Reklama

Niewygodny kapelan

Tragiczna śmierć ks. Antoniego Walochy w 1945 r., dotąd osłonięta tajemnicą, otacza jego postać aurą wyjątkowości. Był początek lipca 1945 r., gdy proboszcz Walocha wyszedł z plebanii w Krzcięcicach, rzekomo do chorego, wyprowadzony przez dwóch tajemniczych mężczyzn, po przeczytaniu równie tajemniczej notatki, aby nigdy już tutaj nie wrócić. Fakty z jego życia przeplatają się z niewiadomymi. Obok pochwał za zaszczytną służbę kapelańską 1920 r., udokumentowanych przykładów gorliwości, a nawet prekursorskich działań w służbie kapłańskiej, w dokumentach archiwalnych są materiały o problemach kapłana, głównie o podłożu finansowym. Na ile można mieć zaufanie do ich wiarygodności? - Przełożeni nigdy nie mieli zastrzeżeń do pracy ks. Walochy - uważa ks. Daniel Wojciechowski, który poświęcił mu rozdział w książce „Księża niezłomni - diecezja kielecka” (Włoszczowa - Kurzelów, 2011). Ks. Antoni Walocha może być z całą pewnością zaliczony w poczet pierwszych ofiar, jakie powojenny Kościół polski poniósł ze strony Polski Ludowej

Niedziela kielecka 21/2012

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Antoni Walocha urodził 12 stycznia 1889 r. w Jurkowie k. Wiślicy, w rodzinie rolniczej. Jako uczeń gimnazjum w Pińczowie uczestniczył w proteście szkolnym przeciwko rusyfikacji w polskich szkołach. Od 1905 r. uczył się w kieleckim seminarium. Został wyświęcony 30 lipca1911 r. przez bp. Augustyna Łosińskiego.
Jako wikariusz pracował w Książu Wielkim, Naramie, Pogoni, Będzinie, Gołaczowach, Sosnowcu; jako proboszcz - w Nagłowicach, Goleniowach, Przybynowie, Sancygniowie, Świętomarzy, Mstyczowie. Był także prefektem w Sosnowcu i wicedziekanem sędziszowskim. Przyszło mu pracować w czasach wyjątkowo trudnych - I oraz II wojny światowej, w okresie żmudnego dźwigania kraju z ruin i leczenia wojennych ran.
Tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości ks. Walocha objął probostwo w Nagłowicach, gdzie duszpastersko zaktywizował parafię i dokończył budowy kościoła. „Po tak długim oczekiwaniu dostaliśmy bardzo zacnego i czcigodnego proboszcza ks. Antoniego Walochę, który w krótkim czasie zdobył nasze serca i miłość (…). Zatem ośmielamy się najpokorniej prosić Waszą Eminencję o pozostawienie nam nadal naszego bardzo kochanego Księdza Proboszcza i jeszcze raz przyrzekamy Waszej Eminencji, że będziemy się starać być zawsze godnymi i wiernymi patriotami” - pisali parafianie z Nagłowic w lutym 1919 r., na wieść o zmianie proboszcza. Biskup zdecydował jednak o zabraniu ks. Antoniego z Nagłowic i mianowaniu go proboszczem w Goleniowach, jednak nie pozostał on tam długo.

„Bardzo lubiany kapelan”

Z dniem 1 sierpnia ks. Walocha za zgodą biskupa diecezjalnego podjął posługę kapelana wojskowego w odpowiedzi na apel ordynariusza polowego bp. Stanisława Galla, w obliczu zagrożenia kraju przez agresję wojsk sowieckich.
Choć niektórzy badacze życia ks. Walochy próbowali ów fakt kwestionować, poświadcza go notatka z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zachowana w Archiwum Diecezjalnym w Kielcach, w aktach personalnych księdza. Czytamy w niej: „Ks. Walocha Antoni wstąpił do wojska dn. 1 VIII 1920 r. Bardzo gorliwy kapłan, inteligentny i szlachetny człowiek, szanowany i bardzo lubiany kapelan, zwłaszcza na terenie wojsk Litwy Środkowej” (podpisał bp. St. Gall). Ks. Walocha został zwolniony ze służby 30 listopada 1921 r.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Proboszcz poszukujący społecznych rozwiązań

Reklama

Po odejściu z kapelańskiej służby ks. Walocha przez okres kilku miesięcy pomagał w parafiach Zagłębia Dąbrowskiego, od 1922 r. był proboszczem w Przybynowie (obecnie diecezja częstochowska), od 1924 - w Sancygniowie, a od 1928 r. w - Świętomarzy. Szczególnie tam rozwinął działalność społeczną, uruchamiając w 1929 r. spółdzielnię mleczarską. Tak opisuje tamtą działalność ks. Wojciechowski: „Na miejscu było przetwarzane mleko pozyskiwane od miejscowych hodowców bydła, produkty mleczne były sprzedawane poza parafią. Pomimo że inicjatywy proboszcza napotykały przeszkody ze strony przeciwników, spółdzielnia mleczarska pod jego kierownictwem przynosiła dochody. Dla wielu mieszkańców parafii zbyt na produkty mleczarskie był jedynym sposobem uchronienia się przed głodem. Dopiero po odejściu ks. Walochy 23 czerwca 1934 r. na probostwo do Mstyczowa, spółdzielnia popadła w długi” (ks. D. Wojciechowski, „Księża niezłomni. Diecezja Kielecka”, Włoszczowa - Kurzelów 2011, s. 289). Od 1935 r. ks. Walocha był także wicedziekanem dekanatu sędziszowskiego.

Więzień oflagu

Z chwilą wybuchu II wojny światowej kapitan rezerwy ks. Antoni Walocha został zmobilizowany do wojska - walczył w jednym z oddziałów Armii Kraków, operującym w okolicach Koniecpol - Sędziszów. Po 17 września 1939 r. decyzją rządu II RP podobnie jak inni kapelani przebijał się z wojskiem do Rumunii. Gdy oficerowie (i kapelani) odmówili podpisania deklaracji o nieopuszczaniu Rumunii (wielu żołnierzy próbowało się przedostawać się na Zachód do polskich oddziałów), zamknięto ich w obozach dla internowanych. W aktach personalnych Księdza zachowała się kartka z Rumunii skierowana do bp. Czesława Kaczmarka z prośbą o wybaczenie - z powodu zawieruchy wojennej - „tak późno nadesłanej wiadomości o sobie”.
Tak więc 15 stycznia 1940 r. ks. Walocha został aresztowany i oddany władzom niemieckim. Przebywał m.in. w oflagach VI E w Dorsten, IIB w Warnswalde i II C w Woldenbergu. Tamtejszy oflag wyzwoliła armia sowiecka 30 stycznia 1945 r.

Dlaczego woldenberczyk?

Reklama

Z artykułu pt. „Woldenberczycy - ofiary stalinizmu (1945-1956)”, opublikowanym w dzienniku „Polska zbrojna” (z 9 grudnia 1991 r.) wynika, iż ks. Antoni Walocha wskutek swego wkładu w obronę ojczyny, a potem tragicznej śmierci w 1945 r. - w nieznanych okolicznościach - został zaliczony do środowiska tzw. woldenberczyków „rozstrzelanych, fizycznie zlikwidowanych, zmarłych w więzieniach w latach 1945-1956”.
Na liście 21 osób wymienionych we wspomnianym artykule figuruje m.in. nazwisko ks. A. Walochy. Precyzując tę informację, należy się cofnąć do obozu Oflag II C Woldenberg (obecna nazwa miejscowości Dobiegniew). Przebywało tam ok. 6 tys. polskich oficerów wziętych do niewoli Wehrmachtu. Wyzwolenie następowało w kilku grupach. Najliczniejsza została wyzwolona przez sowiecką czołówkę czołgową w końcu stycznia 1945 r., przy współudziale jeńców, którzy stoczyli zwycięską walkę z silną niemiecką eskortą kolumny ewakuacyjnej. Wielu jeńców wówczas zginęło. Natomiast pozostałe grupy Niemcy ewakuowali na Zachód i tam wiosną 1945 r. wyzwoliły je wojska aliantów zachodnich. Jednakże ks. Walocha musiał być wyzwolony w pierwszej grupie, gdyż już 26 lutego 1945 r. otrzymał nominację na probostwo do Krzcięcic.
Pewną liczbę woldenberczyków po powrocie do kraju wcielono do wojska, część zaangażowała się w walkę z reżimem sowieckim. Wielu zostało włączonych w różne procesy polityczne, oskarżanych o przestępstwa, ze zdradą ojczyzny włącznie. Byli wśród woldenberczyków tacy, których przyczyny śmierci są dotąd bliżej niewyjaśnione. Najprawdopodobniej ks. Walocha należy właśnie do tej grupy.

Tragedia i jej tajemnicze okoliczności

Po zakończeniu wojny sowieckie i polskie organa bezpieczeństwa tropiły księży, których nazwiska znalazły się na listach tzw. „wrogów ZSRR i Polski Ludowej ” - droga życiowa ks. Walochy dawała mu miejsce na tej liście.
Ks. Antoni Walocha probostwo w Krzcięcicach objął 26 lutego 1945 r. i energicznie zajął się parafią, pomimo szwankującego zdrowia. Na kilka dni przed tragedią zaprosił do siebie krewnych - Wiktorię i Pawła Rutkowskich, aby pomogli mu przygotować uroczystości pierwszokomunijne. Z ich relacji wynika, że w dniu, w którym przyjechali - 1 lipca 1945 r., dwaj nieznani mężczyźni zapukali w okno, prosząc księdza do chorego, ale gdy ten ubierał się w komżę, podali mu kartkę, którą ksiądz skwitował słowami „nie rozumiem…”. Na pytanie o chorego, usłyszał: „proszę z nami”. Odtąd nikt już przy życiu księdza nie widział. Rutkowscy wkrótce zaalarmowali kurię i prowadzili poszukiwania na własną rękę, m.in. w szpitalach i w więzieniu na Montelupich w Krakowie. Bezskutecznie.
Sędziszowski dziekan ks. Jan Pałczyński podaje datę 2 lipca, jako dzień opuszczenia Krzcięcic. Pisze do Kurii w Kielcach: „W dniu 2 lipca 1945 r. wyjechał pociągiem rannym do Krakowa proboszcz z Krzcięcic, ks. Antoni Walocha. Powrót miał nastąpić w tym samym dniu. W Krakowie widziano, jak jechał tramwajem, po czym wszelki ślad po nim zaginął i dotychczas do parafii nie powrócił. Podejmowano usiłowania odszukania go czy natrafiania na jakieś ślady. Nie dały żadnego rezultatu”. Z kolei Kuria kielecka poleca księdzu dziekanowi nadesłać wyczerpujące dane, „…przeprowadzić śledztwo, w jakich okolicznościach ks. Walocha opuścił parafię, jaki był cel jego wyjazdu, kiedy zamierzał wrócić, co wiadomo o jego przybyciu do Krakowa itd. (…)”. 7 lipca 1945 r. ks. Pałczyński pisze w obszernym piśmie do Kurii w Kielcach: „Niewiele da się zgromadzić szczegółów co do tego incydentu. Ks. Walocha w ogóle był człowiekiem skrytym i małomównym. W niedzielę 1 lipca wspomniał tylko siostrzenicy, organiście Gracy, gospodyni Kozłowskiej, że w tygodniu wybiera się do Krakowa i do Kielc. Na kolacji do p. Brakiewicza z Piołunki również o tym wspomniał (…). Domyślają się, że wyjazdy te miały związek z odpustem, jaki przypadał 8 lipca. W poniedziałek rano na stacji w Sędziszowie widział się z kierownikiem szkoły p. Wcisło, którego obiecał odwiedzić w najbliższych dniach (…). W Krakowie widziano go w tramwaju nr 9 i nic więcej”. Rodzina ks. Walochy, zdaniem ks. Daniela Wojciechowskiego, który szczegółowo badał tę sprawę, uważa, że rozbieżności są celowe, że „taki wariant wydarzeń fabrykowały władze komunistyczne, zacierając ślady zbrodni. Rozpowszechniano też plotkę, iż ksiądz zginął w wyniku porachunków partyzanckich. Głoszeniu tych kłamstw sprzyjało to, że ks. Walocha, tylko przez krótki czas przebywał na probostwie w Krzcięcicach (…)”.

Śmierć - tajemnicy ciąg dalszy

Zwłoki księdza powieszone na drzewie i sutannę - poszarpaną, zawieszoną na innym drzewie, znalazła 1 września 1945 r. kobieta zbierająca grzyby w lesie, w granicach Zakopanego. Ciało miało rany na nogach (prawdopodobne wskutek pogryzienia przez psa), przestrzelone płuca. W kieszeni sutanny była zniszczona, pisemna nominacja na probostwo w Krzcięcicach.
Tragiczny ten fakt relacjonuje w piśmie do kurii w kieleckiej ks. Jan Tobolak, dziekan z Zakopanego, w piśmie z 12 wrzesnia 1945 r. Pisze m.in.: „1 IX znaleziono zwłoki ludzkie na drzewie, o czym zawiadomiono straż bezpieczeństwa, która udała się na miejsce, gdzie znajdował się zmarły człowiek na drzewie (…). Trup wisiał co najmniej dwa tygodnie”. Zaniepokojony, wręcz przerażony ks. Tobolak zapytuje w swym liście, czy istotnie kapłan o takim nazwisku pracował w diecezji kieleckiej?
W odpowiedzi ze strony Kurii otrzymuje wyczerpujące pismo, potwierdzające tożsamość księdza. W liście przypomniano okoliczności wyjazdu i krótko - miejsca posługi księdza, jego służbę wojskową oraz obóz w Woldenbergu. Czytamy w nim m.in.: „Był to kapłan bardzo zacny i wzorowy, o czym świadczą wszyscy, którzy z nim się stykali na wolności czy też w niewoli niemieckiej. Jakakolwiek możliwość samobójstwa musi być wykluczona. Zajść tu musiał jakiś nieszczęśliwy, tragiczny wypadek, który niespodzianie przeciął życie kapłana, diecezji kieleckiej wyrządził bolesną stratę, a stanowi duchownemu chciał złośliwie zaszkodzić. Ksiądz dziekan zechce łaskawie w razie potrzeby tamtejsza opinię uspokoić”.
Po identyfikacji przeprowadzonej w obecności krewnego Pawła Rutkowskiego i ks. dr. Kazimierza Dworaka, ówczesnego wikariusza generalnego diecezji kieleckiej, ciało zmarłego pogrzebano na cmentarzu w Zakopanem. Rutkowskiemu zezwolono jedynie na postawienie prostego, własnoręcznie wykonanego brzozowego krzyża. Nie wydano zgody na pogrzeb, nawet w późniejszych latach (te informacje są zachowane w przekazach rodzinnych).
Z kolei w pracy zbiorowej pod red. Wiesława Jana Wysockiego pt. „Kapelani wrześniowi. Służba duszpasterska w Wojsku Polskim w 1939 r. Dokumenty, relacje, opracowania” (wyd. Warszawa 2001), autorzy na str. 638 podają, iż ks. Walocha został „najprawdopodobniej zamordowany przez UB”. Można przyjąć za pewnik, iż osoba kapelana Walochy była niewygodna dla nowego politycznego sytemu, czy to z racji „niechlubnej przeszłości” - jako oficera WP, czy może poglądów politycznych, choć trudno dzisiaj stwierdzić, czy i na ile uwidaczniały się one wówczas w homiliach, katechezach czy jakichkolwiek kontaktach z parafianami.
Na temat zniknięcia i tajemniczej śmierci ks. Walochy nie prowadzono nigdy postępowania sądowego.
Dziękuję ks. Danielowi Wojciechowskiemu - proboszczowi w Kurzelowie i ks. Edmundowi Noconiowi - proboszczowi w Krzcięcicach, za pomoc i wskazówki w zbieraniu materiałów do artykułu.

W następnym numerze sylwetka Stanisława Strójwąsa, najstarszego żyjącego absolwenta Szkoły Katolickiej w Kielcach

2012-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież udaje się do Francji. Co mówił jego poprzednik 18 lat temu w Paryżu?

2026-09-12 11:33

[ TEMATY ]

Francja

Paryż

wizyta

papież Benedykt XVI

Vatican Media

W Pałacu Elizejskim Benedykt XVI mówił m.in. o znaczeniu dobrze pojętej laickości

W Pałacu Elizejskim Benedykt XVI mówił m.in. o znaczeniu dobrze pojętej laickości

Za niespełna dwa tygodnie Leon XIV rozpocznie podróż do Francji. Poprzednia papieska wizyta nad Sekwaną miała miejsce dokładnie 18 lat temu, gdy z okazji 150-lecia objawień w Lourdes kraj odwiedził Benedykt XVI. Choć młodzi ludzie, którzy dziś czekają na Papieża nie mogą jej pamiętać, to zapoznanie się z nią może być dobrym wprowadzeniem w słuchanie słów Ojca Świętego. Bowiem jego poprzednik połączył szacunek do francuskiego dziedzictwa z doskonale sobie znanym nauczaniem św. Augustyna.

Gdy 12 września 2008 r. Benedykt XVI wyruszał z czterodniową wizytą do Paryża, media rozpisywały się o tym, że nad Sekwanę przybywa „papież – frankofil”. Z jednej bowiem strony od dziesięcioleci znane było jego zamiłowanie do francuskiej kultury i dzieł naukowych, z którymi zapoznawał się w oryginale, biegle posługując się językiem francuskim. Z drugiej zaś także i Francja nie szczędziła mu gestów sympatii, m.in. w 1992 r., gdy został włączony do prestiżowego grona Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, czy w 1998 r., gdy w Ambasadzie Francji przy Stolicy Apostolskiej nadano mu tytuł Komandora Legii Honorowej. Przyjmując go przyszły papież wygłosił słynne przemówienie, w którym mówił, że od młodości „był zagorzałym wielbicielem łagodnej Francji” i wymieniał francuskich pisarzy, których lektura towarzyszyła mu od najmłodszych lat, jako antidotum na powojenną atmosferę w ojczyźnie. A także w 1999 r. gdy był jedynym teologiem katolickim w gronie 18 wybitnych intelektualistów, zaproszonych na paryską Sorbonę na konferencję poświęconą przyszłości świata, wchodzącego w 3. tysiąclecie i gdzie wygłosił odważny wykład o kryzysie chrześcijaństwa na Starym Kontynencie. Nie bez znaczenia był też fakt, że to właśnie on przewodniczył w 2004 r. uroczystościom 60. rocznicy lądowania aliantów w Normandii – notabene, wśród których był też tato obecnego Papieża.
CZYTAJ DALEJ

Najświętsze Imię Maryja

Niedziela świdnicka 39/2017, str. 8

[ TEMATY ]

wspomnienie Imienia NMP

Ks. Zbigniew Chromy

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej

Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej
Wśród wielu uroczystości, świąt i wspomnień Najświętszej Maryi Panny, jakich wiele jest w ciągu roku liturgicznego, dowolne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi jest nieco zapomniane, już przez sam fakt, że jest ono dowolne. Święto imienia Maryi zaczęto obchodzić w Hiszpanii, ale dopiero po zwycięstwie odniesionym przez Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, 12 września 1683 r. papież bł. Innocenty XI, na wniosek polskiego króla rozciągnął jego obchód na cały Kościół katolicki. Zgodnie z tradycją i żydowskim zwyczajem Matka Boża cztery dni po swoim urodzeniu otrzymała imię Maryja. Ponieważ Jej urodziny obchodzimy 8 września, stąd 12 września przypada wspomnienie nadania Najświętszej Dziewicy imienia Miriam. To hebrajskie imię oznacza „być pięknym lub wspaniałym”, zaś w języku aramejskim, którym posługiwano się w Palestynie w czasach Jezusa i Maryi, imię to występuje w znaczeniu „Pani”. Gdy zsumujemy znaczenia tego imienia w języku hebrajskim i aramejskim, otrzymamy tytuł „Piękna Pani”. Zatem Maryja to „Piękna Pani”, i tak jest ona nazywana od najdawniejszych czasów. Potwierdziły to badania archeologiczne przeprowadzone w Grocie Nazaretańskiej pod kierownictwem o. Bellarmimo Bagattiego. Największą niespodzianką było wydobycie kamienia z napisem: EMAPIA. To skrót greckiego wyrażenia: „Chaire Maria” (Bądź pozdrowiona, Maryjo). To jedne z najstarszych dowodów czci oddawanej Maryi, Matce Bożej. Po przeprowadzeniu zaś wnikliwych badań archeolodzy doszli do wniosku, że znaleziska te są fragmentami najstarszej świątyni chrześcijańskiej w Nazarecie. Znaleziono tam również dwa inne napisy z końca I wieku. Drugi z nich zawiera dwa słowa: „Piękna Pani”. Kiedy czytamy relacje osób widzących Matkę Bożą, np. św. Katarzyny Labouré, św. Bernadety Soubirous czy Dzieci z Fatimy, wszystkie te osoby nazywają Maryję Piękną Panią. Przejdźmy teraz do samego wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi. Wyżej powiedziano, że bł. Innocenty XI wspomnienie to rozciągnął na cały Kościół na wiosek naszego Króla Polski. W 1683 r. potężna turecka armia groziła całej Europie, w tym Stolicy Apostolskiej. Pewny siebie Sułtan Mehmed IV rozmyślał, jak to uczyni z Bazyliki św. Piotra stajnię dla swoich rumaków. Wydawało się, że nie ma już ratunku ani dla oblężonego Wiednia i całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu bł. Innocenty XI wysłał posła do Jana III Sobieskiego z prośbą, aby pośpieszył na odsiecz, podobne poselstwo wysłał cesarz austriacki. Jednak Sejm, mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się. Wtedy to spowiednik króla św. Stanisław Papczyński dzięki Maryi ostatecznie przekonał króla oraz sejm. Matka Boża ukazała się św. Stanisławowi i zapewniła o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Założyciel Marianów wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami: „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. Sobieski idąc na odsiecz Wiednia, zatrzymał się na Jasnej Górze. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Maryję o pomoc. 12 września Sobieski przed bitwą uczestniczył w dwóch Mszach św., w tej drugiej służąc bł. Markowi d’Aviano jako ministrant. Przystąpił do Komunii św. i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W imię Panny Maryi – Panie Boże, dopomóż!”. Polska jazda z imieniem Maryi na ustach ruszyła do ataku, śpiewając „Bogurodzicę”. Armia turecka licząca ok. 200 tys. żołnierzy uciekała przed 23 tys. polskiej jazdy. Atak był tak piorunujący i widowiskowy, że wojska cesarza austriackiego opóźniły swoje uderzenie, żeby podziwiać szarżę naszej husarii. Tego dnia zginęło 25 tys. Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.
CZYTAJ DALEJ

Matka Boża Chełmska Patronką miasta

2026-09-12 17:50

Tadeusz Boniecki

Matka Bożą Chełmska została oficjalnie ogłoszona Patronką grodu nad Uherką.

Główne uroczystości odbyły się podczas Sumy odpustowej odprawionej przez Nuncjusza Apostolskiego w Polsce abp. Antonia Guido Filipazziego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję