Reklama

Kościół

Na zdrowie?

Jestem Polakiem, więc piję”. Gdy słyszę te słowa, boli mnie dosłownie wszystko.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A najbardziej boli ten zmarnowany kapitał, który przez lata wypracowywali duchowi spadkobiercy wielkich wizjonerów: bł. Stefana Wyszyńskiego, nieocenionego sługi Bożego Franciszka Blachnickiego czy mało znanego, skromnego o. Benignusa Sosnowskiego, który niestrudzenie walczył o trzeźwość Polaków.

Przewodnicy

Reklama

Nie ulega wątpliwości, że na mapie Europy, także dzięki wyżej wymienionym, stanowimy wspólnotę narodową najbardziej aktywną w krzewieniu postaw trzeźwościowych i skutecznej terapii. Dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, wyrosłe na glebie ruchu oazowego, nadal ma licznych ambasadorów. Moda na niepicie jest oczywistością w niektórych środowiskach studenckich, choćby tych związanych z Ruchem Czystych Serc, który powstał z inicjatywy redakcji Miłujcie się!, a także w środowisku związanym z Weselem Wesel – ideą zabaw bezalkoholowych, której patronuje charyzmatyczny góral ks. Władysław Zązel. Ruchy samopomocowe oparte na Programie 12 Kroków są coraz liczniejsze i nawet covidowe obostrzenia nie zatrzymały ich dynamiki. Przeniosły się one czasowo do sieci, ale nie zawiesiły swoich działań. Sam Program 12 Kroków, doceniony przez Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych, staje się uniwersalnym narzędziem do pracy duszpasterskiej i do samodoskonalenia. Biskup Tadeusz Bronakowski, pasterz środowisk trzeźwościowych, zgromadził dziesiątki światłych umysłów, praktyków profilaktyki i terapii, a także rekolekcjonistów i ojców duchownych, profesorów, doktorów, pedagogów, psychiatrów, psychologów i terapeutów, by stworzyć Narodowy Program Trzeźwości. Ludzi, którym sprawa trzeźwości leży na sercu, nie brakuje, a Polska nadal się zatacza w alkoholowym obłędzie. Dlaczego?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

35% Polaków się upija

Zapewne nie ma jednej, prostej odpowiedzi na taki stan rzeczy, ale od lat dr Piotr Jabłoński, szef nowo powołanego Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, powtarza, że dostępność alkoholu, jego niska cena i reklama to najlepszy sposób na to, byśmy pili coraz więcej. I pijemy. Doktor Mateusz Grzesiak w swojej analizie badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazuje, że na każdego z nas przypada średnio 11,7 l czystego alkoholu rocznie, co oznacza, że każdy z nas wypija w tygodniu statystycznie 2,4 butelki wina lub 9 butelek piwa. Smutne i kompromitujące dla nas dane mówią o 35% dorosłych Polaków, którzy upijają się co najmniej raz w tygodniu; ponad jedna trzecia to niedojrzali ryzykanci. Szacuje się, że alkohol pije w Polsce 89% kierowców, ponad 60% zna osobiście kogoś, kto jeździ pod wpływem alkoholu; co trzecia osoba zna kogoś, kto spowodował wypadek po spożyciu alkoholu, a co druga – kogoś, kto stracił przez alkohol prawo jazdy. Kto nam zafundował tę narodową przypadłość i dlaczego tak wiele osób wybiera upojenie alkoholowe zamiast trzeźwej zabawy?

Uczucie i nieczucie

Reklama

Alkohol jest nieodłącznym atrybutem zabaw, rytualne „osiemnastki” to okazja do legalnego pijaństwa na umór. Brak hamulców wśród młodzieży ma swoje podglebie w oswajaniu dzieci z zabawą z bezalkoholowym „szampanem”. Choć jest on bez procentów, jedynie z bąbelkami, oswaja 6-, 7-latków z sytuacją, że tam, gdzie świętowanie, muszą być toasty. Innym niezmiernie ważnym czynnikiem picia „ucieczkowego” jest fakt, na który po mistrzowsku zwrócił uwagę Marek Koterski w swoim filmie 7 uczuć. Wchodzimy w dorosłe życie bez kontaktu z własnymi uczuciami, ogarnięci ideologią użycia, ale nie przeżycia. Jeśli podejdziemy do licealisty i spytamy go, co czuje, w większości przypadków nie będzie umiał udzielić żadnej odpowiedzi, a jeśli już odpowie, to raczej wskaże na zapach niż na uczucie. To niepełnosprawność, którą niesiemy w dorosłość. Brak komunikacji z własnymi uczuciami czyni z nas ich niewolników. Nie rozumiejąc siebie, bez kontaktu z własną emocjonalnością, szukamy sposobu, by nie czuć, by połamać trudne, niezrozumiałe strzały uczuć. Nałogowe regulowanie tychże to nic innego jak niezgoda na siebie, na rzeczywistość, na fakty. Piotr Pietrow ze Stowarzyszenia „Ocaleni” zwraca uwagę, że jesteśmy społeczeństwem zalęknionym, które w covidowej rzeczywistości jeszcze bardziej zatraca poczucie bezpieczeństwa. To, co dzieje się wokół nas – zagrożenie zewnętrzne ze Wschodu, ekonomiczne z Zachodu i podziały wewnątrz kraju – z całą pewnością sprzyja postawom ucieczkowym.

Nie nasze małpy, nie nasz cyrk

Reklama

Lobby alkoholowe, oczywiście, nie śpi, i robi wszystko, by łowić szeroko. Udanym eksperymentem okazały się „małpki” – małe butelki ze 100 lub 200 ml wódki, które niewiele kosztują, łatwo je ukryć i doskonale sprawdzają się jako „drugie śniadanie” do pracy, szkoły czy w drodze do pośredniaka. Mieszczą się w kieszeni marynarki, płaszcza czy w damskiej torebce, a nawet w kosmetyczce. To taki pseudoprzyjaciel, który zawsze jest blisko, gdy dzieje się dobrze, ale jest jeszcze bliżej, gdy dzieje się źle. Każdy miejski skwer każdego ranka zamienia się w cmentarzysko buteleczek – można w nich brodzić jak w liściach w połowie listopada. Nie chcę przypisywać temu sposobowi dystrybucji jakiejś magicznej mocy, ale fakty mówią same za siebie. Spożycie alkoholu rośnie, a małe porcje w poręcznych butelkach to absolutny top na listach sprzedażowych; tym bardziej że zorganizowanie 6 zł na upragnioną porcję ognistej wody nie sprawia żadnej trudności zarówno licealistom, studentom, robotnikom, jak i bezrobotnym. To wielki „dar” dla tych wszystkich, którzy chcą się odurzać tanio i niepostrzeżenie. Polska jest największym producentem wódki w UE i czwartym na świecie – po Rosji, USA i Ukrainie. Co roku Polacy wydają na wódkę ok. 12 mld zł; z tego butelki o pojemności 100 i 200 ml stanowią już jedną trzecią rynku. Pieniądz wszystko wprawia w ruch, a „małpka”, choć brzmi niewinnie i wygląda skromnie, może nam odebrać człowieczeństwo.

Zawsze blisko, zawsze tanio

Nie mniej „pomocna” jest szeroka sieć dystrybucji. Do powtarzanych wszędzie anegdot należy fakt, że w całej Finlandii jest mniej punktów sprzedaży alkoholu niż na warszawskim Ursynowie czy w dowolnym mieście powiatowym. Nie dość, że Finowie zadbali o to, by dostęp do alkoholu był utrudniony, to dodatkowo wprowadzili bardzo wysokie ceny. Gdy próbowałem w programie Ocaleni apelować, by jedna porcja czystego alkoholu była wyraźnie droższa, natychmiast mnie zaatakowano, że działam w porozumieniu z alkoholowym lobby. A przecież w interesie tegoż jest niska, a nie wysoka cena, bo zysk przynoszą nie tylko marża, ale i skala.

A już totalnie niezrozumiałym udogodnieniem dla pijących jest sprzedaż alkoholu nie tylko wszędzie – nawet, o zgrozo, na stacjach benzynowych – ale i o każdej porze dnia i nocy. Tak jakby alkohol był towarem pierwszej potrzeby. Może brakować chleba, podpasek, pasty do zębów, masła czy plastrów z opatrunkiem, ale alkoholu na stacji nigdy nie zabraknie. Jaka logika, poza zyskiem dystrybutorów i producentów, przemawia za tak nachalnym marketingiem?

1 minus 3

Reklama

No, ale przecież zysk z akcyzy dla państwa jest ogromny, zatem kupując alkohol, pomnażam dobrobyt kraju – ten wyssany z palca argument często pada jako sznaps idea podczas zarówno suto zakrapianych balang, jak i poważnych debat w studiach telewizyjnych. Nic bardziej mylnego. Rzetelni eksperci wykazują, że każda złotówka, która zasila budżet państwa z akcyzy alkoholowej to, lekko licząc, minimum 3 zł wydane na skutki pijaństwa: szpitale, ofiary wypadków, leczenie ambulatoryjne, szkody drogowe, refundowane terapie, budowlane fuszerki, depresje, dramaty jednostek, rodzin, społeczeństwa. Bilans jest oczywisty i wypada fatalnie.

Ryba psuje się od głowy

Chociaż czasy, gdy pijany prezydent RP zataczał się nad grobami naszych bohaterów w Charkowie, wraz z końcem kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego minęły – mam nadzieję: bezpowrotnie – to jednak kilka tygodni temu na salę sejmową wszedł pijany poseł, a co chwilę prasa donosi o celebrytach, znanych dziennikarzach, księżach czy sportowcach zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu. Kilka lat temu w kampanię reklamującą piwo zaangażowali się Zbigniew Boniek, były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, oraz Adam Nawałka, były selekcjoner kadry narodowej. Nie brak i dziennikarzy, którzy radośnie namawiają do wypicia „na zdrowie”; wybitni sportowcy, aktorzy, naukowcy bez żadnego oporu opowiadają o swoich alkoholowych planach. Co więcej – taka postawa uchodzi za naturalną, swobodną i przede wszystkim – niezakłamaną, bo przecież „wszyscy piją”.

Po latach posuchy

Reklama

Oczywiście, że nie wszyscy. Są niemałe środowiska, w których abstynencja jest wyborem naturalnym. Moda na niepicie nie jest może powszechna, ale Krucjata Wyzwolenia Człowieka nadal istnieje. Co tydzień w programie Ocaleni w TVP opowiadamy przynajmniej kilka historii osób, które wróciły ze śmierci alkoholowej do życia w pełnej abstynencji. Dziś żyją piękniej, uczciwiej i radośniej niż kiedykolwiek. Na pewno cieszy fakt, że telewizja publiczna i Polskie Radio potraktowały temat profilaktyki i leczenia uzależnień z troską i po kilkudziesięciu latach posuchy w publicystyce poruszającej ten temat możemy w końcu z mocą docierać do masowego widza i słuchacza z prawdą o tym, co zabiera nam alkohol i że uwolnienie się od niego jest zawsze w naszym zasięgu.

Tak lub nie

Trzeźwość to wybór. Nikt nie każe nam być mądrymi i wolnymi. Możemy być zniewolonymi głupcami, ale jeśli jako kraj mamy tak potężną bazę terapeutyczną i znamy dziesiątki historii ludzi, którzy zaczęli na nowo z pomocą Programu 12 Kroków, AA czy klubów abstynenta, to trzeba sporo złej woli, by nie zauważyć drogi wyjścia. Rozwiązanie jest bliżej, niż ktokolwiek z pijących myśli. Pierwszy krok to uznać bezsilność, zgodzić się na ten prosty fakt, że potrzebujemy pomocy. A potem zaczyna się proces, który gorzką żołądkową zamienia w słodycz trzeźwości, a porcję spirytusu – w odnowienie naszego spirit (ducha). Alkoholizm, o czym wielokrotnie mówiono i pisano, to choroba umysłu, ciała i ducha. Uzależnienie, jak pisze ks. dr Marek Dziewiecki, to rodzaj zakochania się w swoim śmiertelnym wrogu. To zakochanie da się leczyć, ale jest to proces żmudny i wymagający zaangażowania. 10 czerwca Wspólnota AA skończy 87 lat. Nadal się rozrasta i ciągle ratuje życie. Bo program spisany przez Billa W. i dr. Boba to narzędzie do przebudowania myślenia, zmiany postaw, pokornego zadośćuczynienia oraz odkrycia i pokochania siebie we wszystkich trzech wymiarach: ciała, umysłu i duszy.

Być lepszym

Reklama

Czy jako naród jesteśmy skazani na utonięcie w potopie alkoholu? Na pewno nie, ale trzeźwość zaczyna się od naszych wyborów. Im więcej osób podejmie dobrowolną abstynencję, tym mniej będzie szkodliwie piło. Oczywiście, odstawienie alkoholu nie zawsze prowadzi do przemiany życia – można być tak samo lub bardziej nieznośnym zarówno gdy się nie pije, jak i gdy się nie trzeźwieje. Dlatego warto się przyjrzeć swojej wolności już dziś, i to bardzo wnikliwie; zliczyć nie tylko wypite promile, ale także czas spędzony przed smartfonem, czas w pracy, na zakupach, zabawie, próżniaczeniu, badaniu i przekraczaniu granic przyzwoitości. Kto wytrzeźwieje? Ci, którzy chcą być lepsi, jak rymuje młody artysta Jan-rapowanie w utworze Co ja wiem:

A cierpienie sprzedaje się lepiej niż uśmiech i nie lubisz numerów o tym, że ktoś odniósł sukces.

A poznałem trochę ludzi, którzy go odnieśli, a odnieśli go dlatego, że ciągle chcieli być lepsi.

Brzmi banalnie, ale nie wiem, czy masz tę świadomość, chcieli być lepsi, ta, ale nie od kogoś.

Bądźmy więc lepsi od siebie sprzed roku, sprzed miesiąca, z wczoraj – nie pijąc „na zdrowie”, lecz żyjąc zdrowo.

2022-02-22 11:32

Oceń: +8 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Złożyli Bogu podziękowanie za Nowe Życie

Rozpoczęły się Mszą św. w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, której przewodniczył sufragan diecezji świdnickiej bp Adam Bałabuch. W celebrze uczestniczyli: ks. inf. Józef Strugarek, proboszcz ks. Jarosław Żmuda, prowadzący w diecezji świdnickiej duszpasterstwo trzeźwości ks. Sławomir Calik, a także opiekujący się środowiskiem trzeźwości w Wałbrzychu i okolicach ks. Piotr Mycan z parafii św. Józefa Oblubieńca. W imieniu członków stowarzyszenia, Księdza Biskupa i zaproszonych gości powitał uroczyście w kościele prezes zarządu stowarzyszenia Władysław Żyndul, a także dzieci obchodzącej 15-lecie działalności świetlicy środowiskowej. Słowa powitania i gratulacje z okazji jubileuszu przekazał również w kościele członkom stowarzyszenia i podziękował gościom za udział w Mszy ks. proboszcz Jarosław Żmuda, który podkreślił, że jest ona Eucharystią dziękczynną za dar powstania Klubu Abstynenta z prośbą o dalszą Bożą opiekę nad nim. Okolicznościową homilię wygłosił Biskup Sufragan. Mówił: – Wszyscy jesteśmy ludźmi słabymi i jeżeli sobie to uświadomimy – to trzeba nam wiedzieć, że najlepszą pomocą dla nas wierzących w Boga jest Dobra Nowina, którą znamy z Ewangelii, ponieważ Jezus Chrystus po to przyszedł na świat, żeby zbawiać grzeszników. Przyszedł po to, aby wydźwignąć nas ze zła. „Dostąpiłem Bożego miłosierdzia i Bóg się nade mną ulitował” – napisał św. Paweł Apostoł w Liście do Tymoteusza, w odczytanej dziś Ewangelii. I my też możemy dziś powiedzieć za nim, że Bóg przyszedł w Chrystusie i do takich grzeszników, jakimi i my jesteśmy. To z Jego – Bożego miłosierdzia – możemy się wydźwignąć z wszystkich naszych ludzkich upadków, dlatego tak ważne są nasze częste spotykania z Jezusem w Eucharystii i w Komunii św. – podkreślał Ksiądz Biskup. I zachęcał do częstej modlitwy, która daje nam siłę i moc. Po Mszy św. dalsza część obchodów jubileuszu stowarzyszenia odbywała się w sali widowiskowej Teatru Zdrojowego. Rozpoczęła się od słów wzruszającej modlitwy, którą wraz z uczestnikami odśpiewał Stanisław Sauć. Jej radosna i pełna wiary treść jest siłą, która na co dzień pomaga wytrwać członkom klubu w podjętej walce z nałogami i konsoliduje środowisko rodzin, które wspierają osoby uzależnione ze swoich rodzin, nie mniej cierpiące na co dzień z powodu ich nałogu niż one. Organizatorzy ponownie powitali gości oficjalnych, a wśród nich gościa honorowego bp. Adama Bałabucha, ks. inf. Józef Strugarka i ks. proboszcza Jarosława Żmudę, którzy zrobili miłą niespodziankę organizatorom, dołączając do uczestników tej części obchodów, oraz byłych burmistrzów Szczawna-Zdroju: Barbarę Janeczko, Emila Barcińskiego, Tadeusza Wlaźlaka i obecnych samorządowców – zastępcę burmistrza Urszulę Burek, przewodniczącą Rady Miejskiej Ramonę Bukowską, przewodniczącą Komisji Rady ds. Zwalczania Problemów Alkoholowych Danutę Wild, delegacje z zaprzyjaźnionych klubów z Zabrza, Raciborza, Boguszowa-Gorc, Kłodzka, Strzegomia. Przypomniana została pokrótce historia powstania i działalność klubu oraz wkład, który wnieśli przed 20 laty w jego powstanie uczestniczący w tym spotkaniu inicjator klubu Kazimierz Speczyk z Zabrza oraz pierwszy prezes Zarządu klubu Witold Lipecki ze Szczawna-Zdroju. Program niespodziankę z wierszami i śpiewaniem przygotowały dla jubilatów dzieci uczęszczające do świetlicy środowiskowej. Kulminacyjną częścią spotkania było wręczenie osobom zasłużonym, które wspierały stowarzyszenie w minionym 20-leciu, dyplomów z podziękowaniami. W tej części spotkania przemawiali zaproszeni goście, wśród nich bp Bałabuch, który gorąco gratulował jubileuszu. Przypomniał, że po raz pierwszy z działalnością klubów AA zetknął się w ostatnim roku seminarium, uczestnicząc w konferencji: „Bóg na ludzkich bezdrożach”, gdzie wielkim zaskoczeniem dla niego była obecność wśród osób przyznających się do alkoholizmu księdza. – Ten kapłan poprzez swoją chorobę alkoholową, do której się przyznał, do dziś pomaga innym w walce z tym nałogiem – mówił. Ksiądz Biskup przypomniał też historię ze swojej pierwszej parafii, gdzie długo nie udawało mu się założyć klubu abstynenckiego, aż zrobił to udanie prosty parafianin. – Na tym przykładzie wiem, że do trwania w postanowieniu o trzeźwości nie wystarczy tylko zachęcać uzależnionych – mówiąc, że robią źle, ale trzeba też im pomagać, prowadząc niejako za rękę, a uczą tego wasze kluby. Kończąc, Ksiądz Biskup przypomniał inicjatywę „Krucjaty Wyzwolenia Człowieka”, w której modlą się za zniewolonych różnymi uzależnieniami osoby, które nie piją alkoholu nie dlatego, że postanowiły same zerwać z nałogiem, czy też dlatego, że tego problemu nigdy nie miały, ale że podjęły dobrowolnie postanowienie niepicia. I w ten sposób swoim przykładem i modlitwą wspierają teraz osoby mające ten problem. Gratulacje z okazji 20-lecia działalności Klubu Abstynenta „Nowe Życie” przekazał członkom stowarzyszenia na tym spotkaniu także ks. inf. Józef Strugarek, który przypomniał zapał organizatorów w pierwszych miesiącach, gdy stowarzyszenie powstawało i gorliwą modlitwę o trzeźwość jego założyciela, której był świadkiem w szczawieńskim kościele.W imieniu burmistrza Szczawna-Zdroju Marka Fedoruka, który nie mógł uczestniczyć w spotkaniu, treść skierowanego do członków klubu listu z życzeniami z okazji jubileuszu odczytała zastępca burmistrza Urszula Burek, przekazując na koniec w imieniu władz samorządowych w upominku stowarzyszeniu obchodzącemu jubileusz wielki tort, którym następnie poczęstowała wszystkich uczestników. – Obchody naszego święta zakończyliśmy piknikiem jubileuszowym na Słonecznej Polanie w Szczawnie-Zdroju przy muzyce i zabawie – powiedział prezes klubu Władysław Żyndul. I dodał, że stowarzyszenie skupia nie tylko osoby uzależnione, ale też te, którym bliska jest idea abstynencji, co bardzo go cieszy.
CZYTAJ DALEJ

Zmarł ks. Mieczysław Sołtys - wieloletni proboszcz w Smolnie Wielkim i Starym Dworze

2026-02-09 16:48

[ TEMATY ]

nekrolog

diecezja zielonogórsko‑gorzowska

Archiwum Kurii Diecezjalnej w Zielonej Górze

Śp. ks. Mieczysław Sołtys

Śp. ks. Mieczysław Sołtys

W niedzielę 8 lutego w hospicjum w Nowogrodźcu, w 80. roku życia i w 55. roku kapłaństwa, zakończył swoją ziemską pielgrzymkę śp. ks. Mieczysław Sołtys, wieloletni proboszcz w Smolnie Wielkim i Starym Dworze.

Pogrzeb zmarłego odbędzie się w środę 11 lutego 2026 r. w parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej w Gryfowie Śląskim (diec. legnicka) według następującego porządku:
CZYTAJ DALEJ

Pożar pociągu osobowego w Łódzkiem. Ewakuowano 200 osób

2026-02-09 14:25

[ TEMATY ]

pożar

pociąg

Karol Porwich/Niedziela

Do groźnego pożaru doszło w poniedziałek przed południem w pociągu Intercity relacji Wrocław–Białystok. Ogień pojawił się na stacji w Koluszkach (Łódzkie). Pracownicy kolei ugasili pożar jeszcze przed przyjazdem strażaków. 200 pasażerów bezpiecznie opuściło skład. Troje kolejarzy trafiło do szpitali - informuje portal radia RMF FM.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek tuż po godz. 10, gdy pociąg relacji Wrocław-Białystok stał na stacji w Koluszkach (Łódzkie). Najprawdopodobniej na skutek zwarcia w instalacji elektrycznej zapaliło się podwozie pociągu.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję