Reklama

W ocenie Watykanisty

Niedziela Ogólnopolska 25/2003

Grzegorz Gałązka

Dominik Morawski

Dominik Morawski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z Dominikiem Morawskim - dziennikarzem watykanistą - rozmawia Włodzimierz Rędzioch

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Włodzimierz Rędzioch: - Przez wiele lat pracowałeś jako dziennikarz watykanista. Co możesz powiedzieć o pracy kolegów watykanistów?

Reklama

Dominik Morawski: - Obcując stale z kolegami reprezentującymi różne agencje prasowe, radiowe i telewizyjne oraz najważniejsze dzienniki i czasopisma w różnych krajach, spostrzegłem, że ich kompetencje niekoniecznie bywają uzależnione od takiego czy innego organu oficjalnie katolickiego. Decydującym czynnikiem w tych specyficznych watykańskich kompetencjach - co znajduje wyraz w treści ich przekazów, nie jest taka czy inna etykieta, lecz profesjonalne przygotowanie i rzetelność, czyli respektowanie reguł etycznych. Oznacza to w praktyce, że oprócz samych zdolności i efektów pracy zawodowej ogromną rolę spełniają wymogi etyczne i respekt dla instytucji Kościoła powszechnego. Zdarzają się przypadki pogoni za sensacją - nieraz za wszelką cenę - co dyskredytuje autora tego rodzaju zabiegów. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o kompetencje, to dziennikarze watykaniści reprezentujący włoskie media górują na ogół nad kolegami innych narodowości. Są po prostu bardziej oswojeni z tym, co dzieje się na drugim brzegu Tybru, tzn. w SCV, czyli w Państwie-Mieście Watykańskim. Miałem sposobność obserwować to, zwłaszcza przez wiele ostatnich lat, współpracując z katolickim dziennikiem Avvenire, programem religijnym TVP (Telewizja Publiczna) oraz z kwartalnikiem Affari Esteri. O zainteresowaniu prasy światowej, nie tylko europejskiej, świadczy przykład amerykańskiego miesięcznika Inside the Vatican. Stale z nim współpracuję jako odpowiedzialny za rubrykę Lux ex Oriente.

- Jakie były najbardziej fascynujące momenty w Twojej karierze dziennikarskiej?

Reklama

- Cały Pontyfikat jest fascynującym okresem dla mnie i wszystkich watykanistów. Chciałbym jednak wspomnieć dwa wyjątkowe wydarzenia w mojej pracy dziennikarskiej, które były możliwe dzięki temu Papieżowi.
Wyjątkowym momentem był wyjazd do Lwowa w 1991 r., czyli rok po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę. Udałem się tam na zaproszenie zwierzchników Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Zawdzięczałem to zaproszenie dziś już nieżyjącemu kard. J. Slipyjowi, który dzięki naciskom Jana XXIII i prezydenta J. Kennedy´ego został uwolniony przez Chruszczowa i zjawił się w Rzymie w 1963 r. Była to podróż niezwykle interesująca i atrakcyjna - miałem bowiem sposobność przebywać w bardzo życzliwej i przyjaznej atmosferze poznania przedstawicieli tego Kościoła, zlikwidowanego przez Stalina, który przekazał jego wszelkie dobra Cerkwi prawosławnej. Równolegle nawiązałem także kontakt z przedstawicielami naszego Kościoła rzymskokatolickiego, dzięki czemu odbyłem podróż samochodem po zachodniej Ukrainie, wypełnionej pamiątkami polskiej obecności, odwiedzając m.in. Tarnopol, Żytomierz, Kamieniec Podolski i Stanisławów. Wbrew rozpowszechnianym nieraz opiniom, mogłem stwierdzić naocznie, że waśnie polsko-ukraińskie stanowią rozdział zamknięty, a współdziałanie obydwu Kościołów, obrządku bizantyjskiego i łacińskiego, nie stanowi bynajmniej przeszkody w dialogu ekumenicznym, tzn. w pojednaniu z rosyjskim prawosławiem.
Jeśli wspominam ten i inne momenty moich doświadczeń, nie sposób pominąć wyjazdu do Tajwanu wiosną 2000 r. na zaproszenie ambasadora Republiki Chińskiej, od 1942 r. utrzymującej stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską, z 10-letnią przerwą od rewolucji, przejęcia władzy w Chinach przez komunistów i przeniesienia się po przegranej Czang Kajszeka na wyspę Tajwan. W stolicy Tajpej przeprowadziłem wywiad z prezydentem Czen Szui-bianem, który wyraził nadzieję, że "światło wolności i demokracji, po przełomie w Europie, która przestała być podzielona, dotrze również do Azji, do Dalekiego Wschodu, dzięki czemu Kościół katolicki w Tajwanie stanie się pomostem do Chin kontynentalnych". Podróżując kilka dni po tej wyspie - niezależnej republice demokratycznej - miałem sposobność do niezwykle interesujących spotkań z przedstawicielami Kościoła katolickiego, w szczególności z kard. Paulem Kuo-hsi Shanem, wyniesionym do tej godności przez Jana Pawła II. Byłem pod wrażeniem niezwykłej kultury współżycia panującej w tym niewielkim państwie (liczy zaledwie 23 mln mieszkańców), głównie wyznawców wielkich religii wschodnich, szintoizmu i buddyzmu. Odznacza się ono nie tylko wielkim postępem gospodarczym i osiągnięciami w zakresie technologii, ale przede wszystkim ogromnym ładem moralnym i społecznym, nieznanym w Europie, zwłaszcza środkowowschodniej. Kiedy Jan Paweł II w drodze do Korei Południowej w 1989 r. przelatywał nad obszarem rozpadającego się wówczas Związku Radzieckiego, rzucił pamiętne wezwanie: Lux ex Oriente - "światło przychodzące ze Wschodu". Jest ono dziś zamglone w strefie Europy Wschodniej na skutek trudnych do usunięcia reliktów poprzedniej epoki, sądzę jednak, że blask tego światła powróci prędzej czy później, i to dzięki takim krajom Dalekiego Wschodu, jak Tajwan, Korea Południowa czy Malezja.

- W tych dniach analizowane są różnorodne aspekty Pontyfikatu Jana Pawła II. Czym jest ten Pontyfikat dla dziennikarzy akredytowanych przy Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej?

- Nie jest rzeczą prostą podsumowanie tych reakcji. Wachlarz bowiem rozłożonych akcentów jest bardzo rozległy, chociaż nie ulega wątpliwości, że jeden z głównych analizowanych i podkreślanych aspektów stanowi jednoznacznie brzmiąca synteza wątków religijnych, idealnych i czysto ludzkich. Stosunkowo liczna grupa watykanistów oderwała się od ograniczonego, politycznego spojrzenia na Kościół powszechny i instrumentalnego traktowania Stolicy Apostolskiej, pod kątem określonych interesów i koniunktur. Z bilansu 25 lat Pontyfikatu, obfitującego w nieustanne nauczanie moralne, wynika ogromny jego wpływ na przemiany społeczno-polityczne we współczesnym świecie, nie tylko na przełom, jakim było obalenie muru berlińskiego, dzielącego Europę na dwa przeciwstawne bloki. Wpływ ten jest wciąż niezakończony, bo odnosi się do trwającego wezwania, aby z odzyskanej wolności umieć prawidłowo korzystać. Płynie również przestroga, skierowana głównie ku Europie Zachodniej, przed niedocenianiem niebezpieczeństwa bezkrytycznej recepcji materialistycznego, jedynie konsumpcyjnego sposobu życia i duchowego indyferentyzmu. Stąd tak wielki nacisk Papieża położony na centralne miejsce, jakie człowiek zajmuje, jakie powinien zajmować - wraz ze swą godnością oraz niezbywalnymi prawami i obowiązkami w życiu rodzinnym, zawodowym, społecznym i politycznym, i to zarówno w skali lokalnej, krajowej, jak i międzynarodowej.
Kiedy 25 lat temu przeżywałem w Wiecznym Mieście podniosłe chwile powołania kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, zdawałem sobie sprawę, że czeka nas wszystkich wielka przygoda w wymiarze duchowym i kulturowym. Nie mogłem jednak przewidzieć, że rzeczywistość przerośnie do tego stopnia wyobraźnię i spełni nasze nadzieje w tak wyraźny, odczuwalny sposób. Jako adoptowany obywatel włoski miałem od początku Pontyfikatu przekonanie, że ten wybór oznacza - zwłaszcza dla nas, Polaków - wyzwanie do podwojenia obowiązków i zaangażowania w życie publiczne pod znakiem wartości chrześcijańskich, i zarazem do porzucenia towarzyszącego nam od dwóch wieków akcentowania "religii narodu" zamiast "religii dnia codziennego".
Należy podkreślić fakt, że za Pontyfikatu Jana Pawła II zniknęła tendencja nadawania priorytetu jednostronnym kontaktom dyplomatycznym, z czego zainteresowane społeczeństwa nie zawsze odnosiły współmierne korzyści. Troską Papieża, a tym samym dyplomacji watykańskiej wcielającej w życie jego strategiczną wizję, była przez cały czas, aż do upadku reżimów komunistycznych, silna wola obrony i umocnienia suwerenności danego narodu. Istnieje wciąż cała gama papieskich sygnałów kierowanych do wiernych, polityków, przedsiębiorców i syndykalistów, ludzi nauki i kultury, by nie redukować optyki europejskiej do wymiaru jedynie zachodniego. Idea przewodnia, widoczna w ciągu 25 lat Pontyfikatu, oznacza konieczność zasadniczego wyboru: albo kontynuacji doświadczeń ostatnich 50 lat powojennych, czyli drogi ku obojętności, relatywizmowi i permisywizmowi, albo brania pod uwagę tego, czego Europa dokonała w ciągu 2000 lat swych dziejów na bazie duchowego i społecznego dziedzictwa oraz starań o budowę zjednoczonej Europy. Taka jest istotna alternatywa i sedno papieskiej wizji jedności naszego kontynentu. Nie ulega wątpliwości, że mamy do czynienia z Pontyfikatem historycznego przełomu.

- Dziękuję za rozmowę.

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jezus mówi o odejściu: „Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

pexels.com

Wędrówka od góry Hor ku Morzu Czerwonemu prowadzi na drogę okrężną, bo ziemia Edomu zamyka przejście. Lud traci cierpliwość. To późna faza pustyni. Zmęczenie szybko zmienia się w szemranie. Powraca zdanie: „Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli?”. Pojawia się też pogarda dla manny: „pokarm mizerny”. Tekst odpowiada obrazem, że Pan zsyła węże „o jadzie palącym”. W hebrajskim stoi tu słowo powiązane z rdzeniem „palić” (śārāf), stąd tradycyjne „węże serafiny”. Ukąszenie obnaża bezradność. Wyznanie winy brzmi krótko: „Zgrzeszyliśmy”. Mojżesz modli się za lud. Odpowiedź Boga zaskakuje. Wizerunek węża ma stanąć wysoko na palu. Hebrajskie „sztandar, znak” to nēs. Wzrok podniesiony z ziemi przestaje krążyć wokół zagrożenia. Spojrzenie staje się aktem posłuszeństwa wobec słowa Boga. Nie ma tu miejsca na magię przedmiotu. Księga Mądrości dopowie później, że ratunek przychodzi od Boga, a znak jedynie kieruje ku Niemu (Mdr 16,6-7). Równie ważna pozostaje historia po latach. Król Ezechiasz rozbija „węża miedzianego”, bo lud pali mu kadzidło (2 Krl 18,4). Znak łatwo przechodzi w kult rzeczy. W samym brzmieniu hebrajskim pojawia się gra słów: wąż (naḥāš) i miedź (neḥōšet); stąd nazwa „Nehusztan”. Najstarsza lektura chrześcijańska widzi w tym typ krzyża. Justyn Męczennik łączy węża wyniesionego na palu z tajemnicą krzyża w „Dialogu z Tryfonem” (rozdz. 91). Augustyn, komentując słowa Jezusa o wężu z pustyni, tłumaczy ukąszenia jako grzechy, a węża wyniesionego jako śmierć Pana, na którą patrzy wiara.
CZYTAJ DALEJ

Ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły

[ TEMATY ]

homilia

rozważania

Karol Porwich/Niedziela

Rozważania do Ewangelii J 8, 21-30.

Wtorek, 24 marca. Dzień Powszedni.
CZYTAJ DALEJ

Na całym świecie rozszerza się kult św. Carlo Acutisa

2026-03-24 18:51

[ TEMATY ]

św. Carlo Acutis

Vatican Media

Św. Carlo Acutis

Św. Carlo Acutis

Uroczysta liturgia, obecność licznych wiernych oraz wprowadzenie relikwii św. Carlo Acutisa – tak wyglądała konsekracja pierwszej w Panamie parafii pod wezwaniem „cyberapostoła Eucharystii”. Arcybiskup José Domingo Ulloa podkreślił, że ma ona być miejscem nadziei, modlitwy i żywej wiary.

W dzielnicy Nuevo Tocumen w Panamie arcybiskup José Domingo Ulloa przewodniczył Mszy świętej, podczas której dokonano konsekracji nowej parafii św. Carlo Acutisa. Dotychczasowa placówka duszpasterska została podniesiona do rangi pełnej parafii, aby lepiej służyć lokalnej wspólnocie wiernych - informuje agencja ACI Prensa.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję