Reklama

Dom Małych Dzieci

Czteroletniej Kasi działo się w domu źle, ale nikt o tym nie wiedział. Dopiero gdy Kasia poszła do przedszkola i zaczęła odwiedzać koleżanki, jedna z mam zauważyła dziwne zachowanie Kasi w czasie zabaw z jej córką. Matka opowiedziała o swoich spostrzeżeniach babci Kasi.
Babcia w poszukiwaniu pomocy dotarła do Domu Małych Dzieci w Częstochowie przy ul. św. Kazimierza. Poprosiła o opiekę nad wnuczką. Gdy matka Kasi urodziła kolejne dziecko, sama przywiozła maleństwo do Domu prowadzonego przez Siostry Służebniczki Starowiejskie. Później zrzekła się opieki nad dziewczynkami i dzieci trafiły do jednej rodziny adopcyjnej.
Na początku pobytu w nowej rodzinie Kasia wciąż zadawała pytania: Ciociu, czy ty też będziesz mnie tłukła? Dziś już nie zadaje takich pytań.

Niedziela częstochowska 46/2003

Dom Małych Dzieci w Częstochowie prowadzą Siostry Służebniczki Starowiejskie

Dom Małych Dzieci w Częstochowie prowadzą Siostry Służebniczki Starowiejskie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Z s. Joanną Bodzak - dyrektor Domu Małych Dzieci w Częstochowie przy ul. św. Kazimierza 1, prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej Starowiejskie - rozmawia Anna Cichobłazińska

Anna Cichobłazińska: - Dom Małych Dzieci staje się azylem dla dzieci zaniedbanych, bitych, molestowanych czy opuszczonych przez rodziców. Jakie są zadania placówki prowadzonej przez Siostry?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

S. Joanna Bodzak: - Specyfiką naszego Domu jest opieka nad dzieckiem w sytuacji kryzysu, jaki przeżywa jego rodzina. Naszym zadaniem jest interwencja, opieka, wychowanie i socjalizacja powierzonych nam dzieci bez względu na czas, który u nas spędzają: kilka dni czy kilka lat. I taka też jest pełna nazwa Domu Małych Dzieci: Socjalizacyjno-Interwencyjna Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza. Przebywają u nas dzieci w wieku od urodzenia do 10 lat (w wyjątkowej sytuacji starsze) z terenu Częstochowy i powiatu częstochowskiego. Jeżeli pojawi się taka konieczność, również z terenu woj. śląskiego, kierowane przez Centra Pomocy Rodzinie. W tym roku przyjęłyśmy 51 dzieci. Obecnie w placówce przebywa 66 dzieci.

- Czy trudna sytuacja ekonomiczna w naszym kraju ma swoje przełożenie na dzieci kierowane do placówki prowadzonej przez Siostry?

Reklama

- Bezsprzecznie. Obserwuję losy naszej placówki na przestrzeni ostatnich lat i zauważam, że trafia do nas coraz więcej dzieci z zaniedbaniami, a nawet patologiami. Dzieci nie znają podstawowych norm i wzorów zachowań społecznych, nie posiadają nawyków zachowania higieny, są niedożywione, zastraszone, często z trudnymi doświadczeniami, z którymi nawet dorosły człowiek nie umiałby sobie poradzić. Naszym pierwszym zadaniem jest postawienie diagnozy zaniedbań i patologii, w czym pomagają nam fachowcy - lekarz, psycholog, pedagog, i opracowanie planu pomocy dziecku. Najczęściej zaczyna się od leczenia, gdyż dzieci przybywają do nas chore, bez podstawowych szczepień, z chorobą sierocą, z lękiem przed przytulaniem. Miesiącami uczą się kontaktów z otoczeniem i samodzielności.

- Muszą szybko dorosnąć...

- To prawda, szczególnie najstarsze z rodzeństwa, często same nie przekraczające10-12 lat. Muszą opiekować się i podejmować decyzję za dwu-, trzyletnich braci i siostry. Takie właśnie dzieci trafiają do naszego Domu, a my staramy się pomóc im nie tylko od strony opieki zdrowotnej, wychowawczej i socjalizacyjnej (ucząc zachowań społecznie pożądanych), ale też zachować je jako rodzinę - tak w czasie pobytu u nas, jak i podejmując decyzję o kierowaniu do rodziny zastępczej czy adopcyjnej.

- Wspomniała Siostra, że Dom Małych Dzieci pełni zadanie placówki interwencyjnej...

Reklama

- Do naszego Domu kierowane są dzieci, których rodzice mają zawieszone prawa rodzicielskie, w sądzie toczy się sprawa o ograniczenie, zrzeczenie się lub odebranie władzy rodzicielskiej. Przychodzą do nas również rodzice znajdujący się w trudnej sytuacji - choroby, ubóstwa związanego z brakiem pracy czy mieszkania - z prośbą o zaopiekowanie się dzieckiem na pewien okres czasu. Jak już wspomniałam, przebywają u nas dzieci w wieku od urodzenia do 10 roku życia, rzadko starsze i dotyczy to najczęściej rodzeństwa. Jeżeli chodzi o noworodki, to ich czas pobytu w naszym domu jest krótki. Matka ma sześć tygodni na podjęcie decyzji, czy zrzeka się praw rodzicielskich - wówczas dziecko kierowane jest do adopcji, czy też będzie wychowywać swoje maleństwo.
Cieszy nas fakt, że czas pobytu dzieci w naszej placówce znacznie się skraca. I dotyczy to nie tylko najmłodszych, ale i dzieci w wieku przedszkolnym. W tym roku opuściło nasz Dom 53 dzieci. Wśród nich 12 znalazło rodziny adopcyjne, dla 15 maluszków udało się znaleźć rodziny zastępcze, 20 dzieci wróciło do rodzin biologicznych, a 6 wychowanków ze względu na wiek czy stan zdrowia przekazanych zostało do innych placówek opiekuńczo-wychowawczych.

- Od czego uzależniony jest powrót dzieci do rodziny biologicznej?

Reklama

- Związany jest on najczęściej z poprawą sytuacji rodziny: podjęciem leczenia z nałogu, uczestnictwem w terapii, podjęciem pracy przez rodziców, wyremontowaniem mieszkania... To nas cieszy. Niestety, zdarzają się również takie przypadki, że powrót dzieci do rodzin biologicznych wykorzystywany jest przez rodziców do działań, które nie służą dzieciom. Rodzice zabierają dzieci, by przeznaczać zasiłki, które na nie dostają, na alkohol. Jeżeli sytuacja patologiczna rodziny utrzymuje się i kurator skieruje do sądu sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich, to po otrzymaniu takiego postanowienia dzieci kierowane są do rodziny zastępczej.
Dzieciom kierowanym do rodzin zastępczych staramy się wytłumaczyć trudną sytuację rodziców biologicznych: choroby psychicznej, uzależnienia, pobytu w więzieniu. Choć nie jest łatwo wzbudzić w skrzywdzonych dzieciach uczuć miłosierdzia, pragniemy, by dorastały w poczuciu odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo, a później, gdy dorosną i zdobędą zawód i pracę - odpowiedzialności za biologicznych rodziców. Rodziców biologicznych zachęcamy do kontaktu z dziećmi, do uczestnictwa w zebraniach w szkole, w przygotowaniach do Pierwszej Komunii Świętej. Nigdy nie tracimy nadziei, że w przyszłości połączy dzieci silna więź z rodziną pochodzenia. I nie są to nadzieje bezpodstawne. Nie możemy przekreślać rodziny. Możemy jej tylko pomagać, gdy nie potrafi wypełniać (nie zawsze z własnej winy) swoich funkcji.

- Wspomniała Siostra, że dzieci, szczególnie najstarsze z rodzeństwa, muszą szybko dorosnąć...

- I dorastają. Gdy przychodzą do nas, wiedzą o ciemnej stronie życia więcej niż niejeden dorosły. W naszym Domu widzą szansę na zmianę swojego życia. Mają świadomość, że nie mogą być u nas długo, więc starają się nauczyć jak najwięcej. Są posłuszne, uczynne, koleżeńskie, nabywają umiejętności zachowań społecznych wcześniej nieznanych, nadrabiają stracony czas. Pragną znaleźć się w rodzinie, gdzie będą bezpieczne, gdzie dorośli będą się o nie troszczyć i gdzie wreszcie poczują się dziećmi. W Domu Małych Dzieci mogą przebywać tylko do ukończenia 10 roku życia. Przejście do innej placówki, rozstanie z rodzeństwem, byłoby dla nich dramatem.

- Czy wszystkim dzieciom udaje się pomóc?

Reklama

- Bez rozwiązania sytuacji prawnej dziecka nie zawsze możemy mu pomóc. A sytuacja prawna często jest bardzo skomplikowana: zawieszone prawa rodzicielskie, pobyt rodzica w więzieniu, brak adresu zamieszkania rodziców, patologie rodziny, choroby psychiczne... I chociaż coraz sprawniejsze w działaniach są instytucje powołane do pomocy dzieciom - sądy, policja, gminne ośrodki pomocy, centra pomocy rodzinie - to ciągle blisko nas żyją krzywdzone dzieci.
Trafiają do nas dzieci z interwencji sąsiedzkiej - właśnie do osób mieszkających za ścianą kieruję apel o uwrażliwienie serca na krzywdę małych, bezbronnych dzieci, o losie których decydują znajdujący się w nałogu czy chorobie rodzice. Sąsiedzi mogą uchronić dziecko przed krzywdą fizyczną i psychiczną przez zgłoszenie sytuacji rodziny do instytucji zajmujących się pomocą rodzinie. W trosce o dobro dziecka nie lękajmy się sąsiedzkich waśni, problemów związanych z wyjaśnianiem w urzędach, niezrozumienia. To jest nasza chrześcijańska powinność. Strat, jakich dziecko dozna w dzieciństwie - molestowanie seksualne, głodzenie, bicie - nie da się później wyrównać. A skrzywdzone dziecko, gdy dorośnie, będzie krzywdzić innych, bo samo nie doznało dobra. W ten sposób dziedziczona jest patologia. Wprowadzenie sprawy krzywdzonego dziecka do instytucji nadaje jej urzędowy bieg. Rodzina musi się pilnować, jest sprawdzana jak wypełnia swoje obowiązki wobec dzieci. Opieka kuratora zapewnia dziecku bezpieczeństwo.
W naszym Domu mieszkają dzieci oczekujące na adopcję czy rodzinę zastępczą. Znalezienie się dziecka w takiej rodzinie daje szansę przerwania pasma patologii. I my tę szansę dajemy. To nie sierociniec czy „bidul”, ale nadzieja na inne życie. Sama w ciągu roku piszę do sądu po 15 wniosków, często dwa trzy razy w sprawie tego samego dziecka, o regulację jego prawnego statusu. Dzieci trafiają do nas najczęściej z tymczasowym postanowieniem sądowym - na czas rozwiązania sprawy. Po miesiącu, dwóch sąd wydaje zwykle postanowienie o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Wtedy zauważamy wzmożoną aktywność rodziców. Odwiedzają u nas dziecko, przynoszą słodycze. Niestety, raczej nie trwa to długo. Wówczas nasza placówka występuje do sądu o pozbawienie praw rodzicielskich, co umożliwia, jak już wspomniałam, staranie się o rodziców adopcyjnych. Jeżeli dziecko postanowieniem sądu wraca do rodziny, jego sprawę pilotuje kurator.

- Niełatwo jest podejmować decyzję dotyczącą przyszłości dziecka...

- Dlatego nie podejmujemy jej sami. Raz na kwartał zbierają się w naszej placówce przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za pomoc dziecku: sądu, ośrodków adopcyjnych, MOPS-u, z naszego Domu w takim spotkaniu uczestniczą wychowawcy, lekarz, psycholog. Omawiamy sytuację każdego dziecka: jego sytuację prawną, sposób funkcjonowania w naszym Domu, sytuację w jego rodzinie. Zapadają wówczas decyzje, czy dajemy szansę rodzinie, czy występujemy z wnioskiem o ograniczenie czy pozbawienie praw rodzicielskich. Nasze decyzje mają przede wszystkim służyć dobru naszych podopiecznych. Korzystamy z pomocy ośrodków adopcyjnych położonych na terenie całego kraju. Mamy też doświadczenia w przeprowadzaniu adopcji zagranicznych, co nie jest sprawą błahą w gąszczu przepisów obowiązujących rodziców adopcyjnych mieszkających poza Polską i najczęściej nie znających języka polskiego lub znających go niedostatecznie, by poruszać się po instytucjach.

- Czekając na Siostrę, rozmawiałam z uczennicami Katolickiego Liceum w Częstochowie, które przyszły po listę dzieci potrzebną do przygotowania przez szkołę paczek mikołajkowych. W roku ubiegłym przychodziły tu jako wolontariuszki. Maturzystki z KLO doskonale znają dom i dzieci. Czy często korzysta Siostra z pomocy wolontariuszy?

Reklama

- Jako wolontariuszy przyjmuję przede wszystkim studentów III i IV roku pedagogiki WSP. Są już przygotowani do pracy z dziećmi. Młodzieży z gimnazjum czy liceum proponuję pomoc w spacerach z dziećmi czy jako dodatkową opiekę nad dziećmi. To piękny widok, gdy młodzi wyjeżdżają z naszego domu z dziesięcioma-piętnastoma wózeczkami do podjasnogórskiego parku. Odwiedzają nas nie tylko wolontariusze. Szkoły organizują naszym dzieciom jasełka, przygotowują inscenizacje baśni, organizują zbiórki odzieży i maskotek.
Chciałybyśmy, by nasze dzieci tak jak inne mogły wyjeżdżać na wycieczki, wakacje czy zimowiska, ale na to nie wystarcza nam już funduszy. Jeżeli mam wybrać między kupieniem środków czystości a organizacją wycieczki - to... właściwie nie mam wyboru. A przecież nasze dzieci nie różnią się od innych, mają prawo poznawać świat szerszy niż nasz ogród.
I tak codzienność naszego Domu wspierają dobrodzieje. W tym miejscu pragnę podziekować wszystkim ofiarodawcom i dobroczyńcom za dotychczasową pomoc. Ostatnim naszym dokonaniem jest remont łazienki, który jest właściwie wspólnym dziełem ofiarodawców i czytelników Niedzieli. Serdecznie im wszystkim dziękujemy.

- Jakie jeszcze potrzeby ma Dom? Czytelnicy „Niedzieli” nie są obojętni na los dzieci. Może i tym razem apel Siostry dotrze pod właściwy adres?

- Każdy, kto pracuje z grupą dzieci, wie, że w małych rączkach rzeczy zużywają się szybciej niż w dużych. I nasz dom potrzebuje doposażenia pomieszczeń dziecięcych w meble, a plac zabaw w ogrodzie w urządzenia do bezpiecznego spędzania przez dzieci wolnego czasu. Dotychczasowe sprzęty zużyły się. Pragniemy stworzyć dzieciom i dom, i przedszkole, w którym mogłyby się uczyć i bawić. Większość z nich znajduje się przecież w wieku przedszkolnym. Dzieciom w wieku szkolnym chciałybyśmy umożliwić poznawanie pracy na komputerze. Nasze dzieci odbiegają w tej dziedzinie od swoich rówieśników, a przecież są mądre i chłonne wiedzy. Jeżeli teraz pomożemy im w spokojnym, mądrym dorastaniu, otoczymy opieką i miłością, zaproponujemy równe szanse, w przyszłości staną się odpowiedzialnymi dorosłymi ludźmi, którym tylko zdjęcia (skrzętnie zbierane i przekazywane dzieciom, gdy opuszczają nasz Dom) będą przypominać, że spędziły trudny czas swojego dzieciństwa w naszej placówce. Staramy się, by te wspomnienia były jak najpogodniejsze.

- Dziękuję za rozmowę.

Ania, Monika i Madzia

Reklama

Na Policję zgłosiły się trzy dziewczynki - siostry: 14-letnia Ania, 10-letnia Monika i 2-letnia Madzia. Poszukiwały matki, której od kilku dni nie było w domu (matka w alkoholowym ciągu nie pierwszy raz zostawiała dzieci bez opieki). Policja przywiozła dziewczynki do Domu Małych Dzieci. Przebywały tu przez kilka dni, ale uciekły, by znów poszukiwać matki. Dziewczynki znalazł kurator. Zgodziły się pozostać poza domem rodzinnym pod warunkiem, że razem zostaną umieszczone w Domu Małych Dzieci, skąd uciekły w poszukiwaniu matki, ale zapamiętały ciepło i dobroć, którymi je tam otoczono. Siostra Dyrektor obawiała się kłopotów, które miała w czasie pierwszego pobytu dziewczynek, ale zaufała im, a przede wszystkim Opatrzności Bożej. Dziś dziewczynki przebywają w Domu Małych Dzieci tymczasowo, do czasu rozstrzygnięcia ich dalszego losu przez sąd. Odwiedzają je babcia, mama, najstarsza siostra. Jest nadzieja, że rodzina będzie razem.

Marysia, Asia i Paulinka

Marysia ma 10 lat. Przebywa w Domu Małych Dzieci już po raz drugi. Pierwszy raz trafiła tu dwa lata temu. Rodzice zabrali ją obiecując, że więcej nie będą pić. Przychodziła tu z mamą po chleb i ubrania. Rodzice sprzedawali ubrania i pili, zapominając o dzieciach. Dziś jest tu wraz ze swoim młodszym rodzeństwem: 5-letnią Asią i 3-letnią Paulinką. Marysia doświadczyła w Domu świata, którego nie znała - ciepła, opieki, kontaktu z koleżankami i rodzinami starającymi się o adopcję lub status rodziny zastępczej. Dziś Marysia przeżywa dramat, zadaje sobie pytanie, dlaczego inne dzieci mogą mieć normalne rodziny, a ona nie. Prosi siostry, by poszukały dla niej i jej rodzeństwa rodziny zastępczej. Wie, że niełatwo będzie znaleźć taką rodzinę.

Dom Małych Dzieci
im. bł. Edmunda Bojanowskiego
w Częstochowie, ul. św. Kazimierza 1
tel. 324-67-51
e-mail:
dom_malych_dzieci_czestochowa@poczta.onet.pl

Dom Małych Dzieci jest placówką niepubliczną prowadzoną przez Zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej Starowiejskie. Siostry Służebniczki opiekują się dziećmi na terenie Częstochowy od 1937 r., tworząc dla porzuconych i niechcianych maluszków dom pełen ciepła, bezpieczeństwa i miłości.

KONTO
dla ofiarodawców z Polski
BGŻ SA O/Częstochowa
29 2030 1185 0000 2990 0101 0003

2003-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Smutny weekend w sercu Krakowa. Kolejne akty wandalizmu

2026-04-21 17:44

[ TEMATY ]

Kraków

Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa

Kraków po raz kolejny stało się areną bezmyślnego wandalizmu. Ostatni weekend przyniósł falę zniszczeń, która dotknęła wiele historycznych obiektów, w tym miejsca szczególne dla wiernych i miłośników sztuki sakralnej.

• niedawno odnowiona elewacja klasztoru Klarysek,
CZYTAJ DALEJ

Święty Anzelm z Canterbury

Niedziela Ogólnopolska 40/2009, str. 4-5

[ TEMATY ]

św. Anzelm

pl.wikipedia.org

Święty Anzelm z Canterbury

Święty Anzelm z Canterbury
Drodzy Bracia i Siostry! W Rzymie na Awentynie znajduje się opactwo benedyktyńskie św. Anzelma. Jako siedziba Instytutu Studiów Wyższych oraz opactwa prymasa benedyktynów skonfederowanych, stanowi ono miejsce, które łączy w sobie modlitwę, naukę i zarządzanie, czyli te trzy płaszczyzny aktywności, które cechują życie Świętego, któremu opactwo jest dedykowane: Anzelmowi z Aosty, którego 900. rocznica śmierci przypada w tym roku. Liczne inicjatywy, podjęte zwłaszcza przez diecezję Aosty z okazji tej rocznicy, ukazały zainteresowanie, które nadal budzi ten średniowieczny myśliciel. Jest on znany również jako Anzelm z Bec i Anzelm z Canterbury, ponieważ związany był w tymi miastami. Kim jest ta osobistość, z którą trzy miejsca, oddalone od siebie i znajdujące się w trzech różnych krajach - we Włoszech, we Francji i w Anglii - czują się szczególnie związane? To mnich o intensywnym życiu duchowym, znakomity wychowawca młodzieży, teolog o niezwykłych zdolnościach spekulatywnych, mądry zarządca i niezłomny obrońca „libertas Ecclesiae” - wolności Kościoła. Anzelm jest jedną z wybitnych osobowości średniowiecza, potrafił połączyć wszystkie te przymioty dzięki głębokiemu doświadczeniu mistycznemu, które zawsze kierowało jego myślą i działalnością. Św. Anzelm urodził się w 1033 r. (lub na początku 1034 r.) w Aoście jako pierworodny syn znamienitej rodziny. Jego ojciec był człowiekiem szorstkim, oddającym się rozkoszom życia i trwoniącym swój majątek; matka zaś to kobieta szlachetnych obyczajów i głębokiej pobożności (por. Eadmero, „Vita s. Anselmi”, PL 159, col. 49). To matka zajęła się wczesną humanistyczną i religijną formacją syna, którego następnie powierzyła benedyktynom z przeoratu w Aoście. Anzelm, który jako dziecko - jak opowiada jego biograf - wyobrażał sobie, że dobry Bóg zamieszkuje wysokie, ośnieżone szczyty Alp, miał pewnej nocy sen, że wysłano go do tego wspaniałego królestwa samego Boga, który długo i serdecznie z nim rozmawiał, po czym poczęstował go „śnieżnobiałym chlebem” (tamże, col. 51). Sen ten pozostawił w nim przekonanie, że został powołany do wypełnienia szczytnej misji. Gdy miał piętnaście lat, poprosił o przyjęcie do Zakonu Benedyktynów, ojciec jednak całą swoją władzą sprzeciwił się temu i nie ustąpił nawet wtedy, gdy ciężko chory syn, czując, że koniec jest bliski, błagał o zakonny habit jako ostatnią pociechę. Anzelm powrócił do zdrowia, a potem, po przedwczesnej śmierci matki, przeżywał czas moralnego zagubienia: zaniedbał naukę i porwany ziemską namiętnością, stał się głuchy na napomnienia Boga. Porzucił dom i zaczął włóczęgę po Francji w poszukiwaniu nowych przeżyć. Trzy lata później, gdy dotarł do Normandii, udał się do opactwa Benedyktynów w Bec, przyciągnięty sławą Lanfranka z Pawii, przeora klasztoru. Było to dla niego spotkanie opatrznościowe i decydujące o dalszym jego życiu. Anzelm z zapałem podjął studia pod kierunkiem Lanfranka i w krótkim czasie stał się nie tylko ulubionym uczniem, ale również powiernikiem mistrza. Zapłonęło w nim na nowo jego powołanie zakonne i - po starannym rozważeniu - w wieku 27 lat wstąpił do zakonu i przyjął święcenia kapłańskie. Asceza i studium otworzyły przed nim nowe horyzonty, pozwalając mu odkryć na nowo, i to w znacznie większym stopniu, tę zażyłość z Bogiem, jaką miał jeszcze jako dziecko. Gdy w 1063 r. Lanfrank został opatem w Caen, Anzelm, po trzech zaledwie latach życia monastycznego, mianowany został przeorem klasztoru w Bec i mistrzem klauzurowej szkoły, wykazując się zdolnościami wychowawczymi. Nie lubił metod autorytarnych, porównywał młodych ludzi do małych roślin, które rosną lepiej, kiedy nie są zamknięte w pomieszczeniach, i pozostawiał im „zdrową” swobodę. Był bardzo wymagający wobec samego siebie i wobec innych, gdy chodziło o przestrzeganie wymogów życia monastycznego, lecz zamiast narzucać dyscyplinę, stosował perswazję. Po śmierci opata Erluina, założyciela opactwa w Bec, w lutym 1079 r. Anzelm wybrany został jednogłośnie na jego następcę. Tymczasem wielu mnichów wezwano do Canterbury, by zanieść braciom zza kanału La Manche odnowę, jaka dokonywała się na kontynencie. To dzieło spotkało się z dobrym przyjęciem do tego stopnia, że Lanfrank z Pawii, opat Caen, został nowym arcybiskupem Canterbury i poprosił Anzelma o pozostanie z nim na jakiś czas, aby uczyć mnichów i pomóc mu w trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się jego wspólnota kościelna po najeździe Normanów. Pobyt Anzelma okazał się bardzo owocny, zaskarbił on sobie sympatię i szacunek tak, iż po śmierci Lanfranka wybrano go na jego następcę na stolicy arcybiskupiej w Canterbury. Sakrę biskupią przyjął uroczyście w grudniu 1093 r. Anzelm przystąpił od razu energicznie do walki o wolność Kościoła, odważnie domagając się niezależności władzy duchowej od władzy doczesnej. Bronił Kościoła przed bezprawną ingerencją władz politycznych, przede wszystkim królów Wilhelma Rudego i Henryka I, zachętę i poparcie znajdując u papieża, któremu okazywał zawsze śmiałe i serdeczne oddanie. Wierność tę przypłacił w 1103 r. nawet goryczą wygnania ze swej stolicy w Canterbury. Dopiero w 1106 r., gdy król Henryk I wyrzekł się roszczeń udzielania kościelnej inwestytury oraz ściągania podatków kościelnych i konfiskaty mienia Kościoła, Anzelm mógł powrócić do Anglii, radośnie witany przez duchowieństwo i lud. Tak szczęśliwie zakończyła się walka, jaką stoczył orężem wytrwałości, dumy i dobroci. Ten Święty Arcybiskup, który budził wokół siebie podziw, gdziekolwiek się udał, ostatnie lata swego życia poświęcił przede wszystkim moralnej formacji duchowieństwa i intelektualnym badaniom zagadnień teologicznych. Zmarł 21 kwietnia 1109 r., słuchając słów Ewangelii czytanej tego dnia podczas Mszy św.: „Wyście wytrwali przy Mnie w moich przeciwnościach. Dlatego i Ja przekazuję wam królestwo, jak Mnie przekazał je mój Ojciec: abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole” (Łk 22, 28-30). W ten sposób spełnił się sen o tej tajemniczej uczcie, który w dzieciństwie miał na samym początku swej drogi duchowej. Jezus, który zaprosił go, by siadł przy Jego stole, przyjął św. Anzelma po śmierci do wiecznego królestwa Ojca. „Błagam Cię, Boże, obym mógł Cię poznać, obym Cię kochał, bym mógł się Tobą radować. A jeżeli nie mogę w całej pełni w tym życiu, niech przynajmniej stale postępuję naprzód, aż nadejdzie to w pełni” („Proslogion”, rozdz. 14). Modlitwa ta pozwala zrozumieć mistyczną duszę tego wielkiego Świętego okresu średniowiecza, twórcy teologii scholastycznej, któremu tradycja chrześcijańska przyznała tytuł „Doctor Magnificus”, ponieważ żywił gorące pragnienie zgłębiania tajemnic Bożych, z pełną świadomością jednak, że droga poszukiwania Boga nigdy się nie kończy, przynajmniej na tej ziemi. Jasność i logiczny rygoryzm jego myśli zawsze miały na celu „wzniesienie duszy do kontemplacji Boga” (tamże, „Proemium”). Stwierdził on wyraźnie, że ten, kto chce uprawiać teologię, nie może liczyć jedynie na swą inteligencję, ale musi pielęgnować jednocześnie głębokie przeżywanie wiary. Działalność teologa, według św. Anzelma, rozwija się więc w trzech etapach: wiara - bezinteresowny dar od Boga, który należy przyjąć z pokorą; doświadczenie - które polega na wcieleniu słowa Bożego we własnym codziennym życiu; wreszcie prawdziwe poznanie - które nigdy nie jest owocem ascetycznego rozumowania, lecz kontemplatywną intuicją. Jak najbardziej aktualne pozostają także dziś w tej materii, dla zdrowych badań teologicznych i dla każdego, kto chciałby zgłębić prawdę wiary, jego słynne słowa: „Nie próbuję, Panie, przeniknąć Twojej głębi, gdyż w żadnym razie nie przyrównuję do niej mego intelektu; pragnę jednak, przynajmniej do pewnego stopnia, zrozumieć Twoją prawdę, w którą wierzy i którą kocha moje serce. Nie staram się bowiem zrozumieć, abym uwierzył, ale wierzę, bym zrozumiał” (tamże, 1). Drodzy Bracia i Siostry, miłość do prawdy i nieustanne pragnienie Boga, które naznaczyły całe życie św. Anzelma, niech będą dla każdego chrześcijanina bodźcem do niezmordowanego poszukiwania coraz głębszej jedności z Chrystusem - Drogą, Prawdą i Życiem. Oprócz tego gorliwość, pełen odwagi zapał, który wyróżniał jego pasterską działalność i który przysporzył mu czasem niezrozumienia, goryczy, a nawet wygnania, niech będzie zachętą dla pasterzy, osób konsekrowanych i wszystkich wiernych, by kochać Kościół Chrystusowy, modlić się, pracować i cierpieć dla niego, nie porzucając go nigdy ani nie zdradzając. Niechaj wyjedna nam tę łaskę Dziewica Matka Boża, do której św. Anzelm żywił czułe i synowskie nabożeństwo. „Maryjo, Ciebie serce moje chce miłować - pisze św. Anzelm - Ciebie język mój pragnie żarliwie sławić”.
CZYTAJ DALEJ

Opowiadają sami o sobie

2026-04-21 23:21

Joanna Mazurek

Promocja książki "Ulmowie.Rękopisy"

Promocja książki Ulmowie.Rękopisy

Spotkanie rozpoczęło się od pełnego emocji „Hymnu do bł. Rodziny Ulmów” z uroczystości beatyfikacyjnej, który wykonała autorka i kompozytorka utworu Marta Stącel (w aranżacji Tomasza Piątka). Jej utwory zabrzmiały także na zakończenie spotkania, m. in. „Wszystko ma swój czas” z debiutanckiej płyty artystki pod tym samym tytułem.

Jacy byli Ulmowie? W książce pada stwierdzenie, że ponad przeciętni, ale słyszy się także określenie – prości. Więc jacy? - pytała podczas spotkania prowadząca Izabela Fac – redaktor Radia VIA. Prości, bo żyjący bez szumu wokół siebie i swojego świata, mający poukładane w życiu wartości i hierarchie – mówił ks. Tołpa – a ponadprzeciętni swoją postawą i działalnością. Tu zwłaszcza patrząc na pasje i działania Józefa nie da się go określić inaczej jako właśnie ponadprzeciętny. W świetle listów, kart pocztowych (np. kartka napisana przez Marcina Ulmę do 11-letniego syna Józefa), notatek, korespondencji z instytucjami, zdjęć wyłania się postać Józefa Ulmy jako prawdziwego lidera swojego środowiska i to już od młodych lat uznawanego przez otoczenie za kogoś nietuzinkowego. Tak samo Wiktoria – z ambicją dalszej nauki, także była aktywna w swoim środowisku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję