Poprzez wczorajszą Mszę prymicyjną dotknęliśmy na pielgrzymce sakramentu kapłaństwa, jednak dziś w Siemysłowie również byliśmy świadkami swoistej prymicji. Ośmioletni Maciej Nykiel przyjął tam bowiem swoją pierwszą Komunię Świętą, tym samym pozwalając pielgrzymom pochylić się nad kolejnym z sakramentów.
Maciek może być teraz tym chłopcem z ewangelii wg. św. Jana, który miał przy sobie pięć chlebów oraz dwie ryby i dzielić się wiarą tak, jak niegdyś Jezus dzielił chleb.
Strząśnijcie proch z nóg waszych!
Dzisiejszy odcinek pokonywaliśmy leśnymi drogami, a to oznacza tumany kurzu i czarny pył na nogach. Owocem dzisiejszego dnia jest cierpliwość. Kiedy pielgrzymi się niecierpliwią? Kiedy nie mają gdzie tego kurzu i pyłu zmyć! Podczas rozmowy z jednym z pielgrzymów przywołaliśmy ten oto fragment ewangelii:
Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was! Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych!(Mt 10, 12-14)
Nic nie mogło lepiej opisać zadania i postawy pielgrzyma, niż to Słowo Boże.
Niezwykli goście!
Reklama
Kiedy dotarliśmy na pole namiotowe, w towarzystwie "Orzecha" czekali na nas cudowni goście-pielgrzymi z Pieszej Pielgrzymki Legnickiej na czele z głównym przewodnikiem PPL, ks.Mariuszem Majewskim.
-Jak mogliśmy Was nie odwiedzić, przecież my się wywodzimy z tej pielgrzymki! Orzech nie może przyjechać do nas, więc my przyjechaliśmy do niego. To nasz ojciec, a jak można nie odwiedzić rodziców?- mówił ks. Jacek Saładucha, który przyjechał wraz z ks. przewodnikiem.
- Dorota, jeśli nie będziesz dawała rady, to powiedz, przepakujemy twój plecak i ja poniosę część rzeczy. Wysoki chłopak o blond włosach i opalonych policzkach tłumaczy coś jeszcze dziewczynie. Chyba idą razem, ale jeszcze nic o nich nie wiem. Żółta spódnica Doroty kołysze się nad gorącym asfaltem drogi. Jeszcze nie ma południa, a słońce już mocno dało się we znaki.
Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
Październik to dla wielu osób czas powrotu do różańca. W kościołach po raz kolejny rozbrzmiewa „Zdrowaś Maryjo”, a wśród wiernych pojawiają się postanowienia, by tej modlitwie poświęcać więcej czasu. Tyle że z czasem bywa różnie. Praca, dom, dzieci, zakupy, nauka, spotkania i dziesiątki drobnych spraw sprawiają, że wieczorem najczęściej marzymy już tylko o chwili odpoczynku. Czy w takim rytmie dnia jest jeszcze miejsce na różaniec?
Podczas objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie w 1877 roku pojawiło się wezwanie do modlitwy różańcowej. Dla wielu osób różaniec stał się odtąd jedną z najważniejszych codziennych modlitw. Tyle że regularność nie zawsze przychodzi łatwo. Nie każdy ma możliwość, by wieczorem spokojnie usiąść i przez kilkadziesiąt minut modlić się bez przerwy. Czasem wystarczy jednak zacząć od jednej tajemnicy.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.