Reklama

Historia

Wojna światów

W sierpniu 1920 r. na przedpolach Warszawy wojska polskie zatrzymały pochód bolszewików.

Niedziela Ogólnopolska 32/2025, str. 36-37

[ TEMATY ]

Cud nad Wisłą

sejm.gov.pl

Jerzy Kossak "Cud nad Wisłą"

Jerzy Kossak Cud nad Wisłą

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wojna między sowiecką Rosją a Polską była naturalną konsekwencją planów, które bolszewicy prezentowali od rewolucji z 1917 r. Chcieli ekspansji komunizmu i zniszczenia cywilizacji łacińskiej. Na kongresie III Międzynarodówki w marcu 1919 r. Trocki grzmiał: „Po rozgromieniu kontrrewolucji w Rosji nastąpi pochód na kraje kapitalistyczne Europy”, a Lenin dodawał: „Wszyscy zobaczą, jak powstaje Ogólnoświatowa Federacyjna Republika Rad”. Bolszewickie hasła znajdowały poparcie wśród środowisk robotniczych głównie w Niemczech, ale także we Francji, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, na Węgrzech. Europa była jak „beczka prochu”, którą „ogień rewolucji” mógł wysadzić w powietrze. Na przeszkodzie stała Polska. Nawet ugrupowania polskiej lewicy (wyłączając komunistów, ale ci stanowili absolutny margines) miały oblicze niepodległościowe, a nie internacjonalistyczne. Dlatego sowiecki marszałek Michaił Tuchaczewski określał, że dopiero „ponad martwym ciałem Polski jaśnieje droga ku ogólnoświatowej pożodze”.

Reklama

Intencje bolszewików odczytywał Naczelnik Państwa, a jednocześnie Naczelny Wódz armii polskiej Józef Piłsudski. Znał on doskonale Rosję i Rosjan – wiedział, że wpojone w ich dusze w carskich czasach zapędy imperialistyczne znakomicie odnajdują się w nowej internacjonalistycznej rzeczywistości. W wywiadzie dla Le Petit Parisien z 16 marca 1919 r. stwierdził: „Bez względu na to, jaki będzie jej rząd, Rosja jest zaciekle imperialistyczna. Jest to nawet zasadniczy rys jej charakteru politycznego. Mieliśmy imperializm carski; widzimy dziś imperializm czerwony – sowiecki. Polska stanowi zaporę przeciw imperializmowi słowiańskiemu, bez względu na to, czy jest carski, czy bolszewicki”. Piłsudski marzył o tym, że uda mu się stworzyć w Europie Środkowo-Wschodniej blok niepodległych państw, które połączone sojuszem z Polską odsuną możliwie jak najdalej od wschodnich granic żywioł bolszewicki. „Przyniesienie wolności ludom z nami sąsiadującymi będzie punktem honoru mojego życia jako męża stanu i żołnierza” – powiedział, chcąc urzeczywistnić ideę Międzymorza. Nie udało się tego osiągnąć również dlatego, że entuzjazmu dla tego geopolitycznego zamysłu nie podzielali nastawieni antypolsko przywódcy polityczni Litwy czy Białorusi. Na Ukrainie realnego poparcia udzielił jedynie ataman Symon Petlura, który zawarł sojusz polityczno-militarny z Polską. Dzięki temu wiosną 1920 r. udało się wyprzeć bolszewików z Kijowa, a niezmienna zasada geopolityki mówi, że „kto rządzi Kijowem, ten ma klucz do Rosji”. Niestety, klucz ten był bardzo krótko w polskich i ukraińskich rękach.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czerwony marsz

Reklama

Na sukcesy polskiego oręża Lenin odpowiedział odezwą, w której wezwał cały naród rosyjski do walki z Polską – „naszym największym wrogiem”. Propaganda bolszewicka zgrabnie rozbudzała ducha imperializmu rosyjskiego, który Piłsudski tak celnie diagnozował w cytowanym wcześniej wywiadzie. Do Armii Czerwonej zaczęli masowo zgłaszać się nawet ci, którzy nie znosili bolszewizmu. Ruszyła wielka ofensywa bolszewicka, w starciu z którą Polska lała krew osamotniona. We Francji i w Anglii już od początków maja 1920 r. nasiliły się fale strajków, których uczestnicy wznosili hasło „Ręce precz od Rosji”. Dokerzy londyńscy zatrzymywali statki załadowane wojskowym zaopatrzeniem zakupionym w Anglii przez polski rząd. Z pomocą przyszli jedynie Węgrzy, dając Polakom 100 mln sztuk amunicji, ale transport ten dotarł drogą okrężną, gdyż na przeszkodzie stanęli Czesi, nie dopuszczając do szybkiego tranzytu tej pomocy dla krwawiącej Polski! Nie lepiej zachowywali się przywódcy zachodniego świata. Premier Wielkiej Brytanii Lloyd George w zamian za deklarację pomocy mediacyjnej między Polską a Sowietami starał się na konferencji w Spa 10 lipca 1920 r. wymusić na rządzie polskim przyjęcie jako wschodniej granicy tzw. linii Curzona, biegnącej mniej więcej na linii Bugu. Co więcej, żądał od Polski: natychmiastowego przerwania działań wojennych, demobilizacji, a potem zredukowania armii polskiej do 50 tys., likwidacji polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz przekazania zapasów broni przekraczających potrzeby zredukowanej armii polskiej na potrzeby... Armii Czerwonej. Europa zupełnie nie wyczuwała grozy sytuacji, więc w takiej atmosferze Tuchaczewski mógł śmiało napisać w rozkazie do swych sołdatów: „Nim minie lato, a przemkniemy ze stukotem kopyt ulicami Paryża”.

Zatrzymać czerwone hordy

Polskie społeczeństwo dało w tym czasie jeden z najbardziej żywiołowych w historii przykładów patriotyzmu. Do armii zgłaszali się masowo ochotnicy ze wszystkich grup społecznych. Ogromną w tym rolę odegrał rząd jedności narodowej, na którego czele stanął przywódca chłopów Wincenty Witos, mając za swego zastępcę lidera socjalistów Ignacego Daszyńskiego. Do ostatecznej rozprawy z bolszewikami stanęło blisko milion żołnierzy. Naród wspierał ich modlitwą. W końcu lipca 1920 r. na Jasnej Górze biskupi dokonali aktu zawierzenia Najświętszej Maryi Pannie, a w warszawskich kościołach odprawiano od początku sierpnia nowennę, której towarzyszyły procesje z relikwiami św. Andrzeja Boboli. Na duchu podtrzymywał Polaków nuncjusz papieski, późniejszy papież Pius XI – Achilles Ratti, który jako jedyny dyplomata nie opuścił Warszawy.

Reklama

Decydująca dla losów wojny była Bitwa Warszawska rozegrana w połowie sierpnia 1920 r. Wbrew nazwie i wyobrażeniom współczesnym nie obejmowała ona swym zasięgiem tylko „przedmościa warszawskiego”. Toczyła się na kilkusetkilometrowym obszarze działań, a złożyły się na nią zarówno obrona stolicy pod Radzyminem, jak i działania obronne pod Modlinem, Płockiem i nad Wkrą oraz przede wszystkim kontrofensywa polskich wojsk, która wyszła z rejonu Puław 16 sierpnia 1920 r., a którą osobiście dowodził Piłsudski. Szef francuskiej misji wojskowej gen. Maxime Weygand napisał, że w ciągu 3 dni poprzedzających polski szturm Marszałek Piłsudski „przelał z własnej duszy w duszę walczących ufność i wolę pokonania wielkich przeszkód”.

Ojcowie sukcesu

Reklama

Stare przysłowie mówi, że „sukces ma wielu ojców, a klęska jest sierotą”. W namiętnych sporach toczonych w międzywojniu, a których echa pobrzmiewają do chwili obecnej, próbuje się w zależności od sympatii polityczno-historycznych deprecjonować zasługi Piłsudskiego w opracowaniu planu decydującego i zwycięskiego starcia z bolszewikami albo odwrotnie – zupełnie pomniejszać rolę jego szefa sztabu, czyli gen. Tadeusza Rozwadowskiego. Kto tak ustawia spór, nie zna zupełnie prawideł, które obowiązują w wojsku. Piłsudski był wodzem naczelnym, a więc wskazywał kierunki działania i podejmował ostateczne decyzje, biorąc za nie pełną odpowiedzialność. Jego szef sztabu miał z kolei za zadanie „rozłożyć zamysł wodza na czynniki pierwsze” – określić szczegółowe ramy organizacyjne i wyznaczyć w stosownych rozkazach zadania dla poszczególnych związków taktycznych. Obaj działali wspólnie i nie rywalizowali ze sobą. Gdyby nie było porozumienia i zrozumienia między naczelnym wodzem a jego szefem sztabu, ten ostatni zostałby po prostu odwołany. Tak zresztą było z poprzednikiem Rozwadowskiego – gen. Stanisławem Hallerem, notabene krewnym legendarnego „błękitnego generała”. Piłsudski zupełnie nie potrafił dojść z nim do porozumienia, więc go odwołał i powierzył tę funkcję Rozwadowskiemu, którego kunszt wojskowy cenił, zresztą z wzajemnością, czego dowodzi lektura korespondencji i meldunków prowadzona między nimi w gorących dniach sierpniowych 1920 r.

Plan uderzenia

Pomysł kontrofensywy połączonej z atakiem na tyły przeciwnika był bez wątpienia planem Piłsudskiego, który zafascynowany Napoleonem lansował koncepcję tzw. wojny manewrowej, a nie pozycyjnej, którą podpowiadali przysłani z Francji doradcy wojskowi na czele z gen. Weygandem. Noc z 5 na 6 sierpnia 1920 r. Piłsudski spędził samotnie w Belwederze nad stołem zasłanym mapami, meldunkami z frontu i raportami wywiadu. Rankiem 6 sierpnia 1920 r. wezwał gen. Rozwadowskiego, którego 2 tygodnie wcześniej powołał na funkcję swego szefa sztabu, i przedstawił mu swój plan uderzenia na tyły nieprzyjaciela zza linii rzeki Wieprz. Generał miał pewne wątpliwości dotyczące wyboru tego miejsca i proponował uderzenie z Garwolina na Mińsk Mazowiecki. W końcu jednak zrozumiał, na czym polega pomysł Naczelnego Wodza. Przewagę dawała znajomość słabych punktów przeciwnika. Najważniejsza dla powodzenia całej operacji była jej błyskawiczność, a to oznaczało dla żołnierza polskiego podjęcie nadludzkiego niemal wysiłku. Kontruderzenie polskie przyniosło zwycięstwo, a bolszewicy w panice rzucili się do odwrotu.

Zaczęto mówić, że nad Wisłą stał się cud, bo niemożliwe po ludzku zwycięstwo stało się faktem. Gdy Ojciec Święty Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Polski w 1991 r. modlił się przy trumnie Marszałka na Wawelu, powiedział, że Opatrzność Boża potrzebuje narzędzi, a „narzędziem tego cudu w znaczeniu militarnym był niewątpliwie Marszałek Józef Piłsudski i cała Polska armia”.

Autor jest historykiem, doradcą Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, w latach 2016-24 był szefem Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

2025-08-05 08:53

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zwyciężać modlitwą i zgodą

[ TEMATY ]

Cud nad Wisłą

Abp Antonio Guido Filipazzi

Mateusz Sienczewski, parafia Bożego Ciała na Kamionku w Warszawie

Abp Antonio Guido Filipazzi, nuncjusz apostolski w Polsce, przewodniczył Eucharystii w konkatedrze na warszawskim Kamionku, która rozpoczęła uroczystości 104. rocznicy „Cudu nad Wisłą”.

Eucharystię koncelebrowali także biskupi diecezji warszawsko-praskiej – bp Romuald Kamiński i bp Jacek Grzybowski – oraz liczne grono kapłanów. W homilii abp Filipazzi przypomniał swojego poprzednika, nuncjusza Achillesa Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, „o którym pamięć w Polsce jest wciąż bardzo żywa”.
CZYTAJ DALEJ

Agnieszka i Wojciech Amaro: Powołanie misyjne można realizować także poprzez wsparcie drugiego człowieka

2026-10-14 12:46

[ TEMATY ]

Wojciech Modest Amaro

Mat.prasowy FESTIWAL ŻYCIA

Wojciech Modest Amaro

Wojciech Modest Amaro

- Nie wykręcajmy się, mówiąc: „To nie jest dla mnie”. Misja jest dla ciebie - powiedział ks. dr Maciej Będziński, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych, podczas konferencji prasowej zorganizowanej 14 października w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie. W najbliższą niedzielę, 18 października, Kościół będzie obchodził 100. Światowy Dzień Misyjny pod hasłem „Jedno w Chrystusie, zjednoczeni w misji”. W ciągu ostatniej dekady z Polski przekazano na misje ponad 11,5 mln dolarów.

Otwierając konferencję, rzecznik KEP ks. Leszek Gęsiak SJ przypomniał, że Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony 14 kwietnia 1926 r. przez papieża Piusa XI. Obchodzona w tym roku 18 października Niedziela Misyjna rozpocznie w Polsce Tydzień Misyjny. Jest ona świętem patronalnym Papieskich Dzieł Misyjnych oraz dniem solidarności Kościoła z misjonarzami pracującymi na całym świecie. Ks. Gęsiak zachęcił do modlitwy w ich intencji oraz materialnego wspierania działalności misyjnej.
CZYTAJ DALEJ

Nauczyciele spotkali się w Mokrzeszowie. Padły ważne słowa o wychowaniu młodzieży

2026-10-15 00:00

[ TEMATY ]

Duszpasterstwo nauczycieli

ks. Marcin Zawada

ks. Piotr Sipiorski

dzień nauczyciela

Mokrzeszów

Archiwum parafii Św. Jadwigi Śląskiej w Mokrzeszowie

Nauczyciele i wychowawcy podczas spotkania integracyjnego w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Mokrzeszowie, zorganizowanego z okazji Dnia Edukacji Narodowej.

Nauczyciele i wychowawcy podczas spotkania integracyjnego w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego w Mokrzeszowie, zorganizowanego z okazji Dnia Edukacji Narodowej.

Nie stanowisko, wykształcenie ani zawodowe osiągnięcia, lecz to, jakim człowiekiem jesteśmy dla innych, stanowi prawdziwą miarę naszego życia. O tej prawdzie, szczególnie ważnej w pracy wychowawczej, przypomniano podczas diecezjalnego spotkania nauczycieli i wychowawców z okazji Dnia Edukacji Narodowej w Mokrzeszowie.

W środę 14 października w parafii św. Jadwigi w Mokrzeszowie zgromadzili się nauczyciele, wychowawcy oraz pracownicy oświaty, by wspólnie modlić się i świętować Dzień Edukacji Narodowej. Spotkanie, na które zaprosił ks. Marcin Zawada, diecezjalny duszpasterz nauczycieli, w imieniu własnym oraz dziekana ks. kan. Józefa Siemasza, stało się okazją nie tylko do podziękowania za codzienną pracę pedagogiczną, ale również do refleksji nad odpowiedzialnością za kształtowanie młodego pokolenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję