Reklama

Jeszcze dwoje...

Człowiek współczesny stoi na rozdrożu. Często sam zadaje sobie pytanie, do kogo właściwie należy? Słyszy odpowiedź: do siebie, do państwa, do społeczeństwa. Coraz rzadziej, że należy do Boga. Tu rozpoczyna się bój o człowieka. Jedni chcą go oderwać od Boga i oddać temu, co ludzkie i ułomne, drudzy walczą o to, aby człowiek do Boga powrócił. Uczą, jak postępować w życiu, by podobać się Bogu i ludziom.
Pierwszym celem ich działania jest rodzina. Tylko rodzina jest zdolna pobudzić w człowieku rozum, wolę i serce. Jeśli jednak chcemy, aby nasze rodziny były zdrowe, od najmłodszych lat uczyć musimy dzieci szacunku dla rodziny. Niech już one wiedzą, że rodzina jest ostoją bezpieczeństwa i miłości. Jeżeli będzie im się to uświadamiać, to same w przyszłości stworzą kochające się rodziny. Jednak zanim je stworzą, muszą się do małżeństwa przygotować. Jednym z najpiękniejszych okresów poprzedzających małżeństwo jest narzeczeństwo - czas, który powinien być dobrze wykorzystany na poznanie osoby, z którą stanowić się będzie jedność.

Niedziela szczecińsko-kamieńska 3/2005

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Miłość winna opierać się bardziej na czynach niż na słowach.
Miłość polega na obopólnym udzielaniu sobie tego, co się posiada.
(Św. Ignacy Loyola)

Magdalena Bednarska: - Przez miłość wielu ludzi rozumie nie tyle swoje odniesienie do kogoś drugiego, lecz to, co sami czują. W takiej miłości chodzi im właściwie o siebie samych i ich własne przeżycia. Czym więc tak naprawdę, według ciebie, jest miłość?

Piotr Malko: - Słowo: „miłość” jest odmieniane na różne sposoby. Jest tematem wierszy, powieści, piosenek. Do niej tęsknią młodzi i starzy. Miłość jest dla mnie czymś niezwykłym. Jest energią, która czyni mnie lepszym. Mogę dzięki niej stawić czoło troskom dnia codziennego i staram się uczynić wszystko, by uszczęśliwić ukochaną osobę.

- Czy takiej miłości można się nauczyć, od kogo mamy się jej uczyć?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Na pewno moja miłość odbiega od doskonałości. Najlepszym przykładem prawdziwej miłości jest miłość Boga do człowieka. Jeżeli nasza miłość do drugiej osoby zbliża się do wzorca, jakim jest właśnie miłość Boga do człowieka, to wtedy wygrywamy szczęście, nie tylko to doczesne. To w Bogu tkwi zwycięstwo miłości.

A uczucia? Czy w miłości jest gdzieś miejsce na uczucia?

- Oczywiście. Uczucia, takie jak: tęsknota, radość, serdeczność, a nawet pragnienie bliskości z kochaną osobą, mają ogromną wartość. Dzięki nim miłość staje się pełna i spełniona. Ma swój urok i wydźwięk.

Reklama

Bycie razem to ważna decyzja, której skutki młodzi będą ponosili razem do końca wspólnego życia. Czym powinni kierować się przy jej podjęciu?

- Młodzi powinni być dla siebie oparciem, powinni wspierać się wzajemnie w trudach życia, nie szukając osobistych zysków. Trzeba zajrzeć w głąb siebie i zastanowić się, czy uczucie, jakie łączy młodych, jest miłością czy tylko pożądaniem. Przed podjęciem tak ważnej decyzji należy ją dokładnie przemyśleć.

- Narzeczeństwo. Co jest jego celem?

- Narzeczeństwo stanowi przedsionek małżeństwa. W tym czasie pogłębia się miłość, poznaje się wady i zalety. Jest to czas na podejmowanie wspólnych decyzji dotyczących dalszego wspólnego życia, a także poznawanie rodziców przyszłej żony, przyszłego męża.

- Miłość narzeczeńska bardziej scala ludzi. Na czym powinna polegać tak naprawdę miłość narzeczeńska?

- Dzięki miłości narzeczeni powinni stawać się lepszymi. Jest to szkoła dojrzałości obojga. Dojrzałość ta polega na powstrzymaniu się od stosunków płciowych przed ślubem. Mogą natomiast okazywać sobie czułość.

- Jeśli mnie kochasz, to dasz mi dowód miłości. Z tego typu „sprawdzianem” przychodzi się zmierzyć wielu młodym dziewczynom, które z obawy przed utratą chłopaka naiwnie się jemu poddają. Rzecz jasna, nie jest to sprawdzian z miłości, tylko brak szacunku dla kobiety. Czy istnieje sprawdzian prawdziwej miłości narzeczeńskiej?

Reklama

- Myślę, że tak. Prawdziwie kochający narzeczony nie wymaga od narzeczonej żadnych dowodów miłości, bo chce ją traktować tak, jak ona na to zasługuje.

- Wiele młodych kobiet nie akceptuje swojej kobiecości, nie jest zainteresowana działaniem swojego organizmu, możliwością macierzyństwa czy też czuje obawy przed współżyciem. Czy mężczyzna jest w stanie pomóc kobiecie lepiej zrozumieć to, do czego została stworzona?

- Oczywiście, że tak. Mężczyzna, akceptując kobietę taką, jaka jest, powoduje, że ona sama zacznie akceptować siebie. Nie można unikać rozmów na temat współżycia, macierzyństwa. Należy wyjaśniać wszelkie wątpliwości dotyczące życia we dwoje.

- Taką ostateczną decyzją dwojga młodych jest decyzja o małżeństwie. Jakie znaczenie ma małżeństwo? Jak najlepiej się do niego przygotować?

- Myślę, że małżeństwo wzbogaca nasze życie. Moim zdaniem, przez nie stajemy się lepszymi ludźmi. Uważam, że dobre przygotowanie daje katecheza przedmałżeńska.

- Miłość małżeńska. Jaki jest charakter tej miłości?

- Miłość małżeńska jest wzajemnym darem obojga. Jest to rodzaj służby na całe życie. Obejmuje ona dobro całej osoby, nadając wielką godność cielesnym i duchowym przejawom przyjaźni męża i żony.

- „Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Do czego zobowiązują się małżonkowie poprzez tak uroczysty ślub?

Reklama

- Małżonkowie poprzez przysięgę stanowią nierozerwalną jedność do końca swego życia. Zobowiązują się jednocześnie do zachowania wierności wobec siebie, okazywania szacunku dla współmałżonka oraz liczenia się z jego potrzebami czy trudnościami.

- Małżeństwo nie jest umową na czas określony. Niesie ze sobą wiele zobowiązań. Jakie są zadania małżeństwa?

- Na pewno głównym zadaniem małżeństwa, ale nie jedynym, jest przekazywanie życia i wspólne wychowanie dzieci. Kobieta została wybrana na opiekunkę dziecka. Szczególnym zadaniem męża jest troska o dobro żony. Małżonkowie nawzajem we wszystkim powinni się wspierać, lecz nie we wszystkim mogą się wymienić.

- Małżeństwo to odpowiedzialność za dwoje. Czy jest w nim także miejsce na odpowiedzialną miłość?

- Miejsce na taką miłość musi się znaleźć. Miłość jest troską o dobro małżonka, wiąże się z tym szacunek, a także rozwój moralny i duchowy. Odpowiedzialność w małżeństwie to zdawanie sobie sprawy ze swoich czynów, bowiem odpowiedzialnym jest się nie tylko za siebie samego.

- Często z ust mężczyzn my, kobiety, możemy usłyszeć, że kobieta nadaje się do gotowania, prania, sprzątania itd. i rzecz jasna do urodzenia i wychowania dzieci. Jaką rolę w takim razie ma do spełnienia mężczyzna, czy tylko powołania na świat dziecka?

Reklama

- Jest wiele obrazów ukazujących rolę mężczyzny w rodzinie. Moim zdaniem, mężczyzna zawsze powinien służyć rodzinie pomocą, a nie ograniczać się tylko do roli „reproduktora”. Powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za losy i rozwój swojej rodziny.

- Do czego winno zmierzać wychowanie dziecka, czy tylko do doprowadzenia do pełnoletności i później pozostawienia sobie samemu? Jakie powinny być zadania rodziców w wychowaniu dzieci?

- Wychowanie dziecka jest troską o jego dojście do dorosłości. Jest to uświadomienie dziecku, że ma stać się w pełni samodzielnym, odpowiedzialnym człowiekiem, umiejącym rozpoznać i wykonać życiowe zadania. Powinno także umieć rozpoznać, co jest dobrem, a co złem. Rodzice stanowią zatem wzorzec do naśladowania.

- Chcąc przypodobać się dziecku, rodzice wielokrotnie pozwalają mu robić rzeczy, które mogą mieć zgubny wpływ na jego przyszłość? Czego w wychowaniu powinni unikać?

- Wielkim błędem jest zaspokajanie zachcianek dziecka. Myślę, że rodzice nie powinni pozbawiać dziecka wzrastania z rówieśnikami. Nie mogą też ślepo troszczyć się o dobro swego dziecka, gdyż może to doprowadzić do pogwałcenia jego samodzielności.
Decyzja o małżeństwie powinna być przemyślana i przemodlona. Oddanie drugiemu swojego życia odbywa się, tak mi się wydaje, za Bożym przyzwoleniem i błogosławieństwem. W prezencie ślubnym małżonkowie dostają od Boga to, co najważniejsze - niewyczerpane zasoby łask.

- Bardzo dziękuję za rozmowę.

Magdalena Bednarska i Piotr Malko przygotowują się do sakramentu małżeństwa.

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Ponad 700 dzieci wołało z Papieżem: obdarz nas pokojem!

2026-10-01 19:08

[ TEMATY ]

dzieci

różaniec

Ogrody Watykańskie

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Różaniec z papieżem

Różaniec z papieżem

Dzieci z Włoch, Pakistanu, Syrii, Niemiec i Argentyny, Brazylii, Portugalii, Szwajcarii i Ukrainy modliły się z Leonem XIV w Ogrodach Watykańskich o pokój dla najmłodszych dotkniętych wojną. Około tysiąca uczestników spotkania włączyło się w inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. „Pomyślcie: pięćdziesiąt milionów «Zdrowaś Maryjo», które wznoszą się ku Niebu z prośbą o pokój” - mówił Papież.

Dzieci z różnych krajów i kontynentów, różne języki, a jedna modlitwa. Przy Grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich najmłodsi zgromadzili się wokół Leona XIV, aby prosić o pokój. Były kwiaty składane jako znak miłości, zapalone światła i Różaniec. Szczególne miejsce w tej modlitwie zajęły dzieci, które każdego dnia doświadczają wojny.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję