Antonio Gaudí nie projektował budynków. On próbował przekonać kamień, by szeptał modlitwę, a ściany – by zaczęły śpiewać na chwałę Boga. Zostawił po sobie architekturę, która do dziś wygląda tak, jakby ktoś odważył się wyrazić Ewangelię w betonie, cegle i szkle.
Gaudí przyszedł na świat w Katalonii, w czasie gdy jego mała ojczyzna przeżywała rozkwit, a zarazem niepokój. Z jednej strony rosły miasta, fabryki, także ambicje nowoczesności, z drugiej – Katalończycy coraz mocniej bronili własnej odrębności wobec Madrytu. W takim klimacie dojrzewał chłopiec, który później sam stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Barcelony. Urodził się 25 czerwca 1852 r. w Reus, choć niektórzy biografowie wskazują także pobliskie Riudoms jako miejsce jego narodzin. Pochodził z rodziny rzemieślniczej, a więc takiej, w której ręce miały znaczenie nie mniejsze niż głowa.
Nauczycielka przyroda
Dzieciństwo spędził w wiejskim domu w Riudoms. Dla chłopca chorowitego, cierpiącego na dolegliwości stawów, nie był to czas beztroskich harców z rówieśnikami. Zamiast biegać z kolegami, godzinami obserwował przyrodę i to właśnie to ona stała się jego pierwszą nauczycielką.
Gaudí patrzył na gałęzie, pnącza, kształty liści i rozgałęzienia drzew z uwagą niemal mistyczną. Z czasem mówił o naturze jak o „kochance”, a nie jak o krajobrazie. W jego architekturze widać to do dziś. Jego budowle przypominają organizm – żywy, pulsujący, nie do końca ujarzmiony.
W przyszłym roku ma zostać ukończona ostatnia, a zarazem najwyższa wieża słynnej bazyliki Sagrada Família w Barcelonie. Dedykowana Najświętszej Rodzinie (Jezusowi, Maryi i Józefowi) świątynia została zaprojektowana przez sługę Bożego Antoniego Gaudiego, którego grób znajduje się w jej krypcie.
Wieża Jezusa Chrystusa wznosić się będzie na wysokość 172,5 metra, co sprawi, że bazylika będzie najwyższą budowlą Barcelony. Nie przewyższy jednak wzgórza Montjuïc, zgodnie z zamysłem Gaudiego, który nie chciał, aby świątynia - dzieło człowieka - wznosiła się ponad dzieło Boga.
Z Piotrem Laudańskim, płetwonurkiem, który wydobył zwłoki ks. Jerzego 26 października 1984 roku, cztery dni przed oficjalnym ich wyłowieniem, rozmawiają dr Milena Kindziuk i ks. prof. Józef Naumowicz.
Jakie są ostateczne rzeczy człowieka? Takie pytanie pamiętamy na pewno z katechizmu. Pamiętamy też pewnie odpowiedź na to pytanie. Ostatecznymi rzeczami człowieka są: śmierć, sąd Boży, niebo albo piekło. Ale czy piekło może być puste? Czy możliwe jest, by wszyscy ludzie zostali zbawieni? Te pytania pojawiają się już od pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Jak w każdej dyskusji teologicznej – zaczynamy od sięgnięcia do Pisma Świętego. Tam szukamy objaśnienia, wskazówek i rozwiązania wątpliwości. Tymczasem Biblia daje nam argumenty zarówno za powszechnym zbawieniem, jak też za wiecznym potępieniem. Polemika często polega na ustawieniu się radykalnie po jednej lub po drugiej stronie sporu, a trzeba spojrzeć całościowo na źródła skrypturystyczne i osadzić je we właściwym kontekście.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.