Reklama

Wiara

Jerzy kontra smok

Nie był superbohaterem z komiksu, nie miał magicznej zbroi ani smoka na smyczy. A mimo to do dziś wzbudza respekt – nie tylko wśród wierzących.

Niedziela Ogólnopolska 16/2025, str. 34-35

[ TEMATY ]

historia

Kossak Juliusz, Święty Jerzy, pl.wikipedia.org

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Święty Jerzy. Imię, które pojawia się w hymnach, legendach i... nazwach państw. Ale co tak naprawdę wiemy o człowieku, który miał odwagę stanąć naprzeciw potwora – i to niekoniecznie takiego z łuskami? Za barwną legendą o smoku i księżniczce kryje się opowieść o kimś, kto nie ugiął się pod presją. O żołnierzu, który zrezygnował z kariery i wygód, by pozostać wiernym sumieniu. O mężczyźnie, który wiedział, że odwaga nie zawsze wygląda widowiskowo – ale zawsze kosztuje.

Z Kapadocji na cesarski dwór

Święty Jerzy przyszedł na świat ok. 280 r. w Kapadocji – malowniczym, górzystym regionie leżącym na terenie dzisiejszej Turcji. W tamtych czasach była to część rozległego cesarstwa rzymskiego, ale życie biegło tam z dala od cesarskich intryg i zgiełku wielkich miast. Jerzy pochodził z rodziny, która znała smak dyscypliny i służby – jego ojciec był żołnierzem, a co równie ważne – chrześcijaninem. Wiara była więc obecna w domu Jerzego od samego początku. Po śmierci ojca matka zabrała go do swojej rodzinnej miejscowości – Lyddy (na terenie dzisiejszego Izraela), gdzie chłopiec dorastał. To tam wiara, przekazana w dzieciństwie, zakorzeniła się w nim na dobre.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Jerzy nie został pustelnikiem ani teologiem. Wybrał inną drogę – drogę miecza i dyscypliny. W młodym wieku wstąpił do armii rzymskiej. Dzięki swojej inteligencji, sile charakteru i odwadze szybko awansował. Jego dowódcy cenili go za lojalność i skuteczność, a on sam nie tylko znał się na taktyce, ale też potrafił zjednać sobie ludzi. Zanim osiągnął trzydziestkę, był już jednym z tych, którzy w wojsku naprawdę się liczyli. Mógł mieć wszystko – wysoką rangę, wygodne życie, uznanie. Stał u progu wielkiej kariery, być może nawet blisko samego cesarza. I właśnie wtedy nadszedł moment, który zmienił wszystko.

Wystawiony na próbę

Kiedy wydawało się, że Jerzy może spokojnie piąć się po szczeblach wojskowej kariery, historia wystawiła go na próbę większą niż wszystkie bitwy, które stoczył w swoim życiu. Na tronie cesarskim zasiadał wówczas Dioklecjan – władca silny, ambitny, ale też bezwzględny wobec wszystkiego, co postrzegał jako zagrożenie dla jedności imperium. A za takie zagrożenie uznał... chrześcijan.

W 303 r. cesarz ogłosił edykt rozpoczynający brutalne prześladowania wyznawców Chrystusa. Nakazał burzenie kościołów, palenie świętych ksiąg, a przede wszystkim – zmuszanie chrześcijan do wyrzeczenia się wiary. Ci, którzy się sprzeciwiali, trafiali do więzień, byli torturowani, a wielu z nich poniosło śmierć.

Jerzy, choć miał wszystko do stracenia, nie zawahał się ani chwili. Mógł przecież milczeć, udawać, że nic się nie dzieje. Jako wysoki rangą żołnierz nie musiał od razu stawać w pierwszym szeregu prześladowanych. Mógł uratować skórę i zachować wpływy. Ale tego nie zrobił. Postanowił działać otwarcie. Według przekazów, rozdał swój majątek ubogim, a następnie – w geście odwagi graniczącej z szaleństwem – udał się do samego cesarza. Tam, na oczach dworu, złożył swój wojskowy pas i jasno, bez cienia wahania, powiedział: Wybieram Chrystusa.

Reklama

To był moment, w którym wszystko, co dotąd osiągnął, przestało mieć znaczenie. Wiedział, że jego sprzeciw nie ujdzie mu na sucho. Że nie będzie litości ani dla jego słów, ani dla jego ciała. A mimo to nie cofnął się ani o krok.

Torturowany, ale nie złamany

Decyzja Jerzego miała swoją cenę – i była ona wyjątkowo wysoka. Gdy wypowiedział cesarzowi posłuszeństwo i przyznał się publicznie do wiary w Chrystusa, automatycznie został uznany za zdrajcę imperium. A dla Rzymu zdrada była jednym z najcięższych przewinień, zwłaszcza gdy dotyczyła kogoś z elity wojskowej. Z miejsca trafił więc do więzienia, gdzie był brutalnie torturowany, dzień po dniu. Bito go do nieprzytomności, przypalano rozżarzonymi pochodniami, rozciągano na kole, próbowano miażdżyć jego ciało i złamać ducha. Niektóre przekazy mówią nawet, że podano mu śmiertelną dawkę silnej trucizny. Ale Jerzy nie umarł. Legenda głosi, że cudownie wyzdrowiał, a strażnicy i świadkowie tych wydarzeń, poruszeni jego siłą i niezłomnością, zaczęli się nawracać. To jeszcze bardziej rozwścieczyło władze – Jerzy, zamiast stać się przestrogą, stał się znakiem nadziei. Jego cierpienie trwało dniami, a może tygodniami. Władze dawały mu jeszcze szansę: wyrzeknij się Chrystusa, uratuj życie. Ale Jerzy za każdym razem odpowiadał tak samo: Nie. Wybieram wierność. Wierność, która miała kosztować go wszystko. W końcu zapadł wyrok; ok. 23 kwietnia 303 r. Jerzy został ścięty mieczem. Zginął jako męczennik. Nie na polu bitwy, ale w walce o coś, co uznał za ważniejsze niż kariera, bezpieczeństwo czy nawet własne życie – o prawdę i wierność sumieniu.

Nie każda bestia ma łuski

Reklama

Smok, którego św. Jerzy miał pokonać, to najbardziej rozpoznawalny symbol związany z jego postacią. Obraz dzielnego rycerza na białym koniu, z włócznią w dłoni, który ratuje księżniczkę przed przerażającą bestią, na dobre wpisał się w europejską wyobraźnię. Ale... tej historii nie było w pierwotnych przekazach. Pojawiła się kilka wieków po śmierci Jerzego jako element hagiograficznych opowieści i średniowiecznych legend. Czy to znaczy, że trzeba ją odrzucić? Nie, bo choć smok nigdy nie istniał w sensie dosłownym, to bardzo dobrze oddaje to, z czym Jerzy musiał się zmierzyć naprawdę. Smok w tej opowieści to symbol zła, systemu opartego na przemocy i strachu, personifikacja wszystkiego, co niszczy człowieczeństwo: nienawiści, przemocy, kłamstwa, ślepego posłuszeństwa wobec niesprawiedliwej władzy.

A księżniczka? Można ją odczytać jako obraz niewinnych ludzi, ofiar, tych, którzy nie mają siły ani środków, by się bronić. Jerzy, jako ten, który staje w ich obronie, nie tyle zabija smoka, ile przeciwstawia się mechanizmowi zła, które owładnęło światem.

Patron odwagi

Święty Jerzy nie zniknął z pamięci ludzi po swojej śmierci. Wręcz przeciwnie – z czasem jego postać rosła w siłę, a opowieści o jego odwadze, wierze i niezłomności krążyły po całym chrześcijańskim świecie. I choć wielu zna go dziś głównie jako „tego od smoka”, to właśnie jego niezłomna postawa wobec prześladowań uczyniła go jednym z najbardziej czczonych świętych w historii.

Nieprzypadkowo został patronem tych, którzy potrzebują odwagi. Anglia, Gruzja (której nazwa – Georgia – wzięła się właśnie od imienia Jerzego), Litwa, Etiopia, Katalonia – wszystkie te kraje wybrały go na swojego opiekuna. W jego opowieści odnaleźli inspirację zarówno królowie, jak i zwykli ludzie. Również harcerze, żołnierze, rolnicy, rycerze i ci, którzy muszą codziennie stawiać czoła trudnym decyzjom, uznali go za swojego duchowego przewodnika.

Wizerunek św. Jerzego pojawia się w herbach miast, na flagach państw, w rzeźbach, na freskach i mozaikach. Widać go na placach, w kościołach i na sztandarach wojskowych. Jego symboliczne znaczenie nie ogranicza się tylko do religii – jest uniwersalne. To właśnie dlatego jego legenda przetrwała wieki. I właśnie dlatego ludzie wciąż do niego wracają – nie tylko po pomoc, ale też po przypomnienie, że prawdziwa odwaga to nie krzyk na polu walki, ale cicha decyzja, by pozostać wiernym temu, co słuszne. Nawet wtedy, gdy cały świat mówi: odpuść.

2025-04-14 14:19

Oceń: +8 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szwedzkie Góry – niemiecka zbrodnia 6 stycznia 1940r.

[ TEMATY ]

historia

II wojna światowa

Piotr Grzybowski

Tragicznym wydarzeniem pierwszych miesięcy niemieckiej okupacji była zbrodnia w Wawrze. Był to dla Warszawy i pozostaje do dzisiaj olbrzymi wstrząs. Niestety nie jedyny…

Już kilkanaście dni później niemym świadkiem kolejnego bestialstwa niemieckich żołdaków stały się Szwedzkie Góry, które rozgraniczały dzisiejsze Bielany i Bemowo. W Święto Trzech Króli, 6 stycznia 1940 roku, Niemcy dokonali egzekucji 96 niewinnych Polaków.
CZYTAJ DALEJ

Jarosław: atak nożownika miał miejsce przed Mszą św., ks. Stanisław zmarł w szpitalu

2026-09-24 13:12

[ TEMATY ]

opactwo

atak nożownika

Diecezja Przemyska

Atak nożownika miał miejsce przed Mszą św., która miała być sprawowana w kościele rektoralnym św. Mikołaja i św. Stanisława Biskupa przy Ośrodku Formacji i Kultury Chrześcijańskiej. Ośrodek znajduje się na terenie Opactwa Benedyktynek w Jarosławiu - precyzuje w rozmowie z KAI s. Barbara Dendor OSB, przełożona jarosławskiej wspólnoty benedyktynek. Jeden z zaatakowanych duchownych - ks. Stanisław - zmarł w szpitalu.

- Wszystko wydarzyło się przed Mszą św., która miała być sprawowana w działającym przy ośrodku kościele rektoralnym pw. św. Mikołaja i św. Stanisława Biskupa - relacjonuje w rozmowie z KAI s. Barbara Dendor OSB. Na teren kościoła miał wtargnąć napastnik z 80 cm nożem. - Rozpoczął bójkę z jednym z kapłanów, którego ugodził - opowiada s. Dendor. - Zaatakowane zostały też kolejne osoby, w tym, ks. Stanisław, który zmarł w szpitalu. Jeden z kapłanów, ks. Marek, wyszedł z konfesjonału, próbując zaradzić sytuacji. Został również zaatakowany i przebywa w szpitalu stanie ciężkim.
CZYTAJ DALEJ

Jarosław w żałobie. Modlitwa ekspiacyjna i „Marsz Ciszy” po ataku w Opactwie

2026-09-25 14:25

[ TEMATY ]

Jarosław

atak nożownika

Radio Fara

Mieszkańcy Jarosławia (Podkarpackie) nadal nie potrafią uwierzyć w to, co się stało w Jarosławskim Opactwie. Burmistrz ogłosił żałobę i odwołano wszystkie miejskie wydarzenia kulturalne, sportowe oraz rozrywkowe. Jednocześnie zaplanowano modlitwę ekspiacyjną w jarosławskiej Kolegiacie oraz "Marsz Ciszy".

- Żałoba obowiązuje od czwartku do najbliższej niedzieli (27 września) włącznie. W tym czasie flagi na budynku Ratusza będą przyozdobione kirem - czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie Miasta Jarosławia. Dlatego "Burmistrz miasta zwraca się również z gorącym apelem do mieszkańców, organizacji pozarządowych oraz prywatnych podmiotów i organizatorów o uszanowanie powagi tej sytuacji oraz powstrzymanie się w najbliższych dniach od organizacji wszelkich inicjatyw o charakterze rozrywkowym".
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję