Reklama

W zgodzie z sercem

Niedziela częstochowska 37/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z dr n. med. Piotrem Kardaszewiczem, ordynatorem, Oddziału Kardiologii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie rozmawia Anna Wyszyńska

Anna Wyszyńska: - Choroby serca stanowią ogromne zagrożenie i pierwszą przyczynę zgonów, zarówno w Polsce, jak i w Europie. Pisze się o tym i mówi od dawna. Czy pojawiły się w tej dziedzinie jakieś optymistyczne prognostyki?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Dr n. med. Piotr Kardaszewicz: - Myślę, że zmieniło się wiele, zwłaszcza w dostępie do tzw.: kardiologii specjalistycznej. Ta poprawa dotyczy zarówno całego kraju, jak i Częstochowy. Pracuję tutaj od 12 lat. Kiedy przyjeżdżałem nowoczesna kardiologia w Częstochowie praktycznie nie istniała. Młody zespół musiał się wyszkolić, stopniowo zaczęliśmy wykonywać pierwsze koronarografie, potem implantacje rozruszników. Byliśmy pierwszym nieklinicznym oddziałem wykonującym zabiegi z dziedziny kardiologii inwazyjnej. Teraz w Polsce jest ponad 50 tego typu specjalistycznych ośrodków. Od pół roku nasz oddział ma aparaturę, która stawia nas wśród najlepiej wyposażonych placówek w kraju i pozwala na wykonywanie ratujących życie zabiegów poszerzenia naczyń w świeżym zawale serca, czy też w ostrym zespole wieńcowym. Od momentu uruchomienia pracowni hemodynamicznej przyjmujemy pacjentów przez całą dobę, codziennie trafiają do nas 2-3 osoby z zawałem serca. Dla mnie najważniejsze w tej rozmowie jest podkreślenie, że pacjenci podejrzewający u siebie zawał serca powinni zgłaszać się do lekarza jak najwcześniej. Sieć tego rodzaju ośrodków w Polsce jest już dość gęsta. Jeżeli charakterystyczny ból wystąpi wieczorem lub w nocy, nie trzeba czekać do rana z nadzieją, że sam przejdzie. Im szybciej pacjent trafi w ręce specjalisty, tym jego szanse są większe. Jeszcze kilka lat temu chory, który przebył zawał, jeżeli przeżył, szedł na rentę inwalidzką, obecnie - jeżeli zgłosi się w porę - po kilku tygodniach leczenia zazwyczaj powraca do pracy.

- Jak wyglądają aktualne statystyki dotyczące chorób serca i zgonów z ich powodu?

- Liczba zachorowań na choroby serca i zgonów z tego powodu znacznie wzrosła po 1989 r. W końcu lat 90. zaobserwowano ustabilizowanie liczby zachorowań, a od kilku lat notujemy stopniowy spadek. Wydaje się, że jest to przede wszystkim skutek postępu w lecznictwie, większych możliwości korzystania chorych z nowoczesnych metod leczenia. Jednak kardiolodzy mówią, że równie ważne jak leczenie tych, którzy już zachorowali jest prewencja, zapobieganie. Jest to słuszne podejście, jednak wpojenie wiedzy oraz nawyków zdrowego żywienia i zdrowego stylu życia to praca na jedno lub dwa pokolenia. Zwłaszcza, że Polacy mają na sumieniu wiele zaniedbań w tej dziedzinie, nadal jadamy zbyt kalorycznie i tłusto, jeżeli interesujemy się sportem, to najczęściej biernie - oglądając relacje w telewizji. Rzadko widzimy, aby osoby dorosłe uprawiały sport, by systematycznie uczęszczały na treningi. Najbardziej niepokojące jest, że nie interesują się sportem ludzie młodzi, na podwórkach czy boiskach rzadko widać młodzież grającą w piłką. Zupełnie inne podejście do sportu obserwujemy w krajach Europy Zachodniej, nie mówiąc już o USA, gdzie wychowuje się poprzez sport.

- Jakie widzi Pan możliwości rozwiązania tego problemu?

Reklama

- Zmienianie złych nawyków trzeba zacząć od siebie, swojej rodziny, otoczenia. Mogę podać przykład dla mnie najbliższy - zespołu, z którym pracuję. Staramy się organizować spotkania, będące rodzajem sportowej rekreacji. Pracujemy przecież ciężko, w dużym napięciu nerwowym. Dlatego w czasie wolnym wjeżdżamy w góry, zimą na narty, wiosną i jesienią na górskie wędrówki. Pozytywne pasje zwykle zarażają innych. Dlatego, osoby, które przychodząc do naszego zespołu nie umiały jeździć na nartach teraz już się nauczyły. Jest kilku zapalonych rowerzystów, wodniaków. W ten sposób promujemy zdrowie również w naszych rodzinach. Na szerszym forum działa Stowarzyszenie „Twoje serce”, którego prezesem jest mój zastępca, doktor Zbigniew Łebek. Stowarzyszenie robi wspaniałe rzeczy. Ich zasługą jest szeroka promocja zdrowego stylu życia wśród młodzieży szkół średnich w Częstochowie - badania ciśnienia, poziomu cukru i cholesterolu, prelekcje, promowanie mody na niepalenie.
Widzę tutaj także ogromną rolę rodziców, nie chodzi jednak o model, kiedy rodzice mówią dziecku „Idź pobiegaj”, a sami zasiadają przed telewizorem. Chodzi o wspólne uprawianie sportu, które zresztą bardzo wzbogaca życie rodzinne, a z kolei radość płynąca z harmonijnego życia rodzinnego także służy dobrej kondycji zdrowotnej serca.

- Czy sądzi Pan, że stowarzyszenia społeczne, takie jak „Twoje serce” mają dużą rolę do spełnienia w szerzeniu oświaty zdrowotnej?

- Ludzie zaangażowani w działalność społeczną są zawsze potrzebni. Należą im się słowa uznania, bo przecież jest to praca, w której łatwo się zniechęcić biorąc pod uwagę skalę trudności oraz fakt, że efekty widoczne są dopiero po wielu latach. Jednak w dziedzinie zapobiegania chorobom najważniejsze są działania mediów i działania państwa. Niestety media promują zdecydowanie konsumpcyjny tryb życia. Społeczne stowarzyszenia działające na rzecz zdrowia nie rozwiążą problemów w skali kraju. Dobrze, że są, ale to państwo musi zdecydować, czy chce promować zdrowy czy konsumpcyjny styl życia, czy chce mieć zdrowych czy chorych obywateli, a wyrazem takiej decyzji są konkretne działania.

- Dziękuję za rozmowę.

2005-12-31 00:00

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ktoś Cię zranił? Przynieś tę ranę na Różaniec

2026-10-01 18:46

[ TEMATY ]

Różaniec 2026

Adobe Stock

Niektóre zranienia mijają szybko, inne zostają w pamięci na lata. Szczególnie bolą te zadane przez osoby, którym ufaliśmy.

W październiku mamy dla Ciebie 31 powodów, żeby wziąć Różaniec do ręki. Każdego dnia – jeden powód, jedna tajemnica, jedna intencja.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Ewangelizował nawet na swoim pogrzebie. Kąty Wrocławskie pożegnały ks. Wojciecha Draba

2026-10-01 21:10

[ TEMATY ]

bp Marek Mendyk

diecezja świdnicka

ks. Krzysztof Ora

pogrzeb kapłana

ks. Wojciech Drab

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Ks. Kan. Wojciech Drab (1971-2026)

Pogrzeb ks. Wojtka stał się dla mnie nadzwyczajnymi rekolekcjami o kapłaństwie, o życiu pomimo śmierci, o Kościele, który jest piękną wspólnotą – napisał po uroczystości ks. kan. Krzysztof Ora. I rzeczywiście: 1 października w Kątach Wrocławskich nie zabrakło łez i bólu, ale jeszcze mocniej wybrzmiewała wiara, że śmierć nie ma ostatniego słowa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję