Reklama

Jan Chrzciciel - prorok Adwentu

Każdego roku podczas Adwentu, Kościół ze szczególną uwagą wsłuchuje się w wołanie św. Jana Chrzciciela. Ten wyjątkowy człowiek, świadek, prorok i prekursor zostaje posłany, „aby zaświadczyć o światłości” (por. J 1, 1 nn). Jego orędzie i osoba stają się szczególnie wyraźne, kiedy pielgrzymując po Ziemi Świętej, odwiedzamy kościoły w Ain Kerem i dotykamy śladów życia tego największego z proroków epoki Starego Testamentu.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W kościele Zachariasza znajduje się grota, która według starożytnej tradycji jest pozostałością domu Zachariasza. Tam przyszedł na świat Jan Chrzciciel. Na umieszczonej w posadzce groty rozecie widnieje napis „Tu narodził się poprzednik Chrystusa”. Kościół Nawiedzenia św. Elżbiety zdobi fresk przedstawiający rzeź Niewiniątek. Wśród dzieci, których życie po narodzinach Jezusa zawisło na włosku, był również jego kuzyn i rówieśnik - Jan. Artysta, nawiązując do apokryficznych wyobrażeń, pokazuje cudowne ocalenie Elżbiety i jej syna. Pamiątką cudu ma być fragment wapiennej skały przechowywany za specjalną kratą. Wyraźne wgłębienie w kształcie leżącego niemowlęcia ma potwierdzać legendę, według której matka i jej dziecko przeczekali zagrożenie ukryci we wnętrzu skały.
Ci, których ciekawość świata i obiektywne możliwości skłonią do przekroczenia granicy izraelsko-jordańskiej, będą mogli odwiedzić miejsce, w którym Jan Chrzciciel męczeństwem potwierdził swoje przywiązanie do prawdy. Na wschód od Morza Martwego wznosi się częściowo sztucznie usypane wzgórze, na którym widnieją ruiny Macherontu. Była to potężna twierdza wzniesiona przez Heroda Wielkiego. Wraz z Herodionem i Masadą tworzyła łańcuch fortec, który miał osłaniać jego panowanie przed zagrożeniem zewnętrznym i wewnętrznym. Po śmierci Heroda Wielkiego w 4 r. przed Chrystusem zgodnie z jego wolą państwo zostało podzielone między jego trzech synów. Galileę i tereny po przeciwnej stronie Jordanu i Morza Martwego otrzymał Herod Antypas.
Ain Kerem, Pustynia Judzka, Jordan i Macheront wyznaczają geograficzne ramy życia Jana Chrzciciela. Każdego roku w Adwencie staje przed nami ten człowiek w płaszczu z wielbłądziej sierści, przepasany pasem, mieszkający na pustyni i odżywiający się szarańczą i miodem. W miejscu jego narodzin widnieje napis Hic precursor Domini natus est (Tu narodził się Poprzednik Pana). Cała tożsamość tego człowieka znajduje wyjaśnienie w osobie i dziele Jezusa Chrystusa.
„Czy ty jesteś Eliaszem?” - pytano Jana Chrzciciela. Dziwne pytanie - zważywszy, że prorok Eliasz żył ponad osiemset lat przed Janem. Eliasz był prorokiem, który działał w bardzo trudnym dla Izraela okresie. Kraj cieszył się potęgą ekonomiczną i bogactwem, ale władcy oraz lud odstąpili od wiary w Boga Jedynego. Eliasz przez całe swoje życie walczył o serca swoich braci, by powrócili do wiary swoich przodków. Staczał pojedynki z kapłanami obcych bóstw, odważnie wskazywał władcom ich błędy i wiarołomstwo. Z tego powodu został uchodźcą. Często bronił Izraelitów przed nimi samymi, przed ich zachłannością, konsumpcjonizmem, obojętnością religijną i przekonaniem, że to człowiek jest jedynym panem historii. Żydzi wierzyli i nadal wierzą, że Eliasz, który w tajemniczy sposób został zabrany do nieba, przychodzi w najważniejszych i najbardziej krytycznych momentach w życiu narodu i jednostek. Eliasz przychodzi podczas ceremonii obrzezania (czyli Przymierza), przychodzi podczas obchodów Święta Paschy i ma przyjść tuż przed nadejściem Mesjasza. Eliasz jest tym, który sprawi, że w sercach synów znów zagości wiara i sprawiedliwość ich ojców.
Kiedy Nowy Testament nazywa Jana Chrzciciela Eliaszem, to oczywiście nie chodzi tu o jakąś reinkarnację ani o cudowny powrót na ziemię postaci sprzed wieków, ale o osobę, która spełni funkcję Eliasza i nauczając w jego duchu, przygotuje Izrael na przyjście Mesjasza. Jan głosi swoje przesłanie nie tylko słowami, ale całym sobą. Zazwyczaj prorok jest postrzegany jako postać niezwykle surowa i ascetyczna. Ale czy ktoś zapowiadający Jezusa może się aż tak bardzo od Niego różnić? Jan przecież głosił Dobrą Nowinę - Ewangelię o tym, że mimo różnych draństw, jakich możemy się dopuścić, i rzeczywiście dopuszczamy, Bóg pozostawił jeszcze dla nas możliwość zmiany tej sytuacji. Innymi słowy jest możliwość UŁASKAWIENIA. To przesłanie stało się treścią całej osoby Chrzciciela, którego hebrajskie imię Johanan oznacza „Jahwe ułaskawił”.
Płaszcz z sierści, w który ubrany jest Jan, to znak jego funkcji prorockiej. Wraz ze swoim płaszczem Eliasz przekazał godność prorocką swemu następcy Elizeuszowi. Jan jest ubrany dokładnie tak, jak ubrany był prorok Eliasz (por. 2 Krl 1, 7). Pas dokoła bioder to znak gotowości do wyruszenia tam, gdzie skieruje go Pan. Jan, przebywając na pustyni, żywi się szarańczą i miodem, tak jak Izrael na pustyni był żywiony manną i przepiórkami.
Współcześni Janowi mieszkańcy Ziemi Świętej musieli uważać Go za niezwykłą postać, gdyż pytali, czy jest Eliaszem, a może Mesjaszem. Jan nie mógł przyznać, że jest Eliaszem, dopóki nie nadszedł Ten, któremu nie był godzien rozwiązać rzemieni u sandałów. Według tradycji żydowskiej, jeżeli człowiek przez pewien czas rozwiązywał rzemyki u sandałów swego pana, to mógł być uważany za kupionego niewolnika. Inna tradycja mówi, że ani uczeń mistrzowi, ani hebrajski niewolnik swemu panu nie będzie rozwiązywał ani wkładał sandałów. Wielkość Jana Chrzciciela polega między innymi na tym, że miał świadomość pełnienia funkcji służebnej wobec Jezusa, swego kuzyna z Nazaretu.
Gdy Jan został uwięziony przez Heroda Antypasa (syna tego Heroda, który dopuścił się rzezi dzieci w Judei), już z więzienia wysłał do Jezusa swoich uczniów z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Łk 7, 19). Najwyraźniej Jezus nie do końca przystawał do jego wyobrażeń o Mesjaszu. W obliczu zbliżającej się śmierci pytanie Jana Chrzciciela ma jeszcze inny sens: Kim ja jestem? Jaki sens ma moja działalność? Czy jestem Eliaszem? Człowiek nigdy nie będzie wiedział, kim jest, dopóki nie otrzyma odpowiedzi na pytanie, kim jest Jezus. Dopiero pewność obecności Mesjasza pozwoli Janowi powiedzieć: „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3, 30).
Osoba Jana dość nieoczekiwanie pojawia się w hymnie o Logosie w czwartej Ewangelii (J 1, 6). W tej pieśni o relacji kosmosu, ludzkości i Boga nagle pojawia się Jan, konkretny człowiek, świadek światłości. Jego świadectwo skierowane jest do wszystkich ludzi. Jan jest pierwszym człowiekiem, który poznał światłość i daje o niej świadectwo. On wskazał Jezusa swoim uczniom, nazywając Go Barankiem Bożym. Wiedział, że krew Mesjasza przyniesie zbawienie. Dzięki jego świadectwu uczniowie rozpoznali w Jezusie oczekiwanego Mesjasza (por. J 1, 29 nn).
Misja Jana Chrzciciela przed dwoma tysiącami lat nie zakończyła się sukcesem, ale jak Żydzi wierzą w obecność Eliasza w przełomowych momentach życia, tak my wierzymy, że podczas każdego Adwentu głośniejsze staje się wołanie „Prostujcie drogę Pańską”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ponad 700 dzieci wołało z Papieżem: obdarz nas pokojem!

2026-10-01 19:08

[ TEMATY ]

dzieci

różaniec

Ogrody Watykańskie

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Różaniec z papieżem

Różaniec z papieżem

Dzieci z Włoch, Pakistanu, Syrii, Niemiec i Argentyny, Brazylii, Portugalii, Szwajcarii i Ukrainy modliły się z Leonem XIV w Ogrodach Watykańskich o pokój dla najmłodszych dotkniętych wojną. Około tysiąca uczestników spotkania włączyło się w inicjatywę „Milion dzieci modli się na różańcu”. „Pomyślcie: pięćdziesiąt milionów «Zdrowaś Maryjo», które wznoszą się ku Niebu z prośbą o pokój” - mówił Papież.

Dzieci z różnych krajów i kontynentów, różne języki, a jedna modlitwa. Przy Grocie Matki Bożej z Lourdes w Ogrodach Watykańskich najmłodsi zgromadzili się wokół Leona XIV, aby prosić o pokój. Były kwiaty składane jako znak miłości, zapalone światła i Różaniec. Szczególne miejsce w tej modlitwie zajęły dzieci, które każdego dnia doświadczają wojny.
CZYTAJ DALEJ

Realizm duchowy św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Niedziela Ogólnopolska 28/2005

[ TEMATY ]

święta

pl.wikipedia.org

Wielką zasługą św. Teresy jest powrót do ewangelicznego rozumienia miłości do Boga. Niewłaściwe rozumienie świętości popycha nas w stronę dwóch pokus. Pierwsza - sprowadza się do tego, iż kojarzymy świętość z nadzwyczajnymi przeżyciami. Druga - polega na tym, że pragniemy naśladować jakiegoś świętego, zapominając o tym, kim sami jesteśmy. Można do tego dołączyć jeszcze jedną pokusę - czekanie na szczególną okazję do kochania Boga. Ulegając tym pokusom, często usprawiedliwiamy swój brak dążenia do świętości szczególnie trudnymi okolicznościami, w których przyszło nam żyć, lub zbyt wielkimi - w naszym rozumieniu - normami, jakie należałoby spełnić, sądząc, iż świętość jest czymś innym aniżeli nauką wyrażoną w Ewangelii. Teresa nie znajdowała w sobie dość siły, aby iść drogą wielkich pokutników czy też drogą świętych pełniących wielkie czyny. Teresa odkrywa własną, w pełni ewangeliczną drogę do świętości. Jej pierwsze odkrycie dotyczy czasu: nie powinniśmy odsuwać naszego kochania Boga na jakąś nawet najbliższą przyszłość. Któraś z sióstr w klasztorze w Lisieux „oszczędzała” siły na męczeństwo, które notabene nigdy się nie spełniło. Dla Teresy moment kochania Boga jest tylko teraz. Ona nie zastanawia się nad przyszłością, gdyż może się czasami wydawać zbyt odległa lub zbyt trudna. Teraz jest jej ofiarowane i tylko w tym momencie ma możliwość kochania Boga. Przyszłość może nie nadejść. „Dobry Bóg chce, bym zdała się na Niego jak maleńkie dziecko, które martwi się o to, co z nim będzie jutro”. Czasami myśl o wielu podobnych zmaganiach w przyszłości nie pozwala nam teraz dać całego siebie. Zatem właśnie chwila obecna i tylko ta chwila się liczy. Łaska ofiarowania czegoś Bogu lub przezwyciężenia jakiejś pokusy jest mi dana teraz, na tę chwilę. W chwili wielkiego duchowego cierpienia Teresa pisze: „Cierpię tylko chwilę. Jedynie myśląc o przeszłości i o przyszłości, dochodzi się do zniechęcenia i rozpaczy”. Rozważanie, czy w przyszłości podołam podobnym wyzwaniom, jest brakiem zdania się na Boga, który mnie teraz wspomaga. „By kochać Cię, Panie, tę chwilę mam tylko, ten dzień dzisiejszy jedynie” - pisze Teresa. Jest to pierwsza cecha realizmu jej ducha - realizmu ewangelicznego, gdyż Chrystus mówi nieustannie o gotowości i czuwaniu. Ten, kto zaniedbuje teraźniejszość, nie czuwa, bo nie jest gotowy. Wkłada natomiast energię w marzenia, a nie w to, co teraz jest możliwe do spełnienia. Chrystus przychodzi z miłością teraz. To skoncentrowanie się na teraźniejszości pozwala Teresie dostrzec wszystkie możliwe okazje do kochania oraz wykorzystać je. Do tego jednak potrzebne jest spojrzenie nacechowane wiarą, iż ten moment jest darowany mi przez Boga, aby Go teraz, w tej sytuacji kochać. Nawet gdy sytuacja obecna jawi się w bardzo ciemnych barwach, Teresa nie traci nadziei. „Słowa Hioba: Nawet gdybyś mnie zabił, będę ufał Tobie, zachwycały mnie od dzieciństwa. Trzeba mi jednak było wiele czasu, aby dojść do takiego stopnia zawierzenia. Teraz do niego doszłam” - napisze dopiero pod koniec życia. Teresa poznaje, że wielkość czynu nie zależy od tego, co robimy, ale zależy od tego, ile w nim kochamy. „Nie mając wprawy w praktykowaniu wielkich cnót, przykładałam się w sposób szczególny do tych małych; lubiłam więc składać płaszcze pozostawione przez siostry i oddawać im przeróżne małe usługi, na jakie mnie było stać”. Jeśli spojrzeć na komentarz Chrystusa odnośnie do tych, którzy wrzucali pieniądze do skarbony w świątyni, to właśnie w tym kontekście możemy uchwycić zamysł Teresy. Nie jest ważne, ile wrzucimy do tej skarbony, bo uczynek na zewnątrz może wydawać się wielki, ale cała wartość uczynku zależy od tego, ile on nas kosztuje. Zatem należy przełamywać swoją wolę, gdyż to jest największą ofiarą. Przezwyciężając miłość własną, w całości oddajemy się Bogu. Były chwile, gdy Teresa chciała ofiarować Bogu jakieś fizyczne umartwienia. Taki rodzaj praktyk był w czasach Teresy dość powszechny. Jednak szybko się przekonała, że nie pozwala jej na to zdrowie. Było to dla niej bardzo ważne odkrycie, gdyż utwierdziło ją w przekonaniu, że nie trzeba wiele, aby się Bogu podobać. „Dane mi było również umiłowanie pokuty; nic jednak nie było mi dozwolone, by je zaspokoić. Jedyne umartwienia, na jakie się zgadzano, polegały na umartwianiu mojej miłości własnej, co zresztą było dla mnie bardziej pożyteczne niż umartwienia cielesne”. Teresa nie wymyślała sobie jakichś ofiar. Jej zadaniem było wykorzystanie tego, co życie jej przyniosło. Umiejętność docenienia chwili, odkrycia, że wszystko jest do ofiarowania - tego uczy nas Teresa. My sami albo narzekamy na trudny los i marnujemy okazję do ofiarowania czegoś trudnego Bogu, albo czynimy coś zewnętrznie dobrego, ale tylko z wygody, aby się komuś nie narazić lub dla uniknięcia wyrzutów sumienia. Intencja - to jest cały klucz Teresy do świętości. Jak wyznaje, w swoim życiu niczego Chrystusowi nie odmówiła, tzn. że widziała wszystkie okazje do czynienia dobra jako momenty wyznawania swojej miłości. Inną cechą, która przybliża ją do nas, jest naturalność jej modlitwy. Teresa od Dzieciątka Jezus, która jest córką duchową św. Teresy od Jezusa, jest jej przeciwieństwem odnośnie do szczególnych łask na modlitwie. Złożyła nawet z tych łask ofiarę, bo czuła, że w nich można szukać siebie. Jej życie modlitwy było często bardzo marne, gdyż zdarzało się jej zasypiać na modlitwie. Po przyjęciu Komunii św. zamiast rozmawiać z Bogiem, spała. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie potrafiła inaczej. Ważny jest fakt, iż nie martwiła się za bardzo swoją nieumiejętnością modlenia się. Wierzyła, że i z takiej modlitwy Chrystus jest zadowolony, gdyż ona nie może Mu ofiarować nic więcej poza swoją słabością. Aby się przekonać, jak daleko lub jak blisko jesteśmy przyjmowania Ewangelii w całej jej głębi, zastanówmy się, jak podchodzimy do niechcianych prac, mniej wartościowych funkcji, momentów, gdy nie jesteśmy doceniani, a nawet oskarżani. Czy widzimy w tym okazję, aby to wszystko ofiarować Chrystusowi, czy też walczymy o to, aby postawić na swoim lub zwyczajnie zachować twarz? Jak postępujemy wobec osób, które są dla nas przykre? Czy je obgadujemy, czy też widzimy w tym okazję, aby im pomóc w drodze do Boga? Teresa powie, gdy nie może już przyjmować Komunii św. ze względu na zaawansowaną chorobę, że wszystko jest łaską. Czy każda trudna sytuacja, trudny człowiek jest dla mnie łaską?
CZYTAJ DALEJ

Fundacja „Donum Missionis” będzie się opiekować kolegiami Dykasterii ds. Ewangelizacji

2026-10-01 20:08

[ TEMATY ]

fundacja

Dykasteria ds. Ewangelizacji

Papież Leon XIV

@Vatican Media

Siedziba dawnej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów (Propaganda Fide) przy Piazza di Spagna w Rzymie.

Siedziba dawnej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów (Propaganda Fide) przy Piazza di Spagna w Rzymie.

Dykasteria ds. Ewangelizacji koordynuje misje katolickie na całym świecie i kieruje procesem nowej ewangelizacji. Leon XIV zatwierdził dziś (1.10.2026) Statut „Donum Missionis” – nowego podmiotu prawnego Dykasterii ds. Ewangelizacji. Fundacja powstała z połączenia Fundacji Domus Missionalis i Domus Urbaniana. Będzie odpowiadać za konserwację i utrzymanie nieruchomości należących do Dykasterii, w których mieszkają i są otaczani opieką duchową seminarzyści i osoby zakonne z terenów misyjnych.

Leon XIV podjął decyzję o połączeniu obu fundacji w jedną instytucję, biorąc pod uwagę konieczność dostosowania ich statusu kanonicznego do zmienionych ram prawnych, a szerzej – do reformy Kurii Rzymskiej zainicjowanej przez papieża Franciszka konstytucją apostolską Praedicate Evangelium.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję