Reklama

Panu Bogu trzeba zaufać

Nie można narzucać Panu Bogu własnych pomysłów na życie. Trzeba tylko zgłaszać potrzeby, przedstawiać problemy i czekać. Pewne jest, że On znajdzie rozwiązanie. I w 100 procentach będzie ono najlepsze z możliwych! Beata i Marcin Mądrzy wiele razy tego doświadczyli...

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W małej wiosce Wola Batorska w pobliżu Niepołomic stoi przy drodze nieduży domek. Na pierwszy rzut oka wygląda jak piernikowa chatka z bajki, widać bowiem, że zbudowano go wiele lat temu. Otacza go nowy drewniany płot, w którym puste miejsce na furtkę pozwala dostać się na podwórko. Przeciskam się przez nie i nieśmiało pukam do drzwi. Otwiera mi Beata w stanie błogosławionym i serdecznie zaprasza do środka. Zaraz przybiega 2-letnia Rozalka i na mój widok mocno przytula się do maminej spódnicy. Siadam w pokoju i przyglądam się wnętrzu. Jest tu bardzo przytulnie i bardzo domowo. Widać, że pani domu ma artystyczną duszę. Po chwili zjawia się Marcin, mąż Beaty, z 5-letnim Pawełkiem i rodzina jest już w komplecie.

Obrączki - pierwszy wspólny wydatek

Reklama

- Jakie są znaki Pana Boga w waszym życiu? - zadaję pierwsze pytanie. Oboje zgodnie twierdzą, iż to, że się spotkali, było pierwszym wielkim znakiem Pana Boga na ich wspólnej drodze. Beata mówi, że chciała wyjść za mąż z wielkiej miłości, założyć silną rodzinę, opartą na świadomej wierze, a nie na tradycyjnej pobożności. Spotkała mężczyznę, który podzielił jej pragnienia. I kiedy w kinie na pierwszej randce Marcin powiedział jej, że marzy o domu i siedmiorgu dzieciach, pomyślała, że to właśnie ten!
Gdy się poznali, mieli po 18 lat. Dwa lata później, rozpoczynając nowy etap życia - studia w Krakowie, pragnęli wyjechać razem, ale tylko jako małżonkowie: - Czuliśmy, że jesteśmy już dojrzali, a w decyzji upewniła nas droga formacji w Ruchu Światło-Życie - mówią.
Ponieważ rodzice byli przeciwni temu pomysłowi, oddali sprawę Panu Bogu, postanawiając zarazem, że sami zarobią na obrączki i ślub. I udało się. To był ich pierwszy wspólny wydatek i pewien symbol budowanej przez nich wspólnoty, mającej osiągnąć nowy, małżeński wymiar.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Razem w nieznane

Po ślubie małżonkowie wyjechali na studia do Krakowa. Ich dobytek stanowiły dwa wypchane (głównie ubraniami) plecaki, jedna patelnia, jedna łyżeczka. Bez domu, bez pracy, w obcym mieście. Żadnego zabezpieczenia. Tylko oni i Pan Bóg, któremu zaufali. I On im się wciąż za to odwdzięczał! Nie mieli pieniędzy, a udało im się znaleźć kawalerkę, na którą było ich stać. Któregoś dnia od hydraulika dostali lodówkę i pralkę Franię. Beata dzwoniła wtedy do mamy i pytała, jak się ją obsługuje. W tym okresie także, jak podkreślają, bardzo pomogli im rodzice, choćby tym, że zaopatrywali ich w domowe jedzenie. A oni sami postawili na edukację i dzięki temu mogli utrzymywać się ze stypendiów.

Pan Bóg zajął się resztą

Reklama

Któregoś razu, jak wspominają, pieniądze opóźniły się o tydzień: - Zostaliśmy z 10 złotymi, za które trzeba było przeżyć następne siedem dni. To była trudna sytuacja, bo nie chcieli prosić o pomoc rodziców. Także wtedy oddali się pod opiekę Panu Bogu. Nie usiedli jednak z założonymi rękami, czekając na cud: - Pan Bóg też musi widzieć, że człowiek się stara i wykorzystuje wszystkie możliwości - podkreślają. Codziennie więc rano wstawali bardzo wcześnie i szli przez ok. godzinę do Dominikanów na 7.00 na Mszę św., zwaną studencką, po której było śniadanie... I jakoś dziwnie się złożyło, że w ciągu tego tygodnia prawie co dzień ktoś ze wspólnoty oazowej wpadał i przynosił coś do jedzenia, albo wieczorem zapraszał na kolację. Były to sytuacje wyjątkowe, bo, jak mówią, wiele z tych zaproszeń mieli już dawno, tylko nigdy nie było czasu ich zrealizować! Można zapytać czy to przypadek? Oni wiedzą, że nie! To Pan Bóg ich wspomagał, bo Mu zaufali.

Trudna decyzja

Po trzech latach pojawił się Pawełek. Przez długi czas z pomocą przyjaciół radzili sobie z godzeniem obowiązków rodzicielskich ze studenckimi. Przyszedł jednak taki moment, że przestało to być możliwe. Beata postanowiła wtedy zrezygnować ze swoich studiów, choć była już na IV roku. Była to dla niej bardzo trudna decyzja. Wybrała jednak dom i nigdy tego nie żałowała: - Na wszystko mam czas, nic mnie nie goni - mówi. Znalazła też wielką radość w zdrowym gotowaniu, a studencką fascynację wychowaniem przeniosła na praktykę nauczania własnych dzieci. Wkłada w to całe serce i swój czas i tym sposobem służy rodzinie własnymi talentami. - Z wielką pomocą męża! - zaznacza.

Dom na wsi, z ogródkiem

Reklama

Niedługo potem dostali też wiadomość, że wracają z zagranicy właściciele wynajmowanego przez nich mieszkania. Mieli pół roku, żeby się wyprowadzić. Postanowili wtedy, że muszą wziąć kredyt i poszukać wreszcie czegoś własnego. Znaleźli jedno ciekawe ogłoszenie i choć ostatecznie z kupna domu nic nie wyszło, okolica bardzo im się spodobała. Zawsze marzyli o domku na wsi, z ogródkiem... I znów poszli na żywioł! Rozwiesili w tej wiosce 5 ogłoszeń, że rodzina poszukuje domu, i czekali, a termin wyprowadzki zbliżał się nieubłaganie... Któregoś dnia zadzwonił telefon. To była jedna odpowiedź. I udało się! Kupili działkę, na której stał stary domek.
Jednego dnia spakowali cały dobytek i przenieśli się w nowe miejsce. W nieznane. Bez żadnych zabezpieczeń. Do starego, przedwojennego domu, w którym nie było nawet ubikacji!... Ale towarzyszyła im wielka wdzięczność Panu Bogu za to, że znów tak wspaniale ich poprowadził.
Rozpoczęło się wielkie remontowanie. W tych pracach także bardzo wiele pomogli im członkowie rodziny. Kiedy oglądam zdjęcia pierwotnego stanu domu, przyznam, że ciężko mi uwierzyć, że on naprawdę kiedyś tak wyglądał...

Złoto wypala się w ogniu

Gdy ktoś pyta ich, ile mają dzieci, zawsze odpowiadają, że pięcioro. I choć dwojgu z nich nie dane było się narodzić, wciąż żyją w ich pamięci. Rodzice nadali im imiona: Marysia i Marek i często wspólnie z Pawełkiem i Rozalką odwiedzają ich groby. Od Beaty i Marcina emanuje wielki pokój, kiedy o tym mówią, ufają bowiem, że taka była wola Pana Boga i są z nią pogodzeni. - Złoto wypala się w ogniu - mówi Marcin. Wierzą, że w życiu nie ma nic bez przyczyny, a to, co dzieje się teraz, jest przygotowaniem na to, co nadejdzie. Rozalce i Pawełkowi tłumaczą, że spotkają się z siostrzyczką i braciszkiem, którzy teraz w niebie modlą się za całą ich rodzinę. Dzieci rozumieją już, jak mówi Beata, na czym polega śmierć, że jest to jedynie przejście do innej rzeczywistości. Jest ona dla nich zjawiskiem naturalnym, które nie budzi żadnego lęku.
Beata i Marcin Mądrzy pomagają też rodzinom, które przeżywają podobne doświadczenia i nie wiedzą, co mają zrobić ani jakie posiadają prawa. Tłumaczą im, że mogą domagać się od szpitala wydania ciałka ich dziecka i pochować je jak każdego człowieka. Godnie je pożegnać, a tym samym nadać mu realne miejsce w rodzinie. Małżonkowie podkreślają, że dziś jest to temat przemilczany: - Chcemy o tym mówić i uwrażliwiać innych, bo nie ma takiej małej stópki, która nie zostawiłaby śladu.

Pielęgnują swoją miłość

Dziś są małżonkami z siedmioletnim stażem. Mają świadomość, iż dzieci kiedyś odejdą, a ich głównym powołaniem jest być mężem i żoną. Dlatego starają się pielęgnować swoją miłość. Raz w miesiącu uczestniczą w spotkaniach Domowego Kościoła, a także urządzają sobie randki. Mówią, że wciąż mają w sobie coś z młodzieńczego szaleństwa: - Ostatnio mąż wziął śpiwory i zabrał mnie na wspólne podziwianie rozgwieżdżonego nieba - mówi Beata.

Pozwolili się prowadzić

Puste miejsce na furtkę w płocie, przez którą weszłam do domu Beaty i Marcina, po tej rozmowie nabrało dla mnie innego znaczenia. Nie jest to tylko przerwa w niedokończonym jeszcze płocie. To symbol ich rodziny. Rodziny, która zawsze zostawia miejsce dla drugiego człowieka, bo wypełniona jest miłością pragnącą się dzielić. Rodziny, która od początku mocno chwyciła Pana Boga za rękę i pozwoliła Mu się prowadzić. A jak na tym wychodzą, niech każdy z nas sam da sobie odpowiedź.

2008-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozważania na niedzielę: Na to uważaj w Wielkim Poście!

2026-02-20 07:49

[ TEMATY ]

rozważania

ks. Marek Studenski

Mat.prasowy

Trzy pokusy wcale się nie zestarzały. One tylko zmieniły opakowanie: dziś kuszą nas „na skróty” przez natychmiastową gratyfikację, przez popularność, przez obsesję kontroli. I dlatego opowiadam historię o skrzypku Julianie i tajemniczym „nauczycielu perfekcji” — bo czasem można grać bezbłędnie, a jednak… zgubić siebie.

Potem dokładam mocny obraz z gabinetu lekarskiego: jak internet potrafi nakarmić człowieka lękiem tak skutecznie, że przestaje słyszeć prawdziwego Lekarza.
CZYTAJ DALEJ

Najstarsza Polska Misja Katolicka prosi o wsparcie. Jednym z jej założycieli był Adam Mickiewicz

Niech Bóg wynagrodzi każdą ofiarę złożoną dziś w ramach akcji: „Wpieram Polską Misję Katolicką we Francji”. Niech wyrazem tej troski będzie także modlitwa o to, by również w tym roku nie zabrakło sióstr i kapłanów do posługi w duszpasterstwie emigracyjnym - napisał Rektor PMK we Francji ks. Bogusław Brzyś w komunikacie z okazji wielkopostnej akcji.

Ks. Brzyś przypomniał, że od prawie 200 lat Polska Misja Katolicka we Francji towarzyszy Polakom na emigracyjnych drogach.
CZYTAJ DALEJ

Igrzyska 2026/short track: Polka uderzona łyżwą w twarz przez jedną z rywalek

2026-02-20 22:19

[ TEMATY ]

Igrzyska Olimpijskie

PAP/Grzegorz Momot

Kamila Sellier, która uległa wypadkowi podczas rywalizacji w short tracku w igrzyskach w Mediolanie, jest przytomna - przekazał szef misji olimpijskiej Konrad Niedźwiedzki. 25-letnia zawodniczka przejdzie w szpitalu badania.

- Jest przecięty policzek, który został już zszyty, i najprawdopodobniej uszkodzona jest też kość jarzmowa. Może być złamana, bo jest spora opuchlizna. Oko jest na razie bardzo opuchnięte, więc trudno powiedzieć... Oby nic głębiej ta łyżwa nie weszła - powiedział dziennikarzom Niedźwiedzki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję