Reklama

W wolnej chwili

Niecierpliwość pąków

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Patrzę na wiśnię japońską za domem – jest późny marzec, kiedy piszę te słowa – ma delikatne pąki, już jednak nabrzmiałe i wyraźne tak, że prawie widać kolor. Pamiętam z poprzednich lat, jak wygląda to drzewo w pełni ukwiecone. Powiedzieć, że to wspaniały widok, to jakby niewiele powiedzieć. Wiem, że jeśli pogoda dopisze – lada dzień wybuchnie i ten niecierpliwy potencjał się uwolni. Patrząc na te pąki, widzę, że nie mogą się już doczekać eksplozji, że są gotowe rozbłysnąć całą gamą kolorów – natychmiast. A nam tak trudno. Ze wszystkich sił chcielibyśmy opóźnić to, co nieuchronne. Może dlatego, że one robią to co roku, przywykły, a nas czeka to jedynie jeden raz? Wszystko, co ważne, mamy raz – i urodzenie, i młodość, i wiek dojrzały, a i starość. Raz tylko, to prawda, ale za to na wieki. Czy nas to pociesza i uspokaja? Pewnie niektórzy woleliby powtarzać, bo wydaje im się, że powtórki byłyby mądrzejsze, powolniejsze może, staranniej przeżywane. Kto wie? Jest jednak, jak jest. Taką dostaliśmy propozycję, tak zostaliśmy skonstruowani – jednorazowo, niepowtarzalnie, z liniowym, a nie z kolistym obiegiem czasu. Kwiat nie żałuje pąków, ta forma była konieczna, ale tylko przejściowa. A nam żal, chcielibyśmy zatrzymać ten czas i tę formę. Nie kwitnąć, nie owocować. Czy to mądre? Jak się wychować do akceptacji, zrozumienia, zgody? Jak potraktować to jako naturalny bieg rzeczy? Jak przyjąć to, co nieuchronne, bez żalu i pretensji, a może nawet z wdzięcznością, i podporządkować się temu? Przecież nikt się z nami inaczej nie umawiał. Skąd więc ten opór? Może to jakaś szczątkowa pamięć, reminiscencja z raju? Coś, gdzieś, jakiś ślad i strzęp pamięci ocalony w meandrach ewolucji, że jednak kiedyś, na początku, było inaczej?

Inna umowa i różna od tej obecnej obietnica. Mozolimy się nad tym od pokoleń i wieków z marnym skutkiem, jeśli chodzi o pociechę czy wyjaśnienie sprawy. Wiemy, jak było; pokusa, oszukańcza podpucha, łatwowierność, a i pazerność na nowe, złamanie umowy, ukrywanie się. I później, jak mówią na Śląsku: prosza wąt z paradisum. I tak to trwa, bo dziedziczymy nie tylko spionizowaną postawę ciała, ale też ten garb, a właściwie rozdarcie, dziurę sporych rozmiarów gdzieś tam w środku. I nam się nie spina. Chęci z możliwościami, pragnienia ze spełnieniem, marzenia z wypełnieniem. Nawet jak nam szczęście dopisze – a zdarza się to nader rzadko – i obsypie nas los, to przecież wiemy, że to tylko na żałosną chwilę. I bogactwo, i sława, i wielkość. Z perspektywy grobu wszystko to funta kłaków warte. Co innego wtedy ważne i ratujące. Wspomnieć wypada w tym miejscu o historii zbawienia, ale tym na tych łamach zajmują się inni, i to profesjonalnie – my zostańmy przy metaforach tylko. Podobno w starożytnym Rzymie, kiedy honorowano wielkiego wodza po zwycięskiej wyprawie, wśród wiwatujących tłumów i łuku triumfalnego, na rydwanie za wodzem stał niewolnik, który trzymał wieniec laurowy nad głową bohatera i miał obowiązek szeptać mu do ucha: memento mori. Wdzięczny tłum wiwatował i wynosił wodza ponad niebiosa, a tamten z uporem przypominał mu, jaka jest właściwa miara rzeczy. I tyle. Wydaje się to okrutne? Nie. To realizm, nic więcej, żadne tam strachy, chyba że wolimy pławić się w iluzji i pozwalamy się mamić byle czym. Bo to, co wydarzyło się tam na początku i czego skutki dotąd odczuwamy, obecne jest i teraz. Schemat podobny, pokusa, złudne i oszukańcze obietnice, gra na naszych słabościach, ambicjach i chandrach, łechtanie naszych próżności i przekonywanie, że komu jak komu, ale nam się naprawdę należy. A poza tym, że inni, wszyscy przecież, robią tak samo, że kiedy jak kiedy, ale dzisiaj to normalne, powszechne i dozwolone. A naiwny i durny właściwie jest ten, co nie korzysta. Na szczęście głos ten znamy i rozpoznajemy. Wiemy, co pokusa, a co wierność, i kto chce nas tylko okpić, a Kto zbawić. A mimo to ulegamy złudzeniom, biegamy za mirażami, choć tyle razy już słyszeliśmy ten złośliwy chichot, jak mu się udało nas omamić. Co zaś do niecierpliwych pąków wiosennych – warto im się przyjrzeć, niosą obietnice spełnienia.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2026-05-12 14:51

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy to aby nie sen koszmarny?

Kiedy niemieccy żołnierze z Wehrmachtu łamali polskie słupy graniczne we wrześniu 1939 r., na ich mundurach widniał napis: „Bóg jest z nami”, lecz ich serca pozostawały nieczyste. Napis ten był kpiną z rozumu i szyderstwem z moralności, kiedy „ogoleni i wypachnieni” młodzi Niemcy w eleganckich mundurach atakowali nad ranem (ze strony nieba) ludność cywilną Wielunia, pogrążoną jeszcze w głębokim śnie, a z potężnego krążownika ogniem pokryli Westerplatte.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł kard. Júlio Duarte Langa, drugi kardynał w historii Mozambiku

2026-08-04 08:15

[ TEMATY ]

kardynał

śmierć

Vatican Media

Kard. Júlio Duarte Langa

Kard. Júlio Duarte Langa

W wieku 98 lat zmarł kard. Júlio Duarte Langa, emerytowany biskup Xai-Xai i drugi kardynał w historii Kościoła w Mozambiku. Przez 28 lat kierował diecezją, również podczas wojny domowej. Zostanie pochowany 8 sierpnia w sanktuarium Matki Bożej z Lourdes w Xonguene.

Kard. Langa zmarł 3 sierpnia w Centralnym Szpitalu w Maputo po długiej chorobie. Jak przekazał emerytowany arcybiskup Maputo i administrator apostolski Xai-Xai abp Francisco Chimoio, u kardynała doszło do niewydolności obu nerek. Lekarze planowali podjęcie leczenia, jednak nie zdążyli go rozpocząć. „Nie było już czasu i po prostu odszedł. Odszedł do Ojca ” – powiedział abp Chimoio.
CZYTAJ DALEJ

W 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego

2026-08-04 23:08

– To, co dali nas karmi, dlatego jesteśmy na tej Eucharystii. To, co dali nas buduje jako ludzi, jako Polaków, jako chrześcijan. To, co dali, to nie było za mało. To było wszystko. To wszystko nas dzisiaj też żywi – mówił kard. Grzegorz Ryś, który w 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego przewodniczył Mszy św. w Bazylice Mariackiej w Krakowie

– Wiedzie nas dzisiaj w mury Mariackiej Bazyliki historia naszego narodu. Często bolesna i pozostawiająca na sobie rany zdobyte na polach bitewnych, ale też pełna chwalebnych czynów i radosnych chwil, które naród przeżywał pod sztandarem, na którym polski duch wypisał: Bóg, Honor, Ojczyzna. Stajemy i dzisiaj razem we wspólnocie. Wspólnocie, w której duch jest niezwyciężony, a wiara niezachwiana. W zadumie oddajemy hołd poległym w obronie najcenniejszych wartości i prosimy o pokój w naszych czasach. Stajemy wobec tych pamiątek ufni, że i w nas drzemie siła, której nikt i nic nie jest zdolne złamać – mówił na początku Mszy św. ks. Mariusz Słonina, administrator parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Krakowie, który powitał kard. Grzegorza Rysia, członków Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Okręgu Małopolska oraz wszystkich małopolskich kombatantów, a także parlamentarzystów, przedstawicieli władz samorządowych, krakowski korpus konsularny, dowódców i przedstawicieli wszystkich jednostek wojskowych, komendantów służb mundurowych z Garnizonu Małopolskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję