Reklama

Wiara

ludzkie historie

Proboszcz z Lasu

Ksiądz Wojciech Drozdowicz – człowiek wielu talentów, animator kultury, otwarty na dialog. Przyciąga tłumy do pokamedulskiego kościoła na warszawskich Bielanach.

Niedziela Ogólnopolska 18/2026, str. 72-74

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Archiwum Parafii bł. Edmunda Detkensa

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ksiądz Wojciech wchodzi na ambonę i zaczyna kazanie. „Dwaj uczniowie w drodze do Emaus nie poznali swego nauczyciela. Tak samo dzisiaj możemy spotkać kogoś nieznajomego i nie rozpoznamy w nim Chrystusa. Sześćdziesiąt lat temu powstał ten tekst: «Dziwny jest ten świat», lecz wierzę, że «ludzi dobrej woli jest więcej...». Ale słuchajcie – ksiądz podnosi dłonie – kto jest tym człowiekiem dobrej woli, jak go poznać? Czy może nim być niewierzący? Może on nie miał okazji uwierzyć w Zmartwychwstanie? I tak sobie pomyślałem, że...”. Ksiądz zawiesza głos, a z lewej strony ołtarza wybucha jak grom hejnał orkiestry. Zbiorowe granie kilkunastu trąbek, tub, puzonów, saksofonów i klarnetów trwa dobrą minutę. Mocne uderzenie – nie bez powodu ks. Wojciech słynie z takich efektów. Żeby sprowadzić do Lasu Bielańskiego tę słynną na całym Podlasiu orkiestrę dętą z Zaburza (w tym roku obchodzi stulecie istnienia), ks. Wojciech pojechał do tej miejscowości. Ludzie nie muszą wiedzieć, ile czasu i energii pochłania organizowanie takich wydarzeń i „efektów specjalnych”. Dość powiedzieć, że w ciągu czterdziestu kilku lat proboszczowania były ich setki.

Początki

Reklama

Dzieciństwo spędził na Żoliborzu. To były lata 50. ubiegłego wieku, czasy „wczesnego Gomułki”. Pamięta długie spacery, kiedy wraz z ojcem wędrowali do zabytkowego kościoła pokamedulskiego w Lesie Bielańskim. Tak, tego samego, w którym pułkownik Wołodyjowski szukał ukojenia po zgonie narzeczonej. Murowane domki pustelników – kamedułów były jeszcze w powojennej ruinie. W jednym z tych domków mieszka obecnie ks. Wojciech i prawdopodobnie spędzi w nim resztę życia. Zamknie się koło.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Właściwie to miałem iść na politechnikę – wspomina w rozmowie z Jarosławem Kulczyckim – bo taka była rodzinna tradycja. Ale właśnie w tym okresie poznałem pewnego księdza, który mnie namówił, aby zdawać do seminarium. – Masz grzałkę w sercu – powiedział – spróbuj teraz.

Służba Boża

Jest początek lat 70. ubiegłego wieku, czasy „wczesnego Gierka”. Kleryk Wojciech Drozdowicz studiuje w Wyższym Seminarium Duchownym w Warszawie, ale obowiązuje go dwuletnia służba wojskowa. Służy w Bartoszycach, w typowej poligonowej jednostce. Już nie ma takiego znęcania się nad klerykami jak w czasach Gomułki. Ale i tak niedzielne przepustki są wydawane najczęściej po południu, aby uniemożliwić uczestnictwo we Mszy św. Paradoksalnie, szykany tylko umacniają postanowienie wytrwania w wierze. W 1981 r. Wojciech Drozdowicz otrzymuje święcenia kapłańskie.

Reklama

Pierwsza posługa: wikariusz w Parafii św. Zygmunta w Słomczynie. Po dwóch latach zostaje przeniesiony do Parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łowiczu. Ksiądz Wojciech staje się popularny, ściąga do kościoła tłumy wiernych. Organizuje wspólne śpiewanie kolęd, akompaniując na harmonijce ustnej. Wypuszcza z ambony gołębia, który lata nad wiernymi jako symbol Ducha Świętego. W zimie buduje przed kościołem podświetloną od środka „górę lodową”. To kilkumetrowa konstrukcja z desek i płótna, oblana zamarzającą wodą. Kapłan sprowadza do parafii z poznańskiego zoo osiołka. Z powodu ogromnych uszu parafianie nadają mu imię Urban. Pewnego razu, rok po zniesieniu stanu wojennego, ks. Wojciech podczas kazania rozbija siekierą telewizor. To swego rodzaju akt desperacji, ponieważ ówczesna telewizja (tylko dwa kanały!) doprowadza do rozpaczy swoją monotonią i upolitycznieniem. Ale władze, gdyby chciały, łatwo mogły zrobić z tego propagandową aferę. Na szczęście obronił księdza biskup. Staje się jasne, że ks. Wojciech ze swoją energią i nietypowymi „pomysłami” raczej marnuje się w prowincjonalnym kościele.

Posiane ziarno

To już koniec lat 80. XX wieku, czasy „schyłkowego Jaruzelskiego”. Idą zmiany, szefem telewizji na krótko zostaje Jerzy Urban, rzecznik rządu w okresie stanu wojennego. I to właśnie on wyraża zgodę na zorganizowanie przez ks. Drozdowicza nowego programu dla dzieci i młodzieży o nazwie Ziarno. Od początku wiadomo, że ma to być program o charakterze ewangelizacyjnym. Kręte są drogi Opatrzności...

Czy ktoś jeszcze pamięta ten refren piosenki z programu: „W świecie kłamstwa i lęku krąży prawdy ziarenko, kto je w sobie posieje, temu serce ogrzeje”? Ksiądz Wojciech pracuje przy Ziarnie od rana do wieczora. Pisze scenariusze, reżyseruje, pokazuje się na wizji jako prezenter, śpiewa, a nawet tańczy. Zawsze w sutannie. W innych telewizjach takie programy produkuje cały sztab ludzi, on wszystko robi samodzielnie. Co tydzień coś nowego: konkursy, koncerty zespołów muzycznych, spotkania z ciekawymi ludźmi, wycieczki w plener.

Po czterech latach takiej harówki ks. Wojciech czuje się zupełnie wypompowany z pomysłów. Wtedy dostaje zaproszenie na rozmowę z prymasem Józefem Glempem. – Może by tak wziął ksiądz dłuższy urlop? – proponuje prymas. – Bardzo chętnie, byle gdzieś daleko – pada odpowiedź. – Może Nowa Gwinea?

Dwa tygodnie później ląduje w Irkucku, w samym środku Syberii. Spędza tam sześć lat.

Śladami katorżników

Reklama

– Syberia ma wspaniały klimat – opowiada ks. Wojciech. – Kontynentalny, czyli suchy i bezwietrzny. Jak w listopadzie napada śniegu, to leży on do kwietnia i nie topnieje. Przy minus 20 stopniach nie czuje się mrozu, puchówka okazuje się za ciepła. Polskich śladów mnóstwo, chyba co trzeci Sybirak ma polskie korzenie. Ale polskiego już nie znają. Tylko w Wierszynie...

Wierszyna to wieś pod Irkuckiem, gdzie mieszkańcy wciąż jeszcze czytają i mówią po polsku. Ale ich polszczyzna to niemal zabytek sprzed stu lat. Aż trudno uwierzyć, że przetrwała. Ksiądz Wojciech spędza tam rok. Odprawia Msze św., sprowadza z kraju modlitewniki, uczy dzieci katechizmu. Potem wraca do Irkucka, nagrywa audycje dla zakładanych „na dziko” pierwszych na Syberii sieci kablowych. To właśnie wtedy poznaje pielgrzyma Georga Waltera, który szedł z Alaski przez Syberię do... Jerozolimy. Miał do przejścia już „tylko” kilka tysięcy kilometrów. A przecież taki sam dystans, po tej samej trasie przez Krasnojarsk i Irkuck, pokonywali polscy katorżnicy po kolejnych powstaniach.

Powrót na Bielany

W końcu lat 90. ks. Wojciech wraca do Polski. I znowu kuria biskupia stawia go na straconej, wydawałoby się, pozycji: zostaje wikariuszem Parafii bł. Edwarda Detkensa w Lesie Bielańskim. To chyba najmniejsza parafia w całej diecezji: liczy zaledwie kilkudziesięciu stałych parafian, ale za to dysponuje zabytkowym zespołem pokamedulskim, który tylko lekko zniszczony (jako jeden z niewielu w Warszawie) przetrwał wojnę i powstanie. I znów kręte okazują się drogi Opatrzności: przed wojną właśnie tutaj mieściło się męskie gimnazjum księży marianów, którego absolwentem był m.in. Wojciech Jaruzelski.

Reklama

– Mało wiernych? Więc trzeba się wziąć do roboty, żeby było ich więcej – zaciera ręce ks. Wojciech. Kościół ma ogromne podziemia, do których od lat nikt nie zaglądał. Jakieś magazyny, składy starych mebli kościelnych, istny labirynt małych, wilgotnych pomieszczeń, poprzegradzanych ścianami działowymi. Po ich wyburzeniu i wywiezieniu kilkunastu wywrotek gruzu i śmieci ukazują się obszerne, XVII-wieczne katakumby, nakryte kolebkowymi sklepieniami o wysokości kilku metrów. Idealne miejsce na inscenizację Grobu Pańskiego w Wielką Sobotę. Ksiądz Wojciech do tej inscenizacji zaprasza żywych rycerzy w prawdziwych zbrojach. Cały rynsztunek z mieczem i hełmem waży ponad 30 kg, więc rycerze stoją przy grobie tylko przez 15 minut. A kiedy w półmroku, w nastrojowym sztucznym dymie ruszają z chrzęstem zbroi do zmiany warty, przeżywamy niezły szok.

– Ma Kraków swoją Piwnicę pod Baranami – pomyślał ks. Wojciech – więc Warszawa będzie miała Piwnicę u Kamedułów. Tylko on jeden wie, ile pracy wymagało, aby to wszystko zorganizować, dogadać, uzgodnić. A także – sfinansować. Cykliczne koncerty pod hasłem „Jazz u Kamedułów” to od 20 lat jedno z najgorętszych wydarzeń w muzycznym kalendarzu Warszawy. Pokazy filmowe, ekspozycje dzieł sztuki (np. niezapomniana retrospektywa malarstwa Jerzego Dudy-Gracza), promocje nowych płyt, recitale piosenki aktorskiej (niedawno śpiewała tu Stanisława Celińska), występy zespołów ludowych, zbiorowe tańce na dziedzińcu kościoła przy muzyce kapeli ludowej. Ostatnio kilka setek Warszawiaków uczyło się tu tańczyć mazura. Kilka razy do roku ks. Wojciech zaprasza do Kamedułów śpiewaków z zespołu Monodia Polska. Kilkanaście wspaniale dobranych męskich głosów śpiewa pieśni świeckie i pogrzebowe, zapisane przez innego zapaleńca – Adama Struga w zapadłych wsiach północnego Mazowsza. Towarzyszy im niesamowity dźwięk liry korbowej, wyglądającej jak oryginał sprzed stuleci. Nie ma drugiego miejsca w Warszawie, gdzie można by usłyszeć taką muzykę.

„A kogo?”

Ksiądz Wojciech w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę, ale nie zwalnia tempa. W niedzielę odprawia Msze św., organizuje kolejne wydarzenia, opiekuje się swoją menażerią: osłem, mułem i kościelnymi kotami. Sporo czasu zajmuje mu współpraca z aktorką Ewą Błaszczyk, z którą dwadzieścia kilka lat temu zakładał słynną dziś Fundację „A kogo?”. Fundacja zajmuje się leczeniem, diagnostyką i neurorehabilitacją ludzi pozostających w stanie śpiączki po ciężkich urazach mózgu.

– Ja jestem tylko kierowcą pani Ewy – mówi ks. Wojciech. – Ona też mieszka na Bielanach i od dawna jest nam po drodze. Jej córka Ola (tatą był nieżyjący Jacek Janczarski) niemal od 25 lat pozostaje w stanie śpiączki. Ja nic o tym nie wiem, nie mam prywatnych objawień, ale wierzę, że Ola jest zawieszona między tym i tamtym światem. Jakby rozpoznawała niektóre osoby, które się nią opiekują. Jakby się do nich uśmiechała, a do innych jakby nie. Nie pomogły najlepsze terapie, nie pomogli najwyższej klasy specjaliści. Ale proszę pomyśleć, jaką energię ta tragedia wyzwoliła w matce Oli, ile dobrego zdążyła w tym czasie zdziałać. W jej „Budzikach” w ciągu kilkunastu lat wybudzono już 180 osób! Kręte są drogi Opatrzności...?

2026-04-28 14:22

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Boża aktywistka

„Jej działalność społeczna, umiłowanie sprawiedliwości i sprawy uciśnionych inspirowane były Ewangelią i przykładem świętych” – mówił o niej papież Franciszek w Kongresie USA.

Dorothy Day – amerykańska dziennikarka, działaczka społeczna. Była kobietą o silnym charakterze. Urodziła się 8 listopada 1897 r. w Brooklynie w protestanckiej rodzinie. Jej rodzice uważali się za wierzących, ale niepraktykujących. Dorothy jednak od dziecka interesowała się religią, czytała Biblię.
CZYTAJ DALEJ

Mnożyć obowiązki cudze, zwalniać własne bark

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Jeśli pozwolicie się prowadzić duchowi, nie będziecie podlegać Prawu”. Paweł domyka list przeciwstawieniem dwóch sposobów istnienia całego człowieka, dalekim od dualizmu duszy i materii. „Ciało” (sarx) to człowiek zamknięty w sobie, „duch” to człowiek otwarty na Ducha. Katalog „uczynków ciała” jest jawny, mówi Apostoł, i wylicza piętnaście pozycji. Od nierządu i bałwochwalstwa przez nienawiść, spory, zawiść, gniewy, niewłaściwą pogoń za zaszczytami, niezgodę i rozłamy po pijaństwo i hulanki. Warto zauważyć, że większość listy to grzechy przeciw wspólnocie. „Ciało” niszczy przede wszystkim więzi. Sankcja jest wypowiedziana językiem dziedziczenia: „ci, którzy się takich rzeczy dopuszczają, królestwa Bożego nie odziedziczą”. Po stronie przeciwnej Paweł mówi o owocu, w liczbie pojedynczej, zamiast katalogu „uczynków ducha”: „owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”. Uczynki się robi, owoc rośnie. Dziewięć wymienionych dóbr tworzy jeden organizm życia, którego korzeniem jest miłość. Wulgata w tym miejscu ma listę rozszerzoną do dwunastu owoców i stąd katechizmowa tradycja dwunastu owoców Ducha Świętego. Sama różnica liczb jest pouczająca. Owocowanie łaski nie daje się domknąć w inwentarzu. „Przeciw takim cnotom nie ma Prawa”. To zdanie ma w sobie dyskretny uśmiech. Żaden kodeks nie ściga miłości ani nie penalizuje pokoju. Kto żyje owocem Ducha, ten wypełnia cel Prawa ponad jego literę (zob. glossę na 6 IX, plenitudo legis dilectio). Warunek jest jeden i Paweł stawia go w formie paschalnej: „ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami”. Owoc rośnie na drzewie krzyża. Nie ma dziewięciu słodyczy bez jednego ukrzyżowania. „Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy”. Grecki czasownik znaczy dosłownie iść w szeregu za Duchem, jak żołnierze za znakiem. Życie duchowe jest marszem.
CZYTAJ DALEJ

Dziesięć lat „Amoris laetitia”. Podsumowano rocznicowe spotkanie

2026-10-15 09:53

[ TEMATY ]

„Amoris laetitia”

Vatican Media

W Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej odbył się briefing po zakończeniu obrad poświęconych dziesiątej rocznicy adhortacji papieża Franciszka. Jak podkreślił o. Costa, zaangażowanie rodzin nie powinno ograniczać się do „najbliższych relacji”, lecz obejmować także sferę polityczną, gospodarczą i społeczną. Abp Bordeyne zaznaczył, że Kościół patrzy z realizmem na zmiany zachodzące w życiu małżeńskim. Kard. Cabrera Herrera wskazał, że owoce spotkania powinny służyć wspólnotom na całym świecie.

Tygodniowe spotkanie było czasem poszukiwania „nowych odpowiedzi na nowe pytania”. Spojrzenie Kościoła jest „trzeźwe i realistyczne”, a zarazem uważne na zmiany zachodzące w obszarze relacji międzyludzkich i powołania małżeńskiego. „Razem w zmieniającym się świecie” to jeden z tytułów, które znajdą się w dokumencie podsumowującym spotkanie zorganizowane w Watykanie w dniach od 7 do 14 października pod hasłem: „Dziesięć lat po Amoris laetitia: głosić dziś Ewangelię razem z rodzinami”.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję