Reklama

„Ostatni dzień Lwowa”

Niedziela Ogólnopolska 33/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Lwów - perła polskich miast. Gdy zwiedzamy go dziś, tak naprawdę trudno sobie wyobrazić, jaki był kiedyś, przed wojną, gdy na pięknych secesyjnych, wystylizowanych balkonach ukazywali się jego dawni mieszkańcy w eleganckich kapeluszach i damy w nienagannie skrojonych kreacjach, a ulice tętniły śmiechem i polskimi piosenkami. „Nie ma jak Lwów” - wzdychamy. Jeśli ktoś chciałby odkryć to miasto na nowo w jego niepowtarzalnej atmosferze sprzed wojny, powinien przeczytać książkę Jędrzeja Majki Ostatni dzień Lwowa.
Ta opowieść jest trochę jak obrazek zatrzymany w kalejdoskopie. Równolegle ukazuje losy kilku bohaterów i ich rodzin, które układają się we wzruszającą polifoniczną opowieść o świecie, który na drugi dzień miał nieodwracalnie odejść. Przestał istnieć wraz z wkroczeniem wojsk sowieckich do miasta. Historie Polaków i Ormian przeplatają się, bo inaczej być nie mogło we Lwowie. Jego mieszkańcy: profesorowie (książka opowiada m.in. o ostatnim uniwersyteckim wykładzie pani prof. Lanckorońskiej), gimnazjaliści, studenci - wtapiają się w niezwykłą architekturę zabytkowych uliczek, parki zakwitają bujną zielenią, a nowoczesny samochód dostawczy rusza z dystrybucją Ilustrowanego Tygodnika Światowid. Bohaterowie ze zdjęć na powrót ożywają, aby powiedzieć nam, jak ważne jest dla nich to miasto. I choć prawie wszyscy mieszkają dziś po tej stronie Buga, okazuje się, że nigdy nie przestali być lwowiakami. Nawet, gdy trzeba było pakować walizki, opuścić to miasto i nigdy już więcej go nie zobaczyć.
Książka Jędrzeja Majki, napisana z dynamicznym zacięciem reportażysty, opatrzona ponad stu fotografiami prezentującymi niezapomniane zaułki Lwowa i tamten przedwojenny klimat, który zatrzymał się tu w kolorze czarno-białym, zachwyca wysmakowaną formułą graficzną i układem typograficznym, ukazując świat w sepii, która za przyczyną Autora - cierpliwego szperacza - ożywa na nowo i nabiera barw. Warto usiąść z opowiadającymi przy czarnej kawie - tak jak on usiadł kiedyś ze swymi bohaterami - i przenieść się lotem… serca do ukochanego Lwowa.

Jędrzej Majka, Ostatni dzień Lwowa, Wydawnictwo Nemrod, ul. Chmieleniec 29/22, 30-348 Kraków, www.nemrod.pl

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lourdes: pięć dni, które zmieniły włoską licealistkę

2026-07-18 07:13

[ TEMATY ]

Lourdes

Adobe Stock

Osiemnastoletnia Ginevra Maria Ceriani pojechała do Lourdes, by pomagać chorym. Sama niedługo wcześniej przeszła operację i spędziła trzy miesiące w łóżku - opowiada Vatican News. Z francuskiego sanktuarium wróciła z przekonaniem, że otrzymała znacznie więcej, niż zdołała dać innym. „Miałam wrażenie, że przeżyłam sto żyć w pięć dni” – mówi mediom watykańskim uczennica liceum w Busto Arsizio w Lombardii.

Od lat 90. uczniowie liceum w Busto Arsizio mogą wyjeżdżać do Lourdes jako wolontariusze towarzyszący chorym. Inicjatywę rozpoczął nauczyciel wychowania fizycznego Maurizio Moscheni, który pomagał pielgrzymom jako noszowy. Jak opowiada Vatican News, początkowo propozycję przyjęło pięcioro uczniów, a z czasem w wyjazdach uczestniczyło około 120 młodych ludzi, także niewierzących.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo z Milejczyc: To nie był zwykły cud, ale prawdziwy „turbocud”... Kilka godzin po modlitwie nasza córka poczuła się lepiej

2026-07-16 21:09

[ TEMATY ]

świadectwo

Milejczyce

Vatican Media

Do maleńkiego kościółka w Milejczycach zaczęły napływać setki świadectw ludzi przekonanych, że otrzymali tu niezwykłe łaski. Wśród nich znajduje się poruszająca relacja pani Eweliny.

Pani Ewelina opowiedziała swoją historię portalowi bialystok.se.pl.
CZYTAJ DALEJ

Misjonarz: w Republice Środkowoafrykańskiej dzieci wybierają między karabinem a instrumentem

2026-07-19 07:33

[ TEMATY ]

misje

misjonarze

siepomaga.pl/brat Benedykt Pączka

W Republice Środkowoafrykańskiej dzieci naprawdę stają przed wyborem: dołączyć do rebeliantów albo pójść do szkoły muzycznej. – Nasza szkoła jest antidotum na wojnę. Mówimy dzieciakom: zostaw broń, weź instrument – powiedział PAP brat Benedykt Pączka, kapucyn, twórca African Music School w Bouar.

PAP: Nazwa African Music School brzmi jak egzotyczna ciekawostka. Czym właściwie jest ta szkoła – elitarnym konserwatorium w afrykańskim buszu, projektem humanitarnym ukrytym pod płaszczykiem sztuki czy raczej świetlicą terapeutyczną dla dzieci z wojenną traumą?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję