Reklama

Historia

Olimpijczycy 1924

79 złotych, 96 srebrnych, 146 brązowych – tyle medali zdobyli polscy olimpijczycy, uczestniczący dotychczas w 23 letnich i 24 zimowych igrzyskach olimpijskich. A wszystko zaczęło się 100 lat temu!

Niedziela Ogólnopolska 32/2024, str. 60-61

[ TEMATY ]

Polacy

Paryż

Igrzyska Olimpijskie

100 lat

NAC

Reprezentacja Polski w kolarstwie na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2024 r. Zdobywcy srebrnego medalu na dystansie 4000 m drużynowo. Od lewej: Tomasz Stankiewicz, Jan Łazarski, Franciszek Szymczyk, Józef Lange

Reprezentacja Polski w kolarstwie na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w 2024 r.
Zdobywcy srebrnego medalu na dystansie 4000 m drużynowo.
Od lewej: Tomasz Stankiewicz, Jan Łazarski, Franciszek Szymczyk, Józef Lange

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Podczas VIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 1924 r. drużyna kolarzy torowych w składzie Józef Lange, Jan Łazarski, Tomasz Stankiewicz i Franciszek Szymczyk zdobyła srebrny medal. Tego samego dnia brąz w konkursie skoków wywalczył Adam Królikiewicz na koniu Picador. Były to pierwsze medale olimpijskie zdobyte przez polskich sportowców. W 100. rocznicę tego wydarzenia Sejm ogłosił 2024 Rokiem Polskich Olimpijczyków.

Kiepskie rokowania

Reklama

„Wystartowaliśmy z wiarą, że jednak nie sprzedamy darmo swojej skóry, chociaż poprzedni dzień nie rokował zbyt dobrych nadziei ze względu na słabszą formę Stankiewicza” – wspominał Franciszek Szymczyk, jeden z pierwszych kolarskich muszkieterów II Rzeczypospolitej. „W konkurencji pozostało tylko trzech kolarzy polskich i trzech francuskich. Walka była niezwykle zacięta. Wynik był ostatecznie taki, że wyprzedziliśmy Francuzów mniej więcej o 20 m” – opowiadał Szymczyk. Finałowy wyścig odbył się zaledwie po kilkudziesięciu minutach. Polacy zmierzyli się z Włochami, którzy byli w znakomitej formie. „Wiał silny wiatr i postanowiliśmy pojechać w ten sposób, aby z wiatrem jechał Stankiewicz z Łazarskim, a pod wiatr miałem jechać z Langem. Na pierwszym kilometrze niewiele przegraliśmy” – powiedział Szymczyk. Przed kolejną zmianą Józef Lange był tak podekscytowany osiągniętym przez siebie czasem, że zapomniał o kolejności jazdy i ponownie poprowadził drugie okrążenie. Wówczas kolejność jazdy pod wiatr wypadła na Tomasza Stankiewicza, który nie poradził sobie z wysiłkiem. Pozostałym kolarzom nie udało się już dogonić Włochów.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Warto pokrótce przypomnieć biografie naszych pierwszych medalistów olimpijskich.

Niezastąpiony Józio i inżynier na bicyklu

Panowie z Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów na warszawskich Dynasach pożyczali małemu Józkowi wędkę, by mógł łowić rybki w stawie, wokół którego biegł tor ziemny. Ale Józek już od małego interesował się nie tyle wędkarstwem, ile wyścigami rowerowymi. Kolarską pasję syna dobrze rozumiał i podzielał Feliks Lange, właściciel zakładu garbarskiego. W końcu kupił Józiowi rower wyścigowy. To na nim zdobywał szlify przyszły medalista. Wcześniej jednak młody Józef został legionistą (1915-17), pełnił służbę w adiutanturze Komendy m. Warszawy, po czym w składzie 11. Pułku Ułanów uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. Z czasem karabin zamienił na rower, by startować w barwach WTC (1921-28) oraz stołecznej Legii (1928-30). Jeszcze w latach 30. ubiegłego wieku piętnaście z dwudziestu jeden rekordów krajowych w różnych konkurencjach i na różnych dystansach należało do Langego.

Sportowe zwycięstwa zapewniały mu pilny trening, zdrowy tryb życia (nie pił ani nie palił) oraz wewnętrzna dyscyplina. Takie zaangażowanie kompensowało dość skromne warunki fizyczne (165 cm, 70 kg). Mówiono o nim „mały ciałem – wielki duchem”, „żelazny Lange” lub po prostu „niezastąpiony Józio”.

Reklama

Gdy w 1921 r. zorganizowano pierwsze szosowe mistrzostwa Polski, Józef wyjechał na szosę lubelską i z łatwością pokonał dystans 200 km. Po latach ze wzruszeniem wspominał nagrodę: była nią pierwsza w jego życiu czerwona koszulka z białym orłem. Tydzień później wystartował w sprinterskich mistrzostwach Polski na dobrze znanym mu torze na Dynasach i zdobył wicemistrzostwo. Sukcesy krajowe dawały Langemu przepustkę do Paryża, na igrzyska olimpijskie w 1924 r. Prasa okrzyknęła go jednym z najbardziej utalentowanych polskich kolarzy.

W odróżnieniu od Langego Franciszek Szymczyk miał świetne warunki fizyczne: 184 cm wzrostu, 90 kg wagi. Gdy startował na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, miał już 32 lata. Z wykształcenia był inżynierem chemii i technologii. Odegrał wyjątkową rolę w odrodzeniu się polskiego kolarstwa po II wojnie światowej. To właśnie Szymczyk napisał pierwszy regulamin Polskiego Związku Towarzystw Kolarskich. Był kapitanem sportowym i przewodniczącym Kolegium Sędziów tego związku, projektantem torów kolarskich, redaktorem dwutygodnika Kolarz Polski, autorem książek i podręczników poświęconych kolarstwu. Miał umysł analityczny. Z jego rad i szkoleń korzystali zarówno zawodnicy, jak i szkoleniowcy, sędziowie i działacze. Organizował pierwsze imprezy kolarskie na terenie zniszczonej stolicy, m.in. mistrzostwa Polski w 1945 r. Został również głównym sędzią Wyścigu Pokoju (1950). Jeździł na rowerze do późnej starości, m.in. do pracy na ul. Chocimską – do Państwowego Zakładu Higieny, który kochał równie mocno jak kolarstwo.

Rotmistrz z Popiołów

Reklama

„Piąty handicap. Rów poszerzony o 100 cm, przeszkody podwyższone; parcours staje się bardzo poważny. Tylko jeden koń ma go zaatakować: to Picador, zwycięzca zeszłorocznego konkursu Monaco! Prowadzi go najlepsza «szpicruta» Starego Kontynentu – rotmistrz Królikiewicz (...). Rozlega się burza oklasków, a biało-czerwona flaga wznosi się na maszt” – relacjonował dziennik L’Éclaireur de Nice.

Wśród dziewięciorga dzieci państwa Królikiewiczów było aż ośmiu chłopców. Czterech z nich służyło w kawalerii, trzech w artylerii, a jeden w oddziałach inżynieryjnych. Wśród nich był przyszły medalista, który wpisał się w zastęp najzdolniejszych jeźdźców lat 20. XX wieku oraz twórców polskiego systemu szkolenia jeździeckiego. W konkursie skoków Prix des Nations w Paryżu (1924) Adam Królikiewicz zdobył brązowy medal olimpijski – pierwszy w historii naszego sportu. W 1914 r. wstąpił do I Brygady Legionów Polskich, najpierw do oddziału strzeleckiego, a potem konnego. Jeździectwo szybko stało się pasją jego życia. Kształcił się w Oficerskiej Szkole Jazdy w Starej Wsi pod Warszawą. Kolejne awanse i służbę wojskową łączył z doskonaleniem jeździeckiego mistrzostwa sportowego i poszukiwaniem nowych metod w szkoleniu zawodników i oficerów służby czynnej. Swój kunszt rozwijał w słynnych szkołach jeździeckich Włoch i Francji. Oryginalny polski system szkolenia jeździeckiego Królikiewicz przedstawił w pracy Jeździec i koń w terenie i w skoku. Metody przygotowania i zaprawy. W latach 20. ubiegłego wieku zdobył osiemdziesiąt jeden wyróżnień w konkursach jeździeckich i dwadzieścia cztery pierwsze miejsca w konkursach międzynarodowych.

Po zakończeniu kariery sportowej poświęcił się pracy szkoleniowej w dziedzinie jeździectwa. Po kampanii wrześniowej 1939 zamieszkał w Krakowie, gdzie po zakończeniu wojny pracował jako instruktor i trener oraz organizator sportu jeździeckiego. Był konsultantem oraz jeźdźcem w scenach batalistycznych w filmie Popioły Andrzeja Wajdy. To wtedy uległ tragicznemu wypadkowi. Wskutek powikłań, które wystąpiły po kontuzji, zmarł w Konstancinie k. Warszawy 4 maja 1966 r.

Historia polskich olimpijczyków przypomina nie tylko o wielkich pasjach, ale też o ciężkiej i wytrwałej pracy ludzi, którzy trenują po to, aby na olimpijskim podium usłyszeć hymn swojego kraju.

2024-08-06 13:38

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Polki w ćwierćfinale igrzysk po zwycięstwie nad Kenią 3:0

Polskie siatkarki pokonały Kenię 3:0 (25:14, 25:17, 25:15) w swoim drugim meczu grupy B turnieju olimpijskiego i zapewniły sobie awans do ćwierćfinału. To drugie zwycięstwo w igrzyskach drużyny Stefano Lavariniego, która w niedzielę zmierzy się z Brazylią.

Zgodnie z oczekiwaniami Kenijki nie zawiesiły zbyt wysoko poprzeczki polskim siatkarkom, a mecz był wyrównany jedynie w początkowych fragmentach setów.
CZYTAJ DALEJ

Bp Twal: Kościół w Ziemi Świętej pomostem dialogu i pokoju

2026-01-10 11:44

[ TEMATY ]

Ziemia Święta

Jerozolima

Vatican Media

Katolicy mają do odegrania ważną rolę w Ziemi Świętej jako ci, którzy są na drodze budowania pokoju i dialogu ponad podziałami kulturowymi czy różnicami religijnymi - wskazał w rozmowie z Vatican News bp Iyad Twal, wikariusz łacińskiego patriarchy Jerozolimy w Jordanii. Apelował także, aby pielgrzymi powrócili do odwiedzania miejsc świętych, takich jak miejsce chrztu Jezusa, góra Nebo i inne miejsca biblijne. Podkreśla, że Jordania jest częścią Ziemi Świętej.

„Chrześcijanie Bliskiego Wschodu mają za zadanie ukazywać narodom Ziemi Świętej, że istnieje droga umożliwiająca pokojowe współistnienie, oparte na uznaniu godności jednych i drugich. W tym sensie wierni Jordanii mogą stanowić przykład współżycia i współpracy” - podkreślił bp Iyad Twal w rozmowie z Vatican News po zakończeniu celebracji Mszy świętej z okazji pielgrzymki do miejsca Chrztu Pańskiego - al-Maghtas. Dodał, że jest to miejsce, które „umacnia duchowość tego ludu, wzmacniając jednocześnie jego tożsamość narodową”. To miejsce pomaga „odczuć, doświadczyć i odkryć, jak można być chrześcijaninem w Ziemi Świętej, w miejscu naszej wiary i naszych dogmatów”.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV do młodych: życzę wam świętego życia

2026-01-10 19:30

[ TEMATY ]

młodzi

młodzi katolicy

Vatican Media

O tym, że zostaliśmy stworzeni do prawdy i dobra mówił Papież podczas spotkania z ludźmi młodymi diecezji rzymskiej, którzy licznie przybyli do Auli Pawła VI oraz na Plac św. Piotra. Ojciec Święty zachęcając do świadectwa życia Ewangelią wskazał, aby młodzież działała „z radością i wytrwałością, wiedząc, że aby zmieniać społeczeństwo, trzeba przede wszystkim zmienić siebie”.

Odpowiadając na to pytanie, Papież nawiązał do świadectwa Matteo, który poruszył problem samotności wielu młodych ludzi, której towarzyszy uczucie rozczarowania, zagubienia i znudzenia. „Gdy ta szarość zaciera kolory życia, widzimy, że można być samotnym nawet pośród wielu ludzi. A właśnie wtedy samotność pokazuje swoje najgorsze oblicze: nikt nas nie słucha, bo jesteśmy zanurzeni w hałasie opinii; niczego nie dostrzegamy, bo oślepiają nas fragmentaryczne obrazy. Życie pełne «linków» bez relacji czy lajków bez czułości nas rozczarowuje, ponieważ zostaliśmy stworzeni do prawdy - i cierpimy, gdy jej brakuje. Zostaliśmy stworzeni do dobra, ale jednorazowe maski przyjemności zawodzą nasze pragnienie” - powiedział Leon XIV zwracając się młodzieży.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję