Reklama

W 60. rocznicę śmierci Adolfa Bocheńskiego

„... i śnić o Polsce!”

Niedziela Ogólnopolska 29/2004

Grób Adolfa Bocheńskiego na polskim cmentarzu wojennym w Loreto

Grób Adolfa Bocheńskiego na polskim cmentarzu wojennym w Loreto

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

18 maja 1944 r. Monte Cassino wzięli Polacy! Po tym zwycięstwie nastąpiło kilka wielkich dni 2. Korpusu, dni pełnych chwały i dumy. 4 czerwca oddziały sprzymierzonych wkroczyły do najstarszej stolicy Europy i uwolniły siedzibę Ojca Świętego Piusa XII, który 20 czerwca na prywatnej audiencji przyjął gen. Władysława Andersa i wyraził radość z powodu zdobycia Monte Cassino przez wojsko polskie. „Mówił z najgorętszym uczuciem o narodzie polskim, a jednocześnie nie ukrywał wielkiego niepokoju o jego przyszłość”. Kilka dni później rozpoczęła się nowa, zażarta bitwa, nazwana „adriatycką”, bo toczyła się wzdłuż Morza Adriatyckiego. Trwała długo, była trudna i krwawa. W związku z oddalaniem się od południowych baz włoskich (Tarent, Brindisi, Bari i Neapol) dla lepszego zaopatrzenia wojsk alianckich trzeba było zdobyć duże porty na północy - Ankonę nad Adriatykiem i Livorno nad Morzem Liguryjskim. Korpusowi Polskiemu wyznaczono nowe zadanie - „ścigać jak najszybciej nieprzyjaciela i uchwycić port Ankona”. W ciężkich walkach Polacy zdobyli Loreto, Castelfidardo, Osimo i całe pasmo wzniesień nad doliną rzeki Musone. 18 lipca o godz. 14.00 Karpacki Pułk Ułanów wkroczył do Ankony. Główny cel - zdobycie miasta i portu - został osiągnięty za cenę życia 496 poległych i cierpień 1789 rannych naszych żołnierzy. To wspaniałe zwycięstwo przyczyniło się do opanowania tzw. linii Gotów i przyspieszyło wyzwolenie całej Italii spod okupacji armii niemieckiej.
Jednym z tych, którzy w walce o Ankonę na polu chwały oddali swe życie, był 35-letni porucznik Adolf Maria Bocheński, najmłodszy z trzech sławnych braci Bocheńskich: Józefa Franciszka Emanuela, w zakonie o. Innocentego Marii Józefa (1902-95) - dominikanina, filozofa oraz Aleksandra Adolfa Marii (1904-2001) - pisarza i publicysty. Przyszedł na świat 13 kwietnia 1909 r. w pięknej Ponikwie koło Brodów, majątku odziedziczonym przez matkę Marię Małgorzatę z hrabiów Dunin-Borkowskich Adolfową Bocheńską (1882-1931), siostrę Teresę od Jezusa III Zakonu Karmelitańskiego. W siódmym dniu życia sakramentu chrztu udzielił mu w złotym salonie pałacu miejscowy proboszcz ks. Emil Kobierzycki. Rodzicami chrzestnymi byli ciotka Wanda Jaworska i liczący niespełna siedem lat najstarszy brat, zwany Runiem.
W Ponikwie Adzio spędził pięć lat szczęśliwego dzieciństwa i po okropnej wojennej tułaczce tam się wychowywał. Był ślicznym, drobnym, szczupłym, wątłym, zawsze uważanym za malutkiego, bardzo grzecznym, wesołym, miłym, dobrym chłopcem, z twarzą o regularnych rysach, okoloną kędzierzawą jasną czupryną. Wszyscy w domu kochali go najbardziej i on kochał każdego bardziej niż inni siebie nawzajem. Lubił bawić się żołnierzykami. Pewnego razu późnym wieczorem matka zastała go klęczącego w łóżeczku. Modlił się za księcia Józefa Poniatowskiego. Mając cztery lata, sam nauczył się czytać na książce Mariana Kukiela Dzieje oręża polskiego w epoce napoleońskiej.
Tak jak rodzeństwo, Adzio uczył się w domu, zdając egzaminy roczne jako ekstern. Nauczycielowi nie pozwolił się zmusić do systematycznej nauki szkolnej. Interesowała go historia i strategia wojskowa. Leżąc na podłodze, otoczony rozłożonymi mapami i szkicami, całymi dniami studiował wojnę rosyjsko-japońską (kilka tomów po francusku), a także O wojnie (po niemiecku) pruskiego generała Karla von Clausewitza (1780-1831). Do rocznych egzaminów przygotowywał się około trzech miesięcy. W wieku szesnastu lat z bratem Aleksandrem opublikował we Lwowie pierwszą książkę Tendencje samobójcze narodu polskiego. W 1927 r. otrzymał świadectwo dojrzałości.
W latach 1929-31 Adolf Bocheński studiował w Paryżu na prestiżowej École de Politiques et Economiques, gdzie inteligencją i erudycją zadziwiał profesorów, którzy nieraz mówili do niego z katedry: Allons cherches lumičre chez monsieur Bocheński (zwróćmy się po światle wskazówki do pana Bocheńskiego). „Pisał i mówił po francusku równie dobrze jak po polsku”. Uzyskany w 1930 r. dyplom ze złotym medalem tej uczelni uzupełnił dwa lata później magisterium z prawa na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Mocno przeżył śmierć matki. Wiele dni ją opłakiwał.
„W historii był tak biegły, że znał nazwiska chyba wszystkich ambasadorów”. W 1936 r. został urzędnikiem w poselstwie polskim w Pradze, lecz jego kariera dyplomatyczna trwała krótko. Przekreśliło ją publiczne skrytykowanie postępowania władz polskich wobec Wincentego Witosa, który w Czechosłowacji schronił się przed prześladowaniem, a także śmierć ukochanego ojca Adolfa Józefa Bocheńskiego (1870-1936). Mimo nieotrzymania urlopu z powodu jego choroby, przyjechał do domu i był przy jego śmierci. Rok później, 22 kwietnia 1937 r. w Rzymie został przyjęty w poczet Kawalerów Honorowych i Dewocyjnych Zakonu Maltańskiego.
Już w czasie lwowskich studiów Bocheński należał do tamtejszego Klubu Zachowawczego i wydawał Głos Zachowawczy. Współpracował także z innymi czasopismami, m.in. z redagowanym przez Jerzego Giedroycia Buntem Młodych (od 1937 Polityka), sanacyjną Drogą, monarchistycznym Słowem. Z przyjacielem Ksawerym Pruszyńskim wydawał pismo Problemy. W 1937 r. w Warszawie opublikował swą najobszerniejszą pracę Między Niemcami a Rosją, która jeszcze dziś może służyć jako przykład erudycyjnej rozprawy politycznej. Jej naczelną tezą jest przekonanie, że największym zagrożeniem interesów państwa polskiego jest sojusz Rosji z Niemcami, który może powstać niezależnie od ideologicznych różnic. Opowiedział się za współpracą z Niemcami.
Kiedy ten „bez wątpienia jeden z najzdolniejszych publicystów politycznych młodej generacji” przekonał się, że jego koncepcja sojuszu z Niemcami poniosła klęskę, postanowił wstąpić do wojska. Gdy w 1939 r. ze względu na zły stan zdrowia nie został zmobilizowany, wkupił się do 22. Pułku Ułanów, ofiarowując mu rodzinny samochód osobowy. Po kampanii wrześniowej przez Budapeszt, Turyn i Mediolan dotarł do Paryża. W Coëtquidan (Bretania) ukończył Szkołę Podchorążych. „Swoje osiągnął i został żołnierzem”. „Nie palił, nie pił i żył jak mnich surowej reguły”. Miał wrażenie, że „na emigracji jest właściwym cierpieć”. Jego religijność była wyjątkowa, „nie była podobna do niczego, co spotykamy zwykle w tej dziedzinie” (brat Runio, kapelan wojenny w armii gen. Andersa). Zawsze nosił przy sobie obrazek Matki Bożej Nieustającej Pomocy.
Mimo wątłego zdrowia - „długi szkielet pokryty skórą” - zdumiewał gorliwością w służbie i szaleńczą odwagą. Walczył m.in. pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino. Stał się „specjalistą w wojnie minowej”. Brał udział w każdym patrolu, rozbrajając miny (szczególnie niebezpieczne były sprzężone miny-pułapki, zmontowane w ten sposób, że przy rozbrajaniu pierwszej wybuchała druga) odruchowo, „jak wiejska kobieta pieląca grzędę”. Pod Tobrukiem odniósł 12 ran, pod Monte Cassino - następne. Odznaczono go Orderem Virtuti Militari i dwukrotnie Krzyżem Walecznych.
Z zasady zgłaszał się „na ochotnika do skrobania kartofli, na wartę, do służby na ćwiczeniach, zawsze był gotów do zastąpienia kolegi w niesieniu karabinu maszynowego”. Żołnierze kochali go bardzo, „bo pan, choć straszyli, że hrabia, jest swoim człowiekiem i ma do nas serce”.
W wolnych chwilach czytał, pisał artykuły (jeden z nich poświęcił ojcu - „człowiekowi światowemu, bardzo zharmonizowanemu i pięknemu, wybitnemu jako uczony, sportsmen, rolnik, marszałek powiatowy”), godzinami deklamował wiersze, zwłaszcza ulubionego Słowackiego (Duma o Wacławie Rzewuskim, Beniowski), Tuwima, Słonimskiego, Broniewskiego. Ze wzruszeniem wspominał rodzinną Ponikwę, brata Ola (prosił, by jego syn Franek nie „porzucał idei patriotycznych”) i siostrę Olusię (żyje, dobiega 99 lat). Tęsknił za Polską, bo na wojnie znalazł się „tylko z powodu miłości do Ojczyzny”. Wiedział, że choć „nasza walka wzbogaci dawne sławne osiągnięcia oręża polskiego, co wcale nie oznacza, że Polska odniesie z tego jakieś realne korzyści”.
Wierzył w przeznaczenie. Powiedział kiedyś: „W tej wojnie wypada zginąć”. „Jeżeli mam zginąć (...), chciałbym zginąć tu, we Włoszech. I tu pozostać na zawsze, leżeć pośród tego krajobrazu i śnić o Polsce!”. Dwa miesiące później właśnie tam rozerwała go mina, którą rozbrajał, torując drogę plutonowi w bitwie o Ankonę. Jako jeden z pierwszych został pogrzebany na założonym przez brata Runia polskim cmentarzu w Loreto... i śni o Polsce. O jakiej? Czy za taką poległ?
Porucznik Adolf Bocheński od 25 maja 1991 r. jest patronem Zespołu Szkół Samochodowych w Olsztynie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Silna i przedsiębiorcza kobieta

Niedziela Ogólnopolska 12/2022, str. VIII

pl.wikipedia.org

Św. Benedykta od Bożej Opatrzności Cambiagio Frassinello

Św. Benedykta od Bożej Opatrzności
Cambiagio Frassinello

Ideał, który realizowała św. Benedykta od Bożej Opatrzności stał się fundamentem nowoczesnego podejścia do edukacji i roli kobiety w społeczeństwie.

Już w dzieciństwie Benedykta Cambiagio miała pragnienie życia w zakonie, ale jej rodzice byli temu przeciwni. Dlatego, zgodnie z ich wolą, 7 lutego 1816 r. wyszła za mąż za Giovanniego Battistę Frassinellego. Postanowili jednak żyć w czystości. Za zgodą męża, w lipcu 1825 r., Benedykta wstąpiła do klasztoru sióstr urszulanek w Capriolo. Giovanni natomiast został bratem zakonnym w zgromadzeniu ojców somasków. Po kilku miesiącach pobytu u urszulanek Benedykta zrozumiała, że jej powołaniem nie jest kontemplacja, lecz apostolstwo czynne. Wróciła do domu rodziców w Pawii i, mimo ogromnych trudności – głównie materialnych, opiekowała się młodymi dziewczętami. W 1826 r. założyła dla nich ośrodek pomocy. Tak powstało dzieło apostolskie wspomagane przez licznych dobroczyńców i wolontariuszy. W tej pracy pomagał jej również Giovanni. W 1827 r. oboje odnowili przed biskupem ślub czystości. Pobyt w Pawii przyniósł jednak Benedykcie dużo cierpień. Na skutek pomówień w 1838 r. musiała opuścić miasto i przekazać biskupowi założony przez siebie ośrodek.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Obrońcy Życia Człowieka z apelem do Prezydenta RP: Prosimy o ułaskawienie pani Weroniki Krawczyk

2026-03-21 15:16

[ TEMATY ]

pielgrzymka

pro‑life

Fundacja Życie i Rodzina/Karol Porwich

Czy Prezydent RP ułaskawi panią Weronikę?

Czy Prezydent RP ułaskawi panią Weronikę?

W sobotę 21 marca odbyła się 46. Ogólnopolska Pielgrzymka Obrońców Życia Człowieka na Jasną Górę. Jest to jedno z największych corocznych spotkań środowiska pro-life w Polsce - czas wspólnej modlitwy, świadectw i refleksji nad ochroną ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Obrońcy życia zaapelowali do rządu o zapewnienie przestrzegania konstytucyjnego prawa do życia, wezwały też do zablokowania planów wprowadzenia obowiązkowej „Edukacji zdrowotnej” i do przywrócenia „Wychowania do życia w rodzinie”, a także zwrócili się z apelem do prezydenta RP o ułaskawienie pani Weroniki Krawczyk.

Pielgrzymka rozpoczęła się o godz. 9.30 Mszą św. w Kaplicy Cudownego Obrazu pod przewodnictwem abp. Wacława Depo, metropolity częstochowskiego. Po Mszy św. pielgrzymi zgromadzili się w Auli im. św. Jana Pawła II, by wysłuchać kilku prelekcji i świadectw. W czasie pielgrzymki rozstrzygnięto również konkursy dla młodzieży i akademicki organizowane przez Stowarzyszenie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję