Dwa następujące po sobie dni - 18 i 19 marca przynoszą nam swoistą „ulgę” w przeżywaniu postnego i pokutnego czasu.
IV Niedziela Wielkiego Postu przypadająca 18 marca, zwana niedzielą „laetare”, tchnie radością, co w liturgii zaznaczone jest możliwością sprawowania Mszy św. w szatach koloru różowego. Niestety, nie we wszystkich kościołach takie szaty się znajdują, więc wielu z nas zobaczy kapłana w fioletowym ornacie, jak w inne wielkopostne dni. Radością tej niedzieli jest przede wszystkim fakt, że już połowa Wielkiego Postu za nami i Wielkanoc zbliża się milowymi krokami. Jest się z czego cieszyć.
Z kolei 19 marca przypada uroczystość św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny, a - jak powszechnie wiadomo - każda uroczystość znosi post. Liturgia zaznacza to szatami białymi, w jakich sprawowana jest tego dnia Eucharystia, i śpiewem „Chwała na wysokości Bogu”. Ponieważ w zdrowo funkcjonującej chrześcijańskiej wspólnocie istnieje ścisła jedność między tym, co przeżywa się w liturgii, która jest źródłem i szczytem, i tym, co przeżywa się w ciągu całego dnia, zrozumiałe jest, że atmosfera radości i świętowania, transcendująca wielkopostny czas, stanie się naszym udziałem. Tak widzi to dobrze rozumiana katolicka tradycja.
Oto mamy dwudniową „ulgę” w Wielki Poście. Zaznaczyć jednak trzeba, że aby odczuć, że takowa ulga istnieje, trzeba Wielki Post naprawdę w duchu pokuty przeżywać. I o tym nieustannie gotów jestem przypominać i do tego ciągle gotów jestem namawiać. Taki jest duch chrześcijaństwa. Aby w pełni przeżyć radość świętowania, trzeba najpierw głęboko przeżyć okres pokutnego przygotowania. A naprawdę każdy z nas ma za co pokutować...
Ależ skąd! Oczywiście, że lubię! Kocham przecież wszystkich ludzi. Rozumiem jednak, dlaczego padło takie pytanie. „Usprawiedliwię się” za chwilę. Wpierw powiem parę zdań o sobie.
Moje staroniemieckie imię oznacza osobę, która dokonuje wielkich i widocznych czynów gdzieś na północy (nord, czyli „północ” i beraht, czyli „błyszczący”, „jaśniejący”). W pewnym sensie byłem taką osobą. Żyłem na przełomie XI i XII wieku. Urodziłem się w Niemczech w bogatej i wpływowej rodzinie. Dzięki temu od dziecięcych lat obracałem się wśród elit (przebywałem m.in. na dworze cesarza Henryka V). Można powiedzieć, że zrobiłem kościelną karierę - byłem przecież arcybiskupem Moguncji.
Wcześniej, mając 35 lat, cudem uniknąłem śmierci od rażenia piorunem. Wydarzenie to zmieniło moje życie. Przemierzałem Europę, ewangelizując i wzywając do poprawy postępowania. Będąc człowiekiem wykształconym i jednocześnie mającym dar popularyzacji posiadanej wiedzy, potrafiłem szybko zgromadzić wokół siebie grono naśladowców. Umiałem zjednywać sobie ludzi dzięki wrodzonej inteligencji, kulturze osobistej oraz ujmującej osobowości. Wraz z moimi uczniami stworzyliśmy nowy zakon (norbertanie). Poświęciliśmy się bez reszty pracy apostolskiej nad poprawą obyczajów wśród kleru i świeckich.
Powrócę do pytania. Zapewne wielu tak właśnie myśli o mnie. Dzieje się tak, ponieważ jako arcybiskup sąsiadującej z wami metropolii rościłem sobie prawo do sprawowania władzy nad diecezjami w Polsce, które podlegały metropolii w Gnieźnie. Przyznaję, że nie było to zbyt mądre. Jako usprawiedliwienie mogę tylko dodać, że kierowała mną troska o dobro Kościoła powszechnego. Wtedy na Waszych ziemiach chrześcijaństwo jeszcze dobrze nie okrzepło. Bóg jednak wezwał mnie rychło do siebie, a Stolica Apostolska przywróciła bardzo szybko arcybiskupom gnieźnieńskim przysługujące im prawa. Wszystko więc dobrze się skończyło.
W sztuce przedstawia się mnie zwykle w stroju biskupim z krzyżem w dłoni. Moimi atrybutami są najczęściej anioł z mitrą i monstrancja.
Mógłbym jeszcze sporo o sobie powiedzieć, gdyż moje życie obfitowało w wiele wydarzeń. Patrząc jednak na nie z perspektywy tylu stuleci, chcę na koniec gorąco zachęcić wszystkich do realizowania Bożych zamysłów w swoim życiu. Proszę mi uwierzyć, że nawet najgorsze rzeczy Bóg jest w stanie przemienić w dobro. One też mają sens, choć my jeszcze tego nie widzimy z niskiego poziomu naszej ludzkiej egzystencji.
Ktoś dziś w nocy lub z samego rana zdewastował ołtarz w Szewnie przygotowany na Boże Ciało. Wylano na niego fekalia i porwano baner z wizerunkiem Jezusa. Policja ustala okoliczności… - informuje Radio Ostrowiec.
Uroczystości pogrzebowe śp. infułata śp. Jan Sobczak
W osobach kard. Konrada Krajewskiego, duchownych, sióstr zakonnych i wiernych parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi Archidiecezja Łódzka pożegnała ks. inf. Jana Sobczaka - najstarszego duchownego Kościoła Łódzkiego.
Uroczystości pogrzebowe - którym przewodniczył metropolita łódzki - odbyły się dziś przed południem w najstarszym kościele łódzkiej Retkini, którego budowniczym i wieloletnim proboszczem był zmarły kapłan.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.