Reklama

Refleksje z Jubileuszowej 25. Pieszej Pielgrzymki z Przemyśla na Jasną Górę

Doszliśmy do Ciebie Matko... (3)

Niedziela przemyska 35/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W naszej pielgrzymce przez życie Bóg stawia na naszej drodze różnych ludzi. Na każdym jej etapie pojawiają się nowe dary Boga. Czasem są darem oczywistym - jak rodzice, rodzeństwo, krewni. Im dalej w głąb drogi, tym tych darów więcej. Pojawiają się takie, które trzeba dopiero odkryć, czasem stają się znakami zapytania - po co spotkałem tego człowieka.
Piesza pielgrzymka na Jasną Górę jest takim zsyntetyzowanym życiem, jakby wycinkiem życia, w którym możemy lepiej rozpoznać jak wielki to dar od Boga. W tym duchu obserwowałem nasze spotkania z ludźmi.
Na pielgrzymce zostajemy obdarowani obecnością i ofiarnością ludzi, u których nocujemy, ale także tych, których spotykamy podczas kilkunastominutowego odpoczynku. Ściągają na wozach, ciągnikach, samochodach. Wyjmują wiktuały i czekają. Kiedy docieramy do miejsca odpoczynku, z uśmiechem zapraszają do korzystania z ich darów. Wzruszająca jest opowieść o babci, która przyjęła na nocleg kilku pątników. Zmęczeni marzyli tylko o wodzie i kilku godzinach snu. A tu stół jak na weselu. Trudno było odmówić, ale i jeść po całodziennym zmęczeniu też niełatwo. Rano, co tam rano - w środku nocy, o czwartej nad ranem ze stołu uśmiecha się cała góra kanapek, nos drażni zapach kawy i herbaty. Mimo chęci, góra darów zostaje tylko nieznacznie zmniejszona. Pątnicy z uśmiechem żegnają się, dziękują, a babcia w płacz: „To ja córkę z Krakowa ściągnęłam, żeby przygotować gościnę, a wy tak niewiele zjedliście, co ja teraz z tym zrobię?”.
To tylko jeden z wielu obrazów owych kilkunastu dni. Od rana w grupach trwają modlitwy wdzięczności za tych ludzi. Pod koniec pielgrzymowania nasze siostry PCK po kolejnym - ostatnim już noclegu, o ile dobrze pamiętam - były poruszone dramatem starej kobiety, która przyjęła ich w swojej godzinie Ogrójca. Jej mąż umierał w szpitalu. „Ileż musiało ją kosztować przygotowanie noclegu dla nas. Nie można było patrzeć na ten trud, więc wzięłyśmy się za robotę i trochę posprzątałyśmy w domu”. Druga dodaje: „Niemal w co drugim domu spotykaliśmy takie ludzkie dramaty. Rak pożera młodych i starych”. A jednak ludzie nie rezygnują z obdarowania.
Ale ludzie, to także rekolekcje ducha. Pamiętam tę jedną pielgrzymkową niedzielę. Szliśmy cały dzień w strugach deszczu. Wioski, jak to w tym regionie, zaniedbane. Nie jest to wynik biedy, ale pewnego stylu życia. W bramach i furtkach witają nas ludzie. Machamy do nich, ale z każdym kolejnym domostwem ogarnia mnie smutek. Mimo, że to niedziela, mężczyźni w drelichach i gumiakach, nieogoleni. Mało zadbane kobiety.
Jestem pewny - dziś nie byli w kościele. Deszcz potęguje tylko uczucie smutku. Gdyby uczcili ten dzień, jakże inaczej wyglądałyby ich domostwa. Jeśli zatrzyma się dla siebie ten dzień, przeznaczony dla chwały Pana i dziękczynienia za otrzymane w darze sześć dni tygodnia, człowiek staje się wewnętrznie niechlujny.
I tak zbliżamy się do Sokolnik. Grupa leska animuje to spotkanie. Spokojne molowe tony pieśni i piosenek. Świadectwo przeszło osiemdziesięcioletniej niegdysiejszej zesłanki do Kazachstanu. Obserwuję dwie kobiety. W nosidełku maleńki osesek. Babcia gwarzy coś do dziecka, by uciszyć jego płacz. Za chwilę podchodzi do niej młoda kobieta prowadząc za rękę drugie, nieco większe dziecko. Pomagają sobie wzajemnie. Zapominam, nie słyszę piosenek, słów. Myślę, co kryją serca tych dwóch kobiet. Jaka miłość kazała im zdecydować się na ten trud. Jakie intencje umieściły jak w tabernakulum w sercach tych dwóch małych istot. Tragizm moich myśli nieco słabnie i przeradza się w ciepłe uczucie radości, kiedy dowiaduję się, że na parkingu stoi ich samochód, w którym jedzie tato z całym bagażem potrzebnych do pielęgnacji maleństw rzeczy.
Z Sokolnik grupy idą dalej, na nocleg. Niektóre mają przed sobą jeszcze sporo drogi. My, to znaczy „św. Kazimierz” zostajemy tutaj. Chmury groźnie zasnuwają niebo. Kiedy na plebanii zasiadamy do kolacji zaczyna się straszna ulewa. Wiatr, deszcz i grzmoty. Nie chce się jeść, jeśli uświadomić sobie, że tam gdzieś w lęku idą nasi współpątnicy. Jutro okaże się, że wszyscy doszli szczęśliwie, i nawet są dumni, opowiadają o doświadczeniu z uśmiechem, żartują z siebie. Ale zapamiętałem tę niechęć odpoczynku. Jak mało takich uczuć towarzyszy nam w życiowym pielgrzymowaniu. Obok, w sąsiedztwie dzieje się dramat, a my spokojnie „wędrujemy” przez swoje życie, jakby nie dostrzegając najbliższych bliźnich.
Już okiem nadziei widzimy wieże Jasnej Góry. Przed nami Janów i ważne nabożeństwo pojednania. W trakcie prowadzonego przez grupę „św. Wojciecha” nabożeństwa pojawiają się znowu groźne chmury. Zaczynają padać pierwsze krople, którym towarzyszą wyładowania atmosferyczne. Mimo, że grupa nie żałuje gardeł i śpiewa, jakby chcąc przekrzyczeć grzmoty, to nie ustępują. Rodzi się w głowie wspomnienie owej pieśni, którą tak krytykują teolodzy - „Lecz kiedy ojciec rozgniewany siecze, szczęśliwy kto się do Matki uciecze”. Bojkotuję teologów. Budzę nadzieję opieki Matki. I rzeczywiście, docieramy do ostatniego noclegu bez deszczu.
Kiedy już wszyscy znaleźli swoje miejsca, korzystając z życzliwości wikariusza generalnego ks. Wacława Partyki i kanclerza ks. Rajnowskiego zabieramy swój „majdan” i wraz z Księdzem Biskupem i o. Kazimierzem „lądujemy” w gościnnych progach ks. infuł. Skubisia - w redakcji Niedzieli.
Tylko kilka godzin. Trzeba wstać o 2 po północy i wrócić na szlak. Pierwszy odcinek tego ostatniego dnia bardzo długi - 11,5 kilometra. Dobrze, że rano i człowiek jeszcze silny, a może bardziej mało rozbudzony i idzie owczym pędem nawyku minionych dni. Kiedy jednak przystajemy na przerwę w lasku pod Częstochową czujemy w nogach ten maratoński odcinek. Ten lasek nieodmiennie kojarzy się z salonem piękności. Wszyscy stroją się. Każda grupa ujawnia swoją tajemnicę pokazując rekwizyty, które będą ją zewnętrznie wyróżniać od innych. Chustki, baloniki, wiązanki kwiatów. Po dwunastu dniach monotonii oczy sycą się pięknem kobiecych sukni i spódnic. Z twarzy znika nocne zmęczenie. Zakwita uśmiech zwycięstwa nad słabością, drogą, niewygodami. Teraz czekamy już tylko na górkę skłonu. Górka milczenia. Już na kilkadziesiąt metrów przed nią milkną rozmowy, coś dzieje się z gardłem. Jakiś ucisk nie pozwala wydobyć głosu. Dobrze, że ks. Daniel przywiózł na ten etap młodzież oazową. To oni pomagają naszemu milczeniu w chwaleniu Maryi. Wreszcie zobaczyliśmy. Padamy na kolana powaleni wzruszeniem, łkaniem. łomotem serca.
Za kilkadziesiąt minut scenariusz się powtarza. Tutaj już nikt nie udaje. Padamy na twarze przed jasnogórskimi wałami. Nie słyszymy słów prezentacji i powitania, którymi obdarzają nas w tym roku księża: Wacław, Tadeusz i Robert. Zbyt głośno mówi serce.
Chowamy się w cieniu jasnogórskiej kaplicy i zatapiamy w kochającym spojrzeniu Matki. Jeszcze raz się udało. Jeszcze raz możemy spojrzeć w Twoje Maryjo oczy. Dzięki Ci Matko!
Reszta jest milczeniem warg i krzykiem serca.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Ja także chciałabym zostać uzdrowiona”. Świadectwo Margherit

2026-09-27 18:36

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

Vatican Media

Moja wiara się zachwiała. Byłam zła na Mamę Maryję - wyznała Margherite Hourt podczas spotkania Leona XIV z chorymi i osobami, które im posługują w Lourdes. Po wypadku, który odebrał jej sprawność, właśnie przy Grocie odnalazła pocieszenie. Jej świadectwo oraz słowa lekarza z Laval pokazały Papieżowi Lourdes widziane oczami tych, którzy wiedzą, że granica między pomagającym a potrzebującym pomocy może zniknąć w jednej chwili.

Podziel się cytatem Po raz pierwszy przyjechała tu jako dwudziestolatka, aby pomagać chorym i osobom z niepełnosprawnościami podczas pielgrzymek diecezji Metz. Później robiła to przez ponad 14 lat. Na co dzień pracowała w fabryce ceramiki, a urlop przeznaczała na służbę chorym w Lourdes.
CZYTAJ DALEJ

Kard. Krajewski: W tym miejscu Jezus szukał miejsca dla siebie!

2026-09-27 18:59

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Konsekracji kościoła pw. Świętego Ojca Pio w Kalonce

Konsekracji kościoła pw. Świętego Ojca Pio w Kalonce

Jezus szukał tutaj miejsca dla siebie! To już nie będzie miejsce, w którym tylko się modlimy. To będzie miejsce, które się modli – mówił kard. Konrad Krajewski podczas konsekracji kościoła pw. Świętego Ojca Pio w Kalonce. Uroczystość odbyła się w niedzielę 27 września, dokładnie 25 lat po utworzeniu parafii. Metropolita łódzki dokonał poświęcenia świątyni i ołtarza, w którym umieszczono relikwie patrona parafii.

CZYTAJ DALEJ

Leon XIV odleciał z Francji do Rzymu

2026-09-28 19:40

[ TEMATY ]

Leon XIV we Francji

odleciał do Rzymu

Vatican Media

Papież Leon XIV na lotnisku Metz-Nancy-Lorraine

Papież Leon XIV na lotnisku Metz-Nancy-Lorraine

O godz. 19.33 samolot z Ojcem Świętym na pokładzie wystartował z lotniska Metz-Nancy-Lorraine, kończąc czterodniową podróż apostolską Papieża do Francji. Ostatni dzień wizyty przyniósł mocne wezwania dotyczące przyszłości Europy. Leon XIV apelował o przerwanie „łańcucha urazy”, wzywał religie do „rozbrajania serc i słów” oraz przypomniał o chrześcijańskich korzeniach kontynentu.

Leon XIV zakończył podróż apostolską do Francji. W tym kraju o głębokich chrześcijańskich korzeniach przebywał od 25 do 28 września 2024 r. Odwiedził Paryż, w tym siedzibę UNESCO, sanktuarium w Lourdes oraz Metz - rodzinne strony kandydata na ołtarze i współtwórcy zjednoczonej Europy Roberta Schumana.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję