitwę kontemplacyjną nazywa modlitwą serca. - Posłużę się tutaj metaforą samochodu. Żeby ruszyć, trzeba najpierw uruchomić silnik. Tak samo z modlitwą. Zanim zacznie się warkot rury wydechowej, jaką są modlące się usta, trzeba najpierw zapalić silnik, czyli serce - tłumaczy karmelita bosy.

Modlitwa czy obowiązki

Doświadczenie nocy zmysłów to jednak nie koniec. Św. Jan od Krzyża wyróżnia jeszcze noc ducha, gdzie dokonuje się przemiana wewnętrzna w najgłębszym wymiarze. A szczytem tej przemiany jest ostateczne i pełne zjednoczenie duszy z Bogiem.
- To dla mnie za trudne i zbyt skomplikowane - może sobie ktoś pomyśleć po przeczytaniu powyższych rozważań. Tymczasem tak naprawdę nie jest to trudne i skomplikowane, bo rozwój życia duchowego następuje siłą Boga, nie naszą. Z naszej strony potrzebna jest przede wszystkim wierność rzeczom podstawowym: modlitwie, sakramentom, lekturze Słowa Bożego. Reszty dokona Bóg.
Dziś tempo życia sprawia, że wielu z nas przestaje regularnie się modlić. - Musimy wprowadzić pewien porządek w życiu, tak aby istniała równowaga między aktywnością a życiem duchowym. Z biegiem czasu, przez praktykowanie systematycznej modlitwy, wzrasta pragnienie spędzania większej ilości czasu na obcowaniu z Bogiem. I nie jest to już obowiązek, ale potrzeba duchowa - mówi ks. Urbański. Jego zdaniem, praktykujący katolik powinien modlić się minimum godzinę dziennie.
Z kolei o. Ruszała twierdzi, że trudno wyznaczać tutaj jakiś limit. - Jednak minimum to kwadrans w ciągu dnia. Nie mniej, bo modlitwa to przecież spotkanie z bliską osobą. W pięć minut to załatwiamy kogoś w drzwiach, by się go pozbyć.
Ważne jest też, aby nie przedkładać modlitwy nad obowiązki. Bo na pewno niezgodna z wolą Boga jest sytuacja, kiedy matka zostawi w domu małe dzieci i pójdzie na pół dnia modlić się do kościoła - mówi o. Ruszała.
Dodaje, że również praca jest modlitwą, jeżeli łączymy ją z wolą Bożą i miłością bliźniego.
- Ale osobistej modlitwy praca nie zastępuje. W ciągu dnia wiele czasu przemyka nam niekiedy przez palce, a nie umiemy wygospodarować kilku minut, by zmówić np. Koronkę do Miłosierdzia Bożego - zaznacza ks. prof. Naumowicz, autor „Filokalii - tekstów o modlitwie serca”.

Ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW
Na modlitwie nie jest ważne, by dobrze się czuć albo uzyskać samozadowolenie. Modlitwa może jednak sprawiać trudność. Ale nie jest ona wtedy gorsza. Ważne jest jednak, by jej nie zaniechać.
Istotę i sens modlitwy najlepiej zgłębiać, modląc się. Modlitwa, jak mówili Ojcowie Kościoła, dodaje nadziei, oddala smutek, napełnia pociechą.

2007-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Majowe podróże z Maryją: Dzwonowo i Sierbowice - Franciszkańska cisza i matczyne czuwanie

2026-05-19 20:53

[ TEMATY ]

Majowe podróże z Maryją

Dzwonowo i Sierbowice

diecezja.sosnowiec.pl

Dzwono-Sierbowice, Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa

Dzwono-Sierbowice, Parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa

Z gwarnych miast i wielkich bazylik nasza jubileuszowa wędrówka skręca ku miejscom cichym, gdzie Bóg przemawia w szumie drzew i prostocie wiejskich kościołów. Docieramy do Dzwonowa, a potem do Sierbowic, gdzie duch św. Franciszka, niesiony przez jego duchowych synów, odnalazł swą przystań pośród ludu pracowitego i wiernego. Tu Maryja nie potrzebuje wielkich tronów, by być blisko swoich dzieci – Ona jest obecna w codziennym trudzie i pokornej modlitwie „Anioł Pański”.

W Dzwonowie, gdzie historia splata się z legendami o dawnych rodach, stajemy przed wizerunkiem Matki Bożej, która uczy nas uważności. Franciszkanie, przybywając w te strony, zawsze przynosili ze sobą dwie rzeczy: miłość do ubóstwa i bezgraniczną ufność w orędownictwo Niepokalanej. W tym miejscu uświadamiamy sobie, że Maryja jest Matką Słuchającą – Tą, która w ciszy wiejskiego krajobrazu zbiera szeptane prośby o dobre zbiory, o zdrowie w rodzinie, o pokój w sercu. To tutaj, z dala od zgiełku świata, łatwiej jest usłyszeć głos Boga, który tak bardzo kochał św. Franciszek.
CZYTAJ DALEJ

Sens ludzkiej pracy

1 maja każdego roku Kościół specjalnie czci św. Józefa jako wzór wszystkich pracujących. Św. Józef jest wzorem i patronem ludzi, którzy własną, ciężką pracą zdobywają środki do życia i utrzymania rodziny. Pracę zawodową łączył on z troską o Świętą Rodzinę, którą Bóg powierzył jego opiece. O pracy poucza nas Katechizm Kościoła Katolickiego: " Jak Bóg odpoczął dnia siódmego po całym trudzie, jaki podjął (Rdz 2, 2), tak również życie ludzkie składa się z pracy i odpoczynku" . Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Centesimus annus pisze: " Pierwszym źródłem wszystkiego, co dobre, jest sam akt Boga, który stworzył ziemię i człowieka, człowiekowi zaś dał ziemię, aby swoją pracą czynił ją sobie poddaną i cieszył się jej owocami. W naszych czasach wzrasta rola pracy ludzkiej jako czynnika wytwarzającego dobra niematerialne i materialne; coraz wyraźniej widzimy, jak praca jednego człowieka splata się w sposób naturalny z pracą innych ludzi. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek pracować znaczy pracować z innymi; znaczy robić coś dla kogoś. Praca jest tym bardziej owocna i wydajna, im lepiej człowiek potrafi poznawać możliwości wytwórcze ziemi i głębiej odczytywać drugiego człowieka, dla którego praca jest wykonywana" . Praca ludzka jest działaniem osób, które Bóg stworzył na Swój obraz i podobieństwo i powołał do przedłużenia dzieła stworzenia, czyniąc sobie ziemię poddaną. Zatem praca jest obowiązkiem każdego człowieka. Święty Paweł w drugim liście do Tesaloniczan pisze: "Kto nie chce pracować, niech też nie je" (2 Tes 3, 10). Sam Pan Bóg mówi do pierwszych rodziców, że w pocie czoła będą zdobywać pożywienie z płodów ziemi. Jan Paweł II w encyklice Laborem exercens pisze: " Pot i trud, jaki w obecnych warunkach ludzkości związany jest nieodzownie z pracą, dają chrześcijaninowi i każdemu człowiekowi, który jest wezwany do naśladowania Chrystusa, możliwość uczestniczenia z miłością w dziele, które Chrystus przyszedł wypełnić. W pracy ludzkiej chrześcijanin odnajduje cząstkę Chrystusowego Krzyża i przyjmuje ją w tym samym duchu odkupienia, w którym Chrystus przyjął za nas swój Krzyż". Człowiek szanuje dary Stwórcy i otrzymane talenty. Praca może mieć też wymiar odkupieńczy. Znosząc trud pracy w łączności z Jezusem Ukrzyżowanym człowiek współpracuje w pewnym stopniu z Synem Bożym w Jego dziele Odkupienia. Każdy pracujący człowiek potwierdza, że jest uczniem Chrystusa, niosąc krzyż każdego dnia w działalności, do której został powołany i którą wypełnia z miłością. Każda praca, nawet najmniejsza, może być środkiem uświęcenia i ożywiania rzeczywistości ziemskich. Święty Ignacy Loyola bardzo pięknie kiedyś powiedział: "Módlcie się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracujcie tak, jakby wszystko zależało od was". Matka Teresa z Kalkuty także mówiła o pracy: "Musimy pracować z ogromną wiarą, nieustannie, skutecznie, a nade wszystko z wielką miłością i pogodą; bez tego nasza praca będzie tylko pracą niewolników służących surowemu panu. Musimy się nauczyć, by praca nasza stawała się modlitwą. Ma to miejsce wtedy, gdy wszystko czynić będziemy dla Jezusa, dla chwały Jego imienia i dla zbawienia ludzi! Nasza praca, to nasza miłość do Boga wyrażona działaniem". Za naszą pracę otrzymujemy pożywienie jako dar od naszego najlepszego Ojca. Jest dobrą rzeczą prosić Go o nie i składać Mu za nie jednocześnie dziękczynienie. Konstytucja II Soboru Watykańskiego Gaudium et spes poucza: "Praca ludzka, która polega na tworzeniu i wymianie nowych dóbr lub na świadczeniu usług gospodarczych, góruje nad innymi elementami życia gospodarczego, ponieważ te mają jedynie charakter narzędzi". Chciejmy zawsze prosić Pana o to, by błogosławił naszej pracy. Słowa pieśni niech będą naszą modlitwą prośby: "Błogosław, Panie, nas na pracę i znojny trud. Wszak Tyś sam wybrał nas, by Cię poznał i wielbił świat, alleluja". Święty cieśla z Nazaretu, człowiek ciężkiej, fizycznej pracy, został wyniesiony do niewysłowionej godności oraz stał się symbolem i uosobieniem dążenia wielu ludzi. Na jego przykładzie Kościół ukazuje sens pracy ludzkiej i jej nieprzemijające, ogromne wartości. Pewnych informacji o świętym Józefie dostarcza nam tylko Ewangelia. Hebrajskie słowo Józef oznacza tyle, co "Bóg przydał". Święty Józef pochodził z rodu króla Dawida. Mieszkał on zapewne w Nazarecie. Hebrajski wyraz "charasz" oznacza rzemieślnika, wykonującego prace w drewnie, w metalu, w kamieniu. Praca świętego Józefa polegała być może na wykonywaniu narzędzi codziennego użytku, koniecznych także w gospodarce rolnej. Mógł być również cieślą. Według dawnych świadectw św. Józef zmarł w domku w Nazarecie w obecności Najświętszej Maryi Panny i Pana Jezusa. O św. Józefie, który jest patronem wszystkich ludzi pracy, liturgia mówi: "Jako męża sprawiedliwego dałeś go Bogurodzicy Dziewicy za Oblubieńca, a jako wiernego i roztropnego sługę postawiłeś nad swoją Rodziną, aby rozciągnął ojcowską opiekę nad poczętym z Ducha Świętego Jednorodzonym Synem Twoim Jezusem Chrystusem". W 1919 r. papież Benedykt XV do Mszy św., w której się wspomina św. Józefa, dołączył osobną o nim prefację. Papież Leon XIII wydał pierwszą w dziejach Kościoła encyklikę o św. Józefie. Św. Pius X zatwierdził litanię do św. Józefa do publicznego odmawiania. Uroczyste wspomnienie św. Józefa rzemieślnika ustanowił w 1955 r. Pius XII. Św. Józef uczy życia z Chrystusem i dla Jego chwały, uczy delikatności względem kobiet i wzorowego życia rodzinnego, opartego na wzajemnej miłości, życzliwości, szacunku i dobroci. Św. Józef jest wzorem chrześcijanina w spełnianiu czynności domowych i zawodowych. Pracował w stałej zażyłości z Najświętszą Maryją Panną i Jezusem Chrystusem. Podobnie każdy chrześcijanin powinien pamiętać o tym, że pracując spełnia nakaz Boży: "Czyńcie sobie ziemię poddaną" i przygotowuje się do życia wiecznego.
CZYTAJ DALEJ

Białoruś: „wilczy bilet” dla polskich kapłanów

2026-05-20 18:12

[ TEMATY ]

kapłani

Karol Porwich/Niedziela

Niektórym kapłanom pochodzącym z Polski białoruskie władze nie przedłużyły pozwolenia na posługę w tym kraju. Chociaż nie ogłoszono tego oficjalnie, to na jednym z portali parafialnych zamieszczono wiadomość o Mszy św. pożegnalnej.

Sankcje dotknęły między innymi ojca Waldemara Kujawę OFM Conv., który od 31 lat pracował na Białorusi. Z tego 26 lat pełnił posługę w parafii i klasztorze Niepokalanego Poczęcia NMP w Udziale, w powiecie głębockim, w diecezji witebskiej. W relacji nie podano powodu wyjazdu duchownego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję