Reklama

Wiadomości

Pić czy nie pić

Alkohol – to słowo zna każdy. Pierwsze skojarzenie bywa różne, dla jednych przyjemne, dla innych obojętne, dla jeszcze innych jest synonimem koszmaru, który zniszczył im życie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Nie ulega wątpliwości, że C2H6O, obojętnie jak zostanie zabarwiony czy opakowany, nigdy nie był i nie jest takim samym towarem spożywczym jak wszystkie inne. Powiedzmy sobie jasno i dobitnie: alkohol to narkotyk, substancja istotnie zmieniająca naszą świadomość, niepozostająca bez wpływu na nasze zachowanie i co ważne – wpływająca negatywnie na nasze zdrowie. Szczęśliwie czasy, gdy alkohol zalecano „dla zdrowotności”, odeszły do lamusa. Wszystkie badania wskazują jednoznacznie, że alkohol to trucizna, i to zarówno dla naszego ciała, umysłu, jak i dla ducha. Jak podaje Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, znaczna część pacjentów, którzy leczą się w placówkach podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej z powodu zaburzeń układu trawiennego, krążenia, schorzeń neurologicznych, chorób płuc, nowotworów, urazów itd., nadużywa alkoholu – szacuje się, że dotyczy to 2,5-3 mln osób. Stanowi to bardzo poważne obciążenie ekonomiczne dla polskiego systemu ochrony zdrowia, ponieważ leczenie tych pacjentów trwa dłużej i jest mniej efektywne. Zdaniem ekspertów, poważne szkody związane z piciem alkoholu przez dzieci i młodzież występują u 10-15% populacji w wieku między 15. a 18. rokiem życia, ale rozmiary realnych zagrożeń są znacznie wyższe.

Weź mnie, wypij mnie, przytul mnie

Reklama

Mimo tych alarmujących danych i dość powszechnej wiedzy o tym, że alkohol zabija na wiele sposobów, nadal rośnie jego spożycie, a wiek inicjacyjny jest przeraźliwie niski. Powodów jest wiele, wśród nich łatwa dostępność alkoholu. Ta została w naszym kraju posunięta do absurdu. Na samym warszawskim Ursynowie znajduje się więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Finlandii. Jakby tego było mało, zapas trunków można uzupełnić o każdej porze dnia i nocy, i to nawet bez konieczności szukania sklepu nocnego, wystarczy najbliższa stacja benzynowa. Tam biją po oczach wszelkie możliwe rodzaje i gatunki ognistej wody, przeźroczystej, bursztynowej czy burgundowej. Do wyboru, do koloru. Alkohol jest wszędzie i jest tani, a pakowanie go w maleńkie buteleczki, takie na dwa łyki, uczyniło go towarem kieszonkowym, poręcznym i dyskretnym.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Gada, lata, pełny serwis, czyli nie bądź osłem

Reklama

„Kultura picia” to dla wielu środowisk oksymoron. Picie nie tylko stępia kulturę, jakość relacji i kindersztubę, ale przede wszystkim zmienia nas w kogoś, kim nie jesteśmy. Daje nam iluzję mocy lub iluzję nieczucia i sprawia, że podejmujemy decyzje często z pozoru niewinne, ale przynoszące zgniłe, sfermentowane owoce. Jazda samochodem po spożyciu alkoholu jest w oczywisty sposób proszeniem się o poważne kłopoty. Spowolnione reakcje, fantazja i brawura na dużym plusie. Do tego dochodzą zaburzenie wzroku, zła ocena sytuacji. Nikt z nas nie wie i nie umie przewidzieć, jaka dawka alkoholu danego dnia okaże się zabójcza podczas kierowania pojazdem. „Na bocznych nie łapią”, „będę jechał ostrożnie” – te słowa nie śmieszą, choć są wzięte żywcem z kabaretu. Każdego dnia w ręce policji wpada średnio 200 kierowców, którzy uznali, że jazda po alkoholu to dobry pomysł. Ilu z tych, którzy niosą śmierć na drogach, nie zostało zatrzymanych? 10, 50, 250 razy tyle? Nie wiemy, ale fakty mówią, że nawet poważne restrykcje prawne, o utracie prawa jazdy nie wspominając, nie powstrzymują amatorów procentów od jazdy samochodem, nawet sławnych, takich jak: Jerzy Stuhr, Beata Kozidrak, Ewa Farna, Joanna Liszowska, Daniel Olbrychski, Renata Dancewicz, Kamil Durczok. Ta lista jest bardzo długa. Przyzwolenie społeczne na jazdę po kielichu jest, niestety, spore, a kary, jeśli nie doszło do wypadku ze skutkiem śmiertelnym, niezwykle łagodne. Tymczasem jazdę na dużym rauszu można bez cienia przesady porównać do strzelania na ulicy z pistoletu czy rzucania na oślep nożem w galerii handlowej.

Mam tę moc

Alkohol ma w sobie tę moc, którą chętnie dzieli się z osobą poń sięgającą. A im młodszy jest konsument, tym większe ryzyko. Ten legalny narkotyk bardzo skutecznie usuwa wszelkie hamulce; rzeczy, które nie przyszłyby nam do głowy na trzeźwo, nagle wydają się bardzo kuszące i atrakcyjne. Wejście na komin elektrowni? Super! Położenie się między torami, tak by pociąg przejechał nad nami? Sztos. Seks z właśnie poznanym facetem czy też kobietą albo obydwojgiem? To może być fajne. Niekontrolowany przez sędziego i rękawice sparing bokserski w stylu Fight Club? Przygoda. A zachętę stanowią wakacje, które przydają jeszcze elementu baśniowego wszystkim tym poczynaniom, bo jak wiadomo, „co się stało w Ustce, zostaje w Ustce”. Przepis na zmarnowane lub gwałtownie przerwane życie gotowy.

Wprost na spotkanie ognia leć

Reklama

Oczywiście, zwykły tydzień pracy też ma swoje smutki, które lubimy zalać. Ten sławny „robal”, który nas drąży. Długofalowe szkody w życiu zawodowym wynikające z nadużywania alkoholu są bardzo liczne, wymieńmy kilka z nich: nieusprawiedliwione nieobecności, mało prawdopodobne wytłumaczenia nieobecności, nadmierna powolność, opieszałość, wzrastająca liczba i długość przerw na kawę, wycieczek do innych pokoi, fizyczne dolegliwości w pracy: bóle głowy, żołądka, trudność w przypominaniu sobie poleceń i szczegółów instrukcji, wzrastająca trudność w wypełnianiu wyznaczonych zadań, trudność w przypominaniu sobie i analizowaniu swoich błędów, niedotrzymywanie i przekraczanie terminów, zwiększająca się liczba błędów i pomyłek, uchylanie się od podejmowania decyzji, wyczulenie na krytykę, znaczne wahania nastroju, skargi od współpracowników, drażliwość, nerwowość i nieskończenie wiele innych.

Wódka wyborcza

Reklama

Mając tę wiedzę, a trudno jej nie posiadać, teoretycznie powinniśmy być odporni na zachętę kierowaną do nas czy to przez znajomych, czy też przez własny umysł. Głód alkoholowy lub choćby pragnienie chwilowego zapomnienia są jednak przemożne. Zresztą świat nie ułatwia nam abstynencji. Nadal alkohol jest swoistym biletem wstępu na domówkę, prezenty robione z alkoholu też nie są rzadkością, a większość imprez – zarówno służbowych, prywatnych, jak i uroczystości kościelnych – jako główną pozycję w menu ma właśnie alkohol. Czy da się i co ważniejsze – czy należy to zmienić, walczyć z tym? Nie mam cienia wątpliwości, że warto. Świat kolorowany procentami to świat o wiele uboższy niż ten nasz, rzeczywisty. My w reakcji z alkoholem jesteśmy o wiele mniej człowieczy, znacznie mniej prawdziwi i z całą pewnością mniej obliczalni. Producenci alkoholu wiedząc, że sprzedają narkotyk, truciznę z najlepszym PR-em w świecie, nie szczędzą sił i środków, by wpływać na rządzących w kwestii dostępności i reklamy alkoholu. Dochodzi do tak przykrych i w swej bucie żałosnych incydentów, jak obsadzenie w roli smakosza alkoholu (to sytuacja sprzed kilku lat) szefa PZPN, wybitnego piłkarza Zbigniewa Bońka. Obok wdzięczył się z butelką były selekcjoner naszej reprezentacji. Rok 2023 przyniósł zaś w przedkampanijnej kurzawie powrót do wspomnień pijackich wybryków prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który na mniejszym czy większym rauszu fikał na scenie dwie dekady temu, a na oficjalnych wizytach zagranicznych kompletnie nie miał zahamowań – czy to gdy odwiedzał groby naszych bohaterów w Charkowie, czy podczas wykładu na uniwersytecie w Ukrainie. Dziś mamy do czynienia z może bardziej dyskretną, nie tak kompromitującą, ale przez to jeszcze bardziej szkodliwą promocją alkoholu przez polityka szukającego poparcia w ramach akcji „Piwo z Mentzenem”. A zatem umizgi alkoholowe i słabość do alkoholu są demokratyczne i obejmują całe spektrum polityczne, społeczne, kulturowe, wiekowe, płciowe, zdrowotne, majątkowe itp. Niezależnie od tego, kim jesteś, szansa na to, że ktoś spróbuje zdobyć twoją sympatię przy pomocy szklanki, kieliszka czy kufla pełnego procentowego szczęścia, jest ogromna.

Gdy mam, co chcę, wtedy więcej chcę

Czy jedno, dwa wakacyjne piwka to coś niebezpiecznego, szkodliwego, toksycznego i zgubnego? Droga od jednej puszki czy dwóch puszek wypitych na plaży do poważnych konsekwencji jest długa czy krótka? Nigdy tego nie wiemy. William Duncan Silkworth w rozdziale W opinii lekarza, który zamyka książkę Anonimowi Alkoholicy, stwierdza na podstawie wieloletniej praktyki w pomaganiu osobom uzależnionym, że istnieją tacy ludzie, którzy cierpią na swoistą alergię na alkohol. Owa alergia nie polega na tym, że po spożyciu alkoholu dostaje się wysypki, drgawek czy kataru, ona sprawia, iż cierpiący na nią pacjent nie jest w stanie zatrzymać swojego apetytu na spożywanie trunku na drugim, trzecim czy ósmym kuflu. Ta tajemnicza alergia, dziś zwana alkoholizmem, to choroba chroniczna, śmiertelna, postępująca i, co bardzo smutne, nieuleczalna. Ale jaki to może mieć związek z owym niewinnym kuflem wypitym nad morzem? Może nie mieć żadnego, ale przecież tego nie wiesz, dopóki nie spróbujesz. A wówczas?

Gorzko, gorzko

Przy pierwszym „spotkaniu” z mocnym alkoholem organizm reaguje więcej niż wzorowo. Co to znaczy? Jeśli nasze życie nie rozpoczęło się w łonie pijanej i stale pijącej mamy, a kontakt z alkoholem był jedynie kontaktem wzrokowym, to pierwszą, najbardziej naturalną reakcją naszego organizmu na wódkę będą: torsje, intensywne obrzydzenie, bardzo świadoma walka naszego ciała o jakość naszego życia. Coś w stylu: „nie wlewaj tego we mnie, to jest okropne”. I tak powinny reagować na alkohol zdrowe ciało i wolny umysł.

Sierpień bez cierpień

Gdy porusza się temat alkoholu, skutków społecznych jego picia, utraconych przez niego więzi, warto zauważyć, że nikt spośród setek milionów ludzi na całym świecie, którzy umierają bądź umarli z powodu nadużywania alkoholu czy wieloletniego, wyniszczającego nałogu, nie planował się uzależnić. Nie wymarzył sobie siebie jako jeźdźca czy pieszego gnającego na oślep bez głowy ku zatraceniu. Grupy samopomocowe dla osób uzależnionych i ich rodzin dają tysięczne dowody na to, że zwykle historie uzależnienia zaczynają się bardzo niewinnie – od jednego nieposłuszeństwa, jednych wagarów, jednej wypitej z obrzydzeniem, ale i pewną fascynacją butelki wódki. Nikt nie chce myśleć o sobie, że jest gorszy, upośledzony, pozbawiony hamulców i zdrowego rozsądku, ale co któryś z nas w wyniku kontaktu z tą substancją zamienia się w potwora. Traci wszelką godność. Traci jakąkolwiek swobodę decydowania o sobie. Wpada w nałóg, który powoli staje się całym życiem, jedyną wartą uwagi i czasu rzeczą. Dlatego warto zadać sobie pytanie, czy to wejście jest dla mnie. Bo jeśli miałoby się okazać, że wejście jest wprawdzie otwarte i do dyspozycji, ale nie wiadomo, gdzie szukać wyjścia, to o ile mądrzej i owocniej byłoby powiedzieć sobie samemu: „wejścia nie ma”. Przed nami sierpień – miesiąc, w którym przez akt dobrowolnej abstynencji możemy pomóc sobie i tym, którzy toną w alkoholizmie, stać się choć odrobinę lepszymi, trzeźwiejszymi.

Materiały dla potrzebujących wsparcia w temacie 12 kroków i nie tylko. - Raj Media

2023-07-31 23:30

Oceń: +6 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W sklepach pojawiły się alko-tubki. Rozpijanie społeczeństwa trwa w najlepsze

[ TEMATY ]

alkohol

stock.adobe.com

Podejmując słuszną walkę z niebezpiecznymi tzw. alko-tubkami, przypominającymi musy dla dzieci, pamiętajmy, że jest to jeden z wielu problemów, które wymagają natychmiastowej reakcji władz oraz pracy u podstaw nad zmianą mentalności naszego społeczeństwa. Tutaj powinno być zero tolerancji dla rozpijania społeczeństwa, ale także trzeba położyć nacisk na promocję postaw trzeźwościowych - uważa bp Tadeusz Bronakowski. Przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych skomentował pojawienie się w sklepach saszetek z alkoholem. Produkt wzbudził społeczne oburzenie.

W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia saszetek z alkoholem, które trafiły do sprzedaży w całym kraju. Produkt, który wyglądem do złudzenia przypomina owocowe tubki dla dzieci, spotkał się z szeroką krytyką m.in. rodziców, specjalistów leczenia uzależnień oraz osób promujących trzeźwy styl życia.
CZYTAJ DALEJ

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

USA: rekordowa liczba powołań na kapelanów wojskowych w armii

2026-04-29 20:48

[ TEMATY ]

kapelan

Stany Zjednoczone

powołania

Vatican Media

W Menlo Park (Kalifornia) w seminarium wyższym św. Patryka w tegorocznych rekolekcjach dla przyszłych kapelanów wojskowych w amerykańskiej armii wzięło udział 38 księży i seminarzystów.

Takie spotkania organizowane są dwa razy w roku przez Biuro Powołań Archidiecezji dla Sił Zbrojnych jako część kampanii, która ma stawić czoło niewystarczającej liczbie księży katolickich w czynnej służbie. W 4-dniowych rekolekcjach (09 -12.04) spośród rekordowej liczby 38 uczestników, którzy chcą chcą zostać kapelanami, 15 chce służyć w lotnictwie, 8 w marynarce, a 7 w piechocie. Pozostali nie dokonali jeszcze wyboru rodzajów broni. Dyrektor Biura Powołań, emerytowany kapelan wojskowy ks. Paul-Anthony Halladay, na którego powołuje się agencja ZENIT, nazywa te przypadki „powołaniem w powołaniu”, bo o chodzi o księży, którzy czują się również powołani do służby w wojsku, dla żołnierzy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję