Reklama

Niedziela Sandomierska

Rowerem z Janem Pawłem II

Od 11 lat w okolicach rocznicy wizyty św. Jan Pawła II w Sandomierzu organizowany jest rajd papieski dla upamiętnienia tego historycznego wydarzenia. Inicjatorem rajdu oraz jego uczestnikiem od początku jest bp Krzysztof Nitkiewicz.

2020-06-24 09:57

Niedziela sandomierska 26/2020, str. IV

[ TEMATY ]

bp Krzysztof Nitkiewicz

św. Jan Paweł II

rajd rowerowy

ks. W. Kania

Uczestnicy rajdu byli w różnym wieku

Obok pomników z kamienia i spiżu, które słusznie stawiamy św. Janowi Pawłowi II, ważne są pomniki żywe. Tym bardziej jeśli nawiązują do nauczania oraz świadectwa, jakie pozostawił nam papież. A Ojciec Święty lubił być z ludźmi, jeździł rowerem i na nartach, pływał kajakiem i chodził po górach. Z racji na pandemię zachowujemy obowiązujące zalecenia i środki ostrożności. Nie możemy jednak bezczynnie wyczekiwać, aż ona się skończy  – powiedział bp Krzysztof Nitkiewicz przed wyruszeniem w trasę tegorocznego rajdu.

W tym roku uczestnicy wyruszali ze swoich domów. Nie było wspólnego startu, a meta znajdowała się na dziedzińcu kurii diecezjalnej, gdzie – zachowując środki ostrożności – uczestnicy po okazaniu zdjęcia z jednego ze wskazanych punktów mogli odebrać dyplom uczestnictwa.

Tegoroczny rajd papieski odbywał się do miejsc, w których osobiście był Papież Polak, jak również i tych, które wskazywał w homilii wygłoszonej na sandomierskich błoniach w 1999 r. Uczestnicy indywidualnie albo w małych grupach odwiedzali miejsce celebracji Mszy św., robiąc sobie selfie pod figurą Jana Pawła II, gdzie w 1999 r. modliło się razem z papieżem 500 tys. wiernych. Drugim miejscem, gdzie ziemia sandomierska przywitała świętego, było lądowisko helikoptera papieskiego w Wielowsi. Były to punkty fizycznej obecności Jana Pawła II.

Reklama

Natomiast dwa pozostałe miejsca, gdzie można było pielgrzymować, zostały zaczerpnięte z wygłoszonej homilii. Wtedy do zgromadzonych wiernych na błoniach sandomierskich papież mówił o bł. ks. Antonim Rewerze oraz bł. ks. Władysławie Miegoniu, wskazując ich jako wzór do naśladowania oraz wynosząc do godności błogosławionych. Cykliści mogli odwiedzić miejsce chrztu obu błogosławionych, gdzie zachowana jest chrzcielnica, przy której zostali włączeni do ludu Bożego. Ostatnim miejscem tegorocznego pielgrzymowania był kościół św. Józefa w Sandomierzu. Świątynia związana jest z bł. ks. Antonim Rewerą, bo w niej właśnie był proboszczem i w Sandomierzu został aresztowany, aby później trafić do obozu koncentracyjnego. Poza bł. ks. Rewerą w podziemiach świątyni spoczywają doczesne szczątki Teresy Izabeli Morsztynówny, którą św. Jan Paweł II wskazywał jako wzór do naśladowania.

Uczestnicy rajdu przybywali na dziedziniec kurii diecezjalnej z różnych miejsc diecezji. Byli tacy, którzy przybyli z Raniżowa, z jednostki wojskowej w Nisku oraz z wielu różnych stron. Wśród cyklistów był m. in. bp Krzysztof Nitkiewicz, wielu księży pracowników kurii, siostry zakonne oraz duża grupa ludzi świeckich, od 11 lat uczestniczących w rajdzie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Sandomierz: „Klucz do serca biskupa” – najnowsza książka bp. Nitkiewicza

2020-06-16 19:14

[ TEMATY ]

książka

bp Krzysztof Nitkiewicz

Artur Stelmasiak

Klucz do serca biskupa” – to tytuł najnowszej książki bp. Krzysztofa Nitkiewicza, która ukaże się niebawem nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego w Sandomierzu. Opublikowane będą w niej opowiadania dedykowane osobom walczącym z koronawirusem.

Od bez mała trzech miesięcy, ordynariusz prezentuje w formacie wideo na stronach internetowych diecezji sandomierskiej napisane przez siebie opowiadania, żeby umilić czas epidemii. Ich przesłaniem są słowa: „Trochę radości na trudne dni”. Zadedykował je wszystkim osobom walczącym z koronawirusem w Polsce i we Włoszech.

„W czasie walki z epidemią brakuje nam często uśmiechu i radości. Dlatego chcę zadedykować swe opowiadania wszystkim w Polsce i we Włoszech, którzy walczą z koronawirusem” – mówił wówczas biskup przed rozpoczęciem prezentacji swojej opowieści.

Bp Krzysztof Nitkiewicz, którego dewizą jest: Misericordias Domini cantabo (Będę wyśpiewywał miłosierdzie Pana) ma na swoim koncie kilka innych książek.

Książka „Tam i z powrotem” ukazała się w listopadzie 2010 r. Biskup wspomina w niej swoją pracę w Kongregacji ds. Kościołów Wschodnich i związane z tym liczne podróże, obserwacje i osobiste refleksje dotyczące Kościoła powszechnego. Jest to wybór 25 opowiadań przybliżających czytelnikowi, przez pryzmat osobistych komentarzy, także zagadnienia ekumenizmu i Kościołów Wschodnich.

Publikacja pt. „Katolickie Kościoły Wschodnie. Kompendium Prawa” ukazała się we wrześniu 2014 r. Zawiera ona zarys historii Kościołów wschodnich, ich prezentację, omówienie struktury organizacyjnej i osobowej. Mówi o kulcie Bożym i przepisach dyscyplinarnych tych wspólnot.

W 2018 r. wydane zostało „ABC kurialisty” – swoisty przewodnik po meandrach kurialnej rzeczywistości, a także doskonały elementarz dla kurialnych nowicjuszy. W kwietniu 2019 r. z okazji 10-lecia posługi biskupiej ukazała się książka pt. „Tu jest mój dom”, będącą zbiorem opowieści o miejscach, ludziach i historii Ziemi Sandomierskiej.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do… Pana Łukasza Szumowskiego, Ministra Zdrowia

2020-07-10 10:23

[ TEMATY ]

Szumowski

5 pytań do...

Ministerstwo Zdrowia

Piotr Grzybowski w kolejnym wywiadzie z cyklu "5 pytań do..." rozmawia z Ministrem Zdrowia, Łukaszem Szumowskim.

Piotr Grzybowski: Panie Ministrze, stał się Pan symbolem walki z pandemią, chciałbym jednak powrócić do początków Pana fascynacji medycyną. Co stało za decyzją, aby zostać lekarzem?

Łukasz Szumowski: Jeszcze w szkole podstawowej nie myślałem o zawodzie lekarza. U nas w domu nie było tradycji medycznych – mama jest polonistą, tata inżynierem. Ale już wtedy miałem takie przeświadczenie, że będę lekarzem, pomimo, że to fizyka była moją miłością i była na pierwszym miejscu. Dlatego też poszedłem do „Reytana” do klasy mat-fiz. Ale fizyka w mat-fizie to nie wszystko. Trudno było myśleć o studiach z fizyki, gdy okazało się, że nie jestem wybitny z matematyki. W liceum już wiedziałem, że medycyna łączy w sobie niezwykły świat – mama dała mi wtedy książki Prof. Hellera czy Prof. Sedlaka. Ale ta świadomość, że mam być lekarzem, że mam leczyć ludzi była ze mną od podstawówki, chociaż opierałem się jak mogłem.

Mój późniejszy mentor, prof. Franciszek Walczak, uświadomił mi, że fizyka to także prądy w sercu, a jeszcze mówił o nich w tak ciekawy sposób... To on dał mi asumpt do tego by wybrać kardiologię, choć poważnie zastanawiałem się także nad anestezjologią. Dzięki pasji prof. Walczaka i mnie wciągnęło w świat prądów w sercu. Na tę nową pasję poświęcałem każdą wolną chwilę. Gdy uświadomiłem sobie ilu poważnie chorym ludziom można pomóc i zobaczyłem na przykładzie profesora Walczaka ile to daje satysfakcji, nie było już odwrotu. Ablacje, czyli zabiegi regulujące zaburzenia rytmu serca, to była logiczna konsekwencja mojego wyboru.

PG: Co jest w tym zawodzie najtrudniejsze, a co najpiękniejsze?

ŁSz: Piękne w tym zawodzie w zasadzie jest wszystko. Co może dać więcej satysfakcji, niż widok człowieka, który jeszcze niedawno był umierający, pod tlenem, a żyje i czuje się dobrze? Kiedy widzi się dzieci i staruszków, którzy mogą cieszyć się z życia, z kontaktów z bliskimi i rodziną, a jeszcze niedawno ta rodzina drżała o to życie? Ja momentami, przy stole operacyjnym spędzałem po 12-14 godzin na dobę. Poza tym na stole operacyjnym człowiek zostaje odarty z tytułów i masek. I święty, i przestępca jest po prostu człowiekiem.

A trudna zawsze jest śmierć. Z nią nigdy człowiek się nie pogodzi, nawet gdy się z nią mierzy codziennie. Gdy, mimo olbrzymiego wysiłku całego zespołu, nie daje się pomóc, to jest to dramatyczny moment. Trudna jest akceptacja tego, że się czegoś nie wie, nie rozumie co dolega pacjentowi, kiedy robimy zabieg zgodnie z naszą wiedzą i …. nie działa …

PG: Nie uciekniemy od tematu pandemii. Chciałem zapytać o ten pierwszy moment, kiedy uświadomił sobie Pan spodziewaną jej skalę, zagrożenia?

ŁSz: Skala dramatów ludzkich, która miała miejsce we Włoszech, w Lombardii, te ciała wiezione na ciężarówkach, dramatyczne decyzje o tym, kogo podłączyć do respiratora, a komu tej pomocy odmówić… Tak, to myślę był ten moment, kiedy wszyscy zobaczyliśmy, co może wydarzyć się w czarnym scenariuszu. Później mieliśmy jeszcze lotnisko w Anglii przekształcane w kostnicę i Hiszpanię, w której nie nadążano spalać zwłok ludzkich. Nie ma chyba osoby, na której nie robiłoby to wrażenia. Dziś jednak nikt z nas już o tym zdaje się nie pamiętać. Dziś jest lato, wakacje, spotkania z bliskimi. W marcu był powszechny strach, by w Polsce nie doszło do powtórzenia sytuacji z Włoch. Na dziś my tę walkę z wirusem wygrywamy. Okupiliśmy to dużym wysiłkiem, ale było warto. Nie doszło w Polsce do sytuacji, w której musielibyśmy komuś odmówić pomocy, a to był nasz priorytet.

PG: Co było, może dalej jest, największym wyzwaniem w walce z Covid-19?

ŁSz: W czasie epidemii wszystko staje się wyzwaniem. Największym jest presja czasu przy olbrzymiej skali decyzji, które trzeba podjąć. Priorytetem było maksymalne ograniczenie ekspansji wirusa, przy jednoczesnym zapewnieniu pełnej wydolności szpitali, tak by mogły przyjąć każdego wymagającego pomocy. Szybki lockdown, czyli tak naprawdę powszechne ograniczenie aktywności społecznej, przy jednoczesnym powołaniu do życia szpitali jednoimiennych, izolatoriów dla chorych nie wymagających hospitalizacji, to były decyzje, które dawały nam przewagę nad wirusem – jeżeli tak obrazowo mogę powiedzieć. Poza tym zakupy… W marcu i kwietniu na rynku brakowało wszystkiego. Państwa prześcigały się w kupowaniu każdej dostępnej rzeczy: maseczek, kombinezonów, respiratorów – dosłownie wszystkiego. My też o każdy zakup musieliśmy walczyć. Dziś posłowie Koalicji Obywatelskiej zarzucają nam, że za maski przepłaciliśmy, że respiratory były za drogie. A ja odpowiadam: nikt w Polsce nie umarł z powodu braku sprzętu, a w innych państwach takie rzeczy były codziennością. My ratowaliśmy ludzkie życie. Pamiętam poczucie bezsilności i goryczy kiedy maseczki, które miały przylecieć do Polski zostały podkupione przez inne państwa…

PG: Jak by Pan zachęcił dzisiejszych maturzystów do wyboru studiów medycznych?

ŁSz: Zawód lekarza to jeden z najpiękniejszych zawodów. Można by powiedzieć cynicznie – wykonujesz swoją prace, a niejako przy okazji – jako bonus - pomagasz ludziom. Choć oczywiście pomoc drugiemu człowiekowi jest sednem tej pracy. To zawód, którego nie można go wykonywać mechanicznie. Tu nie ma miejsca na rutynę. Zawód lekarza to zawód, któremu trzeba się w pełni poświęcić, ale on dużo daje w zamian. Satysfakcję, codzienną przygodę poznawania nieodkrytych obszarów ludzkiego organizmu. Jesteśmy w stanie polecieć na księżyc, a nie wiemy jak wyleczyć raka…

Medycyna to naprawdę odkrywanie nowych lądów i wielka przygoda.

Poza tym, ja na studiach medycznych zyskałem coś najcenniejszego – moją żonę.

CZYTAJ DALEJ

Turcja: Hagia Sophia może być znowu meczetem

2020-07-10 17:00

[ TEMATY ]

Hagia Sophia

meczet

Turcja

PAP

Hagia Sophia

Turecki naczelny sąd administracyjny anulował decyzję prezydenta Mustafa Kemal Atatürka z 1934 roku o przekształceniu w muzeum dawnej świątyni chrześcijańskiej Hagia Sophia, w której od XV wieku mieścił się meczet. Ostateczna decyzja w sprawie przywrócenia tej historycznej budowli charakteru muzułmańskiego miejsca kultu zależy teraz od obecnego szefa państwa Recepa Tayyipa Erdoğana.

Po ogłoszeniu decyzji sądu kilkadziesiąt osób zgromadzonych przed Hagią Sophią wołało radośnie: „Allah jest wielki!”.

Hagia Sophia uchodzi za najwspanialszą budowlę pierwszego tysiąclecia po Chrystusie. Powstała jako chrześcijańska świątynia Mądrości Bożej. Wzniesiono ją z rozkazu cesarza Justyniana w 537 r. na ruinach wcześniejszego kościoła z IV w. Po upadku Konstantynopola 29 maja 1453 r. szybko została przekształcona w meczet, m.in. dobudowano do niej cztery minarety. W 1934 r. decyzją prezydenta Atatürka stała się muzeum. Od lat podejmowane są przez wyznawców islamu próby wymuszenia na władzach, by Hagia Sophia z powrotem była meczetem.

Z ostatniej chwili:

Prezydent Turcji Tayyip Recep Erdogan podpisał w piątek dekret formalnie przekształcający muzeum Hagia Sophia w meczet. Wcześniej turecki sąd unieważnił decyzję rządu z 1934 roku, na mocy przekształcono znajdujący się w budynku meczet w muzeum.

Erdogan udostępnił na swoim koncie na Twitterze kopię podpisanego przez siebie dekretu, w którym zadecydowano o przekazaniu kontroli nad meczetem Ayasofya, jak brzmi jego turecka nazwa, Dyrektoriatowi ds. Religii i ponownym otwarciu go dla kultu religijnego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję