Reklama

Świadek cierpienia

Niedziela płocka 42/2003

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kilka dni przed 13 maja 1981 r. zapisałem w rzymskim notatniku: „Nie ma chyba innego miasta na świecie, które potrafiłoby tak szybko zmienić szron wspomnień w oddech świeżości”. Była to moja pierwsza wiosna w Rzymie. Smuga tęsknoty za krajem zaczynała rozwiewać się na rzymskich placach, pod niebem jak oddech, w łagodnym słońcu Italii. Powoli zaczynałem rozumieć włoski język i włoską politykę. Od tygodni nie ustawały spory i kłótnie wokół referendum, które miało się odbyć 17 maja. Włosi wypowiadali się między innymi na temat kary dożywotniego więzienia i ustawy o przerywaniu ciąży. W niedzielę poprzedzającą referendum, 10 maja, Ojciec Święty podniesionym głosem wzywał w czasie Angelus do szacunku dla życia, mówił o Chrystusie, który przyszedł, abyśmy mieli życie. Przypominał, że Kościół zawsze służy życiu, a Matka Teresa z ulic najbiedniejszych miast świata podnosi okruchy ludzkiego życia. W poniedziałkowych gazetach można było czytać ostre słowa krytykujące Papieża, który „znów się wtrąca do wewnętrznych spraw włoskich”. Obok informacje o porwaniach, napadach, akcjach terrorystów.
W środę 13 maja niebo nad Rzymem było znów niebieskie. Drobne chmury łagodziły upał i na Placu św. Piotra zebrały się tłumy pielgrzymów. Nikt z nas nie przypuszczał, że na Placu rozegra się dramat. Z Awentynu, gdzie mieszkaliśmy, do Watykanu jest spory kawałek drogi. Poza godzinami „szczytu” autobusem jedzie się około pół godziny. Rzadko jeździliśmy na audiencje generalne, które często były transmitowane przez radio.
Tym razem nie słuchałem nawet radia. W gmachu było cicho; ci którzy nie mieli wykładów, przygotowywali się do egzaminów, zbliżał się przecież koniec roku akademickiego. Tuż po 17.00 gmach jakby ożył. Najpierw myślałem, że znów ktoś przyjechał, ale bieganie po korytarzach jakby się wzmagało. Do dziś nie wiem, dlaczego włączyłem radio. Zdenerwowany spiker powtarzał bez przerwy: „ktoś strzelał do Papieża”, „ktoś strzelał do Papieża”. Szybko zbiegłem do sali telewizyjnej. Drugi program telewizji włoskiej, tuż po otrzymaniu wiadomości o zamachu, rozpoczął bezpośrednią transmisję z Watykanu. Operatorzy biegali po Placu, sprawozdawca rekonstruował wydarzenia, rozmawiał z ludźmi, którzy byli na audiencji i widzieli upadającego Papieża oraz wyjazd karetki do kliniki. Do dziś pamiętam szeroko otwarte oczy Włochów, łzy na wielu twarzach, wyrazy zdziwienia i przerażenia.
Wśród nas zapanowała cisza. Patrzyliśmy na siebie bezradni, opuszczeni i niemi. Kilka tygodni temu, pod koniec marca, Ojciec Święty był w naszym Kolegium. Wizytował wtedy pobliską parafię i po zakończeniu wizyty, późnym wieczorem, wstąpił do nas. Na bramie umieściliśmy napis: „Witamy w rodzinnym domu”, a on, mimo zmęczenia, w ciągu paru minut napełnił nasze Kolegium rodzinnym ciepłem i uśmiechem. Już na schodach, kiedy śpiewaliśmy mu Pieśń Konfederatów Barskich, śmiał się i żartował.
Karol Wojtyła za swoich biskupich i kardynalskich lat, ilekolwiek razy przyjeżdżał do Rzymu, zatrzymywał się w Kolegium Polskim. Znał tu każdą siostrę w kuchni, każdego brata i studenta. Stąd wyjechał na konklawe, tutaj zostawił dużo wspomnień, serdecznej prostoty i dobroci. Niezapomniane chwile przeżyliśmy 2 lutego, kiedy zaprosił nas do siebie. Poszliśmy z kolędami, on zaś zupełnie bliski siedział na tle ogromnej choinki w przestronnej, ściemnionej bibliotece. I to zapamiętanie w śpiewie, ten humor, Jego uścisk ręki i spojrzenie w oczy... Teraz leżał na sali operacyjnej i mogę się założyć, że każdy z nas czuwał przy nim z taką samą otchłanią lęku, z jaką stoi się pod salą operacyjną, gdzie waży się życie najbliższych.
Po kolacji poszliśmy do kaplicy. W każdy czwartek odmawialiśmy wspólnie Różaniec za Ojca Świętego, dzisiaj ta modlitwa brzmiała wyjątkowo. Wiedzieliśmy już, że na Placu św. Piotra grupa polskich pielgrzymów nieustannie czuwa na modlitwie. Pokazani potem w telewizji przypominali stado strwożonych owiec niemających pasterza. Klęczeli skupieni i zapłakani w olbrzymiej niecce Placu, a zwykle życzliwe niebo włoskie jakby poszarzało tego wieczoru. Zarówno tam, jak i w naszej kaplicy razem z błaganiem o ocalenie płynęły do Boga pytania: dlaczego, po co, jaka jest wola Twoja, Panie, co będzie z Kościołem, Polską, „Solidarnością”? W tych dniach wiadomo już było, że w Warszawie stan zdrowia Prymasa jest ciężki. Trzy dni po zamachu na Papieża, Radio Watykańskie podało wiadomość, że kard. Wyszyński przyjął uroczyście sakrament chorych, złożył wyznanie wiary, dziękował za współpracę, błogosławił... Lektorka czytała te słowa wyraźnie łamiącym się głosem. Czyż to możliwe, aby w tym samym czasie zgasły obydwa potężne źródła nadziei?
Tego wieczoru modlono się we wszystkich prawie kościołach Italii. Od Wenecji po Palermo proboszczowie organizowali nabożeństwa, kazali bić w dzwony. Kardynałowie Ce, Ballestrero, Benelli, Pappallardo późnym wieczorem odprawiali Msze św. W naszym parafialnym kościele św. Saby zebrało się ok. 100 osób. Ci z nas, którzy nie poszli na plac św. Piotra, modlili się razem z Włochami. Czwartkowy Corriere della Sera zamieścił modlitwę, jaką w środę wieczorem powtarzał jeden z synów włoskiej ziemi: „Panie z Betlejem i Kalwarii, cała ziemia płacze dzisiaj ze mną. Wszystkie Twoje dzieci, zarówno te, które wierzą, jak i te, które nie wierzą, Ciebie błagają o łaskę. Użycz nam Twojej miłości, chociaż nie jesteśmy jej godni. Ty, który znasz naszą nędzę i naszą potrzebę miłości, nadziei i sprawiedliwości, przebacz nam to, że Ten, który reprezentuje Ciebie na ziemi, został zraniony ręką jednego z nas. Został zraniony winą nas wszystkich. Pytamy samych siebie: dlaczego to uczyniliśmy? Dlaczego zraniliśmy Tego, który żył dla naszego dobra, dla naszej nadziei, naszej sprawiedliwości i historii? Broń, która zraniła najdroższego Papieża, nie znajdowała się w moich rękach. Wiem, że nie zrobiłem niczego, aby to się stało, ale wiem także, że niewiele uczyniłem, aby to nie nastąpiło. Panie, ja, Twój syn, pełen grzechu, błagam Cię tego wieczoru: przywróć życie najdroższemu Papieżowi” (G. Testori, Corriere della Sera, 14 maja 1981 r.).
W nocy rozeszła się wiadomość, że Ojciec Święty przeżył operację i Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Nasłuchujemy wiadomości z Polski, która w pierwszej chwili jakby zamknęła się w sobie. Dopiero jutro nadejdą wywiady, komunikaty, deklaracje. Czwartkowa prasa włoska pełna jest wiadomości o zamachu. Stamtąd dowiadujemy się, że Ojciec Święty miał mówić na audiencji o 90. rocznicy Rerum Novarum, że zamach nastąpił dokładnie w 64. rocznicę objawień w Fatimie, że Nostradamus, żyjący 400 lat temu, przewidział zamach na Papieża. Dokładne informacje o zabójcy, o ranach odniesionych przez Papieża, o podejrzeniach o spisek. Prasa lewicowa obawia się, czy zamach na Ojca Świętego nie wpłynie na wyniki referendum, nawołuje do spokoju i powtarza maksymę: czyń, co powinieneś, stanie się to, co ma się stać.
Dopiero w niedzielę 17 maja jak najczystszy deszcz spadają na Plac św. Piotra słowa Papieża. Z kliniki mówi do pielgrzymów: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dziękuję Wam za modlitwę, wzruszony jestem Waszą pamięcią. Sam modlę się za zranione ze mną osoby. Przebaczam bratu, który strzelał do mnie. Łączę się z cierpiącym Chrystusem, a Tobie, Maryjo powtarzam: Totus Tuus. Ego sum. Słuchając tych słów, wypowiedzianych jasnym, choć zmęczonym głosem, miało się wrażenie, że nic więcej w tym momencie dodawać nie trzeba. Pewnie dlatego ludzie rozchodzili się z Placu w zupełnej ciszy.
13 maja 1981 r. miał swoisty epilog w rzymskim więzieniu, gdzie Papież spotkał się z Mehemetem Ali Agcą. Wszyscy mamy w oczach zdjęcie z celi więziennej, w której na czarnych krzesłach siedzą obok siebie zamachowiec i Ojciec Święty. Turek w wytartych dżinsach i starym niebieskim swetrze, z rękami na kolanach, uważnie słuchający Papieża. Tak samo ubrany był ten człowiek, kiedy widziałem go w dwa lata później na Via Conciliazione, podczas wizji lokalnej. Zupełnie przypadkowo jechałem do Watykanu, aby stamtąd zawieźć pielgrzymów do Asyżu. Była chyba szósta rano, ulica prawie pusta i... dziwny orszak sędziów, karabinierów i samochodów policyjnych. Ali Agca spokojnie wyjaśniał policjantom, gdzie pił kawę przed zamachem, którędy szedł na Plac św. Piotra, gdzie się zatrzymywał. Mała grupa ludzi przyglądała się temu widowisku w ciszy, nikt nie komentował, nikt nie okazywał zdenerwowania. Turek spoglądał nam prosto w oczy. Z jego oczu nic nie można było wyczytać. Chyba tylko Bóg wie, co się stało, gdy w rzymskim więzieniu Ojciec Święty spojrzał mu w oczy, a on wytrzymał ten wzrok, pochylił głowę i ucałował rękę Papieża.
Prawie trzy lata po wydarzeniach na Placu św. Piotra Ojciec Święty napisał następujące słowa: „Ewangelia cierpienia pisze się nieustannie - nieustannie przemawia słowem przedziwnego paradoksu. Źródła mocy Bożej biją właśnie pośrodku ludzkiej słabości. Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najszczególniejszą cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia Świata i tym Skarbem mogą się dzielić z innymi. Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. I tym bardziej Kościół czuje potrzebę odwoływania się do ludzkich cierpień dla ocalenia świata” (Salvifici doloris, n. 27).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2003-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Perełki” z nauczania św. Józefa Sebastiana Pelczara

Św. Józef Sebastian Pelczar pozostawił po sobie wiele dzieł będących niezwykłą spuścizną literatury religijnej. W roku poświęconym temu Świętemu warto pochylić się nad jego myślami i wyłowić „perełki” z Jego nauczania, czyli piękne fragmenty, które można potraktować jako swoistego rodzaju komentarz do czytań poszczególnych niedziel roku liturgicznego.

I niedziela Adwentu, rok „C” - Jr 33,14-16; 1 Tes 3,12 - 4,2; Łk 21,25 - 28. 34 - 36 „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21, 27-28). Zbawiciel przypominał nieraz ludziom śmierć i wieczność, już to wskrzeszając zmarłych, jak Łazarza, młodzieńca z Naim i córkę Jaira, już to opowiadając w przypowieściach, że śmierć jest pewną i bliską, ale jej godzina jest niepewną. Mianowicie przyrównał Siebie do gospodarza, który odjeżdża w dalekie strony i nie wie kiedy wróci, człowieka zaś każdego do sługi, któremu straż domu została powierzona; z czego wysnuł naukę: Czuwajcie tedy, bo nie wiecie, kiedy Pan domu przyjdzie, czy z wieczora, albo w północy, albo gdy kury pieją, albo z poranku, by z prędka przyszedłszy, nie znalazł was śpiących (Mar. XIII, 34-37). Tę samą prawdę wypowiedział Pan Jezus w przypowieści o dziesięciu pannach. Wszystkie miały lampy, to jest, wiarę, i wszystkie zasnęły, oczekując przyjścia oblubieńca, to jest, śmierci i sądu; ale pięć mądrych przechowało w lampach oliwę utrzymującą światło, to jest, miłość Bożą, podczas gdy pięciu głupim oliwy i światła zabrakło, bo nieszczęsne popadły w grzech śmiertelny i nie zgładziły go pokutą. Wtedy właśnie i to niespodzianie przyszedł Oblubieniec; za Nim też panny mądre weszły na gody do Jego pałacu, którego drzwi tylko miłość otwiera; natomiast panny głupie odtrącone zostały od bram nieba. I tę przypowieść zakończył Pan słowy: „Czuwajcież tedy, bo nie znacie dnia ani godziny” (Mt 25, 13); co i kiedy indziej powtórzył: „A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie (Mt 24, 43-44). (...) Zbawiciel daje ludziom ostrzeżenie w przypowieściach. Mianowicie, w przypowieści o włodarzu uczy, że On, jako Gospodarz i Pan wszechświata, będzie żądał od każdego człowieka, który jest tylko chwilowym włodarzem dóbr Bożych, ścisłego rachunku z użycia tych dóbr. Biada człowiekowi, który tego rachunku nie złoży i nie uczyni sobie przyjaciół z mamony niesprawiedliwości, mianowicie przez chętną jałmużnę, bo go nie przyjmą do przybytków wiecznych (Łk 16, 1-9) (...) Sąd ten nie nastąpi jednak, dopóki się nie spełnią przepowiednie Boże. I tak, Ewangelia będzie głoszona po całym świecie (Mt 24, 14), tak że wszystkie ludy będą mogły poznać naukę Chrystusową. (...) Ci którzy uwierzą, utworzą jedną owczarnię pod jednym pasterzem (J 10, 16); ale wielu będzie niewierzących, i rozmnoży się nieprawość. (Łk 18, 8; Mt 24, 12; 2 Tes 2, 13). (...) Powstaną fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy, i czynić będą znaki wielkie (Mt 24, 24); wystąpi nawet na widownię świata antychryst, który się poda za Chrystusa i z pomocą czarta dokonywać będzie pozornych cudów (2 Tes 2, 9; Ap 20, 3-9); ale Chrystus Pan zabije go duchem ust swoich, to jest, wyrokiem potępienia (2 Tes 2, 8). (...) Nim przyjdzie dzień Pański, wrócą na ziemię Henoch i Eliasz, by nawoływać ludzi, a w szczególności Żydów do wiary i pokuty (Mal 4, 5-6; Mt 17, 11; Ap 11, 3-11). A na ostatku dni także i Żydzi uwierzą w Chrystusa Pana (Oz 3, 4-5). Wreszcie przyjdą ciężkie klęski na ziemię, tak jak przy zburzeniu Jerozolimy, której koniec w opowiadaniu Chrystusowym jest obrazem końca świata. Mianowicie, powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciwko królestwu i będą mory i głody i drżenia ziemi po miejscach. Ukażą się też znaki straszne na niebie, tak że słońce się zaćmi i księżyc nie da światłości swojej, a gwiazdy będą padać z nieba i mocy niebieskie poruszone będą (Mt 24, 7 i 29). Sąd ostateczny przyjdzie niespodziewanie, jak błyskawica i jak złodziej i jak potop za czasów Noego (Mt 24, Łk 18). Najprzód powstaną z martwych wszyscy umarli, dobrzy czy źli, i to prędko we mgnieniu oka (1 Kor 15, 52), na głos trąby anielskiej, tak atoli, że ciała jednych będą jaśniejące, drugich odrażające. A gdy się wszyscy zgromadzą, ukaże się na niebie znak Syna człowieczego, to jest, krzyż otoczony jasnością; a następnie sam Sędzia Chrystus zstąpi z nieba, pełen mocy i majestatu, w orszaku wszystkich Aniołów. (...) U stóp Sędziego staną wszystkie narody, a On je odłączy jedne od drugich, jak pasterz odłącza owce od kozłów i postawi owce po prawicy swojej, a kozły po lewicy (Mt 25, 32-33). Rozdział ten zapowiedział Chrystus Pan w przypowieści o pszenicy i kąkolu, a widzialną tegoż figurą są dwaj łotrzy na Kalwarii. (...) Nastąpi wyjawienie czynów ludzkich, dobrych i złych. Pismo Święte mówi, że otworzone będą księgi, w których zapisano te czyny; ale jest to tylko obrazowym wyrażeniem tej myśli, że w świetle Bożym okaże się wszystko, co ludzie dobrego lub złego dobrowolnie pomyśleli, wymówili lub uczynili (Łk 8,17) stąd sprawiedliwi będą mieli chwałę, a potępieni hańbę (...) Po tym błyskawicznym wykryciu najskrytszych nawet spraw ludzkich wyda Sędzia wyrok (Mt 25, 34, 41).
CZYTAJ DALEJ

Poznań: dominikanki proszą o pomoc po pożarze kaplicy klasztornej

2026-01-19 10:52

[ TEMATY ]

Siostry Dominikanki

prośba o pomoc

pożar kaplicy

Facebook

Zniszczenia po pożarze w kaplicy Sióstr Dominikanek

Zniszczenia po pożarze w kaplicy Sióstr Dominikanek

Fundacja Sióstr św. Dominika prowadzi zbiórkę na rzecz sióstr dominikanek z Poznania po pożarze kaplicy klasztornej. Zbiórka potrwa do końca roku. Do pożaru doszło w sobotę 17 stycznia po godz. 12.00. Kaplica, która stanowi centralne miejsce życia wspólnoty zakonnej, uległa poważnym zniszczeniom. Jak podkreślają siostry, jest to przestrzeń modlitwy i spotkań, w której odbywały się m.in. sobotnie Eucharystie, adwentowe i wielkopostne dni skupienia oraz modlitwy z udziałem dzieci.

Siostry wyrażają wdzięczność rodzicom i pracownikom przedszkola, którzy szybko zaangażowali się w pomoc przy pracach porządkowych po pożarze. Dziękują również osobom oferującym wsparcie oraz duchownym z parafii za pomoc duchową, udzielenie noclegu i zapewnienie ciepłych posiłków.
CZYTAJ DALEJ

Korea Południowa: powstał chór i orkiestra ŚDM

Przygotowania do Światowych Dni Młodzieży (ŚDM) 2027 w Seulu, stolicy Korei Południowej nabierają tempa. W sobotę wieczorem w kaplicy katedry Myeongdong podczas uroczystej Mszy św. oficjalnie powołano do życia chór i orkiestrę ŚDM, które mają w przyszłości pełnić rolę „muzycznego ministerstwa”, jednocząc w modlitwie pielgrzymów z całego świata.

Arcybiskup Seulu Peter Chung przewodniczył uroczystości wraz z księżmi z komitetu organizacyjnego. W kazaniu powitał nowo wybranych członków, którzy przybyli z całego kraju - od stolicy po południową wyspę Czedżu (Jeju). Wiek muzyków waha się od nastolatków do młodych dorosłych w wieku około trzydziestu lat.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję