Pochodzący z Dębicy ks. dr Paweł Nowak wyruszył w swoją kolejną rowerową akcję charytatywną. Dla kapłana, który na co dzień pracuje w niemieckiej Bremie, to ogromne wyzwanie. Do pokonania w ciągu 12 dni ma 4800 km i 52 tys. m przewyższenia w legendarnym wyścigu Race Across America.
Maraton – logistyczna łamigłówka
Ksiądz Paweł to pierwszy kapłan katolicki i jeden z pięciu Polaków biorących udział w tym morderczym maratonie rowerowym. A wszystko po to, aby zebrać 26 tys. euro dla osieroconych dzieci, które są pod opieką Fundacji Trauerland w Niemczech. To ogromne wyzwanie, bo to 3 strefy klimatyczne, Góry Skaliste. Wyjeżdża się na ponad 2 tys. m, a to oznacza mniejszą ilość tlenu i ewentualne problemy z oddychaniem. Najwyższy punkt wyścigu to ponad 3,4 tys m! – Oprócz tego, że to ekstremalnie trudny wyścig, dochodzi presja, że już wszędzie była mowa na temat mojego startu i tego, że zbieram pieniądze na Trauerland – wyznaje ks. Paweł. I zaznacza: – Powiedziało się A, chce się powiedzieć B. Bo to nie tylko wyzwanie sportowe, trzeba sobie szczerze powiedzieć, że to przede wszystkim wyzwanie logistyczne.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Z dębickim kapłanem na trasę wyruszyła także 16 czerwca siedmioosobowa ekipa medyczno-techniczna, której zadaniem jest m.in. dbanie o sprawność sprzętu. Zanim jednak zespół dotarł do Stanów Zjednoczonych, musiał skompletować i spakować niezbędne rzeczy. – Najpierw musieliśmy odpowiednio przygotować rowery, części zapasowe, narzędzia i inny niezbędny sprzęt do transportu lotniczego. Potem już w Stanach Zjednoczonych bardzo dużym wyzwaniem jest odpowiednie spakowanie, rozłożenie tego sprzętu na dwa samochody, które musimy wynająć. Każda osoba z siedmioosobowego zespołu będzie musiała włożyć bardzo dużo energii i dać z siebie wszystko, żeby cała wyprawa odbyła się bez problemu – podkreśla Krzysztof Pazdan, jeden z uczestników wyprawy.
Łączy realizację powołania i pasję
Ksiądz Paweł zwraca także uwagę na to, że ten wyścig będzie wyzwaniem dla całego teamu, bo według zasad Race Across America, jeden samochód musi ciągle jechać za kolarzem. – Proszę sobie wyobrazić 12 dni, dzień i noc w samochodzie, gdzie snu pewno będzie może jedna, dwie godziny w ciągu doby – zauważa kapłan. Kolarz zaplanował, że dziennie będzie pokonywał ok. 450 km! – Życzę sobie, żebym bezpiecznie dotarł do celu, zdrowy, razem ze swoim teamem. Żebyśmy po drodze nie tylko się nie pokłócili, ale jeszcze bardziej się zżyli. I myślę, że potrzebny nam jest wiatr w plecy, i tak jak napisałem w jednym ze swych postów – nie musimy wygrywać, żeby zwyciężyć – dodaje ks. Nowak.
Reklama
Ksiądz Paweł przyznaje, że jego pasją jest kolarstwo, ale pierwsze powołanie to kapłaństwo. Od kilku lat łączy realizację powołania i pasję, aby pomóc najsłabszym. Na dwóch kółkach objechał m.in. Polskę dla Filipka Wasłowicza z Żarnowca k. Krosna. Chłopiec cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Dla malucha ks. Paweł pokonał na rowerze ponad 3,7 tys. km i 26 tys. m przewyższeń. Kolejnym wyzwaniem kolarskim z charytatywnym przesłaniem była 72-godzinna wyprawa z Niemiec do Watykanu, do papieża Leona XIV – dla dzieci chorych na raka. Kapłan zdecydował się też objechać bez snu swoją diecezję, obejmującą praktycznie całą Dolną Saksonię. Trasę o długości 1,2 tys. km pokonał w 56 godzin! Dzięki temu przedsięwzięciu zebrał ponad 8 tys. euro dla Fundacji Bremer Engel, która opiekuje się ciężko chorymi dziećmi.
Dodatkowa siła, motywacja
Teraz chce wesprzeć blisko 120 podopiecznych Fundacji Trauerland (Kraina Smutku) w Niemczech. Stowarzyszenie pomaga dzieciom i młodzieży po stracie bliskiej osoby. Ksiądz Paweł nie ukrywa, że w czasie tych ekstremalnych wypraw pomaga mu wiara. Zaznacza: – Mam dodatkową siłę, motywację, żeby jednak nie poddawać się trudnościom i próbować dalej.
Ksiądz Paweł Nowak pochodzi z Dębicy, z Parafii św. Jadwigi. Święcenia kapłańskie przyjął w 2010 r. w katedrze w Tarnowie. Doktorat uzyskał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 2014 r. jest kapłanem w Niemczech – w diecezji Hildesheim, która obejmuje m.in. część Bremy. – Mam pod opieką siedem kościołów, 16 tys. wiernych, przynajmniej na papierze, i jeżdżę na rowerze – kapłan mówi o sobie krótko.
W mediach społecznościowych ks. Paweł to po prostu: Pastor on Bike. Zamieszcza tam krótkie informacje o posłudze w niemieckiej parafii, o modlitwie. Podzielił się również spostrzeżeniami na temat tego, czym różni się posługa kapłańska w Niemczech od tej w Polsce. Spora część zamieszczanych treści dotyczy pasji kolarskiej i relacji z wypraw. Można także śledzić wyścig Race Across America z jego udziałem.
Polskiemu kapłanowi kibicują nie tylko parafianie, którzy piszą pod postami, że gratulują pomysłu i wyzwania oraz dopingują do tego, aby się udało. W podobnym tonie wypowiadają się mieszkańcy Dębicy, rodzinnego miasta ks. Nowaka. – Jestem dumny z naszego rodaka, że podejmuje się takiej wyprawy dla dzieci. Czytałem o jego poprzednich wyprawach i jestem przekonany, że i tym razem wyjdzie z próby zwycięsko – mówi p. Andrzej. Z kolei Agnieszka zwraca uwagę na chrześcijański wymiar tego przedsięwzięcia. – Chyba nie ma lepszego świadectwa ewangelicznego – zauważa i przypomina słowa Pana Jezusa z Ewangelii wg św. Mateusza: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Wyznaje: – Modlę się, aby wszystko się ks. Pawłowi udało.
Zarząd i przedstawiciele Fundacji Trauerland wypowiadają się o ks. Pawle Nowaku z ogromnym uznaniem i wdzięcznością. Jego ekstremalne wyczyny sportowe nazywają „misją serca”.
