Reklama

Młodzi Kolumbowie?

Niedziela warszawska 32/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czy dzisiaj stać byłoby młodzież na włożenie munduru powstańca Warszawy czy żołnierza walk Cudu nad Wisłą? Czy taka postawa wiąże się z lekcjami historii? Rozmawiamy z Jerzym Dybowskim, nauczycielem historii w warszawskich szkołach - 67 LO przy Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego oraz w 38 LO Niepublicznym Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, współtwórcą podstawy programowej historii w zreformowanym systemie oświaty.

IRENA ŚWIERDZEWSKA: - Czy można być patriotą nie znając historii własnego kraju?

JERZY DYBOWSKI: - Wbrew racjonalnym i potocznie przyjętym poglądom uważam, że tak. Takie są moje doświadczenia jako nauczyciela historii.

- To znaczy, że pomiędzy patriotyzmem a znajomością historii nie ma żadnej zależności?

- Z pewnością znajomość historii pobudza do patriotyzmu. Oceniając jednak poziom świadomości historycznej i poziom patriotyzmu wśród tych uczniów, z którymi mam do czynienia, dostrzegam dysproporcje na korzyść patriotyzmu. Jest w młodzieży pozytywnie emocjonalna chęć do związania z działalnością państwa.

- Jak wygląda dziś świadomość patriotyczna, a jak historyczna?

- Świadomość historyczna młodzieży jest bardzo niska. Obserwuję wielkie pola niewiedzy głównie w historii dawniejszej - z okresu I Rzeczypospolitej, jej osiągnięć tradycji i tolerancji. Ogromna niewiedza dotyczy też geografii historycznej. Zanika świadomość, że 400 lat temu Polska w Europie Środkowo-Wschodniej była potężnym państwem. Młodzież polska powoli zapomina, że do państwa polskiego należały Wilno, Lwów. Wypierana jest ze świadomości historia związków z Litwą, a przecież byliśmy kiedyś jednym państwem.

Niską świadomość historyczną potwierdza też obserwacja telewizyjnych teleturniejów. Uczestnicy prezentują żenującą niewiedzę podstawowych faktów historycznych.

Wydaje mi się, że wśród młodzieży lepszy od stanu świadomości historycznej jest stan świadomości patriotycznej. Od wielu lat bardzo podobnie przeprowadzam zajęcia dotyczące Powstania

Warszawskiego. Po szczegółowym omówieniu okoliczności zostawiam pole do dyskusji: czy decyzja o powstaniu była słuszna, czy bilans powstania jest dodatni. Debata przebiega spontanicznie i żywo. Bywa, że w tej dyskusji więcej argumentów pada przeciwko powstaniu. Później robimy tajne głosowanie, czy oni znając wynik powstania, przystąpiliby do walki. Każdego roku werdykt jest taki sam: "tak". Pozwala to na wysnucie wniosku, że świadomość patriotyczna tej młodzieży jest dobra.

- Czy jednak patriotyzm da się ocenić tylko na podstawie tego rodzaju deklaracji?

- Młodzież licealna jest specyficzną grupą w społeczeństwie. Ta specyfika polega na tym, że młodzi myślą głównie o swojej najbliższej przyszłości - znalezieniu się na wymarzonym kierunku studiów. Dlatego zainteresowania dotyczą przygotowań do matury i egzaminów wstępnych na uczelnie.

W dyskusjach, które prowadzę na lekcjach historii poruszamy sprawy patriotyzmu, pojawiają się one także na innych lekcjach np. języku polskim. Od dzisiejszego pokolenia młodzieży na szczęście nie trzeba oczekiwać postaw patriotycznych w tradycyjnym polskim rozumieniu tego słowa. Oni nie muszą konspirować, walczyć, tracić życia dla kraju. Jestem jednak przekonany, że gdyby taka weryfikacja miała nastąpić, to obecni maturzyści nie musieliby się wstydzić pokolenia Kolumbów i wybory byłyby takie same. Mam nadzieję, że dzisiaj realizują swój patriotyzm codzienną pracą, codziennym życiem. Może nie dotyczy to całego środowiska nastolatków, ale z pewnością pojawiają się jednostki, dla których studia i kariera zawodowa to nie tylko sprawa osobista, ale wysiłek ponoszony dla kraju. Jest to raczej patriotyzm pozytywistyczny, ale w dzisiejszych czasach bardzo cenny.

- Co wpłynęło na słabą znajomość historii?

- W pewnej mierze jest to efekt większego zwrócenia uwagi na historię najnowszą. Rodzice moich uczniów i młodzież, kończąca teraz licea, wychowywani byli w PRL, gdzie świadomie tłumiło się wiedzę o historii najnowszej. Dlatego nastąpił zwrot ku tej historii. Spowodowało to zjawisko zapominania o historii wcześniejszej. To, co było bardzo dawno temu, wydawało się mniej ważne.

Drugą przyczyną jest odejście od wychowania rodzinnego. Nie mówi się w rodzinach o historii. Być może te wątki historyczne za mało pojawiają się na łamach prasy, w telewizji. Wydaje mi się, że nastąpiła pewna stereotypizacja wiedzy historycznej, że patrzymy na przeszłość Polski przez pryzmat klęsk, patrzymy na historię I Rzeczypospolitej, pamiętając jej upadek. W związku z tym ten okres historii Polski oceniamy negatywnie. Nie chcemy go badać, zajmować się nim, ponieważ uważamy, że jest to czas naszej przegranej. Słaba znajomość historii uczniów to w jakiejś mierze również wina szkoły. Nauczanie historii nie jest łatwe, ponieważ jest to wiedza faktograficzna. Wbrew tendencjom współczesnej szkoły, dziedzina wiedzy, w której trzeba dużo zapamiętać. Szkoła nie jest tutaj wystarczająco efektywna.

- Czy przedmiot historii nie jest spychany na dalszy plan, daleko za matematykę ogłoszoną królową nauk, czy jakikolwiek język obcy?

- W żadnej ze szkół, w których uczę nie ma takiej sytuacji. Nie jest to moją zasługą, ale efektem pracy wszystkich moich kolegów. Historia jest przedmiotem często wybieranym jako przedmiot maturalny, z tego powodu, że zdaje się ten przedmiot na wielu bardzo popularnych uczelniach SGH, UW - kierunki prawo, zarządzanie, stosunki międzynarodowe.

- Odnoszę wrażenie, że w przypadku maturzystów jest to wybór negatywny, jako forma ucieczki od matematyki, z którą większość ma problemy, zaś w ciągu 4 lat liceum historia jest na bardzo dalekim planie...

- Nie obserwuję takiego zjawiska. Uważam, że historia nie jest łatwiejszym przedmiotem od matematyki. Po wtóre ze względu na specyfikę przedmiotu historia jest trudnym przedmiotem egzaminacyjnym. Wymaga opanowania pamięciowego wiedzy faktograficznej. Bardzo dobrym uczniom zdarzają się niepowodzenia, a słabszy uczeń może wylosować pytanie pasujące do jego zainteresowań i zdaje lepiej niż można byłoby się po nim spodziewać. Częsty wybór historii jako przedmiotu maturalnego nie jest ucieczką od matematyki, a raczej decyzją warunkowaną tym, gdzie uczniowie chcą zdawać na studia. Warto rozsądnie wybrać przedmiot maturalny, który będzie się zdawało na egzaminie na uczelnię wyższą.

- Jak wypada świadomość patriotyczna polskiej młodzieży w zetknięciu z młodzieżą z Europy Zachodniej?

- Nie odważę się na sformułowanie oceny ogólnej. Mogę podzielić się pewnym doświadczeniem odnośnie wiedzy o ojczystym kraju. Nasza szkoła utrzymuje kontakty z młodzieżą innych krajów, czasem jest wymiana grup. W naszej szkole gościli gimnazjaliści z Niemiec. Z rozmowy wynikało, że nie znali żadnego utworu Goethego, wiedzieli tylko kim był. To tak jakby absolwent polskiej szkoły nie czytał fragmentów Pana Tadeusza czy Konrada Wallenroda. Przykład ten burzy stereotyp polskiej szkoły, która źle uczy.

- Jest Pan autorem podstawy programowej w zreformowanym systemie oświaty. Jeśli chodzi o sposób przekazywania wiedzy co nowego wnosi ona w nauczanie historii?

- Naszą intencją było zachęcenie nauczycieli do oderwania się od ściśle pojętej chronologii na rzecz potraktowania historii jako zestawu problemów. Podstawa miała w założeniu dążyć do powtórzenia programu historii. W gimnazjum uczniowie mają zdobywać wiedzę uporządkowaną chronologicznie. W liceum - uporządkowaną według problemów. Jest to ciekawsze i bardziej zgodne z nowoczesną historiografią, w której pojawiają się nurty tematyczne np. rodzina, podróże. Być może jest to także sposób zainteresowania uczniów tematyką historyczną.

- Jak Pan ocenia obecne metody nauczania historii?

- Obserwuję tendencję do uatrakcyjniania lekcji historii. Coraz częściej pojawiają się tzw. metody aktywne: drama, burza mózgów itp. Nie jestem przekonany do ich stosowania. Uważam, że przekaz pozawerbalny odwołujący się głównie do obrazu jest atrakcyjny, ale mniej przekonywujący. Jestem zwolennikiem konserwatywnych metod nauczania historii. Uatrakcyjnianie za wszelką cenę prowadzi do tego, że uczniowie będą pamiętać z historii tylko tyle, że lekcje były ciekawe. Byłoby lepiej gdyby w pamięci pozostała znajomość historii.

Z ogromnym szacunkiem chcę wspomnieć moją nauczycielkę historii z liceum, prof. Julię Tazbirową, dzisiaj jednego z bardziej cenionych dydaktyków historii. Wychowała wiele pokoleń, wielu jej uczniów studiowało potem historię. Nie pamiętam z lekcji prowadzonych przez Panią Profesor fajerwerków, popisów sztuki dydaktycznej z zastosowaniem nadmiaru metod audiowizualnych. Mimo to lekcje pozwalały zrozumieć historię, polubić ją i wymusić uczenie się. Podstawą dobrego nauczania jest systematyczna kontrola.

- Oprócz sprawdzania wiedzy powinna też istnieć interesująca forma przekazu...

- Większość lekcji mojej mistrzyni była realizowana metodą tradycyjną jako wykład czy tzw. rozmowa nauczająca. Później również w czasie studiów poznałem wielu wspaniałych mistrzów słowa, którzy potrafili na wiele godzin przykuć uwagę uczniów. Myślę, że historycy, którzy z natury powinni być konserwatystami, muszą bronić słowa jako metody przekazywania wiedzy i umiejętności. Zewsząd uczniowie atakowani są obrazem - w telewizji, korzystając z komputera, a nawet we współczesnych książkach historycznych - znaczna część wiadomości przekazana jest w formie podpisów pod ilustracjami. Myślę, że powinniśmy bronić przekazu słownego. Po pierwsze z szacunku dla tradycji, po wtóre dlatego, że pobudza i rozwija intelektualne zrozumienie czyjegoś wywodu, i uczy konstrukcji własnej argumentacji. W moim odczuciu nie wolno zapominać o potędze słowa. Wymaga to od nauczycieli wielkiej pracy, a także odrobiny "iskry" czy talentu.

- Dziękuję za rozmowę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Monika – matka św. Augustyna

[ TEMATY ]

święta

Adobe Stock

"Święta kobieta” – można by dziś użyć potocznego określenia, przyglądając się Monice, jej troskom i niespotykanej wręcz cierpliwości, z jaką je przyjmowała.

Nie tylko to było niezwykłe, co musiała znosić jako żona i matka, ale przede wszystkim to, jaką postawą się wykazała i jak ta postawa odmieniła życie jej męża i syna. Monika. Urodzona ok. 332 r. w mieście Tagasta w północnej Afryce, pochodziła z rzymskiej chrześcijańskiej rodziny. Jednak największy wpływ na jej pobożność miała prawdopodobnie piastunka, stara służąca, która, zajmując się dziewczynką, dbała, by ta ćwiczyła się w pokorze, umiarze i spokoju. Gdy młoda kobieta wychodziła za mąż za rzymskiego patrycjusza, była bardzo religijna, znała Pismo Święte, filozofię, ale przede wszystkim wierzyła, że z Bożą pomocą będzie dobrą, cierpliwą żoną i matką. I była. Jednak jeszcze wtedy nie miała pojęcia, jak dużo ją to będzie kosztowało i jak wielkie owoce przyniesie jej życie. Przeczytaj także: Monika i Augustyn Najpierw mąż. Był poganinem, ponadto człowiekiem gniewnym i wybuchowym. Lubił zabawy i rozpustę. Monika potrafiła się z nim obchodzić niezwykle łagodnie. Swą dobrocią i cierpliwością, tym, że nigdy nie dopuszczała do kłótni, a także modlitwami i chrześcijańską postawą spowodowała nawrócenie i przyjęcie chrztu przez męża. Gdy owdowiała w wieku ok. 38 lat, miała świadomość, że mąż odszedł pojednany z Bogiem. Syn. Monika urodziła troje dzieci: dwóch synów – Nawigiusza i Augustyna oraz córkę (prawdopodobnie Perpetuę). Mimo ogromnego wysiłku włożonego w wychowanie dzieci jeden z synów – Augustyn zapatrzony w ojca i jego wcześniejsze poczynania, wiódł od lat młodzieńczych hulaszcze życie, oddalone od Boga. Kolejne 16 lat swojego wdowiego życia Monika poświęciła na ratowanie ukochanego syna. Śledząc ich losy, trudno pojąć, skąd brali siły na tę walkę, np. ona – by odmówić własnemu dziecku przyjęcia do domu po powrocie z Kartaginy (wiedziała, że związał się z wyznawcami manicheizmu), on – by nią pogardzać i przed nią uciekać. Była wszędzie tam, gdzie on. Modliła się i płakała. Nigdy nie przestała. Wreszcie doszło do spotkania Augustyna ze św. Ambrożym. Pod wpływem jego kazań Augustyn przyjął chrzest i odmienił swoje życie. Szczęśliwa matka zmarła wkrótce potem w Ostii w 387 r.
CZYTAJ DALEJ

Czas na formację i zaplanowanie działań w diecezji

2026-08-27 14:18

[ TEMATY ]

dni duszpasterskie

diecezja zielonogórsko ‑ gorzowska

Parafia Ducha Świętego w Zielonej Górze

Monika Wertz

Pierwszego dnia odbyło się zaprzysiężenie nowych proboszczów

Pierwszego dnia odbyło się zaprzysiężenie nowych proboszczów

W zielonogórskim kościele pw. Ducha Świętego rozpoczęła się letnia edycja Diecezjalnych Dni Duszpasterskich - okresowego spotkania formacyjnego dla wszystkich kapłanów diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Dni Duszpasterskie organizowane są systematycznie dwa razy w roku, pod koniec wakacji letnich i w okresie zimowym. - Są sprawy we wspólnocie Kościoła, które wymagają przemyślenia, podjęcia pewnych konkretnych rozwiązań. Do takich należy zawsze rok duszpasterski – jego tematyka i pewne zadania, które chcemy przełożyć na życie parafii, stąd tematyka związana z tym rokiem duszpasterskim, zapowiedzią przyszłego i ten biblijny aspekt, który będzie przedmiotem wykładu naszego prelegenta. Jest też szereg informacji diecezjalnych, które wymagają bezpośredniego przekazu dla naszych księży – wyjaśnia bp Tadeusz Lityński.
CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski: prawo do życia to fundament praw człowieka

2026-08-27 18:29

[ TEMATY ]

prymas Polski

prawo do życia

BPJG

Prymas Polski

Prymas Polski

Prawo do życia od poczęcia jest podstawowym prawem człowieka, a nie wyłącznie kwestią światopoglądową - powiedział abp Wojciech Polak w rozmowie przeprowadzonej na antenie archidiecezjalnego Radia eM. Podkreślił, że na prawie do życia opierają się wszystkie pozostałe prawa człowieka.

Mówiąc o osobach, które dokonały aborcji, abp Polak wskazał na potrzebę połączenia prawdy o złu aborcji z miłosierdziem i towarzyszeniem. - Kościół nie może zostawiać tych osób samych - zaznaczył, wskazując na potrzebę pomocy w przeżyciu traumy i drodze do uzdrowienia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję