Arkadiusz Kuźniacki mieszka we Wschowie. Ma żonę, 2 dzieci, prowadzi firmę. Życie zawierzył Jezusowi i Matce Bożej. Jest jednym z założycieli stowarzyszenia Katolicka Wschowa i współorganizatorem pierwszego Dnia Uwielbienia, który odbył się we Wschowie w 2018 r. Przeszedł długą drogę od niewiary do nawrócenia i całkowitego powierzenia życia Bogu. Historia jego rodziny pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i że zależy Mu na każdym człowieku. Z łaską przychodzi niespodziewanie, a w darach jest hojny!
Święci, których znałem
Arek pochodzi z wioski spod Jarocina. Dorastał w latach 90. w rodzinie, gdzie był alkohol, ojciec deklarował się jako ateista, a praktyki religijne były okazjonalne, związane wyłącznie z tradycją. W domu o Kościele mówiło się tylko źle albo wcale. Jedyny pozytywny przekaz dotyczył Jana Pawła II. Od dziecka nurtowały go pytania dotyczące istnienia Boga, jednak nie mógł uzyskać ich ze strony rodziców. Promienie wiary docierały wówczas do niego dzięki dziadkom, rodzicom mamy, którzy bardzo mocno byli związani z Kościołem. – Babcia należała do Żywego Różańca, była przewodniczącą rady parafialnej, słuchała Radia Maryja. Była osobą „do tańca i do Różańca”. Dziadek również był bardzo religijny. Dziś, po latach, mogę powiedzieć, że oboje byli dla mnie jako tacy „bliscy święci”, których znałem – wspomina Arkadiusz.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Powiedziałem sobie: koniec!
Reklama
W wieku 13 lat przeżył rodzinną tragedię – śmierć ojca, który odebrał sobie życie. To w bolesny sposób wpłynęło na jego dalsze życie. – Zacząłem wchodzić w subkulturę punkową. Moi koledzy słuchali punk rocka, więc ja też zacząłem słuchać. Jeździłem na koncerty, jedną z moich ulubionych kapel była Pidżama Porno. Zapuściłem włosy i ubierałem się w tym stylu. Zacząłem pić alkohol. Brakowało mi ojca. Choć dobrze się uczyłem, nie miałem problemów w szkole, jednak było we mnie dużo buntu, ponieważ nie miałem normalnej rodziny – dodaje. W szkole średniej również nie znalazł podatnego gruntu, by móc poszukiwać wiary i Boga, dlatego z upływem czasu stawał się ateistą. W wieku 19 lat doświadczył stanu upojenia alkoholowego. – Miałem poczucie, że umieram, wtedy bardzo się przestraszyłem i przestałem pić. Powiedziałem sobie: nie, koniec! Skończyłem szkołę średnią, poznałem dziewczynę, jednak nasza relacja to był bardzo toksyczny związek – opowiada Arek. Mimo tego postanowili wziąć ślub kościelny. Gdy podczas nauk przedmałżeńskich dowiedział się, że to decyzja na całe życie, „od której nie ma odwrotu”, postanowił się wycofać i w ten sposób, jak mówi, odzyskał wolność.
To będzie twoja żona
Życie toczyło się dalej. Zaliczał imprezę za imprezą. Podczas kolejnej, w jednym z klubów muzycznych w Lesznie, poznał Ewelinę. Okazało się, że pochodzi ze Wschowy i jest „kościółkowa”. – Przyjechałem do niej którejś niedzieli. W pewnym momencie powiedziała, że idzie do kościoła. Poszedłem razem z nią, jednak zadeklarowałem, że „ja w tych waszych czarach nie będę uczestniczył, po prostu posiedzę”. Godzinka zleciała, ale po Mszy św. podszedł do nas starszy, wesoły franciszkanin i powiedział: „chodźcie ze mną” – opowiada Arek. – To było w klasztorze ojców franciszkanów we Wschowie. Poszliśmy do rozmównicy. Poprosił, byśmy uklękli i zaczął modlić się nad nami. Powiedział do mnie: „To będzie twoja żona, lepszej nie znajdziesz”. To był pierwszy moment mojego powstania z martwicy duchowej! Ojciec Błażej swoją obecnością i modlitwą zburzył cały ten fałszywy obraz Kościoła, który miałem z mediów. To był impuls do mojego nawrócenia – wyznaje Arkadiusz.
Pierwsza próba wiary
Reklama
Po 3 latach wziął ślub z Eweliną, a o. Błażej Sekula, bo o nim mowa, celebrował ich ślubną Mszę św. – Niecały rok od naszego ślubu o. Błażej, decyzją władz zakonnych, został przeniesiony do klasztoru w Toruniu. Podczas Mszy św. pożegnalnej wszystkich indywidualne błogosławił. Gdy nas błogosławił, poklepał żonę po brzuchu i powiedział: „teraz to już puchnij”. Później, po tygodniu czy dwóch, okazało się, że mamy to szczęście, bo Ewelina jest w ciąży. Wtedy, oprócz radości, przyszedł czas pierwszej próby wiary. Od 9. tygodnia ciąży trwała walka o naszą córkę Faustynę. Ewelina miała zagrożoną ciążę, często byliśmy w szpitalach, a stan żony i dziecka znacznie pogorszył się od 23. tygodnia. W tym czasie mocno odwoływaliśmy się do Bożego Miłosierdzia. Stąd imię córki. Dzięki łasce Bożej i pomocy lekarzy Faustyna urodziła się zdrowa, ale Ewelina naprawdę wiele wycierpiała.
Warto prosić
Ta poważna próba wiary utwierdziła Kuźniackich w przekonaniu, że warto do Pana Boga zanosić prośby. I rzeczywiście, to co się później działo, tylko ich w tym utwierdzało. – Działkę, jak mówi Arek, wymodlił im o. Błażej. Później, przez wstawiennictwo wschowskiej Matki Bożej Pocieszenia, ich firma się rozrosła. Wymodlili dom, który udało się im postawić w rok, samochód i inne zbytki materialne. – Później pomyślałem, że przydałby się jeszcze syn, więc w tej intencji się modliłem i pojechałem wraz z żoną do Medjugorie. Żona była raczej pełna obaw, bo lekarz jej powiedział, że druga ciąża może być równie trudna, co pierwsza – opowiada Arkadiusz. – W Medjugorie w 2017 r. odbyłem spowiedź generalną. Dziś podstawą mojego życia wiary jest nabożeństwo 5. Pierwszych Sobót Miesiąca, codzienny Różaniec, szkaplerz i Eucharystia. To daje mi siłę! A spoiwem życia jest, oczywiście, moje powołanie, czyli małżeństwo i rodzina.
Potencjał w ludziach
Reklama
– Po powrocie z pielgrzymki byliśmy pod wielkim wrażeniem tych wszystkich duchowych łask, których tam doświadczyliśmy i tak napełniliśmy się Duchem Świętym, że w kolejnym roku postanowiliśmy powołać do życia stowarzyszenie Katolicka Wschowa, po to, by zorganizować pierwszy Dzień Uwielbienia. Do stowarzyszenia należy kilkanaście osób. Później okazało się, że jest potencjał w tych ludziach i można robić coś więcej – zauważa Arek. Co robią? – Na początku roku pomagamy w Orszaku Trzech Króli. Od lat organizujemy Ekstremalną Drogę Krzyżową. Prowadzimy różne akcje billboardowe, propagujemy nabożeństwo 5. Pierwszych Sobót Miesiąca albo „kampanijne” z hasłem, że najlepszym wyborem jest Jezus. Współorganizujemy Dni Patronki Wschowy, prowadzimy stronę miastopani.pl. Ostatnio współorganizowaliśmy Tydzień Rodziny zakończony Marszem dla Życia i Rodziny. W październiku podejmujemy tzw. nieustający Różaniec. Mamy swoją stronę: nieustajacyrozaniec.pl i modlimy się przez cały miesiąc modlitwą, o którą Maryja prosiła w Fatimie każdego dnia, przez całą dobę – opowiada Arkadiusz.
Ich świat się zawalił
Jednak to nie koniec historii. W 2019 r. małżonkowie dowiedzieli się, że będą mieli kolejnego potomka. Nie kryli radości, ale też mieli pewne obawy, co do tego, by ciąża przebiegała prawidłowo. – 5 tygodni przed porodem Ewelina trafiła do Szpitala św. Rodziny w Poznaniu. Nazwa bardzo nam się podobała. Znowu był trudny czas, ale i tym razem wszystko zakończyło się pozytywnie. Urodził nam się syn – Zachariasz. Też wcześniak, ale zdrowy – opowiada Arkadiusz. – Na wypisie ze szpitala żona dostała zalecenie, by kontrolować morfologię, bo miała obniżony poziom płytek krwi. Ewelina pod koniec roku zaczęła się bardziej temu przyglądać. Okazało się, że w dalszym ciągu ten poziom spada. W 2020 r. wyniki kontrolowała z tygodnia na tydzień. Były coraz gorsze. Każdy lekarz to bagatelizował. Diagnoza była dopiero pod koniec lutego. Okazało się, że żona ma ostrą białaczkę szpikową. Przy takim wyroku nasz świat się po prostu zawalił.
Dostałem odpowiedzi
Reklama
Na czas choroby o. Błażej, którego odwiedzili w Toruniu, przekazał z natchnienia Ducha Świętego, fragment Ewangelii o uzdrowieniu paralityka. Arek też działał. – Rozesłałem prośby o modlitwę i zamawianie Mszy św. w intencji żony do znajomych. Odzew był niesamowity. Zorganizowali nawet pielgrzymkę biegową do Częstochowy – opowiada Arkadiusz. Dzięki modlitwie ludzi wiary Ewelina przeszła przez kilka 5-tygodniowych cyklów chemii. Dalszym zaleceniem lekarzy był przeszczep szpiku. – Wracając z badań w Poznaniu, 13 października 2020 r., byliśmy w rozpaczy. Tego dnia poszedłem na adorację Najświętszego Sakramentu do klasztoru. Byłem sam. Widziałem figurę Matki Bożej Fatimskiej. Wtedy zrozumiałem, że moja żona cierpi dla zbawienia swojego taty, który zmarł w 2018 r., że przejdzie przeszczep i będzie zdrowa. Dla mnie to były najważniejsze informacje. To był moment namacalnej obecności Boga w życiu.
Patrz, jaka jest Ewangelia
Przeszczep miał być w październiku 2020 r., jednak Ewelina i Arek zachorowali na covid. Trzeba było przełożyć termin. Ewelina bardzo chciała, żeby przeszczep odbył się 13 stycznia, w dzień fatimski, jednak lekarze zadecydowali, że odbędzie się 2 dni później – 15 stycznia 2021. – Rozesłałem do przyjaciół prośbę o modlitwę. Przyjaciel Maciej napisał do mnie: „Bracie, patrz, jaka w tym dniu jest Ewangelia”. Okazało się, że jest o paralityku, którego przynieśli do Jezusa i ze względu na tłum wpuścili go przez dach! Żona wyszła ze szpitala po 5 tygodniach po przeszczepie. W takich momentach człowiek zadaje sobie pytanie, czy naprawdę wierzy. Byliśmy wtedy mocno związani z 2 sanktuariami Matki Bożej: naszym we Wschowie i w Wambierzycach, gdzie byliśmy na wizycie u pani doktor, która w intencji pacjentów zamawia Msze św. Rzadko coś takiego się zdarza. 2 lata temu Ewelina uszyła sukienkę Matce Bożej Wambierzyckiej i ofiarowała ją jako wotum wdzięczności za uzdrowienie. Z kolei w 2021 r. z okazji koronacji obrazu Matki Bożej Pocieszenia, na prośbę ówczesnego gwardiana, jako przedstawiciele wschowskich rodzin, nieśliśmy korony dla Matki Bożej i Jezusa. To było nasze wotum wdzięczności za dar uzdrowienia i wielki zaszczyt.
– Moje nawrócenie trwa cały czas, każdego dnia. I są w życiu takie momenty, kiedy trzeba się po prostu przytulić do krzyża. Nasze życie jest przepełnione krzyżem, ale też miłością, a może krzyżem z miłością. Dzisiaj sens mojemu życiu nadaje nadzieja na życie wieczne, bo cóż by znaczyło życie, gdyby nie wiara i nadzieja – mówi Arkadiusz.