Wojciech Dudkiewicz: „Marcin Styczeń od 30 lat idzie własną drogą – wierny słowu i muzyce, która rodzi się z ciszy i uważności”. Odpowiada Panu ta ocena?
Marcin Styczeń: W dużej mierze tak. Trudno mnie zaszufladkować. Poruszam się na styku dwóch nurtów – muzyki chrześcijańskiej i piosenki poetyckiej – choć w żadnym z nich nie czuję się do końca „u siebie”. Moja twórczość bywa zbyt jednoznacznie religijna dla środowiska „Krainy Łagodności”, a zarazem nie mieści się w ramach nurtu uwielbieniowego. Gdybym miał szukać porównań, wskazałbym może Antoninę Krzysztoń – artystkę funkcjonującą na pograniczu tych dwóch światów.
Może więc dobrą szufladką byłaby chrześcijańska piosenka poetycka?
Może, choć nie czuję się twórcą stricte chrześcijańskim. Nie wszystkie moje teksty mówią wprost o Bogu, nie wszystkie są jednoznacznie religijne. Od nurtu uwielbieniowego odróżnia mnie to, że bardziej skupiam się na człowieku i jego drodze do Boga niż na samym akcie uwielbienia. Interesuje mnie człowiek – jego wątpliwości, doświadczenia, przeżycia. Tak rozumiem też własną drogę: jako próbę docierania do własnego wnętrza, a przez to – do wnętrza innych.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
