Reklama

Moim zdaniem

Samotność w tłumie

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

W 2018 r. w Wielkiej Brytanii dostrzeżono rosnący problem samotności (9 mln obywateli) i powołano ministra do jego rozwiązania. W Polsce 65% badanych odczuwa samotność, a 14% odczuwa ciągłą samotność (CBOS). W 2010 r. badacze wykazali, że izolacja społeczna ma tak samo negatywny wpływ na długość życia człowieka jak palenie 15 papierosów dziennie (dane od ponad 300 tys. uczestników). W jednym z badań prof. Julianne Holt-Lunstad wykazała, że samotność i izolacja społeczna to śmiertelne zagrożenia. Obiektywna izolacja natomiast zwiększa ryzyko śmierci o 29%, samotność (subiektywne poczucie) – o 26%, a samotne mieszkanie – o 32% (badanie z 2015 r.). Silne więzi społeczne zwiększają szansę na przeżycie o 50%.

Reklama

Samotność w tłumie zaczyna się przede wszystkim tam, gdzie obecność innych ludzi przestaje oznaczać bliskość. W mieście można mijać setki twarzy dziennie i nie spotkać nikogo naprawdę. Można być otoczonym głosami, ekranami, komunikatami, ruchem, a mimo to mieć wrażenie, że wszystko dzieje się obok człowieka, nie z nim. Samotność nie zawsze przychodzi w ciszy. Częściej pojawia się w nadmiarze. W zatłoczonym tramwaju, w galerii handlowej, na deptaku pełnym ludzi, na grupowym czacie, który nie milknie ani na chwilę. W takich miejscach łatwo uwierzyć, że jesteśmy częścią wspólnoty, bo dzielimy przestrzeń, rytm, czas. A jednak wspólne przebywanie nie musi prowadzić do wspólnego życia. Tłum bywa sumą równoległych izolacji.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Współczesne miasto uczy nas osobliwej formy przetrwania: jak być wśród innych i jednocześnie się nie odsłaniać. Trzeba zachować tempo, nie zatrzymywać się za długo, nie narzucać się spojrzeniem, nie oczekiwać zbyt wiele. Uprzejmość zastępuje rozmowę, funkcjonalność – relację, a szybka wymiana informacji udaje kontakt. To właśnie dlatego samotność w tłumie bywa tak dotkliwa: wynika nie z braku ludzi, lecz z braku odpowiedzi, relacji, bliskości. Ktoś obok nas może być bardzo blisko fizycznie, a zarazem całkowicie niedostępny emocjonalnie. Możemy mieć telefon pełen kontaktów, skrzynkę pełną wiadomości i kalendarz pełen spotkań, a jednak czuć, że nikt nie widzi nas do końca. W epoce nieustannego połączenia szczególnie boleśnie ujawnia się brak więzi, która nie jest jedynie wymianą komunikatów.

Wakacyjne miesiące rozluźnienia pokazują to jeszcze wyraźniej. Gdy część ludzi wyjeżdża, a miasto pustoszeje, samotność nie znika, tylko zmienia akustykę. W ciszy bardziej słychać własne myśli. Wydaje się wtedy, że normalny rytm społeczny, zbudowany z obowiązków i pośpiechu, przykrywał coś bardzo kruchego. Kiedy ten rytm słabnie, zostaje pytanie: czy naprawdę mamy wokół siebie innych, czy tylko ich ślady, ścieżki do spotkań, numery do kontaktu i wspomnienia rozmów, które straciły ciąg dalszy?

Reklama

Może właśnie w tym kryje się dramat nowoczesnej wspólnoty: potrafimy być razem w sensie technicznym, ale coraz rzadziej w sensie ludzkim. Żyjemy obok siebie w gęstej sieci zależności, wymian i sygnałów, lecz bez gwarancji, że ktoś zatrzyma się na chwilę dłużej, niż wymagają tego grzeczność, interes albo algorytm. A przecież człowiek nie potrzebuje wyłącznie otoczenia. Potrzebuje potwierdzenia, że jego obecność została naprawdę zauważona. Że dla kogoś jest kimś ważnym, jedynym, najbliższym.

Samotność w tłumie nie jest stanem wyjątkowym, jest raczej jednym z podstawowych doświadczeń współczesności. Im więcej wokół nas ruchu, tym bardziej tęsknimy za jednym gestem, który nie będzie przypadkowy. I może właśnie od tej potrzeby zaczyna się każde prawdziwe spotkanie. Mówmy o tym częściej.

Walka z samotnością zaczyna się od uznania, że nie da się jej pokonać samą siłą woli ani kolejną porcją bodźców. Trzeba zrobić coś trudniejszego i prostszego zarazem: wyjść z roli obserwatora własnego życia i pozwolić sobie na relację, która nie musi być natychmiast wygodna, spektakularna ani użyteczna. Pomagają regularność małych gestów, rozmowa bez pośpiechu, odwaga, by poprosić o spotkanie, i gotowość, by naprawdę słuchać drugiego człowieka. Samotność słabnie, gdy pojawia się choć jedna więź, w której można być nieidealnym, ale obecnym.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Grudniowy teatr dobroczynności

Realna pomoc zaczyna się wtedy, gdy przestajemy traktować biedę jak dekorację świątecznych opowieści.

W grudniu Polska odkrywa w sobie dobro. W telewizji celebryta wzrusza się przy choince, mówiąc, że „warto pomagać”. W markecie między mandarynkami a plastikowymi mikołajami stoi karton na dary. W mediach społecznościowych trwa wyścig na „szlachetne” relacje: ktoś pakuje paczkę, ktoś inny wrzuca numer konta fundacji z dopiskiem „udostępnij dalej”. A potem przychodzi styczeń – i magia znika.
CZYTAJ DALEJ

Kotula grozi samorządom odmawiającym transkrypcji aktów tzw. "małżeństw jednopłciowych"

Urzędy Stanu Cywilnego muszą dokonywać transkrypcji zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych; odmowa będzie oznaczała złamanie prawa - powiedziała w niedzielę skrajnie lewicowa pełnomocnik rządu ds. równości Katarzyna Kotula. Zapowiedziała też monitorowanie samorządów, które odmówiłyby dokonania transkrypcji. Część samorządowców już zapowiedziała odmowę, powołując się na Konstytucję.

W niedzielę weszły w życie przepisy forsowane przez rząd Donalda Tuska, umożliwiające transkrypcję zagranicznych aktów małżeństw jednopłciowych w każdym polskim Urzędzie Stanu Cywilnego.
CZYTAJ DALEJ

Jasna Góra: kolejne piesze pielgrzymki przybywają na odpust Matki Bożej Częstochowskiej

2026-08-24 19:26

[ TEMATY ]

pielgrzymki

Monika Książek

Od rodziców z bardzo małymi dziećmi łapiącymi już „bakcyla” drogi, przez liczną młodzież, aż po kapłanów i siostry zakonne - Jasna Góra tętni życiem i tradycją przodków wraz z rozpoczęciem drugiego sierpniowego szczytu pielgrzymkowego. Przed zbliżającym się odpustem Matki Bożej Częstochowskiej, nazywanym „polskimi Imieninami Maryi”, do sanktuarium dotarły tysiące pątników. Przyszły wyjątkowo rodzinne i młodzieżowe kompanie, a także te, które na szlaku świętowały ważne jubileusze. Głównie z arch. łódzkiej, diec. radomskiej czy łowickiej,

Jedną z pierwszych grup, które zameldowały się dziś u celu, była 51. Piesza Pielgrzymka z Kaszewic w arch. łódzkiej. Grupa weszła na jasnogórskie błonia z flagami biało-czerwonymi, papieskimi i maryjnymi. - Kocham Maryję i nie wyobrażam sobie roku bez pielgrzymowania na Jasną Górę. A emblematy, które niesiemy, pokazują, co tak naprawdę jest dla nas w życiu ważne - powiedziała Stanisława Delek. Pątniczka dotarła do sanktuarium już po raz piętnasty. W tym roku prosiła szczególnie o nawrócenie dla męża oraz o to, aby jej dzieci zawsze trwały blisko Boga.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję