Reklama

Papierowi posłańcy

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Pani Aleksandro!
Chociaż prenumeruję "Rycerza Niepokalanej", "Miłujcie się", "Echo Królowej Pokoju", to i tak w każdą niedzielę sięgam w kiosku przykościelnym po "Źródło". A także od kilku miesięcy po "Niedzielę" - i tak już zostanie, bo jest wartościowa.
Dziękuję Bogu za media katolickie, dzięki którym możemy poszerzać i pogłębiać swoją wiarę w Boga i cześć dla Matki Najświętszej. Szkoda, że z tej szansy tak mało jeszcze katolików korzysta. Przypominam sobie okres sprzed 35 lat: szkoła średnia, nauka religii w konspiracji - w małej salce daleko od szkoły, brak katechizmu, nie mówiąc o prasie katolickiej. Miałam szczęście, bo moi rodzice byli głęboko wierzący i spotkałam kapłanów będących "solą ziemi i światłością świata", i tylko dzięki ich świadectwu ustrzegłam i pogłębiłam swoją wiarę.
W tamtych - 60. latach wpadły mi w ręce 2 pożółkłe egzemplarze "Rycerza Niepokalanej", jedne z pierwszych: czytałam je wiele razy i ciągle myślałam, czy nadejdą czasy, kiedy tak wspaniała lektura będzie trafiać pod nasze strzechy. Dzięki Bogu - nadeszły, ale ilu ludzi uważających się za katolików sięga po tę czy inną wartościową gazetę? Z własnego otoczenia wiem, że niewielu, i nawet nie wiedzą, ile tracą. Bo głęboka wiara w Bożą Opatrzność i ciągłą wstawienniczą opiekę Matki Najświętszej, poparta lekturą wyżej wymienionych czasopism katolickich, to moja siła do pokonywania trudności, dźwigania ciężaru życia.
Jestem matką pięciorga dzieci i jak wiele było ciężkich chwil - wie sam Pan Bóg i Matka Boża. Ciągle proszę Boga o silną wiarę, o całkowite pełnienie woli Bożej - dla męża, dzieci, siebie i ludzi, których Bóg stawia na mojej drodze. Kto żyje dla Boga i innych, zawsze jest szczęśliwy, nawet w sytuacjach trudnych i dramatycznych.
Pani Aleksandro! Z lektury "Niedzieli" wnioskuję, że otrzymuje Pani bardzo dużo listów. Może dla wielu jest to jakaś deska ratunku. Teraz mało się pisze listów, a jeśli już, to są to listy krótkie, powstające w pośpiechu, zdawkowe, a w ogóle to rezygnuje się z tej formy kontaktu. Dawniej pisywano do siebie, by opowiedzieć sobie ostatnie wydarzenia, poinformować o sprawach, o których teraz dowiadujemy się z mediów, lub prosić o radę. Żal tych długich listów, pouczających i tak bardzo łączących ludzi. Zdaje się, że nic łatwiejszego niż skreślić kilka serdecznych słów, takich, które idąc od serca, trafiają do serca, ale to jest jednak trudność. List nie ma oczu, które zachodzą łzami, nie ma twarzy, która się uśmiecha, nie ma głosu, który drga, nie ma rąk, które wyciągają się na powitanie. Jednak list to papierowy posłaniec, gdy nie można być z kimś osobiście, tyle naopowiadać, tyle nasłuchać.
Pani Aleksandro! Odkąd czytam "Niedzielę", czytam też odpowiedzi, refleksje związane z listami, które przychodzą do Redakcji. Często wracam do ich treści, bo są sercem pisane, a "z obfitości serca mówią nasze usta". Przez Pani ręce dziękuję całej Redakcji za wielkie bogactwo tej gazety, nie wymieniając szczegółowo, bo każdy, kto raz po nią sięgnie, o tym się przekona. A Pani praca niech przynosi obfite owoce, niech te artykuły z ostatniej strony gazety będą ku pokrzepieniu tylu zagubionych serc. Szczęść Boże!
Maria

Zapatrzeni w ekran telewizyjny, odwykliśmy od refleksji związanej z uważnym czytaniem, a także z wymianą myśli w sposób korespondencyjny. To odejście od słowa pisanego nie tylko spłyciło nasze słownictwo, ale umniejszyło samą wagę słów. Tak łatwo "rzuca się słowa na wiatr" - mówi popularne powiedzenie. I rzeczywiście - pleciemy byle co, byle jak i o byle czym. Ale jak bardzo to "plecenie" już się ugruntowało w naszym codziennym życiu, świadczą milionowe nakłady prasy tzw. kolorowej - popularnej, plotkarskiej. My sami jesteśmy powodem upadku rzeczy i spraw ambitnych, bo nie ma na nie popytu wśród nas. Czy w jakichkolwiek przeglądach prasy przytaczane są cytaty z Naszego Dziennika, Niedzieli, Naszej Polski i innych tego typu gazet? Zupełnie jakby ich nie było lub jakby nie miały czytelników, a ich treści były nieważne. Milczenie to jakby zaprzeczanie istnieniu.
Nie chcę tu krytykować poszczególnych tytułów, bo są robione profesjonalnie i to właśnie jest najczęściej powodem wymienianym przez zagorzałych wielbicieli. Ale profesjonalnie, niestety, nie zawsze znaczy - rzetelnie. Reklama też jest przecież robiona "profesjonalnie", a nikt będący przy zdrowych zmysłach nie uważa jej za źródło rzetelnej wiedzy. Ona prezentuje interesy właściciela. Tak samo jest ze wszystkimi środkami przekazu. Prawie wszystkie kolorowe pisemka są finansowane przez koncerny prasowe, głównie niemieckie lub inne - zagraniczne. To im "nabijamy kasę", gdy je kupujemy. To ich przekaz połykamy często bezkrytycznie.
Pani Maria ma swój zestaw lektur, w którym od niedawna pojawiła się także Niedziela - "... i tak już zostanie, bo jest wartościowa". Czasem decydujący jest ten pierwszy kontakt. Często, idąc do znajomych, podrzucam im jakąś wybraną gazetę, polecając konkretny tekst, który mnie zainteresował, a mógłby trafić i do nich. Nie ukrywam, że przeważnie jest to Niedziela lub Nasz Dziennik. Tak naprawdę nie jest to duży wydatek i z pewnością bardziej wartościowy niż jałmużna wymuszona przez jakiegoś osobnika z czerwonym nosem. A może zasiane ziarno zakiełkuje?...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Co robisz ze swoim „tak”?

2026-09-27 16:30

Marzena Cyfert

Msza św. odpustowa w parafii św. Franciszka z Asyżu

Msza św. odpustowa w parafii św. Franciszka z Asyżu

– Ewangelii nie można jedynie podziwiać – mówił abp Józef Kupny podczas uroczystości odpustowych w parafii św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu. Metropolita wrocławski zachęcał wiernych, by za przykładem patrona parafii przekuwali swoje „tak” wypowiadane Bogu w codzienne czyny, służbę i miłość. Na zakończenie Mszy św. przekazał wspólnocie „Dokument końcowy II Synodu Archidiecezji Wrocławskiej”.

Na początku homilii abp Kupny nawiązał do Ewangelii o dwóch synach, których ojciec posyła do pracy w winnicy. Jeden odpowiada, że pójdzie, ale ostatecznie tego nie robi. Drugi najpierw mówi, że nie chce, ale później się opamiętuje i idzie do pracy. Jezus stawia pytanie, który z tych dwóch spełnił wolę ojca.
CZYTAJ DALEJ

Św. Wacław

Niedziela świdnicka 39/2016, str. 5

[ TEMATY ]

święty

Adobe.Stock.pl

św. Wacław

św. Wacław
Święty Wacław był Czechem. Jest głównym patronem naszych południowych sąsiadów, czczonym tam jako bohater narodowy i wódz. Był królem męczennikiem, a więc osobą świecką, nie duchowną, i to piastującą niemal najwyższą godność w narodzie i w państwie. Jest przykładem na to, że świętość życia jest nie tylko domeną osób duchownych, ale może być także zrealizowana na najwyższych stanowiskach społecznych. Nie mamy dokładnych danych dotyczących życia św. Wacława. Jego postać ginie w mrokach historii. Historycy wysuwają różne hipotezy co do jego życia. Jest pewne, że Wacław odziedziczył po ojcu tron królewski. Podobno był dobrym, walecznym rycerzem, co nie przeszkadzało mu być także dobrym i wrażliwym na ludzką biedę. Nie jest znana przyczyna jego konfliktu z bratem Bolesławem, który stał się jego zabójcą i następcą na tronie. Nie znamy też bliżej natury i rozwoju konfliktów wewnętrznych oraz ich związków z polityką wobec sąsiadów, które wypełniły jego krótkie rządy i które były prawdopodobnie tłem bratobójstwa. Śmierć Wacława nastąpiła 28 września 929 lub 935 r. w Starym Bolesławcu. Kult Wacława rozwinął się zaraz po jego śmierci. Ciało męczennika przeniesiono do ufundowanego przez niego praskiego kościoła św. Wita. Wczesna cześć znalazła wyraz w bogatym piśmiennictwie poświęconym świętemu. Kult Wacława rozszerzył się z Czech na nasz kraj, zwłaszcza na południowe tereny przygraniczne. Zadziwiające, że Katedra na Wawelu otrzymała jego patronat. Także wspaniały kościół św. Stanisława w Świdnicy ma go jako drugorzędnego patrona.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV odleciał z Francji do Rzymu

2026-09-28 19:40

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

odleciał do Rzymu

Vatican Media

Papież Leon XIV na lotnisku Metz-Nancy-Lorraine

Papież Leon XIV na lotnisku Metz-Nancy-Lorraine

O godz. 19.33 samolot z Ojcem Świętym na pokładzie wystartował z lotniska Metz-Nancy-Lorraine, kończąc czterodniową podróż apostolską Papieża do Francji. Ostatni dzień wizyty przyniósł mocne wezwania dotyczące przyszłości Europy. Leon XIV apelował o przerwanie „łańcucha urazy”, wzywał religie do „rozbrajania serc i słów” oraz przypomniał o chrześcijańskich korzeniach kontynentu.

Leon XIV zakończył podróż apostolską do Francji. W tym kraju o głębokich chrześcijańskich korzeniach przebywał od 25 do 28 września 2024 r. Odwiedził Paryż, w tym siedzibę UNESCO, sanktuarium w Lourdes oraz Metz - rodzinne strony kandydata na ołtarze i współtwórcy zjednoczonej Europy Roberta Schumana.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję