Reklama

Saga dolnośląskich rodów katolickich

Polski Kuwejt

Kiedy Filomena Kumor zaczynała naukę w prywatnym koedukacyjnym gimnazjum Gertsmana w Borysławiu, nie przypuszczała chyba nawet w snach, że jej mężem zostanie jej nauczyciel, Jan Dudek.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Borysław zaczął rozwijać się gwałtownie w latach 1920-1930, gdy zaczęto eksploatować tutaj nisko zalegającą ropę. Rozwijające się miasto dawało szansę na lepsze jutro. Tak trafił do Borysławia Jan Dudek (rocznik 1900). Pracę w gimnazjum dały mu studia na wydziale historyczno-filozoficznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Pochodził z Radymna koło Jarosławia. Do Borysławia nie miał daleko. Od obecnej polskiej granicy raptem ok. 40 km.
Filomena była młodsza od męża o siedem lat. Jej ojciec, inżynier z centralnej Polski, przyjechał do Borysławia pomóc w rozwoju polskiego Kuwejtu. Jej matka, z domu Kumor, pochodziła z Zimnej Wody pod Lwowem. Była kobietą potężnej budowy i silnej psychiki. Miała siedmioro dzieci.
Charakterystycznym elementem krajobrazu stał się las wież wiertniczych z kiwonami: kiwającymi się charakterystycznie pompami, stąd nazwa. Na wodzie w przepływających rowach melioracyjnych unosiły się plamy ropy, która zbierali najczęściej Żydzi. Szmatami. I sprzedawali w punktach skupu. Nazywano ich „łejbakami”. W Borysławiu było sporo bogatych Żydów, i sporo biedoty. Ale wszyscy dążyli do tego, żeby wykształcić dzieci. U Gertsmana córki i synowie Izraela stanowili aż około 70 procent. Obie nacje żyły w wielkiej zgodzie. Podział był tylko, gdy trzeba było się modlić. Polacy maszerowali do kościoła, Żydzi do synagogi. Razem występowali w sztukach, bo gimnazjum miało nawet swój własny teatr, chór, orkiestrę. Gdy przyjechał kiedyś wysoko postawiony przedstawiciel rządu francuskiego, było wesoło. Chór zaśpiewał Zdechł kanarek na nutę Marsylianki. Wybuchł skandal. Młodzież zawsze miała pomysły.
17 września 1939 r. zaczęły się w Borysławiu aresztowania. W pierwszym rzucie wywożono polskich patriotów, m.in. legionistów Piłsudskiego. Tak na białe niedźwiedzie pojechało dwóch synów pani Kumorowej. Pracowali ciężko, muszki cięły, komary zamęczały. Jeden miał protezy obu nóg, ale też musiał pracować. Nawet gdy zaczęły gnić mu nogi. Wtedy Rosjanie kazali pracować mu w pozycji siedzącej. Nie wrócili obaj. Zostały po nich listy pisane do matki na korze brzozowej. Na każdej - stempel „Ocenzurowano”.
Kumorowie prowadzili dwa domy - w Borysławiu i Warszawie. W Warszawie mieszkali córka Helena i syn Emil, pseudonim Krzyś, jeden z pierwszym żołnierzy Polski podziemnej, bliski współpracownik gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Przeżycia opisał w książce Wycinek z historii jednego życia. „Pax” do druku przygotował ją w 1958 r, ale udało się wydać ją dopiero w 1967 r. W czasach stalinowskich był więziony. Za przynależność do AK dostał dożywocie. Łaskawie zmniejszono wyrok do 15 lat. Wyszedł z więzienia jako strzęp człowieka. Wkrótce zmarł.
Na klepsydrach ktoś podopisywał: „Zamęczony w ubeckich kaźniach”. Tak wspominał matkę: „Na dwa miesiące przed powstaniem przyjechała do mnie po pięciu latach przymusowej rozłąki, aby mnie odwiedzić. Matka pomimo swoich 78 lat przez 63 dni powstania nie była dla konspiratora gościem uciążliwym. Nie przesiedziała ani jednej godziny w schronie czy w piwnicy. Ci, którzy zetknęli się z matką, mogą śmiało powiedzieć, że była zawsze opanowana, uśmiechnięta i dodatnio wpływała na otoczenie. Nie była panikarą, umysł miała trzeźwy pomimo swego wieku. Obawiała się jedynie o mnie. Na kilka dni przed kapitulacja zwróciła się do mnie: «Chciałabym, abyś zabrał mnie na przechadzkę po Warszawie. Muszę zobaczyć barykady, poza tym przypominam ci, że przed powstaniem obiecałeś mi, że pokażesz mi swoje konspiracyjne mieszkanie przy ul. Koszykowej nr 50». Droga była ciężka nawet dla młodych. Trzeba było pokonać szereg przeszkód, jak piwnice, tunele łączące ulice i domy, oraz otwarte odcinki naziemne, które były pod stałym ostrzałem. Podróż w obie strony matka zniosła bez większego trudu. Po powrocie na ulicą Złotą nr 43 powiedziała: «W nagrodę za to, że zabrałeś mnie ze sobą, urządzę dla twoich kolegów obiad powstańczy z tych zapasów, które mam jeszcze schowane».
Kiedy do Borysławia wkroczyli Niemcy, większość Żydów poszła do obozów. Jana Dudka aresztowano w 1942 r., za tajne nauczanie. Zaczął od Majdanka, skończył na Bergen-Belsen. W 1945 r. Po drodze były Gross-Rosen, Aslau, Nordhausen, Dora.
Filomena na pierwszej stronie każdego zeszytu, w którym zapisywała przepisy kulinarne, dawała inwokację: „Panie Boże, daj mi siłę, żebym do końca życia miała siłę robić takie smakołyki”. W najstarszym z okresu okupacji roi się od „wynalazków”, np. na pseudomigdałowy tort z fasoli. Przy przepisie nie omieszkała dodać, że ohyda.
- Zachowały się trzy takie zeszyty - twierdzi Ryszard Duchnicki, który zamieszkał we wrocławskim mieszkaniu Dudków przy ul. 9 Maja podczas drugiego roku studiów na Akademii Rolniczej, w 1967 r.
Filomena została jego przyszywaną ciocią, Jan Dudek - przyszywanym dziadkiem. Planowali jeszcze jedno dziecko, trzecie. Życie napisało inny scenariusz. Ich trzecim synem został Ryszard Duchnicki. Też przyszywanym. Filcia, jak nazywał ją Ryszard Duchnicki, poznała jego matkę w szpitalu onkologicznym. Jeden z dwóch synów Filci, Zygmunt Dudek, nazywany w rodzinie Zimkiem, był tam lekarzem. Ojciec Ryszarda zmarł na raka. Bardzo się obie przyjaźniły.
Filomena studiowała przed wojną w konserwatorium, ale go nie ukończyła. Uczyła muzyki, grywała po kościołach. Na fisharmonii i organach. Panie „z towarzystwa” w Borysławiu wzięły sobie za punkt honoru edukację żon wiertaczy, którzy zarabiali bardzo dużo, ale zawartość portfela nie szła w parze z jakością życia. Karmiły mężów tłusto, za nic mając sałatę i inne witaminy. Jednym z punktów edukacji żon przedstawicieli klasy robotniczej była muzyka - domena Filci.
Po wojnie borysławianie osiedli gromadnie w Wałbrzychu. Mawiali, że wszystko, co z Borysławia, to najlepsze. „W Borysławiu nawet świnie na nosie miały słoniną na cztery palce” - krążyły opowieści. Tam została młodość, ukochane kąty, groby bliskich.
Mijały lata, przybywało zeszytów z przepisami Filci. Przed świętami dom wypełniał zapach wanilii. Prawdziwej, ucieranej z laski, takiej sprzedawanej w szklanych opakowaniach, żeby nie zwietrzała.
Jan Dudek przepracował całe życie w szkolnictwie. Organizował je na ziemiach odzyskanych. We wrocławskim kuratorium zajmował się szkolnictwem średnim. Z tego tematu się doktoryzował. W 1976 r. Miał wówczas 76 lat. Promotorem była prof. Mirosława Chamcówna. Pracował jeszcze na emeryturze. Uczył w średniej szkole wieczorowej m.in. milicjantów i zakonnice. Irytował go często poziom uczniów, a gdy wracał do domu, śpiewał. Filcia nie uciszała. No chyba, gdy uznała, że piosenka jest nieprzyzwoita. W domu cicho musiało być tylko podczas konkursu chopinowskiego. Filcia robiła zakłady, kto wygra. W domu najważniejszy był wtedy telewizor „Orion”. Dawali całe transmisje z konkursu (- A teraz wielu nawet nie wie, że taki konkurs w ogóle jest - wtrąca Ryszard Duchnicki).
Dom przy ul. 9 Maja żył wieloma życiami. Bywali pacjenci Zimka, koleżanki Filci. Np. taka pani Wanda Lewitoux, która skończyła przedwojenną SGGW w Warszawie. Jeszcze długo w Polsce Ludowej lud mawiał, że przedwojenna mała matura dawała więcej wiadomości niż studia odbyte zaraz po wojnie. A co dopiero przedwojenne studia! Raz wpadła bezpieka. Ale tej akurat nie zapraszano. Ktoś doniósł, że u Dudków słuchają Wolnej Europy.
Syn nie potrafił już pomóc matce, choć był onkologiem. Filcia zmarła jako pierwsza z mieszkania przy 9 Maja. W domu bywało wielu księży, więc nie było problemu, gdy odeszła, a grobowiec był jeszcze niegotowy. Miejsce w grobowcu swej rodziny pożyczył ks. Helowicz, proboszcz katedry. Na półtora roku.
W domowej szufladzie zachował się komplet dokumentów po Janie Dudku, m.in. świadectwo szkolne z 1909 r. W rubryce „obyczaje” wpisano - chwalebne, „pilność” - wytrwała, w językach polskim, ruskim i niemieckim był dobry. „Porządek zewnętrzny” oceniono jako wzorowy. Jest indeks lwowskiego uniwersytetu, legitymacja wystawiona przez gminę Borysław w powiecie drohobyckim, w której zawarto m.in. „opis osoby”. Postawa - niski, barwa oczu - siwe, forma nosa - pospolity, barwa włosów - blond. Wystawił komisarz rządowy 15 grudnia 1923 r. W bumadze wystawionej przez Rosjan w 1940 r. z Jana zrobiono Iwana. Prawdziwe skarby.
Ryszard Duchnicki: - Kiedyś trafią do muzeum. To unikalny zestaw dokumentów. Życie kilku pokoleń.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kościół w Polsce - otoczyć modlitwą i towarzyszyć Osobom Skrzywdzonym wykorzystaniem seksualnym

2026-02-05 15:35

[ TEMATY ]

Konferencja Episkopatu Polski

Dzień modlitwy i solidarności

osoby skrzywdzone

wykorzystanie seksualne

BP KEP

Konferencja prasowa zapowiadająca Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym

Konferencja prasowa zapowiadająca Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym

Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi zachęca nas do tego, aby był to czas solidarnej modlitwy, obecności, budowania dobrej wrażliwości, także w całym społeczeństwie – mówił abp Wojciech Polak, prymas Polski i delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży podczas konferencji prasowej zapowiadającej Dzień modlitwy i solidarności z Osobami Skrzywdzonymi wykorzystaniem seksualnym. W tym roku będzie obchodzony 20 lutego.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak SJ wskazał, że Dzień ten jest okazją do budowania świadomości, odpowiedzialności oraz do podejmowania działań na rzecz ochrony nieletnich i osób bezbronnych.
CZYTAJ DALEJ

Prześladowania Chrześcijan - Europa nie może milczeć!

2026-02-05 15:11

[ TEMATY ]

Europa

prześladowanie chrześcijan

nie może milczeć

Adobe Stock

Chrześcijanie są dziś najbardziej prześladowaną religią na świecie. Ponad 388 milionów ludzi doświadcza represji wyłącznie z powodu swojej wiary, a co siódmy chrześcijanin żyje w kraju, w którym prześladowania mają bardzo wysoki lub skrajny charakter (tortutry, morderstwa). Wbrew powszechnemu przekonaniu problem ten nie dotyczy jedynie odległych regionów świata, lecz również Europy. Unia Europejska, pod dyktando liberalno-lewicowych środowisk, które od dawna prowadzą krucjatę na rzecz eliminacji wartości chrześcijańskich z europejskiej przestrzeni politycznej i społecznej, nie podejmuje żadnych konkretnych kroków, by bronić chrześcijańskiego dziedzictwa.

Rok 2024 przyniósł niepokojące dane. W państwach europejskich odnotowano ponad dwa tysiące aktów nienawiści wobec chrześcijan oraz niemal sto podpaleń kościołów. Najwięcej takich incydentów miało miejsce we Francji, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii i Austrii. Eksperci podkreślają, że ponad 80 procent tych przestępstw nigdy nie zostaje zgłoszonych, co oznacza, że rzeczywista skala zjawiska jest znacznie większa, niż pokazują oficjalne statystyki.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: jesteśmy wezwani do dzielenia się tym, czym żyjemy

2026-02-06 11:57

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

Vatican Media

O tym, że „sztuka formowania nie jest łatwa i nie da się jej improwizować: wymaga cierpliwości, słuchania, towarzyszenia i weryfikacji – zarówno na poziomie osobistym, jak i wspólnotowym – i nie może obyć się bez doświadczenia oraz kontaktu z tymi, którzy ją przeżyli, aby się uczyć i czerpać przykład” mówił Papież podczas spotkania z uczestnikami sesji plenarnej Dykasterii ds. Świeckich, Rodziny i Życia - informuje Vatican News.

Papież na początku zwrócił uwagę, że centrum obrad stanowią tematy formacji chrześcijańskiej oraz Światowych Spotkań. Są to „rzeczywistości ważne dla całego Kościoła”. Leon XIV wskazał: „Światowe Spotkania angażują wielką liczbę uczestników i wymagają złożonej pracy organizacyjnej, w słuchaniu i współpracy z lokalnymi wspólnotami oraz osobami i instytucjami, z których wiele ma długie i cenne doświadczenie ewangelizacyjne”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję