Reklama

Zambia - moja Ojczyzna

Niedziela przemyska 17/2001

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. KAROL GONET: - Jak długo była Siostra w Polsce i co skłonia Siostrę do powrotu do Zambii?

S. MARIA WIĄCZEK: - Zambia jest moją drugą Ojczyzną. Do Polski przyjechałam 1 maja 2000 r. Tutaj zachorowałam na malarię, pojawiły się kłopoty zdrowotne i dlatego pozostałam w Polsce dłużej, ale obecnie czuję się dobrze, tęsknię do "moich czarnych dzieci" i do pracy. Jestem lekarzem i pracowałam ostatnio w sierocińcu niedaleko Lusaki, w miejscowości Kasisi. Mamy tam pod opieką 180 dzieco.

- Proszę opowiedziedzieć nam o drodze Swojego powołania zakonnego i misyjnego.

- Pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego. Po ukończeniu studiów lekarskich w Gdańsku zdecydowałam się wstąpić do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej - Starowiejskich. Wprawdzie rodzina była temu na początku przeciwna, ale gdy rodzice zobaczyli mnie po raz pierwszy jako nowicjuszkę 1 roku nowicjatu i przekonali się, że jestem zadowolona, zezwolili mi pozostać w Zgromadzeniu. Nawet bardzo się ucieszyli, a moja mama powiedziała przełożonej generalnej, Matce Sylwii, że bardzo by chciała, bym pojechała na misje. Moja mama bardzo lubiła pomagać biednym i chorym, i jej marzeniem było żebym kiedyś pracując jako lekarz, pracowała bezpłatnie wśród biednej ludności. Mamusia prosiła Siostrę Przełożoną o to, żeby mnie można było wysłać na misje. No i ja powiedziałam: " Dobrze mamusiu, pojadę na misje".

- Kiedy Siostra wyjechała do pracy misyjnej i jakie były początki tej pracy?

- W 1963 r. wyjechałam do USA w celu nauki języka angielskiego i przygotowania się do pracy misyjnej, jak również celem przeszkolenia medycznego - odbyłam 3-miesięczny kurs dla lekarzy obcokrajowców. Stamtąd w maju 1965 r. popłynęłam statkiem do Zambii w Afryce. Moją pierwszą placówką było Katondwe - nad rzeką Luangnaw, w bardzo zaniedbanej części Zambii i bardzo odległej od wszystkich dużych miast, 300 km od najbliższego miasta i najbliższego szpitala w Lusace. Klimat bardzo gorący. Wszystkich ciężko chorych pacjentów trzeba było na leczenie czy na operację transportować do Lusaki. Na miejscu zastałam maleńki Ośrodek Zdrowia, bardzo słabo wyposażony; nie było elektryczności, była jednak bieżąca woda, 25 łóżek dla chorych, z tym, że tylko połowa z materacami. Początki były bardzo ciężkie.

- Kto stanowił personel medyczny tej placówki?

- Pracowałyśmy w trzy: 2 siostry z naszego Zgromadzenia, jedna tubylcza i jedna z Polski - pracowały jako pielęgniarki, ja pracowałam jako lekarz - sama przez 22 lata. Dopiero później przyjechał młody lekarz z Finlandii, który pracował ze mną przez następne 4 lata, a potem przyjechała s. Mirosława, lekarka z naszego Zgromadzenia i ona objęła dalej pracę w tej placówce a ja zostałam przeniesiona do mniejszego szpitala.

Pracę zaczęłyśmy od szczepień ochronnych tamtejszej ludności. Coraz to wybuchały nowe epidemie chorób: ospy, kokluszu, odry, tężca; dzieci przechodziły te choroby bardzo ciężko. W związku z tym całe dnie wraz z Siostrą Przełożoną spędzałyśmy na wsi, a pielęgniarki pracowały w szpitalu.

Ze względu na brak światła nie było dyżurów nocnych, przy chorych dyżur pełnili członkowie ich rodzin i w razie potrzeby wzywali nas do łóżka chorego. Podobnie też wzywano mnie do chorych przywożonych do szpitala w nocy. Czuwałam w samochodzie w pobliżu szpitala, na zmianę z pielęgniarką, zwłaszcza gdy przywieziono kobietę do porodu. Tutaj miałam wiele sukcesów: na 1000 urodzonych dzieci żadna matka nie zmarła, jedynie kilkoro dzieci urodziło się martwych.

- Kto pomagał Siostrom w prowadzeniu szpitala?

- Początki szpitala to dzieło Ojców Jezuitów, ale także Rząd Zambii realizując program rozwoju kraju starał się nam pomagać. Musiałyśmy złożyć plany, zamierzenia i Rząd zambijski przeznaczał corocznie pewną sumę pieniędzy. Stopniowo uruchomiony został agregat prądotwórczy w 1969 r., hydrofor, a także postępowała budowa nowych budynków, tak że szpital w ciągu 25 lat powiększył się z 25 aż do 100 łóżek. Od 1969 r. siostry przejęły administrację szpitala, gdyż dotychczasowy dyrektor o. Płowecki, jezuita, zginął w wypadku samochodowym, a o. Waligóra - założyciel szpitala, zmarł w wieku ponad 80 lat.

- Proszę Siostry, 35 lat pracy na misjach w niesieniu samarytańskiej pomocy chorym i cierpiącym to ogrom czasu. Które zdarzenia zapisały się mocniej w pamięci Siostry?

- Każdego dnia przeżywałyśmy różne przygody, zdarzenia, radości, a także smutki. Pamiętam radość, kiedy w 1969 r. zapaliło się światło elektryczne pochodzące z generatora. Otrzymałyśmy ambulans, który ułatwiał nam w razie potrzeby przewożenie pacjentów do dużego szpitala (300 km), przyjechały nowe siostry pielęgniarki z Polski, oraz panie świeckie z Anglii i Niemiec; pracowały od 2-4 lat.

Codziennie przywożono bardzo ciężko chorych. Niektórych udało się uratować. Pamiętam gdy przywieziono chorą kobietę w wieku około 60 lat, bardzo odwodnioną. Natychmiastowa pomoc: kroplówki, leki, sprawiła, że pacjentka wyzdrowiała i żyła jeszcze 10 lat.

- Kto sprawował opiekę duszpasterską w placówce misyjnej i szpitalu?

- Naszymi duszpasterzami byli Ojcowie Jezuici. Dzięki nim mieliśmy codziennie Mszę św., konferencje, adoracje Najświętszego Sakramentu. To dodawało nam sił do pracy, gdyż zarówno pielęgniarki jak i ja pracowałyśmy i w nocy i w dzień. Pielęgniarki przez pierwszy rok pracowały bez dnia wolnego, potem miały tylko po pół dnia wolnego w tygodniu, z czasem doszło do tego, że mogliśmy im dać 1 dzień wolny na tydzień lub na dwa, gdyż była bardzo mała liczba personelu medycznego. Już w 1966 r. została otwarta maleńka kaplica przy naszym domu zakonnym nieopodal szpitala, w której raz w tygodniu odprawiana była Msza św. dla chorych.

- Jaka była kolejna placówka misyjna, w której Siostra pracowała?

- W 1991 r. zostałam skierowana do Nangoma, do nowego, jeszcze nie ukończonego szpitala, prowadzonego przez Ojców Jezuitów ze Słowenii. Tutaj było bardzo dużo pacjentów dochodzących. W szpitalu było 50 łóżek, przypadki chorób najrozmaitsze, niektóre bardzo ciężkie. Były to przeważnie zatrucia spowodowane "leczeniem" przez miejscowych znachorów. Wielu chorym udało się uratować życie, uważam że były to uzdrowienia cudowne, z pomocą Bożą.

Ten szpital był oddalony około 105 km od Lusaki, więc częściej przewoziliśmy ciężko chorych do kliniki uniwersyteckiej w Lusace, gdzie pomoc medyczna była skuteczna.

- Gdzie zamierza Siostra pracować po powrocie do Zambii?

- Planuję nadal pracować w sierocińcu w Kasisi jako lekarz i opiekować się tamtejszymi dziećmi, co czynię już od 2 lat. Stąd do Lusaki jest tylko 35 km. Warunki leczenia są trudne, brak jest leków, brak specjalistów, a leczenie w klinice w Lusace jest bardzo kosztowne, więc o ile to tylko możliwe staram się pomagać chorym we własnym zakresie, a tylko w wyjątkowych przypadkach konsultuję chorych w klinice. Powstaje tam również dom dla dzieci ulicy na kilkanaście miejsc. Jest również mały szpitalik dla chorych na AIDS. To właśnie skutkiem tej choroby jest duża liczba sierot. Zły stan zdrowia ludności spowodowany jest niedożywieniem, biedą - stąd gruźlica i inne choroby. Biedna ludność miejscowa nie ma pieniędzy na leczenie i dlatego chętnie korzysta z mojej pomocy.

- W jaki sposób my, żyjący w Polsce, możemy pomóc misjonarzom, w tym i

Siostrze, w trudnej pracy misyjnej?

- Wiem, że i w Polsce ludzie mają duże trudności pod względem materialnym. Dlatego ja oczekuję przede wszystkim pomocy duchowej, pomocy modlitewnej. Proszę szczególnie o modlitwę dzieci. Bardzo ucieszę się listem czy kartką od tych dzieci, z którymi spotkałam się w czasie pobytu w Polsce. Dlatego podaję mój adres w Zambii:

S. Teresa Wiączek

Kasisi Children´s Home

P.O. Box 33441, Lusaka

Zambia - Afryka

- Dziękuję Siostrze za rozmowę. W imieniu wszystkich Czytelników "Niedzieli Przemyskiej" życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matki Najświętszej w dalszej pracy misyjnej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2001-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pan nadejdzie „w dniu, kiedy się nie spodziewacie”

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Adres listu wymienia obok Pawła Sostenesa - być może owego przełożonego synagogi, którego pobito przed trybunałem Galliona w Koryncie (Dz 18,17); jeśli to on, dawny reprezentant oskarżycieli pisze teraz jako „brat” i współnadawca. Sam Korynt tłumaczy wiele z dalszych rozdziałów: zburzony przez Rzymian, odbudowany jako kolonia z woli Cezara w 44 roku przed Chr., stał się stolicą prowincji Achai i miastem dwóch portów - Lechajon od zachodu i Kenchry od wschodu - węzłem handlu, migracji, kultów i ambicji ludzi, którzy dorobili się szybko i chcieli znaczyć. Do wspólnoty z takiego miasta Paweł pisze: „Kościołowi Bożemu, który jest w Koryncie, uświęconym w Chrystusie Jezusie, powołanym świętym” - świętość jest tu najpierw darem powołania, a dopiero potem zadaniem. Adres rozszerza się na „wszystkich, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa”: formuła „wzywać imienia Pana”, którą Joel odnosił do JHWH (Jl 3,5), zostaje przeniesiona na Jezusa - to jeden z najstarszych śladów kultu Chrystusa jako Pana i zarazem definicja chrześcijan w ogóle. Dziękczynienie jest kurtuazyjne i zarazem przenikliwe: Paweł dziękuje za ubogacenie „we wszelkie słowo i wszelkie poznanie” - logos i gnōsis to dokładnie te dary, które w Koryncie wybujały w powód podziałów i pychy; Apostoł najpierw za nie błogosławi, zanim zacznie je porządkować. Wspólnota „oczekuje objawienia się Pana” - życie chrześcijańskie ma horyzont adwentowy. A wszystko spina zdanie-kotwica: „wierny jest Bóg, który powołał was do współuczestnictwa (koinōnia) z Synem swoim”. Nadzieja Kościoła nie opiera się na jakości jego członków, lecz na wierności Tego, który powołał.
CZYTAJ DALEJ

Śluby, które zobowiązują

2026-08-26 21:00

Marzena Cyfert

Msza św. w Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła we Wrocławiu

Msza św. w Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła we Wrocławiu

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej wierni zgromadzili się w Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Kościoła we Wrocławiu, zwanym dolnośląską Jasną Górą. Tegoroczne święto ma szczególny wymiar – przypada w 70. rocznicę Jasnogórskich Ślubów Narodu.

O. Tomasz Chmielewski, przeor paulinów we Wrocławiu, zauważył, że tego dnia chcemy uczcić Maryję w Jej jasnogórskim wizerunku.
CZYTAJ DALEJ

Léon Harmel – przemysłowiec, który wyprzedził swoją epokę

2026-08-27 19:11

[ TEMATY ]

wystawa

Rimini

@Vatican Media

Wystawa zorganizowana podczas Meetingu w Rimini przybliżyła postać francuskiego przemysłowca Léona Harmela.

Wystawa zorganizowana podczas Meetingu w Rimini przybliżyła postać francuskiego przemysłowca Léona Harmela.

Wystawa zorganizowana podczas Meetingu w Rimini, odbywającego się w dniach 21–26 sierpnia, przybliżyła postać francuskiego przemysłowca, który w drugiej połowie XIX w. uczynił z chrześcijańskiej nauki społecznej konkretną zasadę zarządzania przedsiębiorstwem. Jego doświadczenie przyczyniło się do rozwoju refleksji społecznej w okresie pontyfikatu Leona XIII i pozostaje zaskakująco aktualne.

„Gdyby ówcześni katoliccy przemysłowcy, zamiast albo oprócz fundowania dzwonnic czy ławek do kościołów, potraktowali encyklikę poważnie, być może relacja między Kościołem a powszechną mentalnością wyglądałaby zupełnie inaczej” – tak ks. Luigi Giussani mówił o encyklice „Rerum Novarum” podczas wykładu na Katolickim Uniwersytecie w Mediolanie. Nie mogło w nim zabraknąć również wzmianki o Léonie Harmelu – francuskim przedsiębiorcy żyjącym na przełomie XIX i XX w., który uczynił z nauki społecznej Kościoła zasadę swojego życia i kompas, którym kierował się w zarządzaniu przedsiębiorstwem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję