Nikogo w Polsce nie trzeba przekonywać, że sytuacja demograficzna naszego kraju jest bardzo zła. Jest nas coraz mniej, bo nie rodzi się tyle dzieci, by przynajmniej zapewnić zastępowalność pokoleń, społeczeństwo „starzeje się”.
Strukturę wieku i płci danej populacji często prezentuje się w postaci tzw. piramidy wieku. Kształt tej piramidy wiele mówi o kondycji demograficznej tej populacji. Piramida demograficzna ma rzeczywiście kształt piramidy (szeroka podstawa, ostry wierzchołek) w społeczeństwach „młodych”, charakteryzujących się wysokimi wskaźnikami dzietności i przyrostu naturalnego (adekwatne np. dla krajów rozwijających się, ale także do okresu po wielkich wojnach, gdy społeczeństwa „wracały do życia” – ludzie pobierali się i chcieli mieć dzieci, stąd w piramidach wiekowych często uwidaczniały się powojenne „wyże demograficzne”).
Pomóż w rozwoju naszego portalu
W społeczeństwach o stabilnym przyroście naturalnych piramida ma kształt dzwonu. Ludzie żyją w miarę spokojnie, rodziny dorabiają się i bogacą – jeszcze z myślą o dzieciach, choć jest ich coraz mniej. Dlatego, o ile w pierwszych pokoleniach tego modelu demograficznego dzwon, rzec można, „budził do życia”, o tyle w kolejnych pokoleniach, gdy społeczeństwa traciły swą żywotność, dzwon już „bił na trwogę”. Trzeci model piramidy wiekowej ma kształt urny (charakteryzuje się wąską podstawą, szerokim środkiem i coraz szerszym zakończeniem). Paradoksem jest, że to model adekwatny dla krajów wysoko rozwiniętych, w tym, niestety, także Polski.
Czy w pogoni za wszystkim, bo przecież wszystko jest ważne: kariera zawodowa, mieszkanie, samochód, podróże i w ogóle tzw. wygodne życie, a odkładając rodzicielstwo „na później” lub wręcz z niego rezygnując (bo ono rzekomo ogranicza wolność), młodzi ludzie – cóż za smutna perspektywa – na własne życzenie tej urny sobie nie budują?

