Niespełna rok temu pisałem Państwu o fenomenalnym czteroodcinkowym serialu Dojrzewanie. Pewnie gdyby był produkcją nie brytyjską, ale amerykańską, dzisiaj stałby w kolejce po Oscara, i to niejednego. Bolesny trzeci odcinek wbił mnie (jak zwykło się mawiać) w fotel, podobnie jak nominowany aktualnie do Oscara (a jakże) półgodzinny dokument All the Empty Rooms. Oba filmy poruszają temat przemocy w odniesieniu do dzieci. Rzecz w tym, że amerykański film ukazuje to w osobliwy sposób.
Szczerze przyznam, że gdy znalazłem opis filmu, już samo ujęcie kwestii okazało się magnesem. Oto dziennikarz (Steve Hartman) i fotograf (Lou Bopp) wyruszają w głęboką emocjonalnie i pełną refleksji podróż po Stanach. Uwieczniają puste pokoje dzieci. Wspólny mianownik – wszystkie zginęły w szkolnych strzelaninach. Tak, to śmiertelne żniwo epidemii przemocy z użyciem broni, tak łatwo dostępnej w USA na mocy 2. poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych z 15 grudnia 1791 r. (w tym np. szybkostrzelne karabiny szturmowe). Gdy konstytucjonaliści, prawnicy i politycy dyskutują, giną dzieci. Hartman przyjął tu dosyć intrygującą formę narracji. Jak sam zauważył (czy może usprawiedliwił się), dotąd telewizyjne stacje wysyłały go na miejsca zbrodni, potrafił bowiem opowiadać o nich w sposób nieegzaltowany. A on dostrzegł, że – paradoksalnie – zaczął niejako usprawiedliwiać zbrodniarzy i ich czyny. Teraz zmienił optykę. Kluczem okazały się tytułowe pokoje młodych ofiar, miejsca, w których czas się zatrzymał. Przytulne, bezpieczne i... nagle opuszczone.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
