Na te pytania odpowiedział Łukasz Kozioł, który wspólnie z żoną Anną przeszedł długą drogę od kryzysu małżeńskiego do posługiwania jako doradca życia rodzinnego w Kościele tarnowskim.
Anna i Łukasz Koziołowie mieszkają w Trzcianie k. Mielca. W tym roku świętują 25-lecie małżeństwa. Mają trzech synów. Gabriel i Filip założyli już swoje rodziny. Najmłodszy – Franciszek ma 11 lat. Małżonkowie aktywnie włączają się w życie diecezji tarnowskiej jako doradcy życia rodzinnego. Organizują spotkania i rekolekcje zarówno dla par, które planują ślub, jak i dla młodych małżeństw. Wspólnie ukończyli Diecezjalne Studium Rodziny. Obecnie studiują teologię na UPJP2.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Musiałem coś zrobić
– Byliśmy bardzo młodzi, gdy zostaliśmy rodzicami, mieliśmy 17 i 18 lat, gdy powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak” – wspomina Łukasz Kozioł. – Ktoś może powiedzieć, że to było za wcześnie. Warto jednak zaznaczyć, że nasza decyzja była świadoma i wynikała z miłości, jaką sobie nawzajem ofiarowaliśmy.
Pierwsze 14 lat ich małżeństwa to nie był czas dobrze wykorzystany w temacie dojrzewania i wzajemnego poznawania się. Pan Łukasz opowiada: – Żyliśmy schematami. Każdy miał swoją rolę i nie było nic więcej. Można powiedzieć, że żyliśmy razem, ale jakby obok siebie. Każde z nas miało swoją wizję rodziny, a wygrywał ten, kto głośniej krzyczał, był nieustępliwy.
Reklama
To bardzo typowy problem młodych małżeństw. Początek małżeństwa to ważny okres. Nie zawsze da się wszystko przewidzieć i odpowiednio przygotować. Wielu specjalistów podkreśla, że w tym czasie w związku najważniejsze są dwie umiejętności. Po pierwsze – umiejętność komunikowania (najpierw słucham, potem mówię). Po drugie – mówienie o swoich potrzebach. U Łukasza i Anny z roku na rok było coraz trudniej. Nie było komunikacji i nie było wspólnej pracy nad rozwojem. – Historia, która wstrząsnęła naszym związkiem, wydarzyła się w 2014 r. Główny problem dotyczył mnie. Chciałem egoistycznie sterować naszym małżeństwem. Nie brałem pod uwagę zdania żony. To ja byłem królem, a reszta miała się dostosować. To było wygodne... dla mnie. Potrafiliśmy się pięknie wzajemnie ranić – wyznaje Łukasz. Stwierdza, że dzisiaj wiedzieliby, gdzie szukać wsparcia. Wtedy było trudniej. Głowa rodziny nie wspomina dobrze tych czasów. Jego małżeństwo wymagało interwencji, jednak zmiany nie dało się dokonać, interweniując z zewnątrz. Małżonkowie muszą tego chcieć.
– Czas kryzysu w małżeństwie był dla mnie przełomowy – mówi p. Łukasz. – Musiałem coś zrobić. To był kryzys nie tylko relacji w mojej rodzinie, ale też kryzys wiary. Do tej pory sądziłem, że rozmowa o wierze i duchowości raczej była zarezerwowana dla kobiet. Nie potrafiłem mówić o wierze, dzielić się nią, uważałem to za coś słabego.
Przełom nastąpił w czasie peregrynacji obrazu Jezu, ufam Tobie w ich parafii. Łukasz uczestniczył w wieczornym spotkaniu dla mężczyzn. To tam usłyszał słowa: „Rób coś ze sobą, bo umierasz”. Wtedy coś w nim pękło. Postanowił przewartościować swoje dotychczasowe życie. W trakcie spowiedzi ze strachem zaczął mówić słowa utartych reguł. Wtedy kapłan poprosił, żeby się zatrzymał. Zapytał go, jak ma na imię, po czym zwrócił się do niego: „Czekałem na ciebie, Łukaszu”.
– Poczułem się przytulony i zaopiekowany – wyznaje mój rozmówca. I dodaje: – Zrozumiałem, że mam swoje miejsce w Kościele, który tak łatwo kiedyś krytykowałem. Odkryłem, że można nawiązać ojcowską relację z Bogiem i czerpać z niej w swojej życiowej roli ojca. Ten czas był dla mnie oczyszczający...
Reklama
To wtedy Łukasz zdecydował się na walkę. Od koleżanki dowiedział się, że w diecezji tarnowskiej funkcjonuje Diecezjalne Studium Rodziny, które promuje specjalistyczną wiedzę i daje możliwość spotkania z innymi małżeństwami i specjalistami. Wspólnie z żoną zgłosili się na to studium. To miał być początek naprawy ich małżeństwa.
Edukacja i posługa
Diecezjalne Studium Rodziny organizuje Wydział Duszpasterstwa Małżeństw i Rodzin Diecezji Tarnowskiej. Wykłady studium odbywają się raz w miesiącu w Tarnowie lub Nowym Sączu. Dla Łukasza i Anny to były ważne spotkania. Stwierdzają, że ich przemiana dokonała się właśnie tam. Zarówno dzięki wykładom, jak i dzięki kontaktom z innymi parami, które dały swoje świadectwo życia. Pan Łukasz wspomina: – Poznaliśmy pary małżeńskie z różnym stażem. Widzieliśmy, jak okazują sobie miłość, trzymają się za ręce, skupiając uwagę tylko na sobie. W tamtym czasie takie sceny były dla nas wyzwalające. Przez dwa lata w studium otrzymaliśmy wiedzę teologiczną i psychologiczną, która otworzyła nam oczy na istotę sakramentu małżeństwa i uzdrowiła naszą relację. Poprawiła się też relacja z synami.
Iść dalej
Reklama
Dziś Anna i Łukasz, a także ich syn Filip i synowa Gabriela posługują w diecezji, dzieląc się swoim świadectwem. Łukasz podkreśla za każdym razem: „Tego dobra nie można było zostawić tylko dla siebie”. Dlatego wspólnie z żoną zaczęli organizować spotkania dla narzeczonych i małżeństw w różnych częściach diecezji. – Dla nas to było naturalne, żeby się tą historią dzielić. To bardzo ważne dla małżeństw, bo udzielenie sakramentu to jedynie początek drogi. Dlatego przyjęliśmy tę posługę. Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Małżeństw ks. dr Piotr Cebula zaprosił nas do współpracy i objął opieką, która daje nam siłę na tej nowej drodze – podkreśla Łukasz Kozioł.
Na co dzień posługują jako doradcy życia rodzinnego przy parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Trzcianie, gdzie wspólnie z proboszczem – ks. Bernardem Budaczem budują przestrzeń dla dziesiątek par narzeczeńskich i małżeńskich. Wiedzą, że każdy przypadek jest inny i każdy wymaga indywidualnego podejścia. – Wielokrotnie byliśmy świadkami historii, gdzie para narzeczonych po przejściu katechizacji przedmałżeńskiej w formie warsztatowej zgłaszała wątpliwości co do gotowości przyjęcia sakramentu – przyznaje Łukasz. – Wówczas doradzamy im, żeby przełożyli datę ślubu i odpowiedzialnie przepracowali dręczący ich temat, aby nie szli do ślubu z nastawieniem, że „jakoś to będzie”, bo nie będzie.
Możemy pomóc
Wydział Duszpasterstwa Małżeństw i Rodzin Diecezji Tarnowskiej podejmuje dziś wiele inicjatyw, które wspierają rodziny. Są to nie tylko rekolekcje, ale także specjalistyczne kursy, poradnictwo. W wielu miejscach istnieją poradnie rodzinne i dostępni są diecezjalni doradcy.
– Staramy się szukać „kolejnych Piotrów”, czyli par z młodszych roczników, które mogłyby zaangażować się w duszpasterstwo – przyznaje Łukasz i zaznacza: – W tym działaniu bardzo ważne jest, żeby nasza grupa powiększała się o kolejne pary posługujące w duszpasterstwie. Chodzi też o to, że zmieniają się pokolenia, a z nimi zmienia się także język komunikacji.