10 czerwca 2004 r. odwiedził Jasną Górę abp Leonardo Sandri, substytut ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej.
Była to jego pierwsza wizyta na Jasnej Górze i druga w Polsce.
O. Robert M. Łukaszuk OSPPE: - Pełni Ekscelencja urząd substytuta w watykańskim Sekretariacie Stanu. Proszę przybliżyć Czytelnikom Tygodnika „Niedziela”, na czym polega ta
posługa.
Reklama
Abp Leonardo Sandri: - Sekretariat Stanu jest sekretariatem papieskim, przez który Ojciec Święty wypełnia wszystkie swoje inicjatywy, programy, całą swoją działalność. Jeśli np. Papież
napisze dokument, encyklikę czy list - realizację tego faktu przejmuje Sekretariat Stanu. Tam dokument tłumaczony jest na różne języki, by mógł ukazać się światu. Jeżeli Ojciec Święty pragnie dokonać
nominacji nowego członka Kurii, wówczas za pośrednictwem Sekretariatu Stanu przeprowadza się całą procedurę odnośnie do tej nominacji. Także cała działalność Ojca Świętego jest wspierana przez Sekretariat
Stanu - chodzi tu np. o teksty przemówień oraz przygotowywanie audiencji. Jest jeszcze jeden, mniej znany, aspekt naszej pracy - listy, które napływają do Ojca Świętego z wielu części świata,
chyba najwięcej z Polski. Piszą księża, zakonnicy, zakonnice, ludzie świeccy. Wówczas poprzez Sekretariat Stanu Papież przesyła słowo odpowiedzi i błogosławieństwo. Poprzez nasz Sekretariat Ojciec Święty
utrzymuje także kontakt z wszystkimi nuncjaturami, czyli przedstawicielami dyplomatycznymi Watykanu przy rządach różnych państw. Papież wyraża wolę spotkania np. z biskupami danego kraju, a Sekretariat
Stanu formalizuje wolę Ojca Świętego. Jest to więc cały kompleks działań, które dotyczą nauczania, działalności, planów i inicjatyw Ojca Świętego. W ten sposób ja, jako biskup substytut Sekretariatu,
otrzymuję od księdza kardynała sekretarza stanu konieczne wskazówki, by realizować wolę Jego Świątobliwości, w tym sensie jestem bliskim współpracownikiem Ojca Świętego.
- Jakimi wrażeniami chciałby się Ksiądz Arcybiskup podzielić jako osoba znajdująca się blisko Jana Pawła II?
- Od czterech lat pracuję jako substytut Sekretariatu. Relacje Jana Pawła II ze współpracownikami z Sekretariatu Stanu można opisać w dwóch dobrze znanych słowach: Fortiter et suaviter
(stanowczo i łagodnie). Ojciec Święty jest człowiekiem, który ma świadomość wypełnianej misji Piotra, i wskazuje, jakie są drogi dla Kościoła. Jasno widzimy kierunki jego posługi i działalności. Muszę
zatem powiedzieć, że te relacje, to „rządzenie” jest naprawdę jasne, wyraźne, a zarazem łagodne. Papież prowadzi nas z wielką dobrocią, miłością i zrozumieniem.
- Jak Ekscelencja postrzega Polskę, a w niej Jasną Górę?
Polska sztuka, nauka, kultura i życie religijne budzą we mnie uczucia podziwu i szacunku. Widzę kraj, który dał Kościołowi osobę Jana Pawła II. Przychodząc dzisiaj na Jasną Górę, mogę powiedzieć:
Widziałem wiele rzeczy w Polsce, ale dzisiaj dotknąłem serca tego kraju, ponieważ odkryłem Dom Matki Bożej, gdzie jest Ona czczona przez wszystkich Polaków z wielką miłością, i gdzie znajduje się wyjaśnienie,
dlaczego ten kraj, ten naród pełni tak ważną rolę dla życia katolickiego w świecie.
Reklama
- Przewodniczył Ksiądz Arcybiskup Mszy św. na jasnogórskim Szczycie i uczestniczył w procesji Bożego Ciała. Jak doszło do wizyty w naszym Sanktuarium?
- Być może będzie to z mojej strony niedyskrecja, ale podczas ostatniej pielgrzymki z Janem Pawłem II do Krakowa, prawie dwa lata temu, powiedziałem, że niestety nigdy nie byłem na Jasnej Górze.
Wtedy abp Józef Kowalczyk - nuncjusz apostolski w Polsce powiedział, że trzeba temu zaradzić. Ale podróż Ojca Świętego do Krakowa była tak krótka, że nie pozwoliła na wyjazd do Częstochowy. Jednak
idea ta pozostała w myśli abp. Kowalczyka. W rozmowie z metropolitą częstochowskim - abp. Stanisławem Nowakiem zaproponował on, aby zaprosić mnie do Częstochowy, bym mógł poznać Matkę Bożą Jasnogórską.
Otrzymałem serdeczne zaproszenie od abp. S. Nowaka i dlatego tutaj jestem. W Watykanie uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa jest dniem wolnym od pracy, więc poprosiłem Ojca Świętego, by pozwolił
mi udać się do Polski. Z radością udzielił mi swego błogosławieństwa.
- Dziękuję Ekscelencji za rozmowę i życzę głębokich przeżyć religijnych, związanych z Jasną Górą i Polską.
- Dziękuję Ojcu i wszystkim Paulinom za cały apostolat, który sprawujecie w tym miejscu. Ludzie przychodząc tu odnawiają życie religijne i zaangażowanie chrześcijańskie.
- Proszę zapewnić Ojca Świętego, że na Jasnej Górze pamiętamy w naszych modlitwach o Namiestniku Chrystusa.
- Chętnie mu to przekażę.
- Dziękuję za rozmowę.
Tłumaczenie z języka włoskiego: o. Jarosław Łuniewski OSPPE
Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy
świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę -
czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt
wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii.
Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze
odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene
nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane
i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”.
Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia
jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia
i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy
jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość,
nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala
Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji
kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi
jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia.
Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny
do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy
wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale
cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu.
Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie.
Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by
je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała
sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło.
Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu,
albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim
życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości.
Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask
na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii
św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że
i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością.
Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie
jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec
osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę,
że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
Co właściwie oznacza grzech zaniedbania i dlaczego tak łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego? Często skupiamy się na tym, co zrobiliśmy złego, zapominając o dobru, którego zaniechaliśmy. Wyjaśniamy, jak właściwie przygotować się do spowiedzi, co zrobić z zapomnianym grzechem i dlaczego brak działania może mieć poważne konsekwencje moralne.
Grzechy zaniedbania - o czym zapominamy w konfesjonale? Trudno jednoznacznie zrozumieć, o co w tym pytaniu chodzi. Czy chodzi o niewłaściwe przygotowanie do spowiedzi, co prowadzi do zapominania grzechów, które należało wyznać, czy o pomijanie pewnej kategorii grzechów, które np. wymieniamy w ramach tzw. spowiedzi powszechnej („zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”), a nie uwzględniamy w rachunku sumienia, bo nie uważamy ich za poważne występki moralne.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.