Reklama

Mała róg Zbawiciela

Planów filmowych mamy w Polsce dostatek, ale polscy reżyserzy najbardziej lubią Warszawę i Mazowsze. A szczególnie stołeczne place Piłsudskiego i Zbawiciela oraz niewielką praską ulicę Małą

Dodaj nasz portal do preferowanych źródeł Google
Artykuły z niedziela.pl będą pojawiać się częściej w Twoich wynikach wyszukiwania

Są miejsca, o których reżyserzy, scenarzyści, autorzy zdjęć, a potem widzowie mówią, że współtworzą, a niekiedy decydują o atmosferze filmu. Czy peerelowskie filmy i filmidła mogłyby w ogóle powstawać, gdyby nie zbudowany w połowie lat 70. Hotel Victoria przy ówczesnym pl. Zwycięstwa? Jeśli, to byłyby znacznie uboższe. Czy równie plastyczne byłyby sceny z obrazów z historią w tle - np. „Ogniem i mieczem”, „Pan Tadeusz” czy ostatnio „Historia Roja” - gdyby nie skansen (Muzeum Wsi Mazowieckiej) w Sierpcu?
- Mazowsze i Warszawa mają te walory, że są bogate i zróżnicowane krajobrazowo, znajduje się tu wiele zabytków, kompleksów pałacowych, parków i ogrodów - mówi Marek Szymański, autor książki „Polska na filmowo”. Oprócz tych walorów, jak twierdzi, to dobra lokalizacja stanowi główny powód, dla którego polskie wytwórnie filmowe, mieszczące się przede wszystkim w Warszawie, wybierają ten region jako miejsce do kręcenia scen plenerowych.

Sen o Victorii

Reklama

Hotel Victoria był w schyłkowym PRL symbolem luksusu, dlatego nie mogli go nie polubić filmowcy. A szczególnie twórcy serialu „07 zgłoś się”, ale także m.in. „Wielkiego Szu”, „Piłkarskiego pokera”, „Misia” i „Kingsajzu”. Pokazywany był z każdej strony. Wielokrotnie wykorzystywano fasadę budynku, ale także przedsionek, drink bar, kawiarnię i korytarze. Tu Rysiek, czyli debiutujący Zbigniew Zamachowski w „Wielkiej majówce”, wynajął, przy muzyce zespołu „Maanam”, apartament, by w końcu przekonać się, że nawet dziś nie wszystko można kupić za pieniądze.
Dozorca Popiołek z serialu „Dom”, grany przez Wacława Kowalskiego, mawiał otwierając bramę przy Złotej 25, że „ustrój to rzecz przejściowa, a brama to rzecz święta”. Nieprzemijające okazało się zamiłowanie filmowców do Victorii. W latach 90. pojawia się tu już jednak nie porucznik Borewicz, lecz komisarz Halski z „Ekstradycji”, a także inny Rysiek - Riedel z „Dżemu”, śpiewający „Sen o [zupełnie innej] Victorii”.
W PRL dzisiejszy pl. Piłsudskiego był najmodniejszym warszawskim placem filmowym. W III RP tę rolę przejął pl. Zbawiciela. Kręcono tu m.in. filmy: „Fuks”, „Mąż swojej żony”, „Operację Samum”. Ale prawdziwą karierę zrobił w filmach Ryszarda Krauzego „Dług” i - siedem lat później - w „Placu Zbawiciela”. Dlaczego akurat ten plac? Jak tłumaczył Krauze, komponowało mu się: pierwszy film kończył na pl. Zbawiciela, a drugi na nim się zaczynał.
- Oba filmy dotyczą tego samego pokolenia, tamci chłopcy marzyli o pierwszym w życiu wielkim interesie, ci o pierwszym własnym mieszkaniu. To są opowieści o społeczeństwie w transformacji - tłumaczył reżyser. - Jest też coś osobistego w pl. Zbawiciela, bo z moją żoną Joanną Kos-Krauze mieszkaliśmy koło placu, tam pierwszy raz spotkaliśmy się. Jest wreszcie plan metaforyczny, bo to jest historia o winie i odkupieniu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Odpowiednio klimatyczna

Przy Złotej 25 kamienicy Popiołka, oczywiście, nie ma. Jej rolę grał pobliski dom przy ul. Pańskiej, która w ogóle miała szczęcie do filmów fabularnych i seriali. Niedaleko od królestwa Popiołka, na osiedlu przy Pańskiej, mieszkał czterdziestolatek, inżynier Karwowski, budowniczy Trasy Łazienkowskiej. Przy Pańskiej kręcono też kilka innych obrazów, w tym komedię „Nie lubię poniedziałku”.
Ale najbardziej znaną filmową ulicą jest praska Mała, pominięta skądinąd w książce Marka Szymańskiego. Nie dlatego, że rzeczywiście jest mała, lecz dlatego, że jest odpowiednio klimatyczna. Podobnie jak cała okolica, która udawała niejedno i nie raz. Udawała samą siebie, ale najczęściej przedwojenną i wojenną lewobrzeżną Warszawę.
Okolica ostatnią wojnę przetrwała prawie bez uszczerbku. Zachowały się całe kwartały kamienic i fabryk przełomu XIX/XX wieku i międzywojnia. Nie trzeba było odbudowywać miasta w atelier. Na Małej, biegnącej od ul. Inżynierskiej do Konopackiej, i to po obu stronach, zachowała się dawna zabudowa, przypominającą np. tę z przedwojennego Muranowa. I to ona ściągała i ściąga szczególnie wielu filmowców.

W roli Maniusia Kitajca

Reklama

Dlatego, gdy w końcu lat 50. na Małą zawitała ekipa komedii obyczajowej „Cafe Pod Minogą” (kręconej na podstawie powieści Stefana „Wiecha” Wiecheckiego, a rozgrywającej się w okupowanej stolicy), filmowcy nie musieli zamykać oczu, żeby zobaczyć dawną Warszawę. Reżyser Bronisław Brok miał w czym wybierać, trzeba było tylko trochę podretuszować fasadę budynków i scenografia była gotowa. Tytułowy bar sąsiadujący wcześniej z zakładem pogrzebowym teraz stworzył w nim, pod bokiem Niemców, nielegalną filię. Adolf Dymsza dzięki niej był bardziej przekonujący w roli Maniusia Kitajca.
W 1970 r. uroki okolicy dostrzegł Janusz Morgenstern, który tu umieścił akcję serialu „Kolumbowie, rocznik 20”, opowiadającego o losach przedstawicieli pokolenia konspiratorów, żołnierzy AK podczas okupacji niemieckiej, a później powstania warszawskiego. Na murach pojawiły się napisy wykonywane w czasie okupacji przez Mały Sabotaż, a klimatu dopełniały przekonujące role młodych aktorów i muzyka Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza.
Jak pisano po latach, odkryciem twórców serialu było ukazanie losów pokolenia Kolumbów „bez pseudopatriotycznego zadęcia i sztucznego patosu”. Bez świadomości, że uczestniczą w wielkim dziejowym wydarzeniu i że po latach historia uczyni z nich bohaterów. „Ten klimat filmu doskonale oddaje autentyczny, krążący po okupacyjnej Warszawie wierszyk: „Pod Rostowem od krwi ślisko/A my idziem na boisko” - pisał spóźniony krytyk. Tłumaczył to „postawą obronną, wisielczym humorem jako odtrutką na czyhającą za każdym rogiem możliwość łapanki i nieustanne poczucie zagrożenia”.

Dziewczęta z Nowolipek

Na Małej i w jej bezpośredniej okolicy od lat czas wydaje się płynąć powoli. Jeszcze do lat 70. XX wieku była ulicą brukowaną i oświetloną gazowymi latarniami. Na jednej z kamienic można było jeszcze niedawno zobaczyć przedwojenny szyld sklepiku spożywczego „J. Nowicki”. Na narożnym podwórku (przy ul. Inżynierskiej) można było oglądać nieotynkowany od urodzenia, powojenny budynek. A w głębi na niskim piętrowym budynku napis po rosyjsku „L. Barwich” - dawny szyld fabryki armatur i niklowni Ludwik Barwich i Aleksander Jung. To tu w latach 30. ub. wieku mieściły się warsztaty szybowcowe, gdzie skonstruowano prototyp szybowca Komar.
W narożnej kamienicy przy Stalowej 1 przez ostatnie lata życia, do śmierci w 1979 r., mieszkał sam „Wiech” - Wiechecki, autor słynnych, pisanych stylizowanym językiem warszawskich przedmieść, felietonów. Na kamienicy umieszczono upamiętniającą go tablicę.
W 1985 r. przy ul. Małej rozczarowania przeżywały bohaterki filmów „Dziewczęta z Nowolipek” i „Rajska jabłoń” powstałych na podstawie powieści Poli Gojawiczyńskiej. Barbara Sass, jak tłumaczono, okazała się, przynajmniej w pierwszym z obrazów, mistrzynią w pokazywaniu kobiet. Tym razem w kostiumie historycznym opowiadała historię czterech przyjaciółek ze szkoły: Kwiryny, Bronki, Franki i Amelki.
„Tło, w jakim reżyserka umieszcza swoje postaci, może być różne, ale zawsze z otaczającym światem trzeba się mierzyć, prowadzić z nim walkę, bowiem ten świat przytłacza nas, często osacza i dusi” - pisał recenzent. Tym razem Mała grała Nowolipie.

Ufryzowana na getto

W końcu lat 80. powstał tu „Korczak” Andrzeja Wajdy, z Wojciechem Pszoniakiem w tytułowej roli. Film raczej nieudany, acz głośny. Wtedy o ul. Małej, grającej okupacyjną ul. Chłodną, usłyszano za granicą. Plener przekonał do siebie Romana Polańskiego.
- Oddałem Korczakowi wszystkie moje zdolności i umiejętności, chociaż równolegle z filmem nastąpiły wybory 1989 r., a później moje codzienne niemal w Senacie - mówił w późniejszym wywiadzie Wajda. - Oficjalna projekcja w Cannes podczas festiwalu 1990 r. i owacja na stojąco w pałacu festiwalowym była niestety ostatnim sukcesem Korczaka. Następnego dnia recenzja w „Le Monde” zrobiła ze mnie antysemitę i żaden z liczących się dystrybutorów nie zdecydował się zaangażować w rozpowszechnianie tego filmu poza Polską.
Szerokie rozpowszechnianie miał za to kręcony kilkanaście lat później „Pianista”, obsypany deszczem nagród ze Złotą Palmą i Oscarem na czele. Okolica odgrywała rolę rogu Chłodnej i Żelaznej. Okolicę, jedną z - jak się uważa - najbardziej zaniedbanych w stolicy, trzeba było nieco ufryzować. Jak tłumaczono, półżartem, dziury na ścianach okolicznych kamienic nie zrobili ani wojacy Wehrmachtu, ani żołnierze AK, ani Armii Sowieckiej, ani miejscowi chuligani, ani nawet upływ czasu. To ponoć efekt działalności kolejnych ekip filmowców.

2012-12-31 00:00

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Oceń: 0 0 dodaj do źródeł Google

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Od 1 do 8 listopada możesz uzyskać odpust za zmarłych. Jakie są warunki?

2026-10-28 19:12

[ TEMATY ]

odpusty

Wszystkich świetych

Joanna Popławska/Niedziela

Odpust za zmarłych ofiaruje się na sposób wstawiennictwa, powierzając jego owoc Bogu. Obrazowe określenie „podarować niebo” nie oznacza, że sami rozstrzygamy o losie konkretnej osoby po śmierci. Odpust dotyczy kary doczesnej za grzechy już odpuszczone co do winy.

Odpust może uwalniać od kary doczesnej w całości lub w części. Stąd mamy do czynienia z dwoma rodzajami odpustów: zupełnym i częściowym. Rozróżnienie to związane jest z odmiennymi skutkami, jakie one powodują dla osoby zyskującej odpust.
CZYTAJ DALEJ

Czy wiesz, czym różni się 1 listopada od 2 listopada?

[ TEMATY ]

Wszystkich Świętych

zaduszki

Joanna Popławska/Niedziela

1 i 2 listopada w świadomości wielu osób niemal zlewają się w jedno. Odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze i modlimy się za naszych bliskich, którzy poprzedzili nas w tej drodze do życia wiecznego. Tymczasem w liturgii Kościoła są to dwa różne dni, które niosą ze sobą inne przesłanie. Czym różni się uroczystość Wszystkich Świętych od Dnia Zadusznego?

1 listopada Kościół katolicki obchodzi uroczystość Wszystkich Świętych. Wbrew częstemu przekonaniu nie jest to „święto zmarłych”.
CZYTAJ DALEJ

Modlitwa o owoce peregrynacji

2026-11-01 22:30

. ks. Jakub Oczkowicz

Procesja różańcowa ulicami Rzeszowa

Procesja różańcowa ulicami Rzeszowa

Nabożeństwo rozpoczęło się pod krzyżem upamiętniającym ofiary komunizmu na Placu Śreniawitów, gdzie zebrani odmówili Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Procesji różańcowej przewodniczył bp Jan Wątroba. W nabożeństwie uczestniczyli kapłani, siostry zakonne oraz liczni mieszkańcy Rzeszowa. Uczestnicy, śpiewając pieśni maryjne i rozważając tajemnice chwalebne różańca, przeszli ul. F. Szopena, al. Lubomirskich, ul. 3 Maja i ul. Sokoła do Bazyliki Bernardynów. W rozważaniach poszczególnych tajemnic różańcowych odwoływano się do odpowiadających im tekstów biblijnych, ukazując wydarzenia z życia Jezusa i Maryi w świetle słowa Bożego. Poszczególne tajemnice odnoszono także do zbliżającej się peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, wskazując, że czas przygotowania do nawiedzenia powinien stać się okazją do pogłębienia wiary, modlitwy i osobistej więzi z Chrystusem. W ten sposób wspólna modlitwa różańcowa była nie tylko medytacją nad wydarzeniami zbawczymi, ale również bezpośrednim duchowym przygotowaniem do przyjęcia jasnogórskiego wizerunku w diecezji.

Na zakończenie procesji bp Jan Wątroba nawiązując do zbliżającej się peregrynacji Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, podziękował uczestnikom oraz wszystkim zaangażowanym w przygotowanie wspólnej modlitwy. Możemy potraktować tę dzisiejszą modlitwę jako swoistą zapowiedź i przygotowanie naszych serc na spotkanie z Maryją w znaku Jasnogórskiego Obrazu. Chcemy już teraz uczyć się przyjmować Ją z wiarą i pozwalać, by prowadziła nas do Chrystusa – mówił bp Wątroba.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję