Kopiuj - wklej - tak powinny się nazywać niektóre pseudoprace naukowe. Ich autorzy, przeszukując nieobliczalne zasoby internetu, całe akapity tekstów z innych dokumentów wstawiali do swoich prac. I choć takiej „pracy naukowej” nie polecamy, to jednak warto nauczyć się tej pożytecznej sztuczki. Możemy wtedy do swojego listu miłosnego wstawić czyjś wiersz, wcale go nie przepisując.
Nauczmy się zatem zaznaczać słowo, linijkę, akapit lub cały tekst. Zaznaczony fragment jest podświetlony ciemnym kolorem. Aby zaznaczyć słowo, kliknij na nie kursorem myszki dwa razy (w miarę szybko). Aby to słowo odznaczyć, wystarczy gdziekolwiek kliknąć jeden raz. Aby zaznaczyć fragment tekstu o dowolnej długości, klikamy na początku tekstu, który chcemy zaznaczyć, po czym, koniecznie trzymając wciśnięty lewy przycisk myszy, przeciągamy wskaźnik na koniec fragmentu, który chcemy zaznaczyć. Aby zaznaczyć jedną linijkę tekstu, klikamy raz po lewej stronie, poza linijką, którą chcemy zaznaczyć. Jeśli chcemy zaznaczyć kilka linijek, klikamy po lewej stronie pierwszej z nich i trzymając wciśnięty przycisk na myszce, zjeżdżamy kursorem w dół.
Jeśli już zaznaczymy jakiś fragment, klikamy prawym przyciskiem na myszce. Możemy teraz wybrać np. opcję „Kopiuj”, otworzyć dokument, gdzie chcemy ten tekst wstawić, znów klikamy prawym przyciskiem i wybieramy opcję „Wklej”. Tekst został powielony. Zaznaczenie tekstu jest także przydatne, jeśli chcemy usunąć fragment tekstu. Zaznaczamy go, po czym na klawiaturze wciskamy „Delete”. Uwaga: jeśli usuniesz jakiś fragment tekstu przez pomyłkę, zawsze możesz wyszukać w menu u góry strony funkcję „Cofnij”. Niektórzy mają tę funkcję także pod odpowiednią ikonką w zestawie u góry (w formie zakręconej strzałki w lewo). Cofać wykonane zadania możesz wielokrotnie. Proste? Pewnie. Jak metr drutu w kieszeni albo świński ogonek - jak mawia jeden z moich znajomych. Cóż, panie i panowie, do ćwiczeń. Bo bez pracy nie ma kołaczy...
Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.
Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
Kinowa „Lalka” Macieja Kawalskiego ma rozmach, piękne kostiumy i znakomitych aktorów. Zabrakło w niej jednak sceny, w której Prus zawarł być może swoje najważniejsze przesłanie: śmierci Ignacego Rzeckiego – ostatniego romantyka – i trzech łacińskich słów odnalezionych w jego kieszeni.
Podziel się cytatem
W końcowym, powieściowym wątku „Lalki” Prusa doktor Szuman wypowiada do Ignacego Rzeckiego, wciąż czekającego na powrót Napoleona i Wokulskiego, znamienne słowa: „Romantycy muszą wyginąć, to darmo: dzisiejszy świat nie dla nich….Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić…”. Rzecki zostaje potem sam. Wkrótce umiera. W jego pokoju - z okrągłym stołem z czarnym kałamarzem, ćwierćwiekową pajęczyną i ćwierćwiekową firanką - gromadzą się dawni znajomi. Na koniec zostają tylko Szuman i Ochocki. „Przypatrz mu się pan - mówi doktor Szuman - ostatni to romantyk! Jak oni się wynoszą… Jak oni się wynoszą….”. Ochocki pochyla się, by ująć „zimną już rękę Rzeckiego”, gdy nagle w bocznej kieszeni zmarłego dostrzega list Węgiełka z nakreśloną strofą Horacego: Non omnis moriar (Nie wszystek umrę).
Kard. K. Krajewski w programie telewizyjnym Sprawa dla Reportera
Postać łódzkiej położnej, która w Auschwitz przyjęła na świat około 3 tys. dzieci, będzie bohaterką październikowego odcinka programu „Sprawa dla reportera”. W nagraniu udział wziął kard. Konrad Krajewski, metropolita łódzki, który mówił o rozwijającym się w Łodzi kulcie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej.
W studiu programu Elżbiety Jaworowicz spotkali się przedstawiciele różnych środowisk zainteresowanych postacią Stanisławy Leszczyńskiej – prawnicy, psychologowie, twórcy kultury, a przede wszystkim położne i siostry zakonne, dla których świadectwo łódzkiej położnej pozostaje szczególnie ważne.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.