Poznańscy klerycy zorganizowali własną trasę w ramach Ekstremalnej Drogi Krzyżowej (EDK). 8 kwietnia w czasie 45-kilometrowego odcinka, zaczynającego się przy poznańskiej katedrze, a kończącego przy ośrodku w Nadziejewie – miejscu formowania najmłodszego roku alumnów, uczestnicy EDK modlili się o powołania do służby w Kościele.
„EDK to doświadczenie swojej słabości i kruchości w nocnej wędrówce, w której podążamy za Chrystusem, rozważając Jego mękę i śmierć na krzyżu. Wyzwanie, czyli podjęcie wędrówki, sama droga, zmaganie, czyli zniechęcenie i zmęczenie to jej elementy. Jednak celem EDK jest spotkanie z Panem Bogiem przez medytację, milczenie i modlitwę” – podkreślają organizatorzy.
Główną intencją tegorocznej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, odbywającej się pod hasłem „Droga pojednania”, była modlitwa o nowe i święte powołania do służby w Kościele.
Do wzięcia udziału w EDK zostali zaproszeni w sposób szczególny młodzi ludzie, którzy starają się odkryć swoje życiowe powołanie.
Metropolita katowicki abp Adrian Galbas przeszedł w ostatnich dniach trasę Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Wraz z kanclerzem katowickiej kurii, ks. Tomaszem Wojtalem, drogę pokutną odbyli na Półwyspie Helskim. Przy okazji arcybiskup zaprosił na młodych na Niedzielę Palmową do katowickiej katedry.
Nagranie pojawiło się na facebookowym profilu archidiecezji katowickiej. W nim abp Adrian Galbas idzie brzegiem Bałtyku. Za chwilę wyjaśnia, co dokładnie tam robi. ‒ Co roku staram się pójść gdzieś na Ekstremalną Drogę Krzyżową i tym razem wybrałem Półwysep Helski, który jak widać o tej porze roku jest prawdziwym pustkowiem. To dobry czas, żeby patrząc na ten bezkres morza oderwać się od codzienności i zatęsknić za głębią i pomyśleć o tym, co jest poza horyzontem ‒ wyjaśnia abp Galbas.
W Strasburgu na korytarzach Parlamentu Europejskiego pojawili się we wtorek polscy rekonstruktorzy przebrani za husarzy i króla Jana III Sobieskiego. Pod PE przybyli na koniach, by wziąć udział w uroczystości nadania imienia polskiego króla jednej z sal PE.
Zaprezentowali się w pełnym uzbrojeniu i strojach z dwóch kluczowych epok: z okresu wielkich zwycięstw za panowania króla Stefana Batorego oraz z czasów króla Jana III Sobieskiego. Mieli szable, koncerze i kopie, a konie miały siodła kawaleryjskie z epoki.
Ta jedna wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza mówi wszystko. Minister obrony narodowej pytany w Polsat News, czy widział tajemniczy raport, o którym mówi premier – odpowiada wprost: nie. Chodzi o „słynny” dokument, jaki rzekomo Donald Tusk miał dostać od dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a, a o którym od kilku dni mówi szef rządu. A można było inaczej.
Rozumiecie państwo? 10 września premier Tusk (kolejny raz) straszy Polaków wojną, która miałaby nam grozić już za kilka miesięcy. Opiera się na raporcie CIA, który po pięciu dniach dalej nie jest znany szefowi MON, a co temu ministrowi jakoś szczególnie nie przeszkadza. A przynajmniej nie ma ani jednego sygnału publicznego i nieoficjalnego, by tak było.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.