Reklama

Dom dla Jezusa obok barów

Chcemy im pomóc. Zapalił nas ich entuzjazm, pasja, z jaką mówią o swoim przyszłym domu. Pozazdrościliśmy poczucia wspólnoty i tej życzliwej, niewymuszonej konwenansem atmosfery. W Ameryce to normalność. U nas eksperyment. W Częstochowie powstaje pierwsza w Polsce parafia personalna, tzn. taka, do której nie jest przypisana jakaś część miasta czy kilka wiosek, ale taka, którą wybierają na swoją konkretni ludzie. Jej patronem będzie św. Ireneusz, a parafianami studenci i nauczyciele akademiccy - czyli inteligencja. I choć parafia ta istnieje tylko na papierze, jej zalążek już jest - to szary dom stojący w rzędzie kilku podobnych, na ulicy wciśniętej między bloki akademików. Parafia ta ma już oddanych przyjaciół, wśród nich ks. Ireneusza Skubicia, redaktora naczelnego „Niedzieli”, byłego duszpasterza akademickiego.

Niedziela w Chicago 32/2004

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Te okolice nazywa się „częstochowskim centrum rozrywkowym”. Na niewielkim odcinku ulicy rozlokowało się trzydzieści kilka knajpek, barów, pubów, goszczących mnóstwo młodzieży, co łączy się hałaśliwą muzyką i głośnymi zabawami do rana. O krok dalej stoją dziesięciopiętrowe akademiki tworzące coś na kształty miasteczka akademickiego, w każdym, niewielkim pokoju po trzech studentów. Kilka kroków dalej gmachy wyższych uczelni, sale wykładowe, laboratoria, aule. Idealne miejsce dla katolickiego ośrodka akademickiego.

- Pomysł jest taki - tłumaczy ks. Andrzej Przybylski, duszpasterz akademicki z Częstochowy - żeby w tym właśnie miejscu uruchomić dom duszpasterstwa akademickiego. Taki drugi dom rodzinny. Żeby człowiek mógł wybrać między takim domem, a knajpą. Żeby miał w ogóle szansę wyboru...
Ośrodek akademicki ma stać się rodzajem liny ratunkowej rzuconej w kierunku młodzieży. Kto mądry linę chwyci, kto nie... trzeba przynajmniej wierzyć, że dajemy im szansę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Zjawiamy się na podwórku w samo południe. Daria skończyła wydział marketingu i zarządzania, ale w niczym nie przeszkadza jej to siedzieć na ziemi w starych portkach i wyciągać z mozołem pordzewiałe żelastwo z desek. Albo Perła - niewielki chłopak, o takich mawia się „energetyczny” - student informatyki na Politechnice, albo Grzegorz student ochrony środowiska, Kinga, Kuba - z filologii niemieckiej - długo by wymieniać... - oto stała ekipa duszpasterstwa.
- Poszedłem do ks. abp. Stanisława Nowaka, metropolity częstochowskiego, i powiedziałem, że musimy coś zrobić z duszpasterstwem wśród studentów. - wspomina ks. Andrzej. - Chodziło o własne miejsce. Wielu mówiło, że do kościoła, przy którym działa kaplica akademicka, już się nie da chodzić, bo to daleko, nie po drodze i w ogóle. Miałem różne pomysły - jednym z nich było kupienie niewielkiego domu i adaptowanie go na potrzeby ośrodka. Abp. Nowak uznał ten pomysł za najlepszy.
- W takim akademiku problemem jest dom - mówią studenci. A raczej brak domu. Brak punktu odniesienia. Dlatego już w tej chwili mówimy o tym miejscu „dom”. Dom formacyjny. Miejsce, które ma dać poczucie sensu. Gdzie się przychodzi na chwilę lub na cały dzień.
- W tej chwili młodzi mają w Polsce naprawdę trudną młodość. Nie chodzi o brak kasy, brak pracy, kiepskie perspektywy, ale o braki duchowe. Takie błądzenie we mgle. Idziesz na to, co ładne, modne, kolorowe. A że głupie, płytkie, bez sensu... Czasem po prostu nie wiesz, że istnieje inny świat. Bo niby jak do niego trafić? - to zdanie studenta III roku chemii, niegłupiego chłopaka, który drogi do Boga szukał kilka lat.
- My, jako chrześcijanie, musimy znaleźć się na drodze młodych, którzy poszukują swojego miejsca w życiu. Dosłownie. - mówi ks. Andrzej - W tym wypadku takim miejscem jest skrzyżowanie dróg biegnących z uczelni do akademika, sklepu spożywczego..
- I pubu...?
- Jeśli trzeba to i pubu...

Szary niepozorny budynek ma 200 metrów kwadratowych powierzchni. Wysoki parter i piętro. Na tyłach trochę trawy i drzew. Gdzieś z wnętrza budynku dobiega głuchy dźwięk tłuczenia.
- Na tej osobliwej budowie powstał nawet własny język - wyjaśnia ks. Andrzej - Jeśli ktoś mówi, że ma dziś „walentynki”, to znaczy, że idzie do piwnicy skuwać tynki ze ścian... No, „walę tynki”. Czasem w zakurzonych pomieszczeniach nie widać ludzi, a o tym, że są i pracują świadczy nieustanny śmiech.
Dom wybudował w latach 60. masarz, który miał w nim także swój sklepik. Dokładnie w miejscu, gdzie dziś ma być kaplica. Na parterze zmieszczą się także sale spotkań, na piętrze zaplanowano też niewielkie mieszkania dla kapłanów, w półmroku piwnicy mają odbywać się imprezy o charakterze kulturalnym, będzie można dyskutować po świt, posłuchać muzyki, spotkać ciekawych ludzi.
- Krótko mówiąc dom o otwartej formule, w którym zdarzenia religijne, wspólnotowe i kulturalnie mogłyby się przeplatać. Takie fajne miejsce. Zamiast spędzić kolejną godzinę w pubie, przyjdź do nas, poznaj nas. Chcemy mieć tu Msze św., bardzo wcześnie rano, gdy ludzie idą na zajęcia, i późnym wieczorem - bo to dobra pora dla studentów.
Ks. Andrzej pozwala nam pozwiedzać dom, przypominający, jak to przy remontach bywa, pole bitwy.
- Musimy zdążyć do października. Dlatego pracujemy od 8 rano do 8 wieczorem - mówi kapłan, którego strojem codziennym są od pewnego czasu dżinsy i podkoszulek oraz kurz z rozbijanych ręcznie ścian. Ks. Andrzej choć to klasyczny brunet jest szpakowaty za sprawą wszechobecnego pyłu. On także razem ze swoimi studentami zdaje dziś egzamin z wytrzymałości, pracowitości i tężyzny fizycznej. Gdy z taczką pełną gruzu nie trafi na prowizoryczny mostek runie w dół, po czym szybko wstanie, otrzepie się i ruszy dalej. Studenci mówią o nim „ojciec”, co może zabawnie brzmi biorąc pod uwagę wiek ks. Andrzeja, ale jednocześnie zobowiązuje do odpowiedniej postawy i hartu nie tylko ducha.
- Wokół domu jest też mnóstwo życzliwych ludzi. Jeśli sami nie mogą przyjść do pracy, wspierają to dzieło swoją modlitwą lub konkretną pomocą. Przychodzi sporo ludzi. Mamy do czynienia z mocną ekipą fachowców z dyplomami już w kieszeni.
- Bo tu jest taki układ - tłumaczy ks. Andrzej - że pracujemy, jemy i modlimy się razem. Zrobiliśmy na strychu małą kapliczkę i codziennie o 20.15 spotykamy się na modlitwie. Dziewczyny gotują obiady i wyciągają z desek gwoździe. Gdy trzeba, biorą się i za zupełnie męskie zajęcia. Kruszą ściany, zbijają tynki. Ciągle jest bardzo dużo ciężkiej fizycznej pracy. Studenci, mimo wakacji, przychodzą codziennie. Czasem żartujemy, że mamy tu ekipę robotników o niespotykanie wysokim ilorazie inteligencji.
Przeróbka domu to pierwszy z trzech etapów realizowania marzenia o własnym domu. Po generalnej przeróbce budynku dostawi się do niego nowoczesną bryłę aulo-kaplicy - miejsca, jak sama nazwa wskazuje, mającego spełniać te dwie funkcje. W trzecim etapie - jeśli Bóg pozwoli a dobrzy ludzie pomogą - stanie tu kościółek akademicki z prawdziwego zdarzenia. I to wszystko w miejscu, gdzie, jak już dziś mówią niektórzy ludzie - świątynia chrześcijańska może zostać uznana za prowokację.
Skąd wezmą pieniądze na to przedsięwzięcie, to pytanie prawie retoryczne.
- Formalnie zadecydował o kupnie domu Ksiądz Arcybiskup, ale inicjatywa i inspiracja należała do ks. inf. Ireneusza Skubisia. Mamy też datki od ludzi, od czytelników Niedzieli, przede wszystkim bardzo oszczędzamy, pracujemy za darmo, wydajemy tylko na to, co niezbędne. Ale za chwilę skończy się jechanie na dobrych chęciach. Musimy nająć fachowców.
- Patrząc na pracę studentów wydaje mi się - pisze na łamach Niedzieli Aleksander Walewski - że marzenie, by do października skończyć jest bardzo realne. Jeśli nie zabraknie im pieniędzy na materiały budowlane, to z pewnością doczekamy się w październiku stałej obecności Jezusa Eucharystycznego w miasteczku studenckim. Wizyta w tym domu stała się dla mnie źródłem nowej nadziei. Kiedy myślę sobie o wielkim kryzysie polskich elit i niepokoję się o przyszłość Ojczyzny, to takie obrazki jak ten pozwalają mi uwierzyć, że „idzie nowych ludzi plemię”, które ma swój system wartości i potrafi dla niego pracować i poświęcić swój czas i siły.

Czy możliwa jest pomoc młodych Polaków zza oceanu dla ich kolegów w kraju? Wedle hasła „student studentowi”? Polska solidarność znana jest w świecie i po wielokroć sprawdzona. Zresztą dlaczego tylko studenci, dlaczego tylko młodzi ludzie - pomóc częstochowskim zapaleńcom możemy wszyscy. Nie wolno przecież stawiać zapór dla dobroczynności. Na ulotkach studenci piszą: „Pomóż nam...”. Numery kont umieściliśmy na I str.

Pomożesz studentom w budowie tego domu wpłacając ofiary na konto:
Personalna Parafia Akademicka pw. św. Ireneusza BM,
42-200 Częstochowa, ul. Kilińskiego 132,
Bank Handlowy w Warszawie, Oddział w Częstochowie,
nr konta: USD-73103015820000000854026011

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poświęcono tablicę upamiętniającą Lucianę Frassati-Gawrońską

2026-10-09 11:27

[ TEMATY ]

bł. Pier Giorgio Frassati

Pier Giorgio Frassati

PAP

Św. Pier Giorgio Frassati jest postacią powszechnie znaną nie tylko w Kościele, ale i na całym świecie. Nie wszyscy jednak wiedzą, że ten święty miał siostrę, Lucianę, która była niezwykłą postacią XX w. i wybitną osobistością w historii stosunków między Włochami a Polską. I to właśnie tablicę poświęconą Lucianie Frassati-Gawrońskiej osłonięto w Warszawie.

7 października przy ul. Nowy Świat 25 odbyła się uroczystość jej odsłonięcia, która została zorganizowana przez Fundację Frassatiego pod honorowym patronatem Ambasady Włoch w Warszawie. Uczestniczyli w niej: Nuncjusz Apostolski w Polsce, Arcybiskup Antonio Guido Filipazzi, córki Luciany oraz przedstawicieli włoskich i polskich instytucji.
CZYTAJ DALEJ

Serce nie znosi próżni

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Paweł toczy spór o to, kto jest dzieckiem Abrahama, i rozstrzyga go zdaniem-tezą: „ci, którzy polegają na wierze, ci są synami Abrahama”. Dowód prowadzi z Pisma: „uwierzył Abraham Bogu i zostało mu to policzone za sprawiedliwość” (Rdz 15,6). Abraham został usprawiedliwiony przed obrzezaniem i przed Prawem. Wiara jest starsza niż uczynki Prawa. Więcej, już w obietnicy „w tobie będą błogosławione wszystkie narody” Paweł czyta praewangelię. Pismo „przewidziało” usprawiedliwienie pogan z wiary i „wcześniej zapowiedziało Abrahamowi Ewangelię”. Antytezą błogosławieństwa wiary jest przekleństwo uczynków Prawa: „na tych wszystkich, którzy polegają na uczynkach wymaganych przez Prawo, ciąży przekleństwo”, bo Pwt 27,26 przeklina każdego, kto nie wypełnia wszystkiego. Logika jest bezlitosna. Prawo żąda całości, a całości nikt nie dźwiga. Kto więc buduje na własnym wykonaniu, buduje na fundamencie, który go oskarży. „A że w Prawie nikt nie osiąga usprawiedliwienia przed Bogiem, wynika stąd, że sprawiedliwy żyje dzięki wierze” (Ha 2,4), werset, który Paweł uczynił osią swojej teologii, a historia uczyniła osią sporów aż po Reformację. Rozwiązanie przychodzi w zdaniu o zamianie: „z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie” (Pwt 21,23). Czasownik exēgorasen pochodzi z języka wykupu niewolników. Chrystus zapłacił cenę, wchodząc sam pod przekleństwo wiszących na drzewie. Cel jest podwójny: „aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha”. Dzisiejszy patron, Wincenty Kadłubek, biskup krakowski, który złożył urząd i wstąpił do cystersów w Jędrzejowie, jest ilustracją tej samej hierarchii. Godności i dzieła, także tak wielkie jak jego Kronika, matka polskiej historiografii i prawniczej kultury (to on przechował dla nas pojęcie rzeczypospolitej), nie są tytułem przed Bogiem. Tym tytułem pozostaje wiara, która pod koniec życia wybiera mniszą celę.
CZYTAJ DALEJ

Peru: Leon XIV spotka się z młodzieżą na Stadionie Narodowym w Limie

2026-10-09 17:29

[ TEMATY ]

młodzież

Peru

Papież Leon XIV

Vatican Media

Papież Leon XIV podczas swojej listopadowej wizyty w Peru spotka się z młodzieżą na stołecznym Stadionie Narodowym, poinformował metropolita Limy kard. Carlos Castillo. Zgodnie z dotychczasowymi planami wydarzenie to miało się odbyć na Stadionie Monumentalnym, który należy do klubu Universitario. I choć obiekt ten może pomieścić 80 tys. widzów, to jednak uznano, że mniejszy o 35 tys. miejsc Stadion Narodowy będzie lepszą arenę dla tego typu wydarzenia.

Wizyta Leona XIV w Peru będzie jedną z najważniejszych podróży tego papieża. Wraca on bowiem do kraju, w którym w przeszłości pracował jako misjonarz oraz biskup.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję