Reklama

Niedziela Sandomierska

Bądź lampą Chrystusowej miłości

W parafii św. Franciszka Salezego i Andrzeja Boboli w Gorzycach bp Krzysztof Nitkiewicz włączył w grono prezbiterium sandomierskiego diakona Piotra Sosnówkę.

2020-11-08 18:53

Ks. Wojciech Kania

W dniu 8 listopada w kościele św. Franciszka Salezego i Andrzeja Boboli, bp Krzysztof Nitkiewicz udzielił święceń prezbiteratu diakonowi Piotrowi Sosnówce. Mszę świętą, której przewodniczył biskup ordynariusz, koncelebrowali ks. Roman Janiec, kanclerz kurii, ks. Mariusz Kozłowski, proboszcz parafii, ks. Piotr Przysucha, prefekt oraz ks. Stanisław Tylus, dyrektor administracyjny.

We wspólnej modlitwie uczestniczyli rodzice diakona Piotra, najbliższa rodzina oraz – ze względów obostrzeń epidemicznych – niewielka liczba wiernych.

Reklama

Po odczytaniu słów Ewangelii ks. Piotr Przysucha, prefekt, przedstawił kandydata do święceń zaświadczając o odpowiednim jego przygotowaniu do pełnienia posługi kapłańskiej.

W homilii bp Nitkiewicz nawiązując do przeczytanej Ewangelii porównał diakona Piotra do człowieka oczekującego na przybycie Oblubieńca. Mówiąc o miłości jako podstawowym kryterium oceny życia człowieka, zachęcał zarówno diakona, jak i wszystkich wiernych do praktykowania jej na co dzień.

Słuchając przeczytanej Ewangelii nasuwa się spontanicznie skojarzenie właśnie z Tobą księże diakonie. Ty również oczekiwałeś na przybycie Oblubieńca. Zarówno w przypowieści, jak w życiu każdego chrześcijanina, jest nim Chrystus Pan. Czekałeś na Niego z zapaloną lampką w ręką, która tu w Gorzycach zapłonęła mocniejszym płomieniem, a i oliwy, jak widać nie zabrakło.

Reklama

Ojcowie Kościoła i egzegeci wysuwają różne hipotezy odnośnie symboliki oliwy. Najbardziej zainspirował mnie św. Augustyn, który mówi, że chodzi tutaj o miłość. Zauważa, że jeśli wlejemy olej do naczynia z wodą, jego warstwa pozostanie na górze, a gdy do naczynia z olejem dodamy wody, olej wypłynie na powierzchnię. Zawsze będzie więc czymś pierwszym. Pan Jezus, opisując scenę sądu ostatecznego mówi, że miłość będzie stanowiła pierwsze, podstawowe kryterium oceny naszego życia. Stanie się kartą wstępu do wiecznej chwały w Niebie. Jest nawet takie powiedzenie: „Oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa”.

Ks. Wojciech Kania

Każdy naturalnie ma własną definicję miłości i związane z tym oczekiwania. Dlatego powinniśmy nie spuszczać wzroku z Chrystusa, który ukazuje w czym wyraża się prawdziwa miłość. Jeśli będziemy starali się kochać jak On, to kiedy przyjdzie po nas u kresu życia, przywitamy Go z płonącą lamą w ręku i ze sporym zapasem oliwy.

Drogi Diakonie Piotrze, Twoje usta będą wypowiadały słowa konsekracji i rozgrzeszenia. Głoś jednocześnie prawdę, obnażaj kłamstwo i śpiesz z pomocą wątpiącym. Twoje ręce będą składały się pobożnie do modlitwy, udzielały Komunii św., chrzciły i namaszczały chorych. Niech także ocierają łzy, dźwigają ciężary innych i dzielą się tym, co posiadasz.

Nie zwlekaj z czynieniem dobra i pamiętaj o ostrzeżeniu św. Franciszka Salezego: „Kiedy robimy coś dla innych, towarzyszy nam przekonanie, że uczyniliśmy bardzo wiele, natomiast to, co inni zrobili dla nas, wydaje się być niczym”. Musimy być czujni, gdyż miłość może zachorować i wtedy trzeba ją leczyć, abyśmy się nie odczłowieczyli.

Wychodź do ludzi z płonącą lampą Chrystusowej miłości, nie czekając, aż przyjdą do Ciebie. I jeszcze jedno: utrzymuj braterskie więzy z biskupem i kapłanami. Budujmy razem wspólnotę diecezjalną i parafialną, w której każdy znajdzie swoje miejsce u boku Chrystusa, a On wprowadzi nas na niebieską ucztę – mówił bp Nitkiewicz.

Po homilii kandydat do święceń złożył ślub posłuszeństwa biskupowi. Następnie w trakcie śpiewu litanii do Wszystkich Świętych wzywano pomocy orędowników przed gestem nałożenia rąk oraz modlitwą konsekracyjną, która była najważniejszym momentem święceń kapłańskich.

Nałożenie stuły i ornatu, obrzęd namaszczenia rąk, przekazanie kielicha i pateny do sprawowania Eucharystii oraz pocałunek pokoju zwieńczyły obrzęd święceń.

Nowo wyświęcony ks. Piotr Sosnówka po raz pierwszy koncelebrował Mszę świętą. Przed końcowym błogosławieństwem neoprezbiter wyraził wdzięczność za dar otrzymanych święceń.

Ks. Wojciech Kania

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dziesięciolatka w finale Eurowizji

2020-11-04 10:45

Niedziela Ogólnopolska 45/2020, str. 48-49

[ TEMATY ]

muzyka

rozmowa

Krzysztof Tadej

Ala Tracz

Ala Tracz

Anielski głos, niezwykły talent i rozbrajający uśmiech – tak najkrócej można scharakteryzować Alę Tracz. 29 listopada będzie ona reprezentowała Polskę w finale Eurowizji Junior 2020. O drodze do sukcesów z Alą Tracz i jej mamą Anną rozmawia Krzysztof Tadej.

Krzysztof Tadej: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze śpiewaniem?

Ala Tracz: Przygodę ze śpiewaniem zawdzięczam mojej siostrze Oli. Gdy miałam 3 lata, rodzice zabrali mnie na widownię, na konkurs piosenki, w którym Ola brała udział. Jej występ na scenie tak bardzo mi się spodobał, że nie chciałam wracać do domu. Też chciałam zaśpiewać na scenie. Rodzice obiecali, że na następnym konkursie tak się stanie. Tak to się zaczęło.

Anna Tracz, mama Ali: Dziewczynki śpiewały w domu, odkąd zaczęły mówić. Gdy były w wieku przedszkolnym, zorientowałam się, że mają słuch muzyczny. Powtarzały bardzo precyzyjnie, rytmicznie, czysto usłyszane fragmenty piosenek. Już wtedy pomyślałam, że warto rozwijać je w przyszłości w tym kierunku. Ola pierwszy raz wystąpiła na scenie, gdy miała 4 lata, podczas konkursu kolęd. Ala – gdy miała 3 latka.

Pani również śpiewa…

Prowadzę scholę w parafii św. Mikołaja Biskupa w Potoku Wielkim. Śpiewam i gram w kościele w każdą niedzielę i święta.

Alu, co dla Ciebie jest najpiękniejsze w śpiewaniu?

To, że śpiewa się dla innych. Można w ten sposób przekazywać różne uczucia i sprawić komuś radość. Cieszę się, że dzięki muzyce ktoś może poczuć się lepiej.

Czy marzysz o karierze piosenkarki? O tym, żeby kiedyś zostać wielką gwiazdą?

Muzyka jest moją pasją i przyszłość chciałabym wiązać właśnie z nią. Marzę, żeby kiedyś śpiewać na wielkich scenach.

Lubisz śpiewać piosenki religijne?

Oczywiście. W każdą niedzielę śpiewam na Mszy św. w kościele św. Mikołaja Biskupa w Potoku Wielkim. Z siostrą należymy do scholi parafialnej, którą prowadzi mama. Proboszczem parafii od 2 lat jest ks. Artur Dyjak.

Pani Aniu, w wywiadach nie ukrywa Pani, że jest osobą wierzącą i wiara jest bardzo ważna w Pani domu.

Z mężem staramy się wychowywać córki w duchu wiary. W każdą niedzielę wszyscy uczestniczymy we Mszy św. Oprócz tego, że śpiewam i gram w kościele, od ośmiu lat uczę katechezy w szkole podstawowej w Potoku Wielkim. Do tej właśnie szkoły uczęszczała Ola, a nadal uczęszcza Ala.

Jak postrzega Pani ten okres w życiu dziecka. To przygoda? Łaska od Boga?

To, co się dzieje w naszym życiu, jest naprawdę czymś niesamowitym. Wielka przygoda, wielki zaszczyt dla Ali, całej naszej rodziny, szkoły i parafii. Myślę, że to łaska od Pana Boga. Bóg obdarza nas talentami, chce, byśmy je rozwijali i dzielili się nimi z innymi ludźmi. Niedawno napisała do mnie pewna kobieta, która wyznała, że została sama i było jej bardzo ciężko. Przez przypadek usłyszała piosenkę Ali i to wykonanie dodało jej sił. Dziękowała za to, że moje dziecko pomogło jej się pozbierać! To niesamowite! Wszystko, co w życiu robimy, powinniśmy wykonywać na chwałę Boga. Często w modlitwie polecam moje córki Bogu i proszę, by kierował On ich losem. Wiem, że Bóg czuwa.

Pojawiają się wątpliwości, czy dzieci w takim wieku powinny angażować się w tego typu konkursy. Jaka jest Pani opinia w tej sprawie?

Wszystko zależy od podejścia osób biorących udział w takim konkursie i od presji otoczenia. My udział w Eurowizji traktujemy jako wspaniałą przygodę, fascynujące nowe doświadczenie, odskocznię od codziennego życia i zwykłych ludzkich problemów. Najważniejsze jest to, by nie stracić zdrowego rozsądku i pamiętać o tym, co jest w życiu ważne. Należy również uczyć dzieci, że na sukces trzeba zapracować, że nie wszystko nam się w życiu należy. Trzeba je również uczyć, że porażka nie jest końcem świata, tylko kolejną ważną lekcją w życiu.

Alu, obecnie przechodzisz bardzo intensywny okres. Przygotowania do finału to wiele spotkań, nagrań i rozmów z nieznanymi ludźmi. Jak to przeżywasz?

Czas przygotowań do Eurowizji jest naprawdę bardzo intensywny. Na razie daję sobie radę. Wspierają mnie rodzice, siostra, dziadkowie, koleżanki z klasy oraz nauczyciele. Rodzice dbają o to, żebym miała czas dla siebie, czas na odpoczynek, ale też czas na lekcje, spotkania oraz rozmowy z przyjaciółmi. Najbardziej fascynujące jest to, że poznaję mnóstwo wspaniałych osób. Najtrudniejsze są dla mnie wywiady na żywo.

A szkoła? Nie brakuje ci czasu na naukę?

Na razie udaje mi się to wszystko pogodzić. Staram się opuszczać jak najmniej zajęć. Gdy tylko nie ma mnie w szkole, to koleżanki przysyłają mi lekcje, a ja na bieżąco wszystko odrabiam, żeby nie mieć zaległości. Teraz, kiedy mamy lekcje on-line, praktycznie jestem na bieżąco z nauką i lekcjami.

Życzę Ci, Alu, wygranej, choć udział w finale to już Twój wielki sukces.

Wygranie samego odcinka eliminacyjnego programu „Szansa na sukces. Eurowizja Junior” było wielkim zaskoczeniem i szczęściem. W ogóle się nie spodziewałam, że zostanę reprezentantką Polski. To dla mnie wielki zaszczyt, wielka radość i ogromny sukces!

Ala Tracz
mieszka we wsi Stojeszyn Pierwszy k. Janowa Lubelskiego. Ma 10 lat. Kocha taniec, podróże i sport – zwłaszcza jazdę na deskorolce i wspinaczkę linową. Jej pasją jest jeździectwo. Występowała w programach Mali Giganci oraz The Voice Kids 3. Na koncie ma zwycięstwa w konkursach rozgrywanych na Malcie i w Bułgarii. W finale Eurowizji Junior 2020 będzie reprezentować Polskę piosenką I’ll Be Standing

Zachęcamy do głosowania, tutaj możesz oddać swój głos:
Zobacz
CZYTAJ DALEJ

Łódź: Zgromadzeni na świętej wieczerzy

2020-11-30 21:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Piotr Drzewiecki

Wraz z końcówką listopada, rozpoczął się nowy rok liturgiczny w Kościele, który obchodzić będziemy pod hasłem: „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”. Jest to także początek adwentu – okresu radosnego oczekiwania na narodziny Zbawiciela. W tym roku to oczekiwanie ma wyjątkowe znaczenie.

W tym nietypowym 2020 roku wydaje się, że wraz z nowym, jest nadzieja na lepsze jutro, na lepszą i inną przyszłość. Wszyscy jesteśmy już zmęczeni ograniczeniami, zabieraniem nam zwyczajnej codzienności, obostrzeniami. Starsi rozumieją to bardziej, młodym ciężko przyzwyczaić się do długiego siedzenia w domu, braku lub ograniczonych możliwościach widywania ze znajomymi, pójścia do kina, na basen czy na dyskotekę. Wszyscy są zgodni – pragniemy normalności. Jednak zanim ona wróci, bo wróci na pewno, Kościół daje nam niecały miesiąc przygotowania na święta Bożego Narodzenia. Święta także pewnie inne, w mniejszym gronie, bez możliwości odwiedzenia dalszej rodziny, być może jakiegoś dalszego wyjazdu. A zwieńczeniem tego okresu ma być wieczerza wigilijna, do której zasiądziemy tuz po pierwszej gwiazdce. I do tej wieczerzy zachęca nas także ten nowy rok liturgiczny, który jest drugą częścią trzyletniego programu duszpasterskiego Kościoła pod hasłem „Eucharystia daje życie”. Zachęca nas do wieczerzy, którą jest Jezus Chrystus obecny pod postacią Eucharystii. Dla wielu od dłuższego czasu pójście do kościoła na niedzielną Eucharystię stało się niemożliwe. Słychać głosy, szczególnie starszych ludzi, że tak tęsknią za mszą świętą sprawowaną w kościele, mimo relacji radiowych, telewizyjnych czy internetowych.

Dopiero w takim momencie uświadamiamy sobie jakim skarbem jest Eucharystia, a przyjęcie Ciała Chrystusa daje nam siłę i moc na kolejne dni i czekające nas wyzwania. I być może właśnie stojąc u progu adwentu, ofiarujmy codzienną modlitwę w intencjach tych osób, które tak tęsknią za Eucharystią, za możliwością swobodnego pójścia do kościoła, przeżycia liturgii w większej wspólnocie. Niech te czekające Święta Bożego Narodzenia tchną w nas głęboką nadzieję na lepsze jutro i lepszy 2021 rok. Osiągniemy to tylko, jeśli pójdziemy za Zbawicielem i jemu oddamy swoje życie. Zachęca do tego także Ewangelia dnia dzisiejszego (Mt 4, 18-22) - I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi» (…) A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. Takie pójście wymagało odwagi. My także wkraczając w ten nietypowy adwent, idźmy z odwagą i nadzieją na lepsze jutro i lepszy, a przede wszystkim zdrowy i normalny, 2021 rok!

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję